Strony

niedziela, 30 kwietnia 2023

Korona. Fenomen najpotężniejszej monarchii- czyli za co kochamy Windsorów? Przedpremierowa recenzja.

 

 

 


 

Tytuł:  Korona.Fenomen najpotężniejszej monarchii

Autor:  Wioletta Wilk-Turska

Liczba stron:350

Wydawnictwo: Luna

Okładka:  miękka

SŁOWA KLUCZE: historia, biografia, życie od podszewki, ciekawostki, monarchia

 

 KRÓTKA FABUŁKA: czyli z czym to się je?

 Monarchia brytyjska to moja pasja! Mogłabym godzinami opowiadać o tym, dlaczego królowa lub król panuje, a nie rządzi, dlaczego co roku otwiera parlament, jadąc na tę uroczystość karetą zaprzężoną w konie i dlaczego Brytyjczycy wciąż kochają swoją monarchię, mimo iż członkowie rodziny królewskiej nieraz postępowali w sposób niegodny swojej pozycji społecznej.


Ta książka to próba odpowiedzenia na pytanie, dlaczego to właśnie monarchia brytyjska tak fascynuje ludzi na całym świecie. Przeżywamy śluby i narodziny dzieci w rodzinie królewskiej, śledzimy rozwój konfliktu między księciem Harrym a jego bratem i ojcem.


Korona jest najważniejszym symbolem monarchii brytyjskiej, znakiem narodowym i widocznym świadectwem chrześcijańskich korzeni. I jeszcze czymś więcej. Pomostem między dawnymi czasami i współczesnością. Jak długo korona mocno trzyma się na królewskiej głowie, historia będzie toczyć się dalej, a my będziemy ją śledzić z zapartym tchem.

 

 

POD LUPĄ: Zacznę od wizualnej strony, czyli lupa w dłoń i do dzieła !

 Książka jest formatu B2. Miękka, matowa okładka. Posiada skrzydełka i cudowną wyklejkę w kolorze czerwonym z małymi koronami. Na froncie mamy zdjęcie królowej Elżbiety II i Karola III obecnego króla. Kolorowe, lakierowane napisy dodają efektu 3d. W środku mamy gruby gramaturowo papier, beżowy z bardzo przyjemną czcionką. Rozdziały są zatytułowane i ponumerowane. W środku mamy czarno-białe zdjęcia lub obrazy, które dodają mowie pisanej autentyczności lub potwierdzenia danego faktu. Książka jest bardzo giętka więc nie ma problemu przy otwieraniu stron. Całość wydania oceniam na : 5



OPINIA: Czyli jak ona smakuje ?

Jak wiesz uwielbiam książki, które w pewien sposób przybliżają mi historię lub anegdotki związane z brytyjską monarchią. Nie uważam się za jakiegoś eksperta, żeby nie było, ale fascynuje mnie ich życie i średniowieczne tradycje, które mimo tak zcyfryzowanego i zmechanizowanego świata przetrwały do dziś. Czy ta pozycja w porównaniu do innych pozycji związanych z Windsorami wypada dobrze? Czy może jest to kolejny chwyt marketingowy ze względu na ostatnie wydarzenia, jakie miały miejsce? Jeśli Cię zaciekawiłam to weź sobie coś do picia, jedzenia, siadaj i słuchaj co mam Ci dziś do opowiedzenia.

 Tu nie ma fabułki, a narratorka przybliża nam zasady, etykietkę jaka panuje na dworze. Zaczyna snuć swą opowieść dość przewrotnie, bo od śmierci Elżbiety. Ona jest jakby takim punktem, który łączy wszystkie wątki, jakie zostały poruszone w tym reportażu. Podoba mi się język, jakim jest napisany, prosty, przyjemny, a przy tym bardzo konkretny. Zdjęcia są idealnie zsynchronizowane z treścią, dzięki czemu mamy np zdjęcie sukni ślubnej kiedy autorka pisze o ciekawostkach jej projektowania.



Kolejną rzeczą, która mnie ujęła w tej książce to próba przybliżenia nam zasad i surowej etykiety. To właśnie przez nią wybuchło wiele skandali, bowiem były tuszowane pewne odstępy od owych reguł lub drobne konflikty wyolbrzymione ze względu na jakieś przepisy. Nie dziwi więc fakt, że wielu Windsorów się buntowało, nawet sama Elżbieta, choć mimo to starała się jak najbardziej przestrzegać ich solennie. Ze względu na przedawnienie pewnych wydarzeń lub osoby, które miały do czynienia z owymi plotkami nie żyją, dziś można głośno i śmiało mówić o wielu sprawach. Autorka więc parę niuansami mnie bardzo zaskoczyła, bo o nich nie wiedziałam. Jak wspomniałam wspaniale swoje argumenty popiera historią Anglii.

Kolejny aspekt tego reportażu, który bardzo mnie ujął to fakt umiejętnego opisywania wydarzeń. Czytelnik ma wrażenie jakby sam był uczestnikiem owych sytuacji i brał bierny w nich udział jako obserwator. Pani Violetta ma na prawdę wyśmienite umiejętności bajdurzenia, dzięki czemu czujemy emocje, jakie towarzyszyły Elżbiecie i jej rodzinie. Potrafimy wczuć się w jej sytuację i poniekąd zrozumieć jej postępowanie, surowość, czy  przywiązanie do tradycji.

 Całość jest utrzymana w bardzo obiektywnym tonie. Dzięki czemu sami możemy wyrobić sobie opinię na dany temat. Czuć, że autorka pasjonuje się dworem Windsorów i ma ogromną wiedzę na temat ich życia i rutyny. Byłam w stanie uwierzyć we wszystko co napisała Pani Violetta. Raczy czytelników sekretami, o których nie przeczytacie nigdzie indziej.

 CZY WARTO SCHRUPAĆ?- czyli podsumowanie : 

 ,, Korona. Fenomen najpotężniejszej monarchii" to książka, która smakuje jak ulubiony dżem królowej czyli pomarańczowy. Jak jak on ten reportaż wnosi wiele świeżości i ciekawostek, o których nigdzie indziej nie czytałam i nie słyszałam. Pyszny słodko-kwaśny smak to zdecydowanie wszystkie tradycje, które nie jednokrotnie przysporzyły monarchii wiele afer. Zasady, które dziś nie mają racji bytu, a tak bardzo ukochane przez wielu. Słoneczny energiczny kolor to zdecydowanie sam kunszt pisarski. Czuć lekkość, a przy tym pewność słów popartą wieloma przykładami z historii. Kawałkami pomarańczy są zdecydowanie ciekawostki, których tu wiele. Nareszcie odkrywamy sekretne tajniki przekazywania sobie poprzez gesty, czy słowa poleceń Elżbiety. Wiele zasad ona sama na przestrzeni swojego panowania wprowadziła, o czym też nie miałam świadomości. Czy warto ją schrupać? Według mnie ten reportaż jest fenomenalny, czyta się go niczym najlepszy dokument. Potrafi wciągnąć do swojego świata i sprawić,że czujesz się jak gość lub dawny krewny, który wszystko ogląda z boku. To co ważne, nie powiela wiele faktów z innych podobnych pozycji co jest ogromnym plusem.

 KOMU POLECAM? Osobom, które uwielbiają reportaże, biografie, interesują się historią i Windsorami.

 

Za możliwość schrupania tej pozycji dziękuję wydawnictwu:



sobota, 29 kwietnia 2023

To nie może się udać, czyli obyczajowa bajka

 

 

 


 

 

Tytuł: To nie może się udać

Autor:  Abby Jimenez

Liczba stron:446

Wydawnictwo: Muza

Okładka:  miękka

SŁOWA KLUCZE: okruchy życia, element bajki, znęcanie psychiczne, miłość, różnice społeczne

 

 KRÓTKA FABUŁKA: czyli z czym to się je?

Życie Alexis Montgomery zostaje wywrócone do góry nogami z powodu pewnego zwariowanego zakładu, pysznej kanapki z grillowanym serem i małej kózki w piżamce. A tak naprawdę z powodu Daniela Granta, niemożliwie seksownego i wyluzowanego stolarza, młodszego od niej o dziesięć lat i będącego całkowitym przeciwieństwem wielkomiejskiej elegantki, jaką jest Alexis. Wydawałoby się, że wszystko ich dzieli, a jednak chemia między nimi jest niezaprzeczalna.

Bogaci i wpływowi rodzice chcieliby, żeby Alexis zgodnie z rodzinną tradycją została światowej sławy chirurgiem. Ale ona wcale nie pragnie sławy. Wystarcza jej praca lekarki na oddziale urazowym. A każda chwila spędzona z Danielem i społecznością małego miasteczka, w którym on mieszka, uświadamia Alexis, co jest naprawdę ważne w życiu. Jeśli jednak ich związek stanie się czymś więcej niż przelotnym romansem, młoda lekarka będzie musiała odrzucić rodzinne dziedzictwo.

Alexis uważa za niemożliwe wprowadzenie Daniela do swojego świata, ale też nie potrafi wyrzec się szczęścia, które on jej daje. Czy mimo tylu różnic uda im się stworzyć trwały związek?

 

 

POD LUPĄ: Zacznę od wizualnej strony, czyli lupa w dłoń i do dzieła !

  Książka standardowego wymiaru A5 . Okładka twardsza, matowa. Pewne elementy jak  litery, czy postacie na froncie są lakierowane, co nadaje trójwymiarowości. Utrzymana w zimnej, wręcz nocnej kolorystyce chabru, niebieskości, żółci, pomarańczu i czerni. Przedstawia parę kobietę i mężczyznę, którzy stoją na granicy między wsia,a miastem morzem i wpatrują się w siebie. Bardzo przepiękna i nostalgiczna okładka. Wyklejka jest żółta, brak jakichkolwiek motywów. Jeśli chodzi o strony to są one beżowe, bardzo cieniutkie, czcionka mała, ale czytelna. Rozdziały są podzielone ze względu na bohaterów, dzięki czemu mamy perspektywę z dwóch stron. Na końcu mamy przepis od bohatera na naleśniki, pytania autorki dla czytelników i fragment jej wywiadu. Całość wydania oceniam na 4+



OPINIA: Czyli jak ona smakuje ?

 Do obyczajówki lub komedii romantycznej muszę mieć odpowiednią chwilę, czas lub po prostu ochotę. Zwykle ich przewidywalność lub cukierkowość dość szybko mnie nudzą lub wywołują wiadomo jaki odruch. Jak było z tą pozycją? Jeśli Cię zaciekawiłam to weź sobie coś do picia, jedzenia, siadaj i słuchaj co mam Ci dziś do opowiedzenia.

Głównymi bohaterami tej powieści są Alexis Montgomery ( czy tylko ja miałam skojarzenie z Dynastą, jeśli chodzi o imię?) i Daniel Grand. Kobieta ma 37 lat i w życiu wiodła życie księżniczki. Powiedziałabym kobieta sukcesu. Ma wszystko to o czym każda kobieta marzy. Jednak jej świat bardzo szybko zostaje zburzony, a świat dowiaduje się, że wybitna lekarka, dziedziczka  majątku została zdradzona przez swojego wieloletniego partnera ,, Księciunia" tak sobie go nazwę. I to co jest najbardziej bolesne to fakt, że całe środowisko Alexis staje murem za mężczyzną. Mimo tego, że kobieta zaczyna mówić co działo się w środku ich zamku ( znaczy willi). To co mnie poruszyło to fakt, że nikt jej nie wierzy lub nie chcą znać prawdziwego oblicza Księciunia. I tak zaczyna się walka naszej bohaterki o godność ale i prawdę, która jest często niewygodna.

Daniel to 27 latek, który jest ideałem mężczyzny i jest sam. I ma psa. I kozę. I jest burmistrzem, który pracuje charytatywnie. I ma złą matkę. I nie ma pieniędzy ale ma super sprzęt. Stolarski np. I zakochuje się w Alexis  i nie przeszkadza mu, ze jest 10 lat starsza i ma kasę. Znaczy o kasie nie wie.  I ma zasady, którymi się kieruje w życiu. I zrobi wszystko by być z naszą bohaterką, mimo tylu różnic, które ich dzielą.. Normalnie rycerz na kozie z psem... 

No dobra co z tą fabułką? Nie jest jakaś odkrywacza, ale przyznaję wciąga jak pyszny koktajl z owoców. Chłopak ze wsi, City girl i tu już mamy pierwsze stereotypowe podejście. Niby że są tacy do tyłu ze wszystkim.Dzielą ich różnice społeczne, ona bogata, on bogaty ale nie bierze kasy.. w sensie ma nazwisko rodowe.. Jednak różnica wieku.. chyba raz jest wspomniana, czy się dogadają, ale przyznam, że pod tym względem mogła autorka trochę to rozbudować owe rozterki. 



To co zasługuje na medal to kreacja miasteczka Wakan. Jest wyjęta niczym z jakiejś baśni. Dzieją się tu troszkę magiczne rzeczy, które spokojnie można wyjaśnić pod względem naukowym, dlatego nie jest to fantastyka.Jednak podkreślenie zalet małej mieściny widać gołym okiem. Przyjaźni ludzie, biedni ale oddadzą wszystko co mają, pomocni i bardzo sympatyczni. Czuć owe ciepło wydobywające się z tego  naturalnego miejsca. W opozycji mamy współczesne, zimne miasto, gdzie ludzie wpatrzeni w smartfony nawet nie wiedzą kto obok nich mieszaka.

 

 CZY WARTO SCHRUPAĆ?- czyli podsumowanie : 

 ,, To nie może się udać" muszę porównać do naleśnika, gdyż sam bohater na koniec książki podaje nam czytelnikom przepis na jego specjał kulinarny. Tak między nami, bardzo spodobał mi się ten zabieg. Przypomina mi mangowe zagrywki autorów, którzy też chętnie na skrzydełkach lub posłowiu lubią dzielić się swoimi przepisami, tak aby czytelnik mógł poczuć jeszcze bardziej ten świat wykreowany, przygotowując sobie owe danie w zaciszu swojej kuchni. No więc ciastem naleśnikowym  z ekstraktem wanilii i migdału są nasi główni bohaterowie. Może nie wyróżniają się oni nazbyt i są momentami bardzo stereotypowi, jednak bardzo szybko czujemy do nich sympatię co jak dla mnie jest na ogromny plus. Powiedziałabym ot taki zwyczajny, klasyczny naleśnik. Owocami są dla mnie elementy bajki. Nie jest tego dużo, ba wręcz trzeba je wyłapać, jednak dodają one tego smaku i sprawiają, że ta historia nabiera takich rumieńców. Bitą śmietaną, a właściwie kleksem na zawiniętym już naleśniku jest przedstawiony problem znęcania się psychicznego. Autorka w genialny sposób ukazuje obraz takich kobiet i z czym na co dzień się mierzą. Sosem czekoladowym, lub kawałkami czekolady było dla mnie same miasto, a właściwie jego kreacja. Te miejsce jest wyciągnięte z najlepszej animacji disneya lub bajki, które słuchałam z dzieciństwa. Miałam ochotę stać się mieszkanką tego miasteczka i żyć razem z ich mieszkańcami w takiej błogiej, przyjaznej atmosferze. Oczywiście, że nie było tam aż tak cukierkowo, ale owe motywy tradycyjne zostały tam zakorzenione solidnie. Czy zatem warto schrupać tę książkę? Zdecydowanie tak! Ja bawiłam się przy niej genialnie. Chyba w odpowiednimi momencie się za nią zabrałam, bo mam w planach jeszcze do niej wrócić..

 KOMU POLECAM? Osobom które lubią komedie romantyczne, obyczaj

P.S Ewidentnie się starzeję.. dlaczego? Ponieważ wybrzydzam w książkach. Mało która potrafi mnie zaciekawić lub wywołać rumieńce.. dochodzę do wniosku, że albo wszystkie są pisane na jedno kopyto lub gdzieś to już czytałam.. i tak starość u mnie zawitała...a może za dużo czytam? Nieeee...

 

Za możliwość konsumpcji tej  książki, bardzo dziękuje wydawnictwu:




środa, 12 kwietnia 2023

Kiedy wierzyliśmy w syreny- czyli opowieść o dorastaniu... PRZEDPREMIEROWA RECENZJA

 

 

 


 

 

Tytuł: Kiedy wierzyliśmy w syreny

Autor:  Barbara O'Neal

Liczba stron:413

Wydawnictwo: Muza

Okładka:  miękka

SŁOWA KLUCZE: rodzina, tajemnica, zagadka,  okruchy życia

 

 KRÓTKA FABUŁKA: czyli z czym to się je?

 

Josie Bianci zginęła kilkanaście lat temu podczas ataku terrorystycznego. Odeszła na zawsze. Tak przynajmniej myślała jej siostra, Kit. Jednak wystarczyło kilka sekund, by wywrócić świat Kit do góry nogami. 

Kiedy w telewizji transmitowano relację na żywo z pożaru klubu w Auckland, podobieństwo jednej z kobiet do Josie było niewiarygodne. Kit zalała fala emocji – żalu, poczucia straty i niezrozumienia. Jednak najsilniejszy okazał się gniew i determinacja, aby odnaleźć siostrę, od tylu lat żyjącą w kłamstwie. 

Kit rozpoczyna swoją podróż do Nowej Zelandii od wspomnień z przeszłości: dni spędzonych na plaży z Josie i traumatycznego dzieciństwa, które prześladowało siostry w dorosłym życiu.

Jeśli ponownie miałyby się zjednoczyć, muszą wyjawić dawno pogrzebane tajemnice i zmierzyć się z druzgocącą prawdą, która zbyt długo oddzielała je od siebie. Bo czasem, aby odzyskać spokój i zdrowe relacje, trzeba najpierw wszystko stracić – Kit i Josie dobitnie się o tym przekonają.

 

POD LUPĄ: Zacznę od wizualnej strony, czyli lupa w dłoń i do dzieła !

 Książka standardowego wymiaru A5 . Okładka twardsza, matowa, miziasta. Pewne elementy jak np liście są lakierowane, co nadaje trójwymiarowości. Utrzymana w ciepłej kolorystyce żółci, pomarańczu, czerwieni i czerni. Przedstawia dwie kobiety, które stoją nad morzem i wpatrują się w dal. Bardzo przepiękna i nostalgiczna okładka. Wyklejka jest granatowa nadal z motywem roślinnym. Jeśli chodzi o strony to są one beżowe, bardzo cieniutkie, czcionka mała, ale czytelna. Rozdziały są podzielone ze względu na bohaterki. Całość wydania oceniam na 4+



OPINIA: Czyli jak ona smakuje ?

 Kiedy otrzymałam ten tytuł do recenzji nie mogłam się oprzeć i postanowiłam od razu wgryźć się w fabułę. Nie ukrywam, że ostatnio zostałam pochłonięta przez mangii i tamtejsze fenomenalne historie. Jednak ta książka skusiła mnie.. czym? Sama nie wiem, czasem tak mam, że mam po prostu na jakiś gatunek ogromną ochotę, a dawnoo nie czytałam literatury pięknej. Więc czy warto sięgnąć po ten tytuł w szczególności, że cena okładkowa trochę przeraża? Jeśli Cię zaciekawiłam to weź sobie coś do picia, jedzenia, siadaj i słuchaj co mam Ci do opowiedzenia.

Ta historia jest bardzo kobieca. Mamy bowiem dwie bohaterki, siostry i z ich perspektyw poznajemy całą historię. 

Josie Bianci zaginęła w wyniku ataku terrorystycznego na pociąg. Kit, nigdy już nie potrafiła pozbierać się po tej tragedii, w szczególności, że była bardzo zżyta ze swoją starszą siostrą. Jako lekarka postanowiła właśnie pomagać osobom właśnie po takich ,, trudnych" wypadkach. Pewnego dnia w telewizji podczas relacji widzi kobietę, która wygląda jak jej zaginiona siostra. Czy to aby na pewo ona? Kit nie wiele myśląc wsiada w samolot i postanawia dowiedzieć się prawdy.

Mari to szczęśliwa żona, matka dwójki dzieci. Kiedy jej córka pada ofiarą przemocy słownej w szkole, jej przeszłość i demony zaczynają się odzywać. Jej dziwny dom, chłopak, który został przygarnięty przez jej rodziców i młodsza siostra. Marii zabiera więc nas do swej ciemnej, zimnej i brudnej przeszłości..

Co łączy Kat i Marii? Czy jest ową zaginioną Josie? Powiem Ci tak, trudno było mi polubić którąś z kobiet. Były mi one obojętne, jednak ich historie na prawdę mnie wciągnęły i zabrały do swych światów. Autorka, bardzo realistycznie namalowała portret kobiet. Z traumami, z marzeniami, czy doświadczeniem życiowym. Pokazuje nam, że słowo ,, Kobieta" i nasza siła  wewnętrzna są wyjątkowe. To co mnie ujęło, to fakt owych sekretów rodzinnych. Im głębiej schodzimy tym więcej widzimy owych brudnych spraw, które mogły spowodować owe kryzysy i wpłynęły na decyzje, które choć drastyczne były uzasadnione.



Podoba mi się również owe balansowanie między przeszłością, a teraźniejszością. Jest ono bardzo naturalne. Wywołują owe wspomnienia na pozór banalne rzeczy, jednak w naszym życiu jest podobnie. Jakiś, zapach, smak, zdjęcie mogą przenieść nas do przeszłości, do tych cudownych, błogich chwil, jak i tych o których wolelibyśmy nie pamiętać.

Problemy jakie zostały poruszone w tej książce są na prawdę mocne i nawiązujące do obecnych czasów. Mam na myśli o samotności, dążeniu do zrealizowania swoich marzeń, zatracając przy tym  pewne wartości, które w naszym życiu są ważne. Historia ta porusza również wątek bardziej drastyczny jak zaniedbanie i patologiczne zachowanie rodziców, jak i molestowanie dziecka.  To wszystko w dorosłym życiu owych kobiet będzie się odbijało nie tylko na ich relacjach z innymi ludźmi, ale i postrzeganie świata. I choć fabuła jest powolna to mi to absolutnie nie przeszkadzało, bowiem dała mi o wiele więcej refleksji niż się po niej spodziewałam...

 

 CZY WARTO SCHRUPAĆ?- czyli podsumowanie : 

 ,, Kiedy wierzyliśmy w syreny" to książka, która zwraca uwagę na bardzo ważny aspekt. Mianowicie, że nasze dzieciństwo to jakie było, określa w przyszłości nas jako dorosłych i przyszłych rodziców. Ta powieść to zdecydowanie  makaron z cukrem i twarogiem. Nie ma chyba osoby, która nie zna tego dania z dzieciństwa. Owym makaronem czyli podstawą są bohaterowie. Podoba mi się w ich kreacji, że są bardzo realistyczni. Mają wady, a ich problemy z jakimi muszą się mierzyć są tzw naszymi codziennymi trudami dnia. Nie zapałałam może sympatią do żadnej z kobiet, ale to dla tego że nie utożsamiłam się z nimi. Jednak w żadnym razie nie jest to wada. Serem są owe problemy i tajemnice, które wychodzą na wierzch. Bolesne, refleksyjne ukazujące ludzkie tragedie. Tytuł jest bardzo filozoficzny bowiem zwraca uwagę na cały aspekt tej powieści. Mianowicie ukazuje pewną prawdę iż dzieci wierzą w każdą bajkę opowiedzianą przez dorosłych. Kiedy same stają się dorosłe rozumieją że owe bajki to fikcja, która miała na celu ukryć szary, brudny świat. Owa beztroska, wiara w niemożliwe jest piękna, ale i krucha. Cukrem był dla mnie cały klimat tej powieści. Niby spokojny, powolutki ale bardzo nasycony emocjonalnie.  Czy warto schrupać tę powieść? Zdecydowanie tak. Mi bardzo przypadła do gustu i wprawiła mnie w zadumę nie raz.  Byłam oczarowana nie tylko historią ale i tym jak autorka potrafiła bawić się uczuciami czytelnika.

 KOMU POLECAM? Fanom literatury pięknej