Strony

niedziela, 25 lutego 2024

Dwór Koszmarów- czyli istna Sodoma i Gomora..

 

 

 

 


 

Tytuł: Dwór Koszmarów

Autor:  Adrianna Senger

Liczba stron:323

Wydawnictwo:  Novae res

Okładka:  miękka

SŁOWA KLUCZE: fantastyka, mocne sceny, miłość, walka, przyjaźń.

 

 KRÓTKA FABUŁKA: czyli z czym to się je?

 

 Kiedyś mówili jej, że z Królestwa Mroku nie ma ucieczki.
Dziś musi stanąć do walki o swoją wolność.

Cyntia, ojczyzna Kiry, pogrąża się w coraz dotkliwszej biedzie. Osierocona dziewczyna, nieposiadająca środków na swoje utrzymanie, zostaje sprzedana przez ciotkę nieznajomemu mężczyźnie. Trafia do Królestwa Mroku, miejsca zamieszkałego przez krwiożercze wampiry, strzygi, sukkuby i najplugawsze bestie. Zamknięta w małym pokoju, skazana na zachcianki brutalnego władcy, zaczyna pogrążać się w rozpaczy.

Jedyną nadzieją dla Kiry na odzyskanie wolności jest magiczny sztylet, który niespodziewanie trafia w jej ręce. Oddana pod opiekę Ronanowi, pierwszemu oficerowi króla, każdego dnia snuje wizje ucieczki ze swojego więzienia. Napędza ją tęsknota za najlepszym przyjacielem Xavierem, myśl o wyzwoleniu i żądza zemsty. Ale by plan dziewczyny się powiódł, najpierw musi nauczyć się odróżniać przyjaciół od wrogów. W mrocznym labiryncie lęku i podszeptów zdrady łatwo o pomyłkę…

 

POD LUPĄ: Zacznę od wizualnej strony, czyli lupa w dłoń i do dzieła !

 Książka standardowego wymiary a5. Posiada skrzydełka, brak wyklejki. Okładka ma ciekawą matową , szorstką fakturę. Zachowana w minimalistycznym stylu czerni, czerwieni i granatu. Przedstawia zamek w mroku, co idealnie wpasowuje się w treść książki. Kartki są grubej gramatury, dzięki czemuj czcionka nie przebija oraz jeśli ktoś chce podkreślać cytaty. Czcionka przyjemna dla oka, a same kartki są w beżowym ocienieniu. Rozdziały sa ponumerowane. Brak mapy świata, a szkoda lub innych dodatków. Całość oceniam na: 4



OPINIA: Czyli jak ona smakuje ?

Coś mnie do tej książki przyciągało? Zapytasz co? Nie mam pojęcia, czy to za sprawą bardzo intrygującej okładki, a może chęć spróbowania ,, starego/ nowego" smaku? Czasami mamy na coś ochotę znienacka i tak było z tym tytułem. Nie nastawiałam się na nic i wyruszyłam w tę smakową podróż..Jak smakowała? Jeśli Cię zaciekawiłam to weź sobie coś do jedzenia, picia, siadaj i słuchaj co mam Ci dziś do opowiedzenia.

 Główną bohaterką jest Kira. Dorasta ona w bardzo toksycznej rodzinie. Ciotka się nad nią znęca, a jest jej jedyną rodziną i opcją by przetrwać w świecie, po którym chodzą wampiry, elfy i inne postacie z mitologii. Pewnego dnia zostaje ona sprzedana do tak zwanego Dworu Koszmarów, który to uchodzi za ten najbardziej niebezpieczny, brutalny i zły. Dziewczyna ma świadomość, że została sprzedana, by na niej jej właściciele mogli spełnić swoje najmroczniejsze fantazje. Wie że idzie na rzeź.  Jednak jak się okaże znajdzie w tym świecie sojusznika, który pomoże jej przetrwać w tym świecie.

Ronan to mężczyzna, który całe życie służył wiernie swojemu królowi/ przyjacielowi. Jednak widząc jak ten się zmienia, chce go obalić. Sam nie jest może bohaterem w 100% dobry, ale widać, że stara się skończyć z przeszłością i coś zmienić. Kiedy na jego drodze staje Kira, widzi w niej promyk nadziei na ową zmianę. Sam zaczyna coś do dziewczyny czuć, jednak jego emocje nie są uzewnętrzniane do końca, więc czytelnik może sobie tylko podopowiadać.



NO DOBRA, CO Z TĄ FABUŁKĄ? Po pierwsze jest ona szybka. Tutaj nie ma chwili w której coś by się nie działo. Sama historia jest skierowana do starszego czytelnika  +18 gdyż mamy tutaj do czynienia z gwałtem, okaleczaniem, próbą samobójczą, co było opisane dość szczegółowo. Co zasługuje na plus nie ma tu miłości, która gra pierwsze skrzypce, a przetrwanie w tym chorym miejscu. Podobał mi się sposób w jaki została poprowadzona relacja między bohaterami. Nie mam się do czego pod tym względem czego doczepić. Jednak minusa dam za rozbudowany świat. W sensie, wiemy, że są jakieś królestwa, które na początku autorka nam opisuje i czym się dane z nich charakteryzuje, jednak jako czytelnik nie mamy możliwości ich poznać w pełni. Każda bowiem akcja dzieje się w zamkniętych pomieszczeniach domów, pałaców. Jak mamy wzmiankę o jakiejś postaci fantastycznej to kończy się to ,, stoi tam strzyga.. całuje chopa..noo bo ona ma umiejętność tita tita.. więc poszłam dalej".. No trochę tego mało, szkoda że nie wchodziły one w interakcje z naszą bohaterką. Jednak sama fabuła powiem szczerze mnie wciągnęła. Może nie jest to jakieś wybitne arcydzieło, ale bawiłam się świetnie i trzymałam za naszą bohaterkę kciuki.

 

 CZY WARTO SCHRUPAĆ?- czyli podsumowanie : 

 ,, Dwór Koszmarów" to zdecydowanie pieróg ze serem i szpinakiem. Owym cieniutkim ciastem jest dla mnie sam świat przedstawiony. Za mało jak dla mnie był on rozbudowany, a akcje działy się w zamkniętych pomieszczeniach.  Jest to jak dla mnie jedyny minus ale konkretny jeśli chodzi o tę powieść. Serem są dla mnie bohaterowie. Dobrze wykreowani, różni i wyróżniający się jakąś konkretną cechą.  Jak dla mnie tzw złol bardzo dobrze wykreowany, stąd w opisie nie wspominam o nim, żeby nie popsuć zabawy.. Szpinakiem była dla mnie fabuła. Trochę szybka, nie ma na nudy. Jednak jak dla mnie można by było pewne wątki jeszcze rozbudować, ale to moja opinia. W ogólnym rozrachunku podobała mi się i bawiłam się przy niej dobrze. Czy warto ją schrupać? Jak najbardziej, może nie jest to książka, która zmieni wasze postrzeganie na świat, albo oszalejecie na jej punkcie. Jest dobra, miło spędzicie z nią czas.

P.S Postanowiłam wypróbować jak dla mnie nowe ,, zaznaczanie" w książkach ważnych dla mnie elementów. Zazwyczaj używam tylko znaczników, i staram się je dopasować do okładki. Teraz dodałam jeszcze zakreślenia, czyli zaznaczanie ich na stronie. I powiem tak- spodobało mi się, ale muszę poszukać dobrych zakreślaczy, bo ten był kiepski ;/ Wyszłam ze strefy komfortu z tym zakreślaczem i na tym levelu po przestanę... 

 KOMU POLECAM? Osobą które lubią takie mroczniejsze historie i fantastykę w jednym.


Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu :



sobota, 17 lutego 2024

Złote blizny- czyli historia o pięknych popękanych sercach.

 

 

 


 

 

 

Tytuł: Złote blizny

Autor:  Anna Dąbrowska

Liczba stron: 403

Wydawnictwo: Amare

Okładka:  miękka

SŁOWA KLUCZE: trauma, próba samobójcza, lęki, terapia, psychologia, depresja, żałoba, miłość

 

 KRÓTKA FABUŁKA: czyli z czym to się je?

 

 Milion dolarów za śmierć: czy to dobra cena? Znany na całym świecie frontman zespołu MacRock - Tyler Lewis - oferuje taką stawkę za pomoc w odejściu z tego świata. Niestety, nikt nie bierze jego słów na poważnie. Nikt prócz japońskiej terapeutki Yua, która zmienia świat poprzez kintsugi, czyli sztukę sklejania życia. Kobieta w sprytny sposób namawia wokalistę na terapię, w której ma uczestniczyć razem z wybraną przez nią osobą. 


Abigail Morrison to kobieta, która w tragicznym wypadku samochodowym straciła dwie najbliższe osoby. Żałoba przysłoniła wszystkie jej marzenia i plany, a jednak Abby wciąż wierzy, że kiedyś uda jej się nauczyć żyć z bolesnymi wspomnieniami. To właśnie ona zostaje drugim uczestnikiem tajemniczej terapii. 


Co się wydarzy, gdy spotkają się ze sobą dwie roztrzaskane na milion kawałków dusze?

 

POD LUPĄ: Zacznę od wizualnej strony, czyli lupa w dłoń i do dzieła !

 Książka jest standardowego wymiaru A5. Posiada skrzydełka. Okładka jest matowa,ale nie pozostawia odcisków palców. Utrzymana w minimalistycznej formie. Mamy granat, biel,szarość i złoto-co nawiązuje do japońskiej porcelany, co idealnie nawiązuje do treści książki. W środku brak kolorowej wyklejki.Kartki są beżowe. Rozdziały podzielone na 2 bohaterów, a czcionka przyjemna dla oka. Całość wydania oceniam na: 4+




OPINIA: Czyli jak ona smakuje ?

 Ta książka przyciągnęła mnie do siebie, jak manes swoją tematyką. Dawno nie czytałam historii o jakiś konkretnych problemach z którymi dorośli ludzie sobie nie radzą tak mocno, że potrzebują terapii. Szybko zaczęłam się w nią wgryzać, więc jak ona smakuje? Weź sobie coś do picia, jedzenia i słuchaj co mam Ci dziś do opowiedzenia.

Mamy tutaj dwójkę głównych bohaterów Abigail i Taylora, którzy w pewnym momencie swojego życia stracili sens do życia, radości, a każdy kolejny dzień jest dla nich walką i piekłem. Abby w wyniku wypadku straciła ukochanego i ojca, dlatego od tego momentu ma lęki związane ze samochodami. Natomiast Taylor jako słynny muzyk, przeżył katastrofę lotniczną z której to tylko on przeżył z licznymi operacjami, bliznami. Nienawidzi swojego ,, nowego" ciała, stroni od ludzi. Pragnie umrzeć, dlatego zrobi wszystko.. by dopiąć swego.

I tak na scenę wchodzi ona.. Yua terapeutka, która stosując nietypowe metody, stara się pomóc naszym bohaterą, jednak czy ma ona jakieś własne pobudki? Wszak w życiu bohaterów pojawia się z nikąd a to już wzbudza pewne obawy i lęki..

NO, DOBRA CO Z TĄ FABUŁKĄ? Powiem Ci tak, wciąga od samego początku. To co mi się najbardziej spodobało to fakt, że nie pędzi na twarz..tylko powolutku nam opowiada o życiu tych zbolałych serc. Wyjaśnia, dlaczego bohater reaguje tak, a nie inaczej? Dlaczego ktoś inny boi się tego, czy tamtego. Bardzo dużo jest tu elementów psychologicznych takich wyjętych z naszego życia porad, dla problemów z którymi borykamy się na co dzień. Na kolejny plus zasługuje fakt, że tu nic nie znika za pomocą magii, nagłej miłości, czy jednym słowie.. nie tutaj na prawdę widzimy walkę naszych postaci z ich własnymi stanami, traumami. Co pokazuje też, że zawsze już do końca życia będą musieli podejmować walkę i szukać tych pozytywnych, maleńkich bodźców, które sprawią, że będzie im się chciało żyć i powrócić do społeczeństwa.. Oczarowała mnie swą realistyczną brutalnością i wspaniałym ukazaniem czytelnikom, którzy może są w podobnej sytuacji..jak poradzić sobie z depresją i traumą.Według mnie bardzo ważna książka!!

 

 CZY WARTO SCHRUPAĆ?- czyli podsumowanie : 

 ,, Złote blizny" to książka, która smakiem przypomina mi danie  słodko-kwaśne Sunomomo z ogórka.  Owym sosem są nasi bohaterzy czyli Abby i Taylor. Z jednej strony bardzo doświadczeni przez życie boją się na nowo otworzyć na szczęście, tkwią w swoich poranionych ciałach i duszach, nie dopuszczając do siebie nadziei i piękna świata. Są jak potłuczona porcelana, no której w lekturze są porównani, która za sprawą kindsugi nabierają nie tylko piękności i unikatowości , ale i wartości, bowiem trzeba wiele poświęcenia i czasu, by z kawałków różnej ceramiki posklejać je i nadać odpowiednią formę.  Ogórkiem, dla mnie była terapia ukazana w książce, o której już powyżej trochę napisałam, ale i sama osoba Yue. Nie słyszałam o takim leczeniu, więc tym bardziej z zachwytem czytałam o tej metodzie. Porównywanie problemów Taylora i Abby do owych kawałków ceramiki było dla mnie czymś niby prostym, ale jakim efektownym. Podobało mi się, jak autorka realnie podeszła do tematu depresji, traumy i innych zaburzeń. Według mnie oddała genialnie specyfikę, emocje i zachowania osób, które zmagają się z chorobami umysłu i duszy.  Sezamem były dla mnie natomiast wszystkie te elementy psychologiczno- romansowe, czyli jak dwoje skrzywdzonych ludzi stara się obudzić swoje serce do miłości. Ukazując przy tym ogromną walkę z samym sobą. Czy warto zatem schrupować tę powieść? Zdecydowanie tak. Jest ona przede wszystkim piękna, prawdziwa, a przede wszystkim refleksyjna. Pokazuje czytelnikowi, że należy najpiękniejsi jesteśmy nie jako idealna biała porcelana, ale jako kubki, które są posklejane, zarysowane, pomalowane na nowo- wtedy jesteśmy najpiękniejszymi, unikatowymi wersjami siebie.


 KOMU POLECAM? Osobom, które uwielbiają mądre romanse z elementem psychologii, nostalgii i bardzo realistyczne.


Recenzja powstała przy współpracy z wydawnictem:




wtorek, 6 lutego 2024

Belladonna, czyli o truciźnie pięknej jak kobieta

 

 

 


 

 

Tytuł: Belladonna

Autor: Adalyn Grace

Liczba stron:378

Wydawnictwo: Uroboros

Okładka:  miękka

SŁOWA KLUCZE: fantastyka, miłość, tajemnica, życie elit, dawne czasy, śmierć, zbrodnia.

 

 KRÓTKA FABUŁKA: czyli z czym to się je?

 

 Signa Farrow ma typowe dla dziewiętnastolatki marzenia. Chce nosić piękne suknie, chodzić na bale i dobrze wyjść za mąż. Jednak jej przeznaczeniem okazuje się coś zupełnie innego, coś, od czego całe życie próbowała uciekać.

Osierocona w dzieciństwie, trafia pod opiekę różnych osób, które są bardziej zainteresowane jej spadkiem niż nią samą. Jej kolejny dom to Thorn Grove, dwór zamożnych krewnych. Patriarcha rodu jest pogrążony w żałobie po zmarłej żonie, jego synowie walczą zaciekle o majątek, a córka, Blythe, cierpi na tajemniczą i zdaje się śmiertelną chorobę. To właśnie w tym miejscu Signa odkryje swoją prawdziwą naturę. I dowie się, dlaczego Śmierć jest tak blisko…

 

POD LUPĄ: Zacznę od wizualnej strony, czyli lupa w dłoń i do dzieła !

 Książka jest standardowych wymiarów A5. Sama okładka przykuwa uwagę. Mamy bowiem połowę twarzy kobiety wśród kwiatów belladonny, czyli trującej rośliny  Całość jest matowa, prócz liter oraz roślin, które są lakierowane, co nadaje trójwymiarowości. Niestety choć miła w dotyku pozostawia odciski palców na sobie. W środku mamy cudowną wyklejkę przedstawiającą pewną scenę, która jest utrzymana w cudownej fuksjowej tonacji  Kartki są koloru beżowego, a ich boki są zabarwione na kolor fuksji, co nadal nawiązuje do owej trującej rośliny. Czcionka mała, mimo to przyjemna dla oka. Rozdziały są ponumerowane, a pod każdym z nich jest szary ornament.Całość wydania oceniam na:5



OPINIA: Czyli jak ona smakuje ?

 Książka nie wiem dlaczego ale zaintrygowała mnie z dwóch powodów. Po pierwsze świetny tytuł, po drugie nigdzie nie potrafiłam jej dostać stacjonarnie. To sprawiło, że tym bardziej moja ciekawość się zmorzyła i musiałam koniecznie dorwać ją w swe ręce. Nie jest o niej głośno.. co tym bardziej skłoniło mnie do napisania o niej kilku słów. Dlaczego trudno ją zdobyć fizycznie i czemu jest o niej względnie cicho? Jeśli Cię zaintrygowałam to weź sobie coś do jedzenia, picia, siadaj i słuchaj co mam Ci dziś do opowiedzenia...

Główną bohaterką jest Signa, dziewczyna która jak na nastolatkę bywa jest ciekawa świata, pragnie mieć przyjaciół i jak na prawdziwą damę przystaje ma marzenie. Być może dla nas kobiet śmieszne, ale w tamtych czasach było ono jak najbardziej normalne. Mianowicie mieć dworek i kochającego męża. Jej celem więc jest zdobycie faceta. Jednak sądząc po opisach nasza bohaterka mimo prezencji bardzo dobrej..wzbudza wobec strach. Dlaczego? Mówi się bowiem na salonach, a jak wiemy plotki są szybsze niż serwowana kawa.. iż jeśli zaprosisz Signe do siebie ( bo nie wspomniałam, że ona sierota i szuka domu) to ktoś umrze.  I tak dziewczyna niczym tułacz chodzi od domu do domu, pozostawiając po sobie tylko żałobę i śmierć.Jednak jej los się odmienia, kiedy to trafia do domu Thorn Grove, tam bowiem weźmie udział w śmiertelnej grze o o majątek. Ktoś bowiem eliminuje  spadkobierców, a w rozwiązaniu tej sprawy może pomóc Signa. Jakby tego było mało, bohaterka rozmawia z duchami i samą śmiercią, co jak dla mnie jest to dość intrygujący zabieg.

Śmierć to bohater. który nie ukrywam gra pierwsze skrzypce, jak dla mnie w tej powieści.  Jest wybitnie wykreowany. Zły, a jednak pomaga. Przynoszący samotność, ból i cierpienie, a jednak seksownie tajemniczy. Niczym diabeł będzie kusił naszą bohaterkę, pytanie czy ulegnie istocie z cienia, czy może człowiekowi z krwi i kości? 

Poboczni bohaterowie robią genialną robotę. Każdy na swój sposób jest inny i intrygujący, co powoduje, że fabuła po ludzku się klei i przyciąga nas do siebie.

 NO, DOBRA CO Z TĄ FABUŁKĄ?  Przyznaję, że zostałam wciągnięta do tego brudnego, mrocznego miejsca i nie potrafiłam się oderwać od książki. Elementy zagadki, intryg i ukazanie zepsucia w dawnych czasach, zawsze będzie mnie do siebie przyciągać. Momentami bardzo przewidywalna, i fakt główna bohaterka jest infantylna, jednak patrząc na jej wiek, według mnie zachowuje się adekwatnie do swoich lat. Taka niewinna, pełna marzeń, a z drugiej strony odważna. No bo nie czarujmy się, ale zmieniając co chwilę dom,  być ciągle na ustach innych, trzeba mieć też niezłą psychikę. Sam romans owszem walczy o naszą atencję razem z ową zagadką myślę jednak że jest to w miarę wyważone.

 CZY WARTO SCHRUPAĆ?- czyli podsumowanie : 

 ,, Belladonna" to w moich oczach takie jagodowe mochi. Z jednej strony jest historią trochę mroczną, która ciągnie nas do siebie, jak owa galaretka. Z drugiej ukazuje słodkie zauroczenie w mężczyźnie, który jest niebezpieczny i być może zwodzi damy po to by osiągnąć swoje prywatne cele. Owa intryga i tajemnica rodziny jest bardzo ciekawa, więc nie będę kłamać, ale mnie wciągnęła. Samą książkę czyta się szybko, lekko, bo i język nie jest tutaj jakiś poetycki. Jeśli chodzi o bohaterów to zdecydowanie moje serce skradła Śmierć, gdyż jej kreacja na kartach powieści, jak dla mnie to mistrzostwo i właśnie dla niej sięgnę po kolejny tom. Czy warto schrupać tę powieść? Jak najbardziej, być może nie jest to książka wybitna, umówmy się, jednak przyciąga swym klimatem, bohaterem i myślę genialną intrygą, której finał będzie w drugim tomie...

 KOMU POLECAM? Osobom, które uwielbiają lekką fantastykę z elementem romansu i mroku. Dla tych, którzy uwielbiają genialnych nieoczywistych bohaterów.