Strony

środa, 29 listopada 2023

One of my enemy- czyli pokochać wroga..

 

 

 


 

 

Tytuł: One of my enemy

Autor:  Olivie Blake

Liczba stron:504

Wydawnictwo: znak

Okładka: twarda

SŁOWA KLUCZE: mafia, magia, skłócone rodziny, zdrada, miłość, nienawiść

 

 KRÓTKA FABUŁKA: czyli z czym to się je?

 Dwanaście lat pokoju, dwa zwaśnione wiedźmie rody i kradzież, za którą Masza Antonowa nie może nie ukarać winowajcy. Nawet jeśli złodziejem okazał się Dimitrij, jej pierwsza wielka miłość. Postąpić inaczej oznaczałoby zawieść matkę, a na to Masza, idealna spadkobierczyni, nigdy sobie nie pozwoli. Wszystko po to, by jej najmłodsza siostra Sasza mogła być, kim chce.

Sasza wplątuje się jednak w niebezpieczny romans, serce Maszy nie jest tak nieczułe, jak jej się wydawało, zaś przeszłość ich matki kładzie się cieniem na życiu sióstr. Rozlew krwi jest nieunikniony. Pytanie brzmi: czyjej?

 

 

POD LUPĄ: Zacznę od wizualnej strony, czyli lupa w dłoń i do dzieła !

Książka posiada dwa wydania. W miękkiej oprawie, czerwone z czarną różą w tle. I te, które ja upolowałam, czyli wydanie specjalne/ ekskluzywne twarda oprawa. Utrzymana w czarno, szaro, czerwonych kolorach. Przepiękne ornamenty i dwa małe portrety. Starszej pary i młodszej.  Brzegi stron są zabarwione na bordo z wybitymi emblematami róży czarnej i czerwonego... no właśnie tu mam problem z określeniem serca na liściach? gołębia, który trzyma głowę? lwa?.. nie wiem. W środku mamy cudowną wyklejkę z owym portretem utrzymaną w czerwonym kolorze, tak jakby wisiał na ścianie. W środku mamy cytaty z Romea i Julii, cudowne ilustracje czarno-białe i liczne ornamenty. Kartki są przyjemne w dotyku w kolorze beżu. Grube, czcionka nie przebija na następną stronę, a sam tekst czytelny i przyjemny dla oka. Całość wydania oceniam na 6 ( brakowało mi jeszcze tasiemki, ale to już czepianie)



OPINIA: Czyli jak ona smakuje ?

 Gdy byłam młodsza nie ukrywam straszne fascynowałam się klasycznymi, tragicznymi historiami miłosnymi. ,,Tristan i Izolda" , czy ,, Romeo i Julia" dotykały bowiem tematu miłości zakazane, nieszczęśliwej i trudnej. Pełnej wyrzeczeń, czy poświęceń. Z czasem mój entuzjazm mijał wraz z wiekiem..Fascynacja opadała, a przychodziła mądrość, która widziała całkiem inne rozwiązania dla tych historii.  Kiedy więc na rynku pojawił się reteling ,, Romea i Julii" i to taki, który serio opowiada tę historię na nowo.. bardziej współcześnie, niż tylko  nawiązuje do motywu ,, skłóconych rodzin", czy miłości między wrogami. Musiałam sprawdzić , jak wypada ta historia. No więc stwierdziłam, że skoro z mojej kieszeni.. jak to ostatnio bywa , kupuję to wezmę tę ,, bogatszą" wersję. Jak smakowała? Czy płakałam za utraconymi pieniędzmi i czasem? No to weź sobie coś do picia, jedzenia, siadaj i słuchaj co mam Ci dziś do opowiedzenia...

Autorka na wstępie opisuje każdego z bohaterów, co bardzo mi się podobało, bowiem od razu zaczynamy z wiedzą, kto jest kim? Jakie ich łączą koneksje lub więzi. 

Baba Jaga to kobieta fame fatal.. matrona, która rządzi swoim biznesem. Kobieta sukcesu, czarownica, która ma 7 córek i każda posiada jakiś dar. Kiedyś pokłóciła się z Kościejem/ Łazarzem i od tego momentu walczą o wpływy..

Kościej/ Łazarz nieśmiertelny, który handluje magicznymi przedmiotami za odpowiednią cenę. Ma 3 synów, każdy jest czarodziejem i włada jakąś mocą. Nienawidzi Baby Jagi, bo... tu nie zdradzę

I teraz przejdę do pary, którą ja pokochałam od początku...

Masza/ Marija pierwsza córka  Baby Jagi. Jej następczyni. Zimna, stanowcza, uparta, piękna...ma męża Stasa. Plotka głosi, że straciła serce, dlatego nie potrafi kochać swego męża ( nadmienię, że ta postać poniekąd przypominała mi Annę Kareninię) tak mocno. 

Dymitr pierwszy syn Kościeja, jego spadkobierca. Przystojny, silny, to on wzbudza wszelki autorytet wśród wszystkich. Kiedyś coś łączyło go z jedną z córek Baby Jagi, jednak rodzina, interesy i inne sprawy ich rozdzieliły.

Sasza/ Anastazja- najmłodsza z córek Antonow.. zakochuje się w Lwie, co jest zakazane, bowiem, czy można kochać wroga?

Lew- najmłodszy z braci. Miał rozkochać w sobie najmłodszą z córek Antonow i zdobyć ich sekrety, aby zniszczyć tę rodzinę. Nikt nie przypuszczał, że Sasza skradnie jego serce szybciej niż on odkryje tajemnice rodzinne sióstr.

Roman- Postać środkowego brata, który pała czystą zemstą i honorem rodzinnym. Jest w stanie zapłacić każdą cenę by pozbyć się rodziny Antonow z miasta. Szalony, inteligentny i cwany z mistrzowską celnością eliminuje graczy..



 No dobra, co z tą fabułką?  Nie muszę chyba opisywać ,, Romea i Juli" o co tam chodziło, bo chyba każdy zna tę tragiczną historię. Ta książka to wspaniały reteling, który przenosi tę historię na współczesne czasy z odrobiną magii w tle.. Jestem zachwycona tą powieścią.. słów mi brakuje, bowiem boję się, że zdradzę za dużo. Są tu dwie pary.. tacy młodzi dorośli i nastolatkowie...każda z nich ukazuje inną miłość, problemy i rozterki. Jednak to co według mnie jest największym plusem tej książki to owy mroczny klimat. Tutaj na każdym kroku obawiamy się , co będzie dalej z bohaterami? Jak autorka rozwiąże ten i kolejny problem? Cały główny motyw ,, zemsta" jest genialnie poprowadzony, pełno tu zwrotów akcji, intryg, spisków, że czytelnik nie może narzekać na nudę. Dużo tu też takich przemyśleń psychologicznych, które pokazują nam jak bardzo związani jesteśmy z rodziną, jaki wpływ ma ona na nas?  oraz fakt, że każdy z nas pragnie miłości i do niej dąży...nawet za cenę życia.

 CZY WARTO SCHRUPAĆ?- czyli podsumowanie : 

 ,, One of my enemy" to smaczna przekąska jaką są ,, panierowane pieczarki" Ową znanym smakiem pieczarki jest sama historia, która jest retelingiem, czyli na nowo opowiedzianą historią ,, Romea i Juli". Moim zdaniem w genialny sposób autorka odświeżyła ten klasyk. Ową chrupiącą panierką są dla mnie bohaterowie, którzy zostali bardzo dobrze wykreowani. Każdy ma swoje cele, pobudki, a także charakter. Trochę blado wypadają siostry naszych dwóch bohaterek, ale one robią za tło.. to znaczy miały zadanie do wykonania i nara..Pełno tu szarych postaci, nie ma 100% złej, czy dobrej, co bardzo mi przypadło do gustu. Owe motywy, które wcześniej wspomniałam mogą być owym sosem, dodatkiem do tego dania, które w zupełności całość dopełnia. Jeszcze nigdy zemsta nie była tak ostra, a miłość tak ciepła i lepka niczym serowy sos, którym można się zajadać naokrągło. Czy zatem warto tę pozycję schrupać? Zdecydowanie. Jest to książka, która spodoba się czytelnikom trochę starszym niż nastolatką, bowiem porusza momentami nuty filozoficzne, są sceny erotico-romantico, które niekoniecznie są odpowiednie dla młodszych nastolatków.

 KOMU POLECAM? Fanom retelingów, romansów z nutą fantastyki, ale z nutą, wielbicieli klasyków i motywu enemy to lovers.

niedziela, 15 października 2023

Morderstwo w świątecznym ekspresie- czyli idealna wymówka wyjaśniająca nasze spóźnienie na wigilię rodzinną..

 

 

 

 


 

Tytuł: Morderstwo w świątecznym ekspresie

Autor:  Alesandra Benedict

Liczba stron: 350

Wydawnictwo: kobiece

Okładka:  miękka

SŁOWA KLUCZE: morderstwo, pociąg, święta, morderstwo w zamkniętym pomieszczeniu, inspiracja Agatą CH, gwałt, trauma, rodzicielstwo. 

 

 KRÓTKA FABUŁKA: czyli z czym to się je?

 

Osiemnaścioro pasażerów. Siedem stacji. Jeden zabójca.

W środku unieruchomionego w środku zimowej zawieruchy pociągu skrywa się morderca.  
Czy uda się rozwikłać zagadkę zanim będzie za późno? Wszyscy na pokład! Świąteczny ekspres rusza…

Na stacji kolejowej w Londynie, spotyka się osiemnastu pasażerów. Ruszają w podróż pociągiem sypialnym do Fort William w Szkocji. Nie wszyscy jednak dotrą do celu…

Kiedy pociąg wykoleja się pośrodku pustkowia, w jednym z przedziałów dochodzi o morderstwa. Teraz każdy z pasażerów jest podejrzany. I każdy ma coś do ukrycia.  

Kiedy za oknem szaleje śnieżyca morderca przemierza kolejne przedziały pociągu, wybierając swoje kolejne ofiary.

Czy byłej detektyw Roz Parker uda się znaleźć zabójcę, zanim ten znowu zaatakuje?

 

 

POD LUPĄ: Zacznę od wizualnej strony, czyli lupa w dłoń i do dzieła !

 Książka jest formatu  A5 ze zamszową okładką , która nie zostawia odcisków palców.  Utrzymana w kolorystyce zieleni, czerwieni oraz bieli.  Na okładce mamy mały czerwony pociąg, jemiołę, śnieżynki, co cudownie oddaje świąteczny klimat. Wyklejka to jest to co urzeka czytelnika zaraz po otwaciu, mamy cudowne pociągi jeżdżące po torach.W środku mamy strony beżowe, cieńsze, ale nie przebijające tekstu na drugą stronę, a czcionka bardzo przyjemna dla oka. Rozdziały są ponumerowane. W książce autorka zamieściła parę zagadek dla czytelnika, które może sam rozwiązać. Na samym końcu mamy przepis, quiz świąteczny, co była dla mnie dodatkową gratką. Całość wydania oceniam na:5



OPINIA: Czyli jak ona smakuje ?

 Nie wiem, czy zauważyłaś/łeś, że już atakują nas świętami... Nie ma jeszcze zniczy, ale Mikołaje, bombki, choinki już nas witają w sklepach. Wydawnictwa zaczynają również wprowadzać nas w klimat zimowego świątecznego szaleństwa. Dlatego dziś zapraszam Cię na wycieczkę pociągiem, który okazuje się być morderczy..który z pasażerów dojedzie na wigilię? Jeśli jesteś ciekaw/a tak jak ja, to weź sobie coś ciepłego do picia, jedzenia, siadaj i słuchaj co mam Ci dziś do opowiedzenia...

Już na pierwszych stronach powieści poznajemy Meg, kobietę influenserkę ( nie mam pojęcia, czy dobrze napisałam, ale olać nazwę) Znana jest z tego, że prowadzi swój kanał i opowiada o swoim życiu, ogólnie istnieje w mas mediach społecznościowych. Jadąc pociągiem kłóci się ze swym ukochanym, o czym bardzo szybko trąbią media, dzięki pasażerom-fanom, którzy bardzo zręcznie nagłaśniają o całej aferze. Poznajemy więc cienie owej sławy. Meg w urządzeniach uchodzi za idealną osobę, która ma wszystko to czego można zazdrości młodej dziewczynie. Przystojnego mężczyznę, który ją kocha, sławę, pieniądze itd Jednak rzeczywistość jest całkiem inna niż jej internetowa bajka.

Drugą ważną postacią jest Roz, emerytowana policjantka śledcza, która jedzie pociągiem, do swej córki, która rodzi. Od samego początku wiemy, że jest on ciężki, a relacje kobiet nie są idealne. Dodatkowo Roz walczy ze swymi demonami przeszłości. Kiedy więc dochodzi do morderstw w pociągu, musi zakasać wysoko rękawy i znaleźć seryjnego mordercę lub morderców, którzy spotkali się w jednym wagonie by dokonać osobistych wendet. 

Nie będę przedstawiać innych bohaterów, gdyż nie uniknęłabym spojlerów do fabuły i rozwiązania zagadki... 



No dobra co z tą fabułą? Po pierwsze czuć tu dużą inspirację panią Agathą CH.  Mamy Wigilię, pociąg, wykolejenie i morderstwa. Wszystko dzieje się na przestrzeni 3 wagonów. Uwielbiam motyw morderstwa w jednym pomieszczeniu. Do tego morderca ma swoje rozdziały, w których zdradza czytelnikowi swoje motywy. Książka ta porusza bardzo ważny problem gwałtu. Uważam, że autorka w piękny sposób ukazała ofiary. Zwracając uwagę na ich zachowanie wobec mężczyzn, ale i aspekt psychiczny. Fabuła wciąga, zaskakuje i wprawia w zadumę. 

 

 CZY WARTO SCHRUPAĆ?- czyli podsumowanie : 

,, Morderstwo w świątecznym ekspresie" to zdecydowanie ulubiona potrawa głównej bohaterki, czyli tablet o smaku whisky z rodzynkami. Tabletem, czyli taką naszą polską krówką cukierkiem, jest sama fabuła. Niby klasyk, niby znany, a jednak potrafi wciągnąć i zachwycić. Powiedziałabym, że autorka postanowiła odświeżyć kultową powieść Agathy na obecne realia. Wyszło jej to znakomicie. Rodzynkami zdecydowanie są bohaterowie powieści. Każdy jest inny, każdy ma motyw by zabić, każdy walczy z innymi demonami. Smakiem whisky jest owy motyw, bardzo ważny i trudny, czy gwałt. Autorka w swej powieści ukazuje, jak takie traumatyczne wydarzenie odbija się na psychice kobiet. Pokazując różne sposoby radzenia sobie z tym bólem oraz jak to wpływa na dalsze życie. Coś pięknego i bardzo realistycznego udało się Pani Alexandrze przedstawić. Czy warto zatem schrupać tę powieść? Zdecydowanie tak. Bardzo mi smakowała i choć nawiązuje już do zimy, świąt to totalnie mi nie przeszkadzało to w czytaniu jej jesienią. Jeśli miałabym wskazać jakiś minus tej powieści to byłoby to, że za szybko śledźtwo się kończy. Natomiast tak, ta powieść ma same plusy pod każdym względem, więc nie pozostaje mi nic innego jak polecić tę powieść z całego serduszka. 

 KOMU POLECAM? Fanom Orient Expresu Pani Agathy, klasyki kryminału, morderstwa w zamkniętym pokoju. 

 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu:

 

 

niedziela, 8 października 2023

Nie sposób zapomnieć- ja zapomniałam..

 

 

 


 

 

 

Tytuł:  Nie sposób zapomnieć

Autor:  Imogen Clark

Liczba stron:413

Wydawnictwo:  Akurat

Okładka:  miękka

SŁOWA KLUCZE: przyjaźń, dorastanie, strata

 

 KRÓTKA FABUŁKA: czyli z czym to się je?

 Romany jest w ostatniej klasie szkoły średniej, kiedy umiera jej matka. Ostania wola Angie zaskakuje najbliższych. Przez kolejny rok wychowaniem nastolatki ma się zająć czworo przyjaciół kobiety. Troje z nich zna się ze studiów. Głównym opiekunem zostaje Tiger, zapalony podróżnik. Maggie, prawniczka i najbliższa przyjaciółka matki, powinna wspierać Romany w kwestiach prawnych i urzędowych. Rolą Leona, inżyniera, jest dbanie o rozwój kulturalny Romany. Hope, była modelka, ma wspierać Romany w kwestiach dotyczących relacji międzyludzkich.

Kiedy list z wolą zmarłej zostaje odczytany, wszyscy obecni w kancelarii prawnej są wstrząśnięci. Najbardziej oburzony jest Tiger, wolny duch, którego przeraża perspektywa zamknięcia na rok „w klatce“ z córką Angie. Pozostali także nie są zachwyceni obowiązkami, jakie na nich spadły, ale i tak najbardziej zaskoczona ze wszystkich wydaje się być Romany.

Czy ten niezwykły układ ma szansę zadziałać? Czego cała piątka dowie się o sobie, swojej przeszłości i o kobiecie, która ich połączyła?

 

 

POD LUPĄ: Zacznę od wizualnej strony, czyli lupa w dłoń i do dzieła !

 Książka standardowego formatu A5, ze skrzydełkami i zieloną wklejką. Sama okładka jest matowa z lakierowanymi napisami i  koniczyną. Wykonana z miększej tektury co powoduje, ze łatwo wygina się na wszystkie strony. Może zostawiać odciski palców. Utrzymana w kolorystyce mięty z białymi i turkusowymi elementami. Napisy na okładce są odstające  co dodaje jej takiej trójwymiarowości. Kartki są beżowe i bardzo cieniutkie, czcionka bardzo przyjemna dla oka, jednak poprzez słabą gramaturę stron druk przebija na drugą stronę. Rozdziały są ponumerowane, brak w środku jakiejś grafiki. Całość wydania oceniam na 4



OPINIA: Czyli jak ona smakuje ?

 Jako że jesień zagościła u nas już na dobre, to postanowiłam sięgnąć po jakiś nostalgiczny tytuł, który sprawi, że zatrzymam się na moment i podumam. Tytuł i opis mnie zaciekawiły więc postanowiłam sprawdzić, jak ona smakuje? Jeśli też jesteś ciekaw, to weź sobie coś do picia, jedzenia, siadaj i słuchaj co mam Ci dziś do opowiedzenia.

Głównymi bohaterkami powieści są matka i córka. Angie umiera, pozostawiając młodą Romanie samą. Bojąc się o jej przyszłość, pastowania oddać ją pod opiekę swoim przyjaciołom, by mieli nad nią pieczę w tym najgorszym dla niej czasie-czyli pogodzeniu się z jej utratą. I tak cofamy do przeszłości by ich poznać i zobaczyć jak to się wszystko- czyli przyjaźń zaczęła.

Maggie to kobieta rozważna, jako prawnik zawsze wszystko analizuje i nie działa pochopnie. Ma pomóc Romanie w kwestiach prawnych. Poznajemy ją jako osobę, która boi się zaszaleć. Można by powiedzieć, że jest synonimem osoby porządnej.

Leon- to mężczyzna, który ma zająć się stroną kulturową, czyli muzyką, książkami. Jest on bowiem wrażliwym człowiekiem, który poszukuje piękna.

Tiger- to lekkoduch, podróżnik, który żyje chwilą. Nie dość że ma zamieszkać z nastolatką to ma jej pokazać świat od tej strony podróżniczej. Jawi się nam jako osoba, która żyje tu i teraz. Niczym się nie przejmuje i żyje swoimi marzeniami.

Hope- najbardziej tajemnicza z całej czwórki. W odróżnieniu od nich ma 30 lat, a nie 50 i jej zadaniem jest zadbać o uczucia dziewczyny.


Czytając tę powieść ma się wrażenie, że to inspiracja trochę serialem ,, Friends". Cała bowiem fabuła ukazuje piękno tej wartości, jaką jest przyjaźń. Książka ta nie ma szybkiej akcji. Jest ona powolna i ukazuje fragment z życia bohaterów. Bardzo realistyczna, skłaniająca do refleksji nad życiem i tego dlaczego warto mieć obok siebie ludzi, z którymi można nie tylko spędzić miło czas, ale przeżywać przygody, dzielić się troskami i mieć kogoś blisko siebie.  Nie wyrwała mnie ta powieść z kapci, jednak doceniam to co stara się przekazać. Powieść podejmuje bowiem również próbę ukazania, jak poradzić sobie ze śmiercią najbliższej osoby? Co według mnie jest ważnym aspektem i dobrze, że ukazują się takie książki na rynku.  Nie umiałam utożsamić się z bohaterami, a sama jak już wyżej napisałam niedynamiczna fabuła momentami mnie nużyła. Myślałam, że będę płakać, nie wiem kontemplować tę historię, poczuję jakąś symbiozę...nic z tych rzeczy się nie wydarzyło. Być może to nie ten czas na taką historię lub po prostu mnie nie porwała, bo nie wpisała się w mój gust czytelniczy. Zawsze jestem szczera w moim odczuciach  i nie będę się rozwodzić nad jej pięknem, skoro go nie poczułam. Nie mniej jednak, wiem, że spodoba się czytelnikom ze względu na jej uniwersalność i tematykę.

 

 CZY WARTO SCHRUPAĆ?- czyli podsumowanie : 

 ,, Nie sposób zapomnieć" to historia, którą mogę porównać do krówki ciągutki. Z jednej strony tradycyjny smak, przypomina o tym co w życiu jest ważne; przyjaźń, rodzina, miłość, a z drugiej myślisz ile jeszcze będzie się kleić do Twoich zębów? Moim dużym minusem do tej powieści jest brak dłuższych dialogów, wciągająca fabuła, która sprawia, że nie umiesz się od niej oderwać, bo coś się dzieje. Tutaj jest stabilnie, płasko i powolnie. Kolejny zarzut z mojej strony to za mało jest Romany. Nie poznałam jej za dobrze. Myślałam że to z jej perspektywy poznamy bohaterów. Niestety tak nie jest. Ta powieść może porwać czytelników i im się spodobać, ale mnie nie udało się nią zachwycić. Czy warto ją schrupać? Myślę, że można dać jej szansę i samemu się przekonać.

 KOMU POLECAM? osobom które uwielbiają obyczajówki, książki z morałem.


Za możliwość przeczytania książki dziękuje wydawnictwu:


niedziela, 6 sierpnia 2023

Umowa na miłość- czy można wynająć miłość? recenzja przedpremierowa

 

 

 

 

 


Tytuł: Umowa na miłość

Autorka:  Falon Ballard

Liczba stron:377

Wydawnictwo: muza

Okładka:  miękka

SŁOWA KLUCZE: współlokatorzy, zasady, miłość, przeciwieństwa,obyczaj, romans, grumpy/sunshine

 

 KRÓTKA FABUŁKA: czyli z czym to się je?

 Kiedy awans kolejny raz przechodzi Sadie Green koło nosa, dziewczyna w złości mówi szefostwu o
kilka słów za dużo i w efekcie traci pracę. Rozżalona marzy tylko o tym, by odreagować. W powrocie
do równowagi psychicznej mogą jej pomóc: mocny drink i przygoda na jedną noc. Loguje się więc
na portalu randkowym i następnego dnia umawia ze swoim wybrankiem.


Jack Thomas na pierwszy rzut oka wydaje się nudnym i nieciekawym facetem. Sadie jest
rozczarowana. Jakby tego było mało, okazuje się, że on wcale nie przyszedł na randkę – ona
omyłkowo zalogowała się na portalu z nieruchomościami, a młody okularnik w podartych dżinsach
i starych conversach jest właścicielem kamienicy na Brooklynie. I nie szuka dziewczyny, lecz
lokatora.


Atrakcyjne warunki najmu i mało atrakcyjny właściciel. Sadie zależy, by zacząć życie od nowa i
spełnić marzenia o własnej firmie florystycznej, chętnie więc przyjmuje propozycję Jacka. Są
skrajnymi przeciwieństwami – ona jest radosna jak skowronek, a on to Pan Ponurak, ale kiedy
obecność Sadie przeobraża kamienicę z piaskowca w prawdziwy dom, zaczynają zdawać sobie
sprawę, że być może właśnie zawarli interes życia.

POD LUPĄ: Zacznę od wizualnej strony, czyli lupa w dłoń i do dzieła !

 Książka standardowego formatu A5, ze skrzydełkami i cudowną ostro żółtą wklejką. Sama okładka jest matowa z lakierowanymi napisami i  kwiatkami. Wykonana z miększej tektury co powoduje, ze łatwo wygina się na wszystkie strony. Może zostawiać odciski palców. Utrzymana w kolorystyce mięty z żółtymi i pomarańczowymi elementami.  są odstające na Napisy na okładce są odstające  co dodaje jej takiej trójwymiarowości. Kartki są beżowe i bardzo cieniutkie, czcionka bardzo przyjemna dla oka, jednak poprzez słabą gramaturę stron druk przebija na drugą stronę ( Być może to mój egzemplarz tak ma). Rozdziały są ponumerowane, a numeracja stron jest otoczona serduszkami. Całość wydania oceniam na: 5-



OPINIA: Czyli jak ona smakuje ?

W ten deszczowy czas, choć są wakacje, mam wrażenie jakby nastała jesień. Zapragnęłam  zatem przeczytać coś lekkiego, wakacyjnego, co wprawiło by mnie w ten radosny, lekki nastrój. Takie książki, które zbytnio nie angażują czytelnika do głębszych przemyśleń, czy wywołujących jakieś skrajne emocje. Postanowiłam więc sięgnąć po ,, Umowa na miłość". Wydaje się być lekka jak śmietankowe lody lub orzeźwiająca lemoniada z lodem.  Nie sięgam często po komedie romantyczne, bowiem nie każda mnie porywa do swego świata lub ich miłość jest zbyt nierealistyczna-idealna. Jednak coś mnie przyciąga do tego tytułu.. być może owy motyw, ,,grumpy/sunshine " , który jak się okazuje bardzo dobrze znam, jednak z tym określeniem spotykam się po raz pierwszy. Czy będzie zatem apetycznie i czy warto się na nią skusić  w te letnie deszczowe popołudnie? Jeśli Cię zaciekawiłam to weź sobie coś do picia, jedzenia, siadaj i słuchaj co mam Ci dziś do opowiedzenia.

 

Normalnie w tym miejscu zaczynam przedstawiać bohaterów, ale pomyślałam sobie, że może też po raz pierwszy słyszysz o motywie grumpy/ sunshine więc może napiszę szybciutko o co chodzi.  Jeden bohater jest gburowatym ponurakiem, a drugi słoneczkiem i duszą towarzystwa. Zestawienie dwóch przeciwieństw, których połączy miłość. Od razu mam przed oczami film ,, Zakochana Złośnica" Ona gburowata, on słoneczko.. ah od razu przed oczami mam aktora grającego Patricka... Inny przykład już książkowy ,, Duma i uprzedzenie" On gbur, ona słoneczko.. z baśni ,, Piękna i bestia". Chyba już wiesz o co chodzi z tym motywem więc mogę przejść do omawiania bohaterów.

 Główną bohaterką jest Sadie. Kobieta jest teoretycznie tą pozytywną i słoneczną osobą. Fakt przyznaję jest ona bardzo towarzyska, otwarta, szczera, jednak walczy ona z niskim samopoczuciem. Uważa że jest niemądra i tylko dzięki idealnemu wyglądowi, o który tak bardzo dba osiąga wszelkie sukcesy. Jednak kiedy zostaje wyrzuca z firmy ( chyba była księgową) musi na nowo przewartościować swoje życie. I tak orientuje się, że była pracoholikiem, a jej życie uciekało jej przez palce...Chyba każdy w swoim życiu ma taki etap, kiedy zdaje sobie sprawę z upływu czasu i go to przeraża.. No więc wracając do naszej bohaterki postanawia szybko się umówić na randkę, a że robi to w stanie nietrzeźwości okazuje się, że umówiła się na wynajem mieszkania, a nie randkę. Mimo tej wpadki, kamienica do której teoretycznie nasz młody mężczyzna szuka współlokatora ( szukał in dziewczyn tak mi się zdaje) jest tak idealna, że postanawia z tej oferty skorzystać. Między czasie nasza Sadie nie tylko poznaje bliżej Jacka, ale i odkrywa zapomnianą pasje.

Jack to typowy nerd, który kocha Marvela, DC, Władców Pierścieni. Jego relacje z innymi ludźmi są bardzo podstawowe. Mogę Ci tylko zdradzić tyle, że bohater w moich oczach cierpiał na głęboką depresję i stąd wynikało jego dziwne zachowanie. Jest to tylko moja indywidualna ocena, gdyż nigdzie w książce nie pada to wyrażenie. Wiemy na pewno, że Jack walczy z demonami przeszłości. Nie zgadzam się z twierdzeniem, że jest ponurakiem. Po prostu melancholijnie smutny i szuka owego światełka, które wydobędzie go z mroku. Bardzo mało wiemy o bohaterze, a wszystko czego się dowiadujemy to zasługa Sadie. To czego szuka ten mężczyzna to przede wszystkim bliskości drugiej osoby, rozmowy i zainteresowania. Według mnie jest tak zdesperowany, że jest w stanie ( tu już posługując się książką) zejść z ceny aż na tyle byle druga osoba się wprowadziła do niego. Miałam w pewnym momencie wrażenie, że chciał wynająć kogoś, aby ten go pokochał lub nauczył miłości, a ten po jakimś czasie sam zdecyduje, czy nadal umowa będzie aktualna, czy dostanie wypowiedzenie i do widzenia.



No dobra, co z tą fabułką? Jak na romans przystało wszystko kręci się wokół tej dwójki. Jednak to co najbardziej spodobało mi się we fabule to fakt, że nie ma tu miłości od pierwszego mrugnięcia. Bohaterowie nie spieszą się ze swą relacją. Chcą się lepiej poznać, czy zaprzyjaźnić. Oczywiście czuć między nimi chemię, ale oboje mają do przerobienia pewne psychologiczne aspekty, dlatego boją się związać z drugim człowiekiem na stałe. To wszystko sprawiało, że serio wierzyłam w ten romans, jest ona bardzo naturalny i prawdziwy. Bohaterowie nie są przesadnie wyidealizowani i mają swoje słabości.To z czym się totalnie nie zgadzam to motyw grumpy/ sunshine. Według mojej oceny nasza dwójka nie wpisuje się do nie go, ale wiesz.. może ja za stara jestem i się już nie znam.. Może melancholik to faktycznie gbur i ponurak, a osoba, która ma wiele przyjaciół jest taki promyczkiem... To co zasługuje jeszcze na uwagę i wspomnienie to humor dialogowo-przyczynowy. Parę razy serio parskłam śmiechem czytając tę historię, więc tak zdecydowanie przyniosła mi trochę rozrywki. To co jeszcze mogę zdradzić, a co bardzo chwyciło mnie za serce to nawiązania do mojej ukochanej baśni ,, Piękna i bestia". Nie będę Ci psuć zabawy z poszukiwania owych podobieństw, ale to też sprawiło, że książka poszła o 2 szczeble do góry, a historia jeszcze bardziej połaskotała moje serduszko.

 

 CZY WARTO SCHRUPAĆ?- czyli podsumowanie : 

 ,, Umowa na miłość" to genialna lektura na wakacje. Mogę porównać ją do lekkiego ciasta, które idealnie komponuje się do kawy, a mianowicie czekoladowo-budyniowego. Babkowym, czekoladowym ciastem jest dla mnie konstrukcja bohaterów. Nie są oni odkrywczy, jednak ich klasyczny smak, bardzo przypomina nas samych. Są realistyczni w swoich działaniach, a przede wszystkim w ich relacji, jaką my jako czytelnicy obserwujemy.  Budyniem są dla mnie owe wątki psychologiczne, których jest tu kilka, ale ze względu na to, że są one odkrywane przez samą Sadie, nie chcę za bardzo zagłębiać się w nie, byś i ty miała jakąś zabawę z ich odkrywania. Myślę, że jak rzucę hasłem depresja, niska samoocena to już delikatnie Cię naprowadzi. Jak dla mnie były one idealnie zbilansowane z ową czekoladową słodyczą, nadając całości fabuły ciekawą narrację. Jedyny minus to według mnie nie do końca dobrze zrealizowany motyw grampy/sunshine ale to moja opinia. Jednak wolałabym mocniejsze skrajności, czy przeciwieństwa ukazane, a tu w pewnym momencie nasi bohaterowie mają wiele cechy podobnych do siebie,  a nawet podobnie się zachowują. No nie o to chodzi w tym motywie. Jednak to co w moich oczach było takim cukrem pudrem, który wieńczy całe ciasto, były nawiązania do mojej ukochanej baśni ,, Piękna i Bestia". To sprawiło, ten może dla Ciebie mały detal, że ta książka zyskała wiele w moich oczach dodatkowo punktów. Czy zatem warto skosztować ten tytuł? Zdecydowanie tak. Oczywiście nie jest to książka, która wprawi Cię w nostalgię, ale zdecydowanie zapewni rozrywkę, zrelaksuje i sprawi, że miło spędzisz z nią czas. Jej lekkość, a zarazem komediowy charakter,sprawiają, że tę książkę z przyjemnością się czyta, a przede wszystkim wciąga i sprawia, że kibicujemy bohaterom w ich zmaganiach. Według mnie jest to zdecydowanie znakomita pozycja na uwieńczenie wakacji.

 KOMU POLECAM? Osobom, które uwielbiają lekkie historie o miłości, które są bardzo realistycznie ukazane z elementem psychologii w tle.

 

Za egzemplarz i możliwość schrupania dziękuję wydawnictwu:

 


 

piątek, 4 sierpnia 2023

Przewodnik po zbrodni według grzecznej dziewczynki- czyżbyśmy dostali przepis na idealną zbrodnie?

 

 

 


 

 

 

Tytuł: Przewodnik po zbrodni według grzecznej dziewczynki

Autor:  Jackson Holly

Liczba stron:

Wydawnictwo:  4YA

Okładka:  miękka

SŁOWA KLUCZE:

 

 KRÓTKA FABUŁKA: czyli z czym to się je?

Sprawa zamknięta. Pięć lat temu uczennica, Andie Bell, została zamordowana przez Sala Singha. Policja wie, że to był on. Wszyscy w miasteczku to wiedzą. A właściwie prawie wszyscy. Wychowując się w przeżartej sprawą miejscowości, Pippa Fitz-Adeleke wybiera właśnie tę zbrodnię jako temat projektu na zakończenie roku. Odkrywa wtedy sekrety, które ktoś desperacko chce pozostawić w ukryciu. Coś, co zaczęło się jako zadanie szkolne, staje się dla dziewczyny śmiertelnym zagrożeniem.
Mrożący krew w żyłach i uzależniający thriller dla młodych dorosłych. Pełen czarnego humoru, w  porywającym tempie wciąga w wir tajemnic, uprzedzeń i sekretów. (Opis pochodzi z 1 tomu, gdyż pozostałe mogą być spojlerem)

 

POD LUPĄ: Zacznę od wizualnej strony, czyli lupa w dłoń i do dzieła !

 Książki są standardowego rozmiaru A5. Okładki są miękkie, ale z lepszej tektury wykonane. Matowe z błyszczącymi elementami tj napisy. Kolorystyka jest następująca biały, czerwony, czarny. Każda utrzymana w tym samym stylu, co bardzo mi się spodobało. Mamy wielkie litery, sznurki, taśmy poowijane między napisami, które mają znaczenie dla fabuły. W środku mamy beżowe kartki, grubsze gramaturowo. Czcionka jest przyjemna dla oka. Każdy rozdział jest ponumerowany. Książki też podzielone są na części 1 i 2. W środku znajdziemy liczne tabelki, wykresy, zdjęcia, szkice co nawiązuje idealnie do fabuły. Mamy również w każdym tomie wyklejkę co mi się bardzo podobało. Całość wydania oceniam na: 5



OPINIA: Czyli jak ona smakuje ?

 Kolejna seria, która wdarła się do świata młodzieży odważnie i zbiera same pozytywne opinie. O czym jest? Czy to na prawdę poradnik jakiś, jak popełnić zbrodnię i nie zostać ukaranym?  Co w niej jest takiego specjalnego i wyjątkowego? Musiałam to dla Ciebie sprawdzić, byś ewentualnie Ty nie musiał/a wydawać kasy. Jeśli Cię zaciekawiłam to weź sobie coś do picia, jedzenia, siadaj i słuchaj co mam Ci dziś do opowiedzenia.

Główną bohaterką jest Pip. Wyjątkowa nastolatka, która postanawia zrealizować projekt do szkoły. Jako fanka spraw kryminalistycznych postanawia, że zrobi taki dokument i odkryje prawdę co stało się A Bell. Bowiem nasza bohaterka nie wierzy w fakt iż chłopak dziewczyny ją zabił, a potem popełnił w akcie desperacji samobójstwo. Dlatego postanawia, sama od początku do końca poprowadzić ową sprawę na nowo. 

W drugim tomie mamy motyw zaginięcia młodego człowieka i nasza bohaterka postanawia go odnaleźć, oczywiście ujawniając masę innych tajemnic.

W trzecim tomie, który notabene jest najgrubszy, widzimy jak Pip po wcześniejszych śledztwach i wydarzeniach z tym związanych nie radzi sobie psychicznie. Wpada nie tylko w taką depresję, co w stany lękowe. Stara się znaleźć sposób na owe lęki lecz wybiera powiedzmy sobie szczerze złą drogę. W tym tomie mamy do czynienia ze seryjnym mordercą, który serio jest opisany bardzo dobrze. Specjalnie nie piszę imienia, bo to by szybko zdradziło kto, dlatego też nie wszyscy bohaterowie całej serii są opisani przeze mnie

To co ujęło mnie w całej serii to ukazanie głównej bohaterki jako faktycznie nastolatki, która boryka się z problemami. Stara się znaleźć oparcie w swoich rodzicach, jednak widać też jej bunt i to że wie lepiej. Podoba mi się, że jest taką postacią pełną sprzeczności. Z jednej strony stoi na straży sprawiedliwości i prawdy, a już w 3 tomie zaczyna wszystko podważać i jakby nie patrząc sama zaczyna je łamać. To pokazuje nam, że nie ma ludzi na wskroś dobrych, że każdy z nas ma coś na swoim sumieniu. 

Ravi to bohater, którego poznajemy w 1 części jako brata owego mordercy. To chłopak, który musi sobie radzić nie tylko z brakiem tolerancji, ale z odsunięciem całej rodziny ze społeczności. I tak w jego życiu pojawia się promyk nadziej w formie Pip, która dzięki ponownemu śledztwu daje mu szanse na nowy rozdział i nie tylko, bowiem oboje mają się ku sobie.

Max to taki czarny charakter który zrobił coś złego, ale udaje mu się wyjść cało z opresji, gdyż ma bogatych rodziców... Teraz nęka Pip i chce ją w pewien sposób dopaść.

I choć mamy do czynienia z większością nastolatków to tak są oni bardzo rozgarnięci, inteligentni. Jakby nie ujmuję żadnemu nastolatkowi teraz, ale są pewne zachowania, czy umiejętności, które serio dopiero później opanowujemy lub nabywamy. To tak trochę mnie gryzło ..



 No dobra co z tą fabułką?  Powiem Ci, że każdy tom ma inny klimat, a co się z tym wiążę inną akcją i historią. Jak dla mnie poziom był wyrównany w sensie w zależności co kto lubi. Najbardziej chyba wywarła na mnie wrażenie 1 i 3 gdyż czuć było owy mrok, niepokój. Rozwiązywanie tych zagadek najwięcej frajdy mi sprawiało. Dodatkowo w ostatnim tomie nareszcie tytuł jest adekwatny do fabuły co tym bardziej ucieszyło moje serduszko. Każde przestępstwo opisane w danym tomie jest inne, ciekawe i usatysfakcjonuje nie jednego wybrednego czytelnika.

Tom 3 czyli ostatni nie wiem czemu, ale bardzo przypominał mi sprawę, którą oglądałam jakiś czas temu na youtube. Mianowicie o fance podcastów kryminalnych, która w swej fascynacji owymi sprawami, postanowiła sama dokonać zbrodnię doskonałą. I by jej się udało ,gdyby nie podejrzliwy taksówkarz... Także tak.. stety niestety inspiracji na kryminalne książki jest wiele..Myślę, że też dlatego ten ostatni tom tak przypadł mi do gustu..

 CZY WARTO SCHRUPAĆ?- czyli podsumowanie : 

 ,, Przewodnik po zbrodni według grzecznej dziewczynki" to zdecydowanie czekolada mleczna z truflą i kawałkami banana. Czekoladą mleczną są dla mnie bohaterowie, a właściwie ich kreacja. Bardzo dobrze wszystkim znana, mamy parę stereotypów, jednak w ogólnym rozrachunku wychodzą na plus. Główna bohaterka w ostatnim tomie zaskakuje swoją przemianą, co zdecydowanie dodaje jej takiej powiedzmy sobie świeżości i jesteśmy w stanie uwierzyć, że mogła przejść taką zmianę po wszystkim co przeszła. Truflą jest dla mnie klimat tej serii. Bardzo różnorodny, tajemniczy, mroczny i wciągający. Z przyjemnością zatem śledzimy poczynania bohaterów i trzymamy za nich kciuki. Kawałkami banana były dla mnie owe sprawy kryminalne. Zaginięcie, stara sprawa morderstwa, czy seryjny zabójca. Są one tak realistycznie opisane, że uwierzyłam, iż mogły być prawdą. To co najbardziej zafascynowało mnie to fakt, jak 3 różne sprawy i to odrębne autorka w wyśmienity sposób połączyła nie tylko za sprawą bohaterki, czy miasteczka.. Czy warto zatem ją schrupać? Zdecydowanie tak. I choć teoretycznie przeznaczona jest dla młodzieży to mnie jako dorosłemu czytelnikowi bardzo przypadła do gustu. Nie ujmując stawiam ją wysoko z innymi kryminałami dla dorosłych, bowiem bawiłam się znakomicie. Nie wiem, czy wspominałam, ale uroku dodawały liczne zdjęcia, tabelki, mapy, jako dowody, które towarzyszyły nam podczas rozwiązywania spraw razem z Pipą. Nie dziwię się, że ta seria łapie tylu czytelników za serca, bo moje również schwytała.

 KOMU POLECAM? Wszystkim powyżej 16 roku życia. Osobom, które uwielbiają kryminały i thrillery.

wtorek, 18 lipca 2023

The Inheritance games- czyli zagrajmy o majątek.

 

 

 

 


 

 

Tytuł: The Inheritance games.

Autor:  Jennifer Lynn Barnes

Liczba stron: 396,412,442

Wydawnictwo: Must Read

Okładka:  miękka

SŁOWA KLUCZE: intryga, sekrety, spadek, zagadki, miłość, przyjaźń, nastolatki, bogactwo

 

 KRÓTKA FABUŁKA: czyli z czym to się je?

 Avery Grambs chce przetrwać szkołę średnią, zdobyć stypendium i uciec od swojego dotychczasowego życia. Ale jej losy zmieniają się w jednej chwili, gdy umiera miliarder Tobias Hawthorne i zostawia jej praktycznie cały swój majątek. To jakaś pułapka? Avery nie ma pojęcia, nigdy na oczy nie widziała Tobiasa Hawthorne’a. Aby otrzymać swoje dziedzictwo, Avery musi przenieść się do rozległego, pełnego sekretnych przejść i zagadek Hawthorne House, zajmowanego również przez rodzinę, którą właśnie wywłaszczył stary miliarder. Jego czterech błyskotliwych wnuków dorastało w przekonaniu, że odziedziczą fortunę. Czy Avery jest oszustką, czy też ostatnią zagadką dziadka, który uwielbiał zaskakiwać wnuków? Uwięziona w świecie bogactwa i przywilejów dziewczyna zostanie wciągnięta w niebezpieczną grę.

 

 

POD LUPĄ: Zacznę od wizualnej strony, czyli lupa w dłoń i do dzieła !

 Książki są standardowego rozmiaru A5. Okładki są miękkie, ale z lepszej tektury wykonane. Matowe z błyszczącymi elementami tj napisy, czy przedmioty. Kolorystyka jest następująca zielony, niebieski, czerwony. Każda utrzymana w tym samym stylu, co bardzo mi się spodobało. Mamy wielkie litery, roślinność, a między nimi przedmioty, które mają znaczenie dla fabuły. W środku mamy beżowe kartki, grubsze gramaturowo. Czcionka jest przyjemna dla oka. Rozdziały są ponumerowane a nad każdym z nim widnieje klucz. Nie ma tu wyklejki nad czym ubolewam. Całość wydania oceniam na mocną: 5



OPINIA: Czyli jak ona smakuje ?

 Stwierdziłam, że nie będę się z tą serią rozdrabniać na poszczególne tomy, w szczególności, że jest to ciągła historia. Powiedzmy sobie szczerze nikt nie lubi spojlerów, a z moją opinią mogę podzielić się tylko po zapoznaniu się z całością. Nie ukrywam, że ta seria w śród młodzieży cieszy się dużą popularnością, zaintrygowana- o co chodzi? Jaki to fenomen w sobie skrywa, musiałam ją spróbować. Jeśli Cię zaciekawiłam to weź sobie coś do picia, jedzenia, siadaj i słuchaj co mam Ci dziś do opowiedzenia.

Główną bohaterką jest Avery. Inteligentna, lubująca się w zagadkach, łamigłówkach i szachach dziewczyna. Na pozór niczym nie wyróżniająca się na tle innych- prócz powyżej wspomnianych pasji. Jej marzeniem są podróże dookoła świata- jak na literacką bohaterkę dość realistyczne marzenie, z którym wiele czytelników może się utożsamić. Pewnego dnia jej powiedzmy sobie szczerze normalne życie wywraca się do góry nogami, kiedy to dowiaduje się, że zostaje spadkobierczynią ogromnego majątku- słynnego filantropa Hawthorna. I tak zaczyna się jej pierwsze zadanie- zagadka dlaczego obcy dla niej staruszek zapisuje jej wszystko? Dlaczego 5 przystojnych chłopaków zostaje też uwikłanych w sieć intryg i walk o spadek. Bowiem to iż Avery jest jego spadkobierczynią nie znaczy jeszcze, że go otrzyma. Nie bez powodu więc zaczyna się owy wyścig.

Teraz serio ale po krótce opowiem o pozostałych bohaterach:

Nash- najstarszy z wnuków. Rozważny, inteligentny. Trzyma się z boku, jednak kiedy trzeba pomaga rodzeństwu w rozwiązywaniu zagadek. Czuje mięte do Libby, jednak jego zachowanie jest bardzo zachowawcze.

Greyson- Drugi w kolejce wnuk. Wyróżnia się na tle swoich braci kolorem skóry, co nie raz wprawiało go to w liczne niepotrzebne zatargi odnośnie jego dziedziczenia. Niepewny siebie, ze stoickim spokojem realizuje swoje cele nie bacząc na koszty. Po stracie swojej ukochanej Emily jest w konflikcie ze swym młodszym bratem Jamesem. 

Jameson- najbardziej hałaśliwy, nieobliczalny z braci. Uwielbia zagadki, powiedziałabym że jest na pograniczu ADHD, gdyż nie potrafi usiedzieć w miejscu. Bardzo szybko się nudzi i szuka ciągle jakiś bodźców, adrenaliny lub zagadek do rozwiązywania. Nie ukrywajmy bohaterka ma do tej postaci słabość, jednak czy aby nie jest wykorzystywana przez bardzo inteligentnego mężczyznę, który zawsze działa z premedytacją, a jego ruchy zawsze są przewidziane o 3 kroki do przodu?

Xander- najmłodszy z wnuków typowy nerd. Zakręcony na temat robotyki, informatyki. Taki szalony naukowiec. Uwielbia wybuchy, konstrukcje. Ewidentnie poczuł coś do Max, jednak nie przyznaje się absolutnie do tego. Jest nieśmiały, czasami przemądrzały.

Max- najlepsza przyjaciółka Avery. Ma ogromne poczucie humoru. Często jej komentarze były moimi uwagami co do danej sytuacji. Czuje mięte do Xandera, bowiem mają podobne pasje i bardzo szybko się zaprzyjaźniają, jednak czy to aby na pewno te uczucie, czy tylko fascynacja związane z tym, że bracia są sławni?

Libby- przyrodnia siostra Avery, która się nią opiekuje. Dziewczyna to taka trochę gotka, która wiele w swoim życiu przeszła. Jest troskliwa, miła, jednak bardzo nieufna i do wszystkiego podchodzi z rezerwą, w szczególności do Nasha.

Tobias- zaginiony syn filatropa. Jego postać jest owiana tajemnicą, i nie ukrywam jest on jedną z głównych zagadek do rozwiązania...

Emily- dziewczyna Graysona, która zginęła w wyniku dziwnego zdarzenia. O jej śmierć oskarżani są Jameson i Grayson. Co się tak na prawdę stało? To kolejna zagadka.

Bex i Theo- pierwsza to siostra nieżyjącej Emily, a druga to jest ich przyjaciółka, a zarazem partnerka Bex. Nie darzą zaufaniem całej rodziny H. Trochę intrygantki, które mogą namieszać.

Eve- to postać która pojawia się pod koniec 2 tomu i już w 3 tomie jest bardzo rozwinięta. Bohaterka jest w wieku Avery i bardzo mocno namiesza we fabule. Kim jest? czemu się pojawia? To kolejna zagadka.

Alisa i Oren- ona jest prawniczką naszej bohaterki i pomaga jej w sprawach prawnych i wizerunkowych, a Oren to jej osobisty ochroniarz. To na nich może zawsze liczyć w sytuacjach podbramkowych.

Skye- matka przystojniaków, zrobi wszystko by odzyskać majątek ojca.



No dobra to co z tą fabułką?

 Muszę przyznać, że książka wciągnęła mnie od samego początku. Owszem są tu jakieś stereotypy powtarzane, ale hej serio mi one nie przeszkadzały. W całej serii czuć taką napiętą atmosferę. Co do złoli i ich kreacji są one powtarzalne, ale są one do przetrawienia ze względu na to, że mocną stroną tej serii są owe zagadki i łamigłówki. To właśnie one nadają całości ten niepowtarzalny klimat i wciągają do reszty. Ta seria trochę przypomina mi różne filmy z cyklu poszukiwaczy jakiś skarbów. Nie klasyfikowałbym jej jako thriller, czy kryminał bowiem jest to zdecydowanie za lekkie na te gatunki. Jest tu parę zwrotów akcji, które faktycznie trochę zmieniają nam bieg wydarzeń. Ogólnie całość czyta się bardzo szybko. Mamy prosty język, a sama akcja może nie pędzi, jak blender na najwyższych obrotach, ale potrafi zaskoczyć i przyciągnąć uwagę czytelnika. Niestety nie unikniemy tutaj pewnych znanych nam z innych książek motywów typu romans, typu zemsta no ale umówmy się to nas czytelników kręci. Czy mamy trójkąt miłosny- tak ale tylko przez chwilę i nie powiem kto z kim..Podoba mi się aura tajemniczości, jaka wytwarza się między paroma bohaterami. Sam motyw takich rozgrywek aby dostać informację, która przybliży nas do jakiś tajemnic według mnie była znakomita. Cała seria też odpowiada na kluczowe pytanie, dlaczego nasza bohaterka została spadkobierczynią tak wielkiego majątku? Do samego końca autorka trzyma nas w napięciu odkrywając kolejne zagadki, które ukazują nam w całości rodzinę Hawthorne i jej dziwactwa.

 CZY WARTO SCHRUPAĆ?- czyli podsumowanie : 

 The Inheritance games to zdecydowanie lody limonkowo-truskawkowe.  Owym zimnym orzeźwieniem w te upalne dni były zagadki. Miałam niezły ubaw bawiąc się w rozwiązywaniu ich razem z bohaterami. Smakiem kwaskowym był dla mnie ów motyw romansu. Owszem udany, ale powiedzmy sobie szczerze oklepany. Smakiem truskawkowym, czyli słodkim za to był motyw bogatych filantropów i ukazanie ich dziwactwa za pomocą pieniędzy. Książki te pokazują nam jaką moc mają pieniądze, jak zmieniają ludzi ich postrzeganie świata. Nie będę ukrywać, że zakończenie mnie rozczarowało, jednak patrząc całościowo to jest to świetna historia, pełna zwrotów akcji. Czy warto ją schrupać?  Według mnie jak najbardziej, muszę przyznać, że dla mnie była ona czymś innym, oryginalnym i orzeźwiającym w te upalne dni.

 KOMU POLECAM? Osobom, które szukają czegoś innego, nie skupiającego się na romansie zbytnio. Wciągającego i pełnego zagadek.

piątek, 7 lipca 2023

Columbine. Masakra w amerykańskim liceum- reportaż, który skłania do wielu refleksji

 

 

 

 


 

 

Tytuł: Columbine. Masakra w amerykańskim liceum

Autor:  Dave Cullen

Liczba stron: 637

Wydawnictwo: Poznańskie

Okładka: zintegrowana

SŁOWA KLUCZE: true crime, liceum, psychologia, depresja, psychopata, zamach, młodzież, okruchy życia

 

 KRÓTKA FABUŁKA: czyli z czym to się je?

 Arcydzieło true crime o najgłośniejszej szkolnej strzelaninie.

Eric Harris i Dylan Klebold wyglądali na zwykłych licealistów. Chodzili do szkoły na przedmieściach Denver, umawiali się z dziewczynami – lub próbowali je podrywać – i podłapywali pierwsze prace. Lada chwila mieli iść na studia. Jednak na wiele miesięcy przed balem maturalnym zaczęli planować zamach bombowy na swoich rówieśników. Zrobili to 20 kwietnia 1999 roku. Bomby nie wybuchły, więc zastrzelili dwanaścioro uczniów i nauczyciela, ranili jeszcze dwadzieścia cztery osoby. To wydarzenie przeszło do historii jako masakra w liceum Columbine. Właśnie do tej tragedii porównywano wszystkie kolejne strzelaniny w amerykańskich szkołach.

Dave Cullen był jednym z pierwszych dziennikarzy na miejscu zdarzenia. Dokumentował tę książkę aż dziesięć lat, demaskując wszystkie narosłe wokół tej sprawy mity i przyglądając się losom zmagającej się z dramatem lokalnej społeczności. Korzystając z obszernego materiału dowodowego, stworzył wielokrotnie nagradzany klasyk współczesnego reportażu. To historia drogi do morderstwa, ale też krzepiąca opowieść o gojeniu się ran i nadziei.

 

 

POD LUPĄ: Zacznę od wizualnej strony, czyli lupa w dłoń i do dzieła !

 Książka jest standardowego formatu A5. Zintegrowana oprawa jest takim kompromisem między miękką, a twardą okładką.  Całość utrzymana jest w takich neutralnych odcieniach jak biel, szarość, beż. Na froncie mamy dziewczynę, która coś pisze na wielkim albo murze, albo transparencie. W domyśle jest to pewnie jakiś hołd dla ofiar masakry. Wyklejka jest czarna. W środku kartki są dobrej grubości, czcionka mała, ale czytelna. Rozdziały mają swoje tytuły. Mamy tabelki, chronologię w tyle i ogromny spis przypisów, z których autor czerpał wiedzę. Całość wydania oceniam na: 5



OPINIA: Czyli jak ona smakuje ?

 Dawno nie szukałam tak intensywnie tytułu, by go przeczytać. W końcu udało mi się dorwać egzemplarz i wierz mi lub nie od razu po otwarciu paczki, wgryzłam się w ten reportaż. Napędzana ciekawością, ekscytacją, chciałam sprawdzić czego nowego dowiem się o owej masakrze, którą zgotowała 2 uczniów swym kolegą i nauczycielom. Jeśli Cię zaciekawiłam tym nietypowym reportażem z serii True Crime, to weź sobie coś do picia, jedzenia, siadaj i słuchaj co dziś mam Ci do opowiedzenia.

Książka zaczyna się wstępem autora, który jako dziennikarz pracował przy tym całym zdarzeniu i relacjonował, pisał artykuły na temat Columbine. To co od razu zaskakuje czytelnika to fakt, iż autor przeprasza, w imieniu dziennikarzy za wszystkie przekręcone informacje i to co najważniejsze błędne przedstawienie Erica i Dylana. Jednak o tym za chwilę. To powiem Ci szczerze tym bardziej zafascynowało mnie i sprawiło, że chciałam jak najszybciej odkryć prawdę.

Autor swój reportaż opowiada niczym film. Utrzymuje idealną chronologię nie pomijając najdrobniejszych szczegół. Bohaterowie, czyli ofiary na kartach tej książki są bardzo rzetelnie przedstawieni. Czytelnik zaczyna czuć do nich sympatię. Pan Dave poświęca każdej ofierze chwilę,by ją przedstawić, opowiedzieć o jej życiu. Tu nie ma bezimiennych ofiar. Są to ludzie z krwi i kości, którzy przeżyli i teraz opowiadają nam jako świadkowie o tym co działo się za murami szkoły.

Pierwszy obalony mit i to już w pierwszym rozdziale dotyczy Erica i Dylana. Zostali oni przedstawieni jako ofiary prześladowań ze strony rówieśników, którzy postanowili się zemścić na swoich oprawcach. Jednak prawda wygląda zupełnie inaczej. Chłopcy nigdy nie padli ofiarą znęcania psychicznego, czy fizycznego. Eric uchodził za duszę towarzystwa. Był bardzo lubiany i miał kontakt z wieloma osobami bez względu na wiek czy płeć. Dylan mógł uchodzić za nieśmiałego nerda, w szczególności, że jego konikiem były komputery. Jednak i to nie sprawiało, że był jakimś odludkiem, bowiem miał swoją paczkę, z którą czuł się dobrze, imprezował i bawił się znakomicie. Dlaczego więc Ci dwaj młodzi ludzi postanowili pozabijać swoich kolegów, koleżanki i nauczycieli? Na to pytanie szukamy odpowiedzi. Autor przybliża więc nam sylwetki zamachowców by zrozumieć, co skłoniło ich do tak okropnego czynu?

 Kolejny obalony mit dotyka aspektu religijnego, jednak nie chcę za dużo zdradzić, bowiem do dziś można jeszcze trafić w księgarni na tę historię o wierze. Kolejny mit to ten iż chłopcy mieli listę potencjalnych ofiar i z nich wybierali uczniów do zabicia. To też nie jest prawdą. Więcej już nie piszę, bowiem opowiedziałabym o wszystkim, a nie o to chodzi. Nie ukrywam, że ten reportaż , a właściwie książka w moim zbiorze ma najwięcej znaczników ok 300 a to o czymś świadczy...



 CZY WARTO SCHRUPAĆ?- czyli podsumowanie : 

 Reportaż ,, Columbine..." uważam, że jest jak czereśnia. Z jednej strony jest przepyszna pod względem zebranych materiałów, przedstawienia tej historii w sposób chronologiczny, rzetelny i  bardzo obiektywny. Autor nie ocenia, a opinię pozostawia czytelnikowi co sądzić o wszystkim. Z drugiej ma twardą małą pestkę, która może pozbawić nas zęba. Mam tu na myśli opisy, które nie są delikatne pod względem urazów, języka jakim posługiwali się Ci młodzi zamachowcy. Jednak tak właśnie pisali, a wszelkie dialogi są prawdziwe. Książka ta dlatego wzbudziła we mnie tyle emocji, refleksji, bowiem po jej lekturze nauczyłam się jednego. Każde dziecko w inny sposób prosi o pomoc... Każde dziecko boryka się ze samotnością, niezrozumieniem...Nie każdemu dziecku pomożemy, najważniejsze to słuchać ich co mają nam do powiedzenia...Nie zamiatajmy problemów pod dywan... Czy zatem warto ją schrupać? Uważam że tak... nie jest to pozycja dla każdego, ale myślę, że po jej przeczytaniu, każdy czytelnik wyniesie coś dla siebie, jakąś lekcję, radę...

 KOMU POLECAM? Osobom które lubią True crime, reportaże, psychologię.

niedziela, 30 kwietnia 2023

Korona. Fenomen najpotężniejszej monarchii- czyli za co kochamy Windsorów? Przedpremierowa recenzja.

 

 

 


 

Tytuł:  Korona.Fenomen najpotężniejszej monarchii

Autor:  Wioletta Wilk-Turska

Liczba stron:350

Wydawnictwo: Luna

Okładka:  miękka

SŁOWA KLUCZE: historia, biografia, życie od podszewki, ciekawostki, monarchia

 

 KRÓTKA FABUŁKA: czyli z czym to się je?

 Monarchia brytyjska to moja pasja! Mogłabym godzinami opowiadać o tym, dlaczego królowa lub król panuje, a nie rządzi, dlaczego co roku otwiera parlament, jadąc na tę uroczystość karetą zaprzężoną w konie i dlaczego Brytyjczycy wciąż kochają swoją monarchię, mimo iż członkowie rodziny królewskiej nieraz postępowali w sposób niegodny swojej pozycji społecznej.


Ta książka to próba odpowiedzenia na pytanie, dlaczego to właśnie monarchia brytyjska tak fascynuje ludzi na całym świecie. Przeżywamy śluby i narodziny dzieci w rodzinie królewskiej, śledzimy rozwój konfliktu między księciem Harrym a jego bratem i ojcem.


Korona jest najważniejszym symbolem monarchii brytyjskiej, znakiem narodowym i widocznym świadectwem chrześcijańskich korzeni. I jeszcze czymś więcej. Pomostem między dawnymi czasami i współczesnością. Jak długo korona mocno trzyma się na królewskiej głowie, historia będzie toczyć się dalej, a my będziemy ją śledzić z zapartym tchem.

 

 

POD LUPĄ: Zacznę od wizualnej strony, czyli lupa w dłoń i do dzieła !

 Książka jest formatu B2. Miękka, matowa okładka. Posiada skrzydełka i cudowną wyklejkę w kolorze czerwonym z małymi koronami. Na froncie mamy zdjęcie królowej Elżbiety II i Karola III obecnego króla. Kolorowe, lakierowane napisy dodają efektu 3d. W środku mamy gruby gramaturowo papier, beżowy z bardzo przyjemną czcionką. Rozdziały są zatytułowane i ponumerowane. W środku mamy czarno-białe zdjęcia lub obrazy, które dodają mowie pisanej autentyczności lub potwierdzenia danego faktu. Książka jest bardzo giętka więc nie ma problemu przy otwieraniu stron. Całość wydania oceniam na : 5



OPINIA: Czyli jak ona smakuje ?

Jak wiesz uwielbiam książki, które w pewien sposób przybliżają mi historię lub anegdotki związane z brytyjską monarchią. Nie uważam się za jakiegoś eksperta, żeby nie było, ale fascynuje mnie ich życie i średniowieczne tradycje, które mimo tak zcyfryzowanego i zmechanizowanego świata przetrwały do dziś. Czy ta pozycja w porównaniu do innych pozycji związanych z Windsorami wypada dobrze? Czy może jest to kolejny chwyt marketingowy ze względu na ostatnie wydarzenia, jakie miały miejsce? Jeśli Cię zaciekawiłam to weź sobie coś do picia, jedzenia, siadaj i słuchaj co mam Ci dziś do opowiedzenia.

 Tu nie ma fabułki, a narratorka przybliża nam zasady, etykietkę jaka panuje na dworze. Zaczyna snuć swą opowieść dość przewrotnie, bo od śmierci Elżbiety. Ona jest jakby takim punktem, który łączy wszystkie wątki, jakie zostały poruszone w tym reportażu. Podoba mi się język, jakim jest napisany, prosty, przyjemny, a przy tym bardzo konkretny. Zdjęcia są idealnie zsynchronizowane z treścią, dzięki czemu mamy np zdjęcie sukni ślubnej kiedy autorka pisze o ciekawostkach jej projektowania.



Kolejną rzeczą, która mnie ujęła w tej książce to próba przybliżenia nam zasad i surowej etykiety. To właśnie przez nią wybuchło wiele skandali, bowiem były tuszowane pewne odstępy od owych reguł lub drobne konflikty wyolbrzymione ze względu na jakieś przepisy. Nie dziwi więc fakt, że wielu Windsorów się buntowało, nawet sama Elżbieta, choć mimo to starała się jak najbardziej przestrzegać ich solennie. Ze względu na przedawnienie pewnych wydarzeń lub osoby, które miały do czynienia z owymi plotkami nie żyją, dziś można głośno i śmiało mówić o wielu sprawach. Autorka więc parę niuansami mnie bardzo zaskoczyła, bo o nich nie wiedziałam. Jak wspomniałam wspaniale swoje argumenty popiera historią Anglii.

Kolejny aspekt tego reportażu, który bardzo mnie ujął to fakt umiejętnego opisywania wydarzeń. Czytelnik ma wrażenie jakby sam był uczestnikiem owych sytuacji i brał bierny w nich udział jako obserwator. Pani Violetta ma na prawdę wyśmienite umiejętności bajdurzenia, dzięki czemu czujemy emocje, jakie towarzyszyły Elżbiecie i jej rodzinie. Potrafimy wczuć się w jej sytuację i poniekąd zrozumieć jej postępowanie, surowość, czy  przywiązanie do tradycji.

 Całość jest utrzymana w bardzo obiektywnym tonie. Dzięki czemu sami możemy wyrobić sobie opinię na dany temat. Czuć, że autorka pasjonuje się dworem Windsorów i ma ogromną wiedzę na temat ich życia i rutyny. Byłam w stanie uwierzyć we wszystko co napisała Pani Violetta. Raczy czytelników sekretami, o których nie przeczytacie nigdzie indziej.

 CZY WARTO SCHRUPAĆ?- czyli podsumowanie : 

 ,, Korona. Fenomen najpotężniejszej monarchii" to książka, która smakuje jak ulubiony dżem królowej czyli pomarańczowy. Jak jak on ten reportaż wnosi wiele świeżości i ciekawostek, o których nigdzie indziej nie czytałam i nie słyszałam. Pyszny słodko-kwaśny smak to zdecydowanie wszystkie tradycje, które nie jednokrotnie przysporzyły monarchii wiele afer. Zasady, które dziś nie mają racji bytu, a tak bardzo ukochane przez wielu. Słoneczny energiczny kolor to zdecydowanie sam kunszt pisarski. Czuć lekkość, a przy tym pewność słów popartą wieloma przykładami z historii. Kawałkami pomarańczy są zdecydowanie ciekawostki, których tu wiele. Nareszcie odkrywamy sekretne tajniki przekazywania sobie poprzez gesty, czy słowa poleceń Elżbiety. Wiele zasad ona sama na przestrzeni swojego panowania wprowadziła, o czym też nie miałam świadomości. Czy warto ją schrupać? Według mnie ten reportaż jest fenomenalny, czyta się go niczym najlepszy dokument. Potrafi wciągnąć do swojego świata i sprawić,że czujesz się jak gość lub dawny krewny, który wszystko ogląda z boku. To co ważne, nie powiela wiele faktów z innych podobnych pozycji co jest ogromnym plusem.

 KOMU POLECAM? Osobom, które uwielbiają reportaże, biografie, interesują się historią i Windsorami.

 

Za możliwość schrupania tej pozycji dziękuję wydawnictwu:



sobota, 29 kwietnia 2023

To nie może się udać, czyli obyczajowa bajka

 

 

 


 

 

Tytuł: To nie może się udać

Autor:  Abby Jimenez

Liczba stron:446

Wydawnictwo: Muza

Okładka:  miękka

SŁOWA KLUCZE: okruchy życia, element bajki, znęcanie psychiczne, miłość, różnice społeczne

 

 KRÓTKA FABUŁKA: czyli z czym to się je?

Życie Alexis Montgomery zostaje wywrócone do góry nogami z powodu pewnego zwariowanego zakładu, pysznej kanapki z grillowanym serem i małej kózki w piżamce. A tak naprawdę z powodu Daniela Granta, niemożliwie seksownego i wyluzowanego stolarza, młodszego od niej o dziesięć lat i będącego całkowitym przeciwieństwem wielkomiejskiej elegantki, jaką jest Alexis. Wydawałoby się, że wszystko ich dzieli, a jednak chemia między nimi jest niezaprzeczalna.

Bogaci i wpływowi rodzice chcieliby, żeby Alexis zgodnie z rodzinną tradycją została światowej sławy chirurgiem. Ale ona wcale nie pragnie sławy. Wystarcza jej praca lekarki na oddziale urazowym. A każda chwila spędzona z Danielem i społecznością małego miasteczka, w którym on mieszka, uświadamia Alexis, co jest naprawdę ważne w życiu. Jeśli jednak ich związek stanie się czymś więcej niż przelotnym romansem, młoda lekarka będzie musiała odrzucić rodzinne dziedzictwo.

Alexis uważa za niemożliwe wprowadzenie Daniela do swojego świata, ale też nie potrafi wyrzec się szczęścia, które on jej daje. Czy mimo tylu różnic uda im się stworzyć trwały związek?

 

 

POD LUPĄ: Zacznę od wizualnej strony, czyli lupa w dłoń i do dzieła !

  Książka standardowego wymiaru A5 . Okładka twardsza, matowa. Pewne elementy jak  litery, czy postacie na froncie są lakierowane, co nadaje trójwymiarowości. Utrzymana w zimnej, wręcz nocnej kolorystyce chabru, niebieskości, żółci, pomarańczu i czerni. Przedstawia parę kobietę i mężczyznę, którzy stoją na granicy między wsia,a miastem morzem i wpatrują się w siebie. Bardzo przepiękna i nostalgiczna okładka. Wyklejka jest żółta, brak jakichkolwiek motywów. Jeśli chodzi o strony to są one beżowe, bardzo cieniutkie, czcionka mała, ale czytelna. Rozdziały są podzielone ze względu na bohaterów, dzięki czemu mamy perspektywę z dwóch stron. Na końcu mamy przepis od bohatera na naleśniki, pytania autorki dla czytelników i fragment jej wywiadu. Całość wydania oceniam na 4+



OPINIA: Czyli jak ona smakuje ?

 Do obyczajówki lub komedii romantycznej muszę mieć odpowiednią chwilę, czas lub po prostu ochotę. Zwykle ich przewidywalność lub cukierkowość dość szybko mnie nudzą lub wywołują wiadomo jaki odruch. Jak było z tą pozycją? Jeśli Cię zaciekawiłam to weź sobie coś do picia, jedzenia, siadaj i słuchaj co mam Ci dziś do opowiedzenia.

Głównymi bohaterami tej powieści są Alexis Montgomery ( czy tylko ja miałam skojarzenie z Dynastą, jeśli chodzi o imię?) i Daniel Grand. Kobieta ma 37 lat i w życiu wiodła życie księżniczki. Powiedziałabym kobieta sukcesu. Ma wszystko to o czym każda kobieta marzy. Jednak jej świat bardzo szybko zostaje zburzony, a świat dowiaduje się, że wybitna lekarka, dziedziczka  majątku została zdradzona przez swojego wieloletniego partnera ,, Księciunia" tak sobie go nazwę. I to co jest najbardziej bolesne to fakt, że całe środowisko Alexis staje murem za mężczyzną. Mimo tego, że kobieta zaczyna mówić co działo się w środku ich zamku ( znaczy willi). To co mnie poruszyło to fakt, że nikt jej nie wierzy lub nie chcą znać prawdziwego oblicza Księciunia. I tak zaczyna się walka naszej bohaterki o godność ale i prawdę, która jest często niewygodna.

Daniel to 27 latek, który jest ideałem mężczyzny i jest sam. I ma psa. I kozę. I jest burmistrzem, który pracuje charytatywnie. I ma złą matkę. I nie ma pieniędzy ale ma super sprzęt. Stolarski np. I zakochuje się w Alexis  i nie przeszkadza mu, ze jest 10 lat starsza i ma kasę. Znaczy o kasie nie wie.  I ma zasady, którymi się kieruje w życiu. I zrobi wszystko by być z naszą bohaterką, mimo tylu różnic, które ich dzielą.. Normalnie rycerz na kozie z psem... 

No dobra co z tą fabułką? Nie jest jakaś odkrywacza, ale przyznaję wciąga jak pyszny koktajl z owoców. Chłopak ze wsi, City girl i tu już mamy pierwsze stereotypowe podejście. Niby że są tacy do tyłu ze wszystkim.Dzielą ich różnice społeczne, ona bogata, on bogaty ale nie bierze kasy.. w sensie ma nazwisko rodowe.. Jednak różnica wieku.. chyba raz jest wspomniana, czy się dogadają, ale przyznam, że pod tym względem mogła autorka trochę to rozbudować owe rozterki. 



To co zasługuje na medal to kreacja miasteczka Wakan. Jest wyjęta niczym z jakiejś baśni. Dzieją się tu troszkę magiczne rzeczy, które spokojnie można wyjaśnić pod względem naukowym, dlatego nie jest to fantastyka.Jednak podkreślenie zalet małej mieściny widać gołym okiem. Przyjaźni ludzie, biedni ale oddadzą wszystko co mają, pomocni i bardzo sympatyczni. Czuć owe ciepło wydobywające się z tego  naturalnego miejsca. W opozycji mamy współczesne, zimne miasto, gdzie ludzie wpatrzeni w smartfony nawet nie wiedzą kto obok nich mieszaka.

 

 CZY WARTO SCHRUPAĆ?- czyli podsumowanie : 

 ,, To nie może się udać" muszę porównać do naleśnika, gdyż sam bohater na koniec książki podaje nam czytelnikom przepis na jego specjał kulinarny. Tak między nami, bardzo spodobał mi się ten zabieg. Przypomina mi mangowe zagrywki autorów, którzy też chętnie na skrzydełkach lub posłowiu lubią dzielić się swoimi przepisami, tak aby czytelnik mógł poczuć jeszcze bardziej ten świat wykreowany, przygotowując sobie owe danie w zaciszu swojej kuchni. No więc ciastem naleśnikowym  z ekstraktem wanilii i migdału są nasi główni bohaterowie. Może nie wyróżniają się oni nazbyt i są momentami bardzo stereotypowi, jednak bardzo szybko czujemy do nich sympatię co jak dla mnie jest na ogromny plus. Powiedziałabym ot taki zwyczajny, klasyczny naleśnik. Owocami są dla mnie elementy bajki. Nie jest tego dużo, ba wręcz trzeba je wyłapać, jednak dodają one tego smaku i sprawiają, że ta historia nabiera takich rumieńców. Bitą śmietaną, a właściwie kleksem na zawiniętym już naleśniku jest przedstawiony problem znęcania się psychicznego. Autorka w genialny sposób ukazuje obraz takich kobiet i z czym na co dzień się mierzą. Sosem czekoladowym, lub kawałkami czekolady było dla mnie same miasto, a właściwie jego kreacja. Te miejsce jest wyciągnięte z najlepszej animacji disneya lub bajki, które słuchałam z dzieciństwa. Miałam ochotę stać się mieszkanką tego miasteczka i żyć razem z ich mieszkańcami w takiej błogiej, przyjaznej atmosferze. Oczywiście, że nie było tam aż tak cukierkowo, ale owe motywy tradycyjne zostały tam zakorzenione solidnie. Czy zatem warto schrupać tę książkę? Zdecydowanie tak! Ja bawiłam się przy niej genialnie. Chyba w odpowiednimi momencie się za nią zabrałam, bo mam w planach jeszcze do niej wrócić..

 KOMU POLECAM? Osobom które lubią komedie romantyczne, obyczaj

P.S Ewidentnie się starzeję.. dlaczego? Ponieważ wybrzydzam w książkach. Mało która potrafi mnie zaciekawić lub wywołać rumieńce.. dochodzę do wniosku, że albo wszystkie są pisane na jedno kopyto lub gdzieś to już czytałam.. i tak starość u mnie zawitała...a może za dużo czytam? Nieeee...

 

Za możliwość konsumpcji tej  książki, bardzo dziękuje wydawnictwu:




środa, 12 kwietnia 2023

Kiedy wierzyliśmy w syreny- czyli opowieść o dorastaniu... PRZEDPREMIEROWA RECENZJA

 

 

 


 

 

Tytuł: Kiedy wierzyliśmy w syreny

Autor:  Barbara O'Neal

Liczba stron:413

Wydawnictwo: Muza

Okładka:  miękka

SŁOWA KLUCZE: rodzina, tajemnica, zagadka,  okruchy życia

 

 KRÓTKA FABUŁKA: czyli z czym to się je?

 

Josie Bianci zginęła kilkanaście lat temu podczas ataku terrorystycznego. Odeszła na zawsze. Tak przynajmniej myślała jej siostra, Kit. Jednak wystarczyło kilka sekund, by wywrócić świat Kit do góry nogami. 

Kiedy w telewizji transmitowano relację na żywo z pożaru klubu w Auckland, podobieństwo jednej z kobiet do Josie było niewiarygodne. Kit zalała fala emocji – żalu, poczucia straty i niezrozumienia. Jednak najsilniejszy okazał się gniew i determinacja, aby odnaleźć siostrę, od tylu lat żyjącą w kłamstwie. 

Kit rozpoczyna swoją podróż do Nowej Zelandii od wspomnień z przeszłości: dni spędzonych na plaży z Josie i traumatycznego dzieciństwa, które prześladowało siostry w dorosłym życiu.

Jeśli ponownie miałyby się zjednoczyć, muszą wyjawić dawno pogrzebane tajemnice i zmierzyć się z druzgocącą prawdą, która zbyt długo oddzielała je od siebie. Bo czasem, aby odzyskać spokój i zdrowe relacje, trzeba najpierw wszystko stracić – Kit i Josie dobitnie się o tym przekonają.

 

POD LUPĄ: Zacznę od wizualnej strony, czyli lupa w dłoń i do dzieła !

 Książka standardowego wymiaru A5 . Okładka twardsza, matowa, miziasta. Pewne elementy jak np liście są lakierowane, co nadaje trójwymiarowości. Utrzymana w ciepłej kolorystyce żółci, pomarańczu, czerwieni i czerni. Przedstawia dwie kobiety, które stoją nad morzem i wpatrują się w dal. Bardzo przepiękna i nostalgiczna okładka. Wyklejka jest granatowa nadal z motywem roślinnym. Jeśli chodzi o strony to są one beżowe, bardzo cieniutkie, czcionka mała, ale czytelna. Rozdziały są podzielone ze względu na bohaterki. Całość wydania oceniam na 4+



OPINIA: Czyli jak ona smakuje ?

 Kiedy otrzymałam ten tytuł do recenzji nie mogłam się oprzeć i postanowiłam od razu wgryźć się w fabułę. Nie ukrywam, że ostatnio zostałam pochłonięta przez mangii i tamtejsze fenomenalne historie. Jednak ta książka skusiła mnie.. czym? Sama nie wiem, czasem tak mam, że mam po prostu na jakiś gatunek ogromną ochotę, a dawnoo nie czytałam literatury pięknej. Więc czy warto sięgnąć po ten tytuł w szczególności, że cena okładkowa trochę przeraża? Jeśli Cię zaciekawiłam to weź sobie coś do picia, jedzenia, siadaj i słuchaj co mam Ci do opowiedzenia.

Ta historia jest bardzo kobieca. Mamy bowiem dwie bohaterki, siostry i z ich perspektyw poznajemy całą historię. 

Josie Bianci zaginęła w wyniku ataku terrorystycznego na pociąg. Kit, nigdy już nie potrafiła pozbierać się po tej tragedii, w szczególności, że była bardzo zżyta ze swoją starszą siostrą. Jako lekarka postanowiła właśnie pomagać osobom właśnie po takich ,, trudnych" wypadkach. Pewnego dnia w telewizji podczas relacji widzi kobietę, która wygląda jak jej zaginiona siostra. Czy to aby na pewo ona? Kit nie wiele myśląc wsiada w samolot i postanawia dowiedzieć się prawdy.

Mari to szczęśliwa żona, matka dwójki dzieci. Kiedy jej córka pada ofiarą przemocy słownej w szkole, jej przeszłość i demony zaczynają się odzywać. Jej dziwny dom, chłopak, który został przygarnięty przez jej rodziców i młodsza siostra. Marii zabiera więc nas do swej ciemnej, zimnej i brudnej przeszłości..

Co łączy Kat i Marii? Czy jest ową zaginioną Josie? Powiem Ci tak, trudno było mi polubić którąś z kobiet. Były mi one obojętne, jednak ich historie na prawdę mnie wciągnęły i zabrały do swych światów. Autorka, bardzo realistycznie namalowała portret kobiet. Z traumami, z marzeniami, czy doświadczeniem życiowym. Pokazuje nam, że słowo ,, Kobieta" i nasza siła  wewnętrzna są wyjątkowe. To co mnie ujęło, to fakt owych sekretów rodzinnych. Im głębiej schodzimy tym więcej widzimy owych brudnych spraw, które mogły spowodować owe kryzysy i wpłynęły na decyzje, które choć drastyczne były uzasadnione.



Podoba mi się również owe balansowanie między przeszłością, a teraźniejszością. Jest ono bardzo naturalne. Wywołują owe wspomnienia na pozór banalne rzeczy, jednak w naszym życiu jest podobnie. Jakiś, zapach, smak, zdjęcie mogą przenieść nas do przeszłości, do tych cudownych, błogich chwil, jak i tych o których wolelibyśmy nie pamiętać.

Problemy jakie zostały poruszone w tej książce są na prawdę mocne i nawiązujące do obecnych czasów. Mam na myśli o samotności, dążeniu do zrealizowania swoich marzeń, zatracając przy tym  pewne wartości, które w naszym życiu są ważne. Historia ta porusza również wątek bardziej drastyczny jak zaniedbanie i patologiczne zachowanie rodziców, jak i molestowanie dziecka.  To wszystko w dorosłym życiu owych kobiet będzie się odbijało nie tylko na ich relacjach z innymi ludźmi, ale i postrzeganie świata. I choć fabuła jest powolna to mi to absolutnie nie przeszkadzało, bowiem dała mi o wiele więcej refleksji niż się po niej spodziewałam...

 

 CZY WARTO SCHRUPAĆ?- czyli podsumowanie : 

 ,, Kiedy wierzyliśmy w syreny" to książka, która zwraca uwagę na bardzo ważny aspekt. Mianowicie, że nasze dzieciństwo to jakie było, określa w przyszłości nas jako dorosłych i przyszłych rodziców. Ta powieść to zdecydowanie  makaron z cukrem i twarogiem. Nie ma chyba osoby, która nie zna tego dania z dzieciństwa. Owym makaronem czyli podstawą są bohaterowie. Podoba mi się w ich kreacji, że są bardzo realistyczni. Mają wady, a ich problemy z jakimi muszą się mierzyć są tzw naszymi codziennymi trudami dnia. Nie zapałałam może sympatią do żadnej z kobiet, ale to dla tego że nie utożsamiłam się z nimi. Jednak w żadnym razie nie jest to wada. Serem są owe problemy i tajemnice, które wychodzą na wierzch. Bolesne, refleksyjne ukazujące ludzkie tragedie. Tytuł jest bardzo filozoficzny bowiem zwraca uwagę na cały aspekt tej powieści. Mianowicie ukazuje pewną prawdę iż dzieci wierzą w każdą bajkę opowiedzianą przez dorosłych. Kiedy same stają się dorosłe rozumieją że owe bajki to fikcja, która miała na celu ukryć szary, brudny świat. Owa beztroska, wiara w niemożliwe jest piękna, ale i krucha. Cukrem był dla mnie cały klimat tej powieści. Niby spokojny, powolutki ale bardzo nasycony emocjonalnie.  Czy warto schrupać tę powieść? Zdecydowanie tak. Mi bardzo przypadła do gustu i wprawiła mnie w zadumę nie raz.  Byłam oczarowana nie tylko historią ale i tym jak autorka potrafiła bawić się uczuciami czytelnika.

 KOMU POLECAM? Fanom literatury pięknej