niedziela, 9 maja 2021

Angst with happy ending- najlepsza młodzieżówka obyczajowa, czy tandeta pięknie opakowana?

 

 


 


 

 

 

Tytuł:Angst with happy ending-

Autor:  Weronika Łodyga

Liczba stron:292

Wydawnictwo: Young

Okładka:  miękka

SŁOWA KLUCZE: młodzież, problemy, LGBT, przyjaźń, psychologia, codzienność, depresja, homofobia, przemoc.

 

 

KRÓTKA FABUŁKA: czyli z czym to się je?

 Aleks ma siedemnaście lat i czuje, że znalazł bratnią duszę. Jest nią Yuki – dziewczyna, którą poznał na czacie i z którą niemal od trzech miesięcy wymienia wiadomości. Kiedy w końcu spotykają się osobiście, Aleks ze zdumieniem odkrywa, że Yuki to w rzeczywistości… Benjamin. Nie dając chłopakowi szans na wyjaśnienie, oszukany i zraniony Aleks odchodzi.

Niespodziewanie losy obu chłopaków ponownie się splatają. Aleks za namową siostry chłopaka Patrycji postanawia dać Benjaminowi drugą szansę. Ich początkowo luźna relacja z czasem zamienia się w prawdziwą przyjaźń. Tym bardziej, że w życiu Aleksa dużo się dzieje i bardzo potrzebuje bratniej duszy.

Anita musi się opiekować czworgiem rodzeństwa i znosić krzyki pijanego ojca. Zawsze może liczyć na sąsiedzką pomoc Aleksa, jednak gdy jest już u kresu sił, nawet jego wsparcie to za mało. Chłopak mimo własnych problemów, które wywołują w nim napady agresji, nie zamierza odpuścić i chce odmienić jej los.


W szkole dwóch półgłówków gnębi Janka – chłopaka, który nie ukrywa swojego homoseksualizmu. Janek niezbyt się tym przejmuje i dzielnie stawia opór. Aleks jest świadkiem tych sytuacji, lecz nie reaguje. Uważa, że to nie jego sprawa. Ale gdy chłopaki zaczynają zastraszać Beniamina, Aleks musi zareagować…

POD LUPĄ: Zacznę od wizualnej strony, czyli lupa w dłoń i do dzieła !

 Książka jest wydana cudownie. Jest standardowego wymiaru A5. Matowa okładka jest miziasta i zostawia odciski palców- niestety. Na okładce jest ukryty pewien owoc, który ujawnia się pod światłem, gdyż jest ,, lakierkowy" co dodatkowo rozczuliło mnie. Sama okładka jest z jednej strony rysunkowa, a z drugiej taka minimalistyczna- zagraniczna. Na  froncie widzimy dwójkę chłopaków, którzy różnią się od siebie, jednak to co ich łączy to- dziwne skarpetki. Podoba mi się jak okładka bardzo nawiązuje do treści. Całość utrzymana jest w soczystej zieleni, żółci, czarnego, białego. W środku mamy czerwoną wklejkę, z maleńkim owockiem. Każdy rozdział ma czarno-biały rysunek z okładki i jest ponumerowany. Karki są średnio grube, utrzymane w kolorystyce beżu. Czcionka, bardzo przyjemna dla oka. Sam skład książki jest bardzo dobry- co prawda klejona, ale bardzo łatwo się ją otwiera i na pewno nie złamie się grzbietu. Całość wydania oceniam na:5


OPINIA: Czyli jak ona smakuje ?

Nie pamiętam kiedy czytałam młodzieżówkę obyczajową. Kiedy dostałam więc propozycję zrecenzowania tego tytułu, moja ciekawość wzięła górę. W szczególności kiedy zobaczyłam okładkę. Byłam ciekawa jak ona smakuje i czy warta jest Twojej uwagi? Czy jest świetna, czy tandetna? Jeśli Cię zaciekawiłam to weź sobie coś do picia, jedzenia, siadaj i słuchaj co mam Ci dziś do opowiedzenia.

Głównym bohaterem jest Aleks. Licealista, który musi odnaleźć się w społeczeństwie szkolnym. Jak wiadomo nie od dziś, że jest to spore wyzwanie dla nastolatków. I choć chłopak nieźle sobie radzi- za pieniądze naprawia komputery, to społecznie już kuleje. Owszem ma jakiś kolegów, ale nie są to osoby, z którymi spędza wolny czas. Raczej są oni dla niego taką przystanią- nie jesteś teraz sam. Jednak co do głębszej relacji nie ma mowy. Jest on osobą skrytą, a zarazem epatuje młodzieńczym buntem, a agresja jest jego tarczą i odpowiedzią na każdy temat. I kiedy poznaje w internecie Yuko, to po raz pierwszy cieszy się, że odnalazł on osobę, która go rozumie. Jednak owa nić porozumienia zostaje naderwana kiedy to okazuje się, że Yuko to tak na prawdę Benjamin, a to już dla Aleksa znaczy koniec. I choć sam uchodzi, że nie jest homofobem to jego zachowanie temu przeczy. Jego agresja słowna, a zarazem bierność ukazuje jego stereotypowe podejście do takich osób. Jego kolega ze szkoły Janek, który nie kryje się ze swą orientacją, jest dla Aleksa niebywałą zagadką. No bo jak gej może być męski, odważny i zadziorny? Dlatego spotkanie z Benjaminem dodatkowo wytrąca go z równowagi. Przecież chłopak całym sobą pokazuje jak męski jest. Chodzi w bluzach, naprawia komputery, dobiera męskie kolory. Ocieka aż męskością, bowiem nie boi użyć pięści, a tu nagle zamiast dziewczyny przychodzi chłopak. Chłopak nieśmiały, kolorowy, kolekcjonujący śmieszne skarpetki. Czy można ,, z kimś takim "się zakumplować i nadal uchodzić za męskiego? No właśnie..

Benjamin to chłopak bardzo wrażliwy i utalentowany. Jednak przez pewne wydarzenie zamyka się przed światem i popada w depresję. Poznany w internecie Aleks zaczyna być małym światełkiem pośród ciemności, które go otaczają. Jednak poprzez nieporozumienie, chłopak bierze go za dziewczynę. Jedyna osoba, która zaczyna go rozumieć, ma bardzo specyficzne podejście do homoseksualizmu, opartego na stereotypach i dziwnych opiniach. Czy uda się Beniowi przekonać nie tylko Aleksa ale i czytelnika o tym, że inność nie musi być straszna i  niezrozumiała? Czy bycie biernym to objaw tolerancji, a może cichej agresji? 

No i zostały jeszcze dwie pobocznie postacie, a właściwie 4. Patrycja siostra Benia, która ma coś za uszami. Anita, dziewczyna, która całe swe życie poświęca rodzeństwu, zapominając o swoim nastoletnim życiu. Janek wspomniany wyżej, który z odwagą i determinacją walczy z homofobami ze swej szkoły, oraz matka Aleksa, która ukazuje bolesną prawdę bycia nie tylko samotną matką, ale i nastoletnią bez wsparcia osób bliskich. 

Kreacja wszystkich bohaterów jest fenomenalna. Czytelnik znajdzie tu bohatera, który w jakimś stopniu będzie odzwierciedlać jego przekonania, a może i będzie jego własnym odbiciem z lustra. Jeśli chodzi o samego Aleksa, to ja go osobiście nie polubiłam. Owszem to jak zmienia się na kartach powieści jest realistyczne, powolne i wspaniałe. Jednak mimo to nie obdarzyłam go sympatią. Bardzo polubiłam za to Benjamina i Janka. Benia za jego taką słoneczną, ciepłą aurę, a Janka za jego poczucie humoru, odwagę i dążenie do wyznaczonego celu. Każdy z bohaterów w tej książce ma jakieś własne demony do pokonania, jednak ich realistyczność i szczerość powoduje, że są oni bliscy czytelnikowi- jak znajomi ze szkoły. Ich rys psychologiczny dodaje im takich ludzkich odruchów. Tu nie ma bohatera bez wad. Każdy z nich jest tu szarą postacią, która ma coś za uszami, a odkrywanie ich tajemnic dostarcza rumieńców na policzkach.


No dobra co z tą fabułką?  Powiem Ci, że od początku się wciągnęłam. Bardzo podobał mi się fakt, że mamy tutaj dostęp do myśli głównego bohatera. To powoduje, że czytelnik wie co czuje postać w danym momencie. Troszkę zabrakło mi na początku bardziej rozbudowanej historii poznania Aleksa z Yuko. Ich rozmów, no po prostu rozszerzenia tego wątku ,, informatycznego i ich początkowej relacji", która na pewno nie była łatwa dla ich obojga.To co mnie zaskoczyło w tej powieści to fakt, jak autorka potrafiła przenieść mnie do czasów licealnych: owych problemów i rozterek z jakimi borykałam się i borykają dzisiejsi licealiści. Pani Weronika spowodowała, że przeniosłam się do tych nastoletnich czasów i poczułam się tak jak wtedy- niepewna, odkrywająca swe umiejętności i szukająca przyjaciół, z którymi mogłabym spędzić czas, swojego miejsca w tym świecie. Owa beztroska, a zarazem chęć bycia dorosłym, odpowiedzialnym i niezależnym, która kłóci się jeszcze z dziecięcą naturą i nadzieją, że wszystko możemy. Psychologiczny aspekt tej powieści jest tu najmocniejszą, najpiękniejszą i najciekawszą częścią. Mamy tutaj pełen wachlarz problemów, z jakimi zmagają się młodzi ludzie. Depresja, brakiem zrozumienia, trudna sytuacja rodzinna, szukanie miłości, inność, a wszystko to znajduje się w słowie homoseksualizm. Odkrycie bowiem prawdy o sobie i zrozumienie swej natury nie jest czymś prostym, a już mówienie o tym głośno-obawą i strachem. Benjamin oraz Janek ukazują dwa różne sposoby ukazania światu swej natury. Jeden obnosi się z tym normalnie, nie przejmując się opinią innych. Drugi zamyka się w sobie i boi się wręcz ludzi i ich reakcji. Ta książka pokazuje z czym zmagają się na co dzień osoby innej orientacji ( mamy ich wiele więc pozostanę przy tym ogólniku) i jak trudno jest się im dopasować do społeczeństwa i ich norm, skoro oni wychodzą po za nie. Ta powieść jest bardzo dojrzała, mądra i refleksyjna. Jako osoba heteroseksualna, mogłam przez chwilę poczuć i wcielić się w skórę osoby o odmiennej orientacji. Zobaczyć jakie emocje nią targają, jakie ma problemy i w jakim ogromnym stresie i brakiem zrozumienia otoczenia musi się zmagać na co dzień. Było to niesamowite doznanie, z którego wyniosłam wiele. Ta książka uważam jest dla starszej młodzieży by dać im wskazówki, a rodzicom, czy dorosłym pokazać, jak można ,, ułatwić" życie młodym , w jaki sposób wesprzeć takie osoby. Jestem zachwycona i zdecydowanie jest to najlepsza młodzieżówka z motywem LGBT jaką ostatnio przeczytałam.




CZY WARTO SCHRUPAĆ?- czyli podsumowanie :

Tę książkę muszę porównać do pewnego produktu, który pojawia się wszędzie w tej historii, dlatego dziś zapraszam na  Awokado zapiekane z jajkiem. Awokadem czyli całą naszą podstawą są bohaterowie, bowiem to oni tworzą całą tę powieść tak smaczną, unikatową i wspaniałą. Mamy tutaj do czynienia z niecodziennym produktem, prawie egzotycznym. Tak samo jest z postaciami. Każdy na swój sposób jest jedyny i niepowtarzalny pod względem konstrukcji, charakteru i problemów z jakim mierzą się na co dzień. Jego orzechowo-maślany smak  w różny sposób przygotowany nadaje potrawą inną bombę smakową. A właśnie o o wej inności i bycia niejako outsiderem jest tu mowa. Jajkiem zapieczonym w miejscu pestki razem z całym awokadem jest sama fabuła. Całość usadzona w liceum, w trudnym okresie dla młodych ludzi, ukazujących ich walkę z problemami. Dla jednych małych, bzdurnych, a czasem jak się okazuje bardzo poważnych, depresyjnych i niestety realnych. Autorka bowiem owym płynnym żółtkiem i chrupkim białkiem stara przykuć się uwagę czytelnika na problem homofobizmu, depresji, czy znęcania się psychicznego i fizycznego. Bardzo trudne tematy, jednak w przepiękny sposób ujęte i zaserwowane czytelnikowi. Uzmysławia nam, że bierność, czasem bezmyślne żarty, niemądre uwagi mogą spowodować iż przyczyniamy się sami do bycia homofobami i biernymi agresorami.Ciężko jest walczyć z czymś co jest już zakorzenione w naszej kulturze- mam na myśli stereotypy, wychowanie, czy tradycje, które poniekąd wymuszają na nas pewne działania. Trudno też walczyć z autorytetami, które narzucają nam pewien sposób myślenia, czy traktowania osób o odmiennej orientacji. Niemniej jednak autorka w genialny sposób zmusza czytelnika do refleksji i ukazuje inną stronę medalu, co jak dla mnie było fenomenem. Żółtym startym serem na wierzchu z przyprawami i świeżym szczypiorkiem są elementy psychologiczne. Po pierwsze mamy bardzo rozbudowany stan psychiczny naszych bohaterów. Jeśli chodzi o naszego przewodnika czyli Aleksa mamy dostęp do jego myśli, uczuć, co też pokazuje idealnie naszą naturę, co jest owym świeżo pokrojonym szczypiorkiem. Jeśli czegoś nie znamy to atakujemy, broniąc tego co znamy. Podobał mi się zabieg głębszego zrozumienia osób LGBT z jakimi problemami ,, psychicznymi" mierzą się na co dzień. Przez chwilę ,, weszłam w skórę" takiej nastoletniej osoby, która nie dość, że bije się sama ze sobą- stara się zrozumieć własne Ja  to jeszcze jest atakowana z zewnątrz. To istne katusze psychiczne, pełne bólu, samotności i nie zrozumienia. Tę książkę trzeba schrupać. Te danie pokazało mi, że pomimo swej lekkości jest bardzo sycące i smakowo wyjątkowe. To nie jest książka tylko dla starszej młodzieży tak 15+ ale i dla nas dorosłych. Jest takim przewodnikiem, który wskazuje nam drogę do pomocy i zrozumienia. Czasem tak nie wiele trzeba zmienić by było dobrze. Jednak taki jeden kroczek do przodu wymaga od nas wiele zaangażowania, empatii, a przede wszystkim tolerancji, której nadal jest zbyt mało. Cudowna książka, aż nie umiem przestać o niej pisać, a co dopiero myśleć. Mam nadzieję, że Cię zachęciłam do jej skosztowania, bo na prawdę warto.

 

KOMU POLECAM? Wszystkim od lat 15 do 100

 

Za egzemplarz i ogrom emocji jakie towarzyszyły mi podczas lektury dziękuję:

 

 


 

środa, 5 maja 2021

Zawalcz o mnie- czyli kochaj, albo odejdź. O trudnej miłości, której zakończenie jest nie do przewidzenia.

 

 

 


 

 

 

Tytuł:Zawalcz o mnie

Autor:  Corinne Michales

Liczba stron:346

Seria: The Arrowood Brothers

Wydawnictwo: Muza

Okładka:  miękka

SŁOWA KLUCZE:miłość, przeszłość, nienawiść, problemy życiowe, obyczajówka, romans

 

 

KRÓTKA FABUŁKA: czyli z czym to się je?

 Declan Arrowood, najstarszy z czterech braci, odnoszący sukcesy biznesmen z Nowego Jorku, po śmierci znienawidzonego ojca na co najmniej pół roku zmuszony jest przeprowadzić się do Sugarloaf, niewielkiej miejscowości w Pensylwanii, w której wspólnie z braćmi się wychowywał. Taki warunek musi spełnić każdy z braci, żeby odziedziczyć spadek po ojcu. Powrót w rodzinne strony wiąże się niestety z bolesnymi wspomnieniami. To właśnie tutaj mieszka młodzieńcza miłość Declana, Sydney Hastings, która po ukończeniu prawa zatrudniła się w miejscowej kancelarii.

Związek Declana i Sydney miał być bajkową historią z gatunku tych, które kończą słowa: „i żyli długo i szczęśliwie”. Zakochani do nieprzytomności obiecywali sobie dozgonną miłość, a potem on niespodziewanie ją porzucił. Bez słowa wyjaśnienia zniknął z miasta i z jej życia.

Teraz, blisko dziesięć lat później, powraca i nie może przestać myśleć o dawnej ukochanej. Wie, że odchodząc, złamał jej serce. Jednak uczucia są silniejsze od rozsądku. Sydney również uważa, że Declan nie zasługuje na drugą szansę, ale nie potrafi bez niego żyć. Zwłaszcza że on znów jest tak blisko. Jeśli po tym wszystkim, przez co przeszli, mają być razem, Declan będzie musiał udowodnić, że mu na niej zależy.

Czy można zaufać komuś, kto wcześniej tak bardzo zranił? Czy młodzieńcza miłość ma szansę przetrwać w dorosłym życiu? A wreszcie – czy historia Declana i Sydney może zakończyć się happy endem?

POD LUPĄ: Zacznę od wizualnej strony, czyli lupa w dłoń i do dzieła !

 Książka wydana jest w standardowym formacie A5.Jej okładka jest matowa i przyjemna w dotyku, czyli miziu miziu. Posiada skrzydełka.Utrzymana jest w kolorystyce szarości, czerni i niebieskości. Na froncie facet patrzy na nas bokiem, jakby był zamyślony lub czekał na nas. Tym razem nie odczuwam, żadnych emocji patrząc na okładkę. Ot co zdjęcie, które widzimy na co dzień. W środku mamy beżowe strony, które są normalnej grubości. Czcionka jest bardzo przyjemna dla oka.  Rozdziały są podzielone na dwójkę bohaterów, dzięki czemu mamy szerszą perspektywę, a pod nimi mamy małą ilustrację skrzyżowanych strzał, co idealnie wpasowuje się w treść. Dodatkowo wklejka też jest w strzały, co mnie rozczuliło i nadrobiło z nijaką jak dla mnie okładką. Całość zatem oceniam na:5


OPINIA: Czyli jak ona smakuje ?

Jak pamiętasz pierwszą częścią czyli ,,Wróć do mnie " byłam zachwycona. Byłam bardzo  zaskoczona tym, jak bardzo przypadła mi do gustu historia najmłodszego z braci Arrowood, czyli Connora. Wyczuwałam tutaj styl Sparksa, ale tego starego. Jak było tym razem? Czy nadal czułam owy zachwyt? Czy ta seria pretenduje na coś wspaniałego? No i jak smakuje?  Jeśli Cię zaciekawiłam to weź sobie coś do picia, jedzenia, siadaj i słuchaj co mam Ci dziś do opowiedzenia.

Głównymi bohaterami tej części są Sydney i Declan. Tych dwoje połączyła dziecięca miłość. Od zawsze się wspierali, dojrzewali. Declan i Syd wiedzieli, że będą całe życie razem.Jednak pewne zdarzenie rozdzieliło ich aż na 8lat. Sydney stała się kobietą nieufną, zimną i niedostępną dla mężczyzn. Declan wyrósł na cynicznego bobka, który stan singla traktuje poważnie. Jego dziecięce marzenia o planowaniu rodziny legły w gruzy, kiedy to został wplątany w pewną rodzinną tragedię. Od tego momentu dla dobra braci, Sydney musiał wyrzec się swych marzeń i na nowo ułożyć sobie życie. Spotkanie po latach i ogromnej miłości, jaka łączyła tę dwójkę spowodowała, że iskierki leciały między nimi za każdym razem, kiedy to dochodziło do kontaktu. Owe zadry, niedopowiedzenia sprzed prawie dekady odcisnęły na obojgu swe piętno. Kogo polubiłam? Myślę, że Sydney, jakoś bliżej mi było do niej. Podobał mi się ten jej pazur i pewność siebie. Declan był jak dla mnie niezdecydowanym facetem, który bał się otworzyć i przyznać do wielu rzeczy. Parę razy zirytowało mnie jego ,, dziecięce" zachowanie, które nie pasowało mi do ,,inteligentnego" mężczyzny. Za to Sid jawi się tu jako osoba racjonalna, oddana , szczera i nieugięta. Czy jej walka okaże się warta, każdego zadanego ciosu?



Co z tą fabułką? Popłakałam się czytając tę historię. Serio. Ja. Na książce. Jest to bardzo rzadkie zjawisko, a jednak- poleciały łzy. Cała historia jest lekka. Dwójka ludzi, którzy bardzo się kochają, ale nie mogą ze sobą być. Wiadomo tama w którąś stronę puści- jednak  nie przypuszczałam takiego obrotu sprawy. Trzymała mnie w napięciu do ostatniej strony. Nie da się przewidzieć, czy bohaterowie będą ze sobą, czy ich duma i lęki zwyciężą. To co mi się spodobało również to fakt, że nadal mamy ciąg dalszy Elli i Connora oraz wgląd na to co dzieje się z 2 pozostałych braci, a dzieje się. Już chcę wybuchową parę Seana i Dev- tu będą leciały wióry. To co muszę jeszcze zaznaczyć, że są dwa opisy scen łóżkowych i to takie troszkę rozbudowane. Nie są one niesmaczne, ale wolę wspomnieć, bo wiem że nie każdy potrafi przełknąć takie strony. Tutaj są dwie. Jak dla mnie mało, w sensie że to nie jest erotico.  Nie umiałam się oderwać od tej historii i co, czekam z niecierpliwością na kolejny tom. I choć jest to jakiś tam powrót do klasycznych historii romantycznych, to jakoś bardzo mi ona zasmakowała.

CZY WARTO SCHRUPAĆ?- czyli podsumowanie :

 ,, Zawalcz o mnie" porównać mogę do klasycznej drożdżówki z serem. Owym drożdżowym ciastem, słodkim i miękkim jest sama fabuła. Z jednej strony tradycyjna, zwracająca uwagę na to co w życiu najważniejsze, a z drugiej ukazująca walkę młodych ludzi o swe szczęście. To co mi się spodobało to fakt, że do samego końca nie da się przewidzieć zakończenia, a cała historia trzyma czytelnika w słodkim napięciu. W dodatku mamy cały czas utrzymaną linię czasu. Dlatego mamy wgląd do bohaterów z poprzedniej części co też  dodało mi takiej realistyczności. Problemy z jakimi borykają się postaci nie są wyolbrzymione, ani wyjęte z księżyca. Co dodatkowo sprawiło, że wierzyłam w całą tę fabułę. I jak już wspomniałam, mi przy tej części popłynęły łezki, a to się zdarza rzadko bym płakała. Owym kremowym, delikatnym, rozpływającym się w ustach serem są owi bohaterowie. Sid zna swoje wady tak samo jak Declan i walczą z nimi. Nie są wyidealizowani, a ich psychologiczne podłoże zachowań- irracjonalnych ma bardzo silną podstawę w przeszłości. Jeśli miałabym porównać tę część do pierwszej to szczerze- pierwsza trochę bardziej mi się podobała, aczkolwiek nadal uważam ten tom za bardzo udany. Co do tego nie mam wątpliwości, że ta seria zdecydowanie zostanie ze mną, na moich półkach na długo. Każda bowiem pokazuje, jak dana trauma z dzieciństwa może zmienić człowieka, a że każdy z braci Arrowood jest inny, to też mamy cudowny wachlarz obronny- jak każdy z nich poradził sobie z owym wydarzeniem i jak wpłynął na ich życie. Czy warto schrupać tę powieść? Zdecydowanie tak, ta drożdżówka jest wyborna i wiem, że jest wiele podobnych, ale z tej cukierni wychodzi najsmaczniejsza- zaufaj mi. Czasem właśnie w prostocie i tradycji drzemie moc, co po raz drugi udowodniła mi autorka. Pokazała mi nie tylko siłę miłości, ale i to co jesteśmy w stanie dla niej zrobić i jaki ponieść koszt dla ukochanej osoby...

 

KOMU POLECAM? Osobom, które chcą czegoś lekkiego, mądrego i lubią klasyczne romanse

 

Za egzemplarz i mile spędzony czas dziękuję:

 


 

 

czwartek, 29 kwietnia 2021

Magiczne dziedzictwo- zegarki czasoprzestrzeni- przedpremierowa recenzja

 

 

 


 

 

Tytuł:Magiczne dziedzictwo- zegarki czasoprzestrzeni

Autor:  K.Krak

Liczba stron:357

Wydawnictwo: Novae res

Okładka:  miękka

SŁOWA KLUCZE:fantastyka, rodzina, przyjaźń, przygoda, tajemnica

 

KRÓTKA FABUŁKA: czyli z czym to się je?

 Seraphine Brown, młodziutka Lemranka,wyrusza w swoją pierwszą podróż do Khan. Gdy przed wyjazdem otrzymuje od babci srebrny sztylet do obrony i ostrzeżenie, że dopiero tam przekona się, czym jest prawdziwy świat, nie zdaje sobie sprawy z powagi tych słów. Wakacyjny wyjazd okaże się ekscytującą, ale zarazem pełną niebezpieczeństw i okrucieństwa przygodą. Na jaw wyjdą również zaskakujące fakty z historii rodziny Brownów, ale przede wszystkim Seraphine dowie się, że została obdarzona zadziwiającą mocą panowania nad światłem i cieniem. Czy ta umiejętność pomoże jej, gdy przyjdzie moment starcia z potężnym przeciwnikiem?

POD LUPĄ: Zacznę od wizualnej strony, czyli lupa w dłoń i do dzieła !

 Książka jest standardowego wymiaru A5. Moja recenzencka okładka jest z miękkiej tektury, lakierowanej. Utrzymana jest w kolorystyce granatu, zieleni, żółci, brązu i szarości. Cudowna ilustracja na froncie ukazuje zatopiony zegar. Na powierzchni widzimy ruiny jakiegoś miasta, a pod wodą tętniące życiem piękne budowle. Dziewczyna trzyma owy przyrząd, jakby chciała go zatopić, włączyć? Nie wiem, ale okładka jest tak cudowna, magiczna i nostalgiczna, że zakochałam się w niej. W środku mam beżowe strony, dość grube. W tyle mamy słowniczek, który pomoże nam się odnaleźć w świecie. Brakuje mi map, nad tym ubolewam. Rozdziały są ponumerowane, a pod nimi mamy adnotacje co do miejsca i czasu wydarzeń. Czcionka jest przyjemna dla oka. Myślę, że dużo tu nie zmieni się we finalnym wydaniu.



OPINIA: Czyli jak ona smakuje ?

Czasem tak mam, że wystarczy mi jedno spojrzenie na książkę i już wiem, że to będzie coś dobrego. Ostatnio mam dziwne nastroje i moje smaki buzują, szukając czegoś interesującego. I tak właśnie na jednym z moich polowań natknęłam się na tę powieść. Stwierdziłam, że chętnie sprawdzę, jak ona smakuje i czy warta jest Twojego czasu. I na wstępie zaznaczam to jest debiut, więc może różnie być. Jeśli czujesz się zainteresowany Drogi Czytelniku, jak ja to weź sobie coś do picia, jedzenia, siadaj i słuchaj, co mam Ci dziś do opowiedzenia.

Główną bohaterką, a właściwie bohaterami jest rodzina Brown. Od pokoleń słynie ona z utalentowanych ludzi. Owe zdolności np zegarmistrzowskie, jubilerskie są tak wybitne, że wydaje się iż jakaś magia pomaga im w tworzeniu owych arcydzieł. Seraphine po dziadku otrzymała talent do prac manualnych. Potrafi stworzyć bardzo unikatową biżuterię. Jej siostra z kolei ma genialną pamięć i jest jakby chodzącym zegarkiem : wie ile czasu upłynęło, która jest godzina bez posiadania urządzenia odmierzającego czas. Kiedy więc Phinie zostaje zaproszona do miasta Khan, pełnego istot nie z tego świata, nie wie jeszcze, że to właśnie tam zacznie się jej przygoda życia. To co mi się podoba w kreacji bohaterki to fakt, że zachowuje się jak ,, dziecko-nastolatka". Co bardzo urzeczywistnia całą jej historię, która o dziwo wciągnęłam mnie do swego świata bardzo szybko. Jako że jest to jej pierwsza ,, samodzielna" podróż, odczuwamy jej ekscytację, obawy oraz poczucie wolności. Oczywiście pod okiem wujostwa, po raz pierwszy zacznie zarabiać na siebie, sprzedając swoje wyroby jubilerskie. Niestety, już w pierwszym dniu swej pracy zostaje porwana przez Szatany. Tak, dokładnie. Dziewczyna jest po pierwsze przerażona, bo po raz pierwszy ma do czynienia z takimi istotami, po drugie nie rozumie, czego od niej chcą? Jej reakcje są bardzo realistyczne. Ona nie walczy, nie odkrywa w sobie nagle bohatera ani dojrzałej kobiety. Reaguje jak każde normalne dziecko w takim wypadku- płacze, krzyczy, boi się, poddaje się oprawcom. Kiedy musi naprawić zegarek, który związany jest z paktem, jaki zawarł jej dziadek- nie udaje się jej. I w tym momencie pomyślałam- wow, nareszcie otrzymałam jakiś zwrot akcji. Szatany też są zaskoczone owym obrotem sprawy. 15 latka, która jest nijaka? Co tu zrobić? I dostaje kolejne bum- zostaje narzeczoną Demona. W tym momencie przed oczami miałam różne animacje typu ,, Ruchomy zamek Hauru" , ,, Narzeczona dla kota", czy ,, Spirited Away. W krainie bogów ". Sama bohaterka, jakby nie rozumie jeszcze do końca ,, swojego ciała". Nawet kiedy stoi prawie naga, nie czuje seksapilu, a strach. To nie jest ten typ bohaterki,, mam 15-16 lat bierz mnie kocie tak i siak" i nie krzyczy ona ,, Mam tę moc, jestem debeściarą!!". I to mi się w jej kreacji bardzo podobało.

Kolejnym bohaterem bardzo ciekawie przedstawionym jest Jian Ho. Jest to postać enigmatyczna, zagadkowa, a przede wszystkim tajemnicza. Jawi się on jako strażnik rodziny Brown, który pilnuje ich i robi wszystko by nie wścibiali nosa, tam gdzie nie trzeba. Jako wampir, początkowo wydał mi się nudny. W swoim życiu już przeszłam nie jedną fazę na dany motyw, a wampiryzm był jako pierwszy. Dlatego też teraz podchodzę do takich postaci z już pewnymi  oczekiwaniami. Uważam więc że jego kreacja jest dobrze przedstawiona.


Na koniec tylko tak napomknę o genialnej kreacji Szatanów, które są jakoby na nowo ,, wykreowane". Bardzo podoba mi się to jaki powiew świeżości otrzymali. Chętnie widziałabym o nich więcej wątków, historii. To zdecydowanie kolejny mocny punkt tej powieści.

No dobra, co z tą fabułką? Z jednej strony bardzo wciągnęłam się w nią, bowiem spodobał mi się świat przedstawiony. Widać, że autor włożył bardzo wiele czasu w jego dopracowanie. Mamy tutaj nowy język, wierzenia, tradycje co dodaje realizmu całej przygodzie. Bardzo ciekawie zostaje przedstawiony  motyw Talentu, czyli ludzi wybitnie uzdolnionych. Mają oni pomagać przy tworzeniu różnych ,, magicznych przedmiotów", które swym kunsztem wybijają się ponad inne. Przyznaje jednak, że można się trochę pogubić. Jest tu mnogość postaci pobocznych, że już pod koniec nie wiedziałam, kto kim jest. Dodatkowo mamy tutaj bardzo plastyczny świat, w którym mamy nowe nazewnictwo, a każda postać fantastyczna wyróżnia czymś innym. Do tego można znaleźć parę dziur fabularnych, które zostają bardzo szybko porzucone lub pojawia się jakaś postać i znika. Momentami jest przegada to fakt i miałam takie myśli : no kiedy będzie jakaś akcja? Sam pomysł na wydarzenia jest bardzo ciekawy, czułam nawiązania do ,, Córki dymu i kości", czy ,, Zegara czarnoksiężnika". Myślę, że jak na debiut jest mimo wszystko dobrze. Nie jest to coś co nie ma wad, ale jak na początek to zdecydowanie gratuluję pisarzowi fantazji przy tworzeniu świata, bo to z pewnością podciąga wszelkie niedoskonałości.


CZY WARTO SCHRUPAĆ?- czyli podsumowanie :

 ,, Magiczne dziedzictwo- zegarki czasoprzestrzeni" to debiut literacki.  Gdybym miała go do czegoś porównać to po prostu do klasycznej małej bezy. Z jednej strony owa słodycz i lekkość , a z drugiej kruchość i znany kształt. Przyjemną słodyczą jest jak dla mnie świat przedstawiony, który jest tutaj najmocniejszą stroną tej powieści. Jest bardzo szczegółowo dopracowany. Mamy tutaj nowy język, kulturę, wierzenia. Na nowo przedstawione postacie, które znamy z fantastyki, jednak z pewnym polotem świeżości i nowym spojrzeniem. Barwne opisy miast, miejsc, które sprawiały, że z łatwością potrafiłam sobie to wszystko wyobrazić. Ową lekkością, która mnie ujęła jest wykreowana główna bohaterka. Jej realizm zachowania, działania jest adekwatny do wieku, co rzadko się zdarza w literaturze. Zawsze mamy do czynienia z kimś ,, idealnym" i nad swój wiek dojrzałym. Tu tego nie ma, co było jak dla mnie miłym zaskoczeniem. Tak samo wykreowane postacie fantastyczne jak szatani, którzy przyznaje są odlotowi. Tyle jeśli chodzi o plusy i zalety. Przejdźmy teraz do tej mniej chwalebnej części, czyli kruchości owej bezy i jej kształtu. Zacznę od tego ostatniego, czyli klasycznej, znanej nam wszystkim formie. Mam tu na myśli teraz akcję. O ile sam pomysł na fabułę jest ciekawy, to wydarzeń, gdzie coś się dzieje nie jest za dużo. Momentami mamy więcej dialogów, opisów niż samych sytuacji przyczynowo- skutkowych. I tak są momenty nużące, które nie wnoszą za wiele do całej historii. Ową kruchością są jak dla mnie luki fabularne, co tu już mi trochę psuło całą frajdę z owej przeżywanej przygody. Występują tutaj bowiem bohaterowie, przedmioty, które pojawiają się i znikają, bez wyjaśnienia. Zabrakło mi np rozbudowania pewnych kluczowych postaci. Ich historii, psychologicznego aspektu, czy poszerzenia ich  wątku o jakieś dodatkowe sceny nie związane z główną bohaterką, czy zadaniem, które maja wykonać. Dlatego można się trochę pogubić jeśli chodzi o postaci, bo jest ich bardzo dużo i  nie wiesz, czy są oni kluczowi, czy zapychajką. Ja w pewnym momencie nie wiedziałam już kto jest kim? Czy zatem warto ją schrupać?  Jak na debiut to z pewnością nie jest źle. Jak dla mnie jest to średnie danie, ale w dobrym tego słowa znaczeniu. Chętnie wróciłabym do tego świata, bo jest fenomenalny mimo tych mankamentów, a to już o czymś świadczy. Bohaterka może przypaść młodzieży do gustu. Jednak kreacja szatanów to już jest grubsza, ciekawsza sprawa, warto się przekonać, dlaczego? Oczywiście wybór pozostawiam Tobie. Czy skusisz się?

 

KOMU POLECAM?Hmm no i tu mam mały problem. Z jednej strony poleciłabym ją młodzieży ale tej nieco starszej, bowiem są momenty lub dialogi, które nie są dla młodszego czytelnika, a z drugiej strony przygody bohaterki są tzw familijne... pozostańmy więc przy tej grupie 15 +

 

Za egzemplarz dziękuję

 

 


 

poniedziałek, 26 kwietnia 2021

The Radium girls- wstrząsająca historia kobiet, które walczyły nie tylko o sprawiedliwość, ale i o życie.

 

 

 


 

 

Tytuł:The Radium girls. Mroczna historia promiennych kobiet Ameryki.

Autor:  Kate Moore

Liczba stron:461

Wydawnictwo: Poradnia K

Okładka:  Twarda

SŁOWA KLUCZE:rad, choroba, sąd, praca, walka o sprawiedliwość, historia prawdziwa, czasy I Wojny Światowej.

 

 

KRÓTKA FABUŁKA: czyli z czym to się je?

 Jeden z największych skandali Ameryki lat 20.

Wielka korporacja. Unikatowy produkt. Śmiertelne ryzyko. Pracownice – ofiary. Fascynująca opowieść o wyzysku kobiet i narażeniu ich na wielkie niebezpieczeństwo.

W latach 20. XX wieku amerykańska firma United States Radium Corporation opatentowała i produkowała wyjątkowy jak na tamte czasy wynalazek: farbę świecącą w ciemności. Składnikiem odpowiedzialnym za ten efekt był radioaktywny rad. Nieświadome zagrożenia, pracownice fabryk wytwarzały pożądane przez klientów przedmioty, a po zakończeniu swojej zmiany same świeciły w ciemnościach. Kiedy po jakimś czasie zaczęły chorować, firma zignorowała wszelkie prośby o pomoc i odszkodowania. Rozpoczęła się batalia z korporacją oraz walka o zdrowie i życie. Rozpętano w ten sposób jeden z największych skandali tego czasu w Ameryce.

Książka Kate Moore zawiera wyczerpującą faktografię. Autorka przywołuje głosy głównych bohaterek skandalu, powołuje się na wzruszające świadectwa – jednym zdaniem, historia ta chwyta za serce. I mimo że od tamtej afery minęło niemal sto lat, temat jest nadal aktualny w świecie, w którym prawa pracownicze i prawa kobiet są niezmiennie przedmiotem dyskusji.

POD LUPĄ: Zacznę od wizualnej strony, czyli lupa w dłoń i do dzieła !

 Książka jest wielkości B5, w twardej oprawie. Jej matowo- lakierowana okładka jest utrzymana w kolorystyce czerni i zieleni, co nawiązuje do treści.  Tarcza zegarka, która świeci w ciemności jest tutaj kluczową sprawą całej tej historii.  Nie ma tu wklejki- szkoda. Jednak w środku znajdziemy pare czarno-białych zdjęć naszych bohaterek, co urozmaica całą treść. Książka podzielona jest na 3 części, a w każdej z nich rozdział zaczyna się datą i miejscowością, w której to owe zdarzenia mają miejsce. Na końcu mamy ogromną bibliografię, przypisy. Na samym początku mamy wypisanych wszystkich bohaterów, tak aby się nie pogubić kto kim jest. Kartki są beżowe i grubsze, a czcionka mimo swej małej wielkości jest w miarę czytelna. Całość wydania oceniam na :5



OPINIA: Czyli jak ona smakuje ?

Ostatnio mam ochotę na takie reportaże, czy literaturę faktu. Tym bardziej zastanawiałam się dlaczego o tym tytule jest tak cicho? Na pierwszy rzut oka wydaje się być książką mocną, ciekawą i emocjonującą. Dlaczego więc tak jest mało o niej w sieci? Postanowiłam to sprawdzić. Jeśli jesteś ciekaw no to weź sobie coś do picia, jedzenia, siadaj i słuchaj co mam Ci dziś do opowiedzenia.

W tej historii nie ma jednego głównego bohatera, więc pozwolisz, że będę ogólnikowo się posługiwać nazewnictwem, bo nie da się o każdej z kobiet tutaj opowiedzieć, a też to nie jest streszczenie, a opinia. Przeniosę Ci więc do Ameryki do roku 1917. Młode, piękne dziewczyny, które chcą być niezależne i poprawić dobrobyt w swoim domu, otrzymują dar z niebios. Wymarzoną pracę w fabryce. Ich zadaniem jest malowanie pędzelkami tarcz od zegarków, farbą, która świeci w ciemności. Cud technologii, tym bardziej, że dziewczyny mają do czynienia z substancją, która jest niebotycznie droga- mowa tu o Radzie. Pierwiastkiem, który na samym początku był stosowany w medycynie, który miał uleczać. I fakt, początkowo to robił. W swej minimalnej dawce, jest w stanie powiększyć ilość wytwarzanych krwinek czerwonych, które powodują, że człowiek czuje wigor, jego stan się chwilowo polepsza.Jednak jest to złudne.. ale nie wyprzedzajmy faktów. 

Młode dziewczyny 14-20 letnie pracują całe dnie w pomieszczeniu, gdzie zamaczają pędzle we farbce z radem, malują bardzo drobne elementy, a następnie wkładają do ust włosie by je ,, naostrzyć". ,, Obliż, zanurz, maluj" tak brzmiała dewiza, która przyświecała dziewczyną przy ich pracy. Mogę sobie tylko wyobrazić ich ekscytację, kiedy to zobaczyły farbę, która świeci w ciemności. Magia. Dlatego też mogę zrozumieć, że te nastolatki / młode dziewczyny czasem specjalnie malowały sobie nią usta, paznokcie, czy nawet zęby, by zaimponować innym na ulicy. Były one  chodzącymi aniołami, których ubrania, włosy świeciły niczym brokat. Były więc one dumne ze swej pracy. Zarabiały sporo- fakt, co też kusiło inne Panie, by podjąć się owego fachu. Modne ubrania, a przy tym substancja, która niczym czary wywołuje blask na twej skórze, czy ubraniu, czyni Cię osobą wyjątkową. To wszystko prawiło, że było bardzo dużo chętnych osób do pracy w malowaniu cyferblatów. 

Początki więc owej pracy wydają się być idealne. Co prawda dużo jest roboty, jednak dobry zarobek motywuje. Jednak nikt nie wie o owej świętej dewizie ,, Obliż, zanurz, maluj". Jest ona jakoby tajemnicą zawodową, której nie należy zdradzać. Jednak wszystko to trwa do czasu, pierwszej ofiary Radu i owej pracy. Kiedy młoda dziewczyna zgłasza się do dentysty z ogromnym owrzodzeniem w buzi, nikt jeszcze ne przypuszcza, że to będzie ten malutki kamyczek, który spowoduje ogromną lawinę. Owe leczenie dziewczyny nie przebiega tak jak powinno, owe rany się nie goją, a wręcz zaczynają dobierać się do zębów, które wypadają lub kruszeją przy delikatnym dotknięciu. I tak młoda dziewczyna po paru wizytach traci zęby, a owe rany po ekstrakcjach się nie goją. Dlaczego? I zaczyna się wywiad. Owszem dziewczyna podaje, że pracuje w fabryce i maluje farbą. Podejrzenie pada na fosfor, który zagraża życiu, jednak owa substancja nie występuje w owej mazi. To nie to. Dlatego logiczne jest wpisanie choroby bardzo wstydliwej czyli ,, Syfilis", który powoduje podobne obrażenia. Jak się domyślasz, dziewczyna umiera w męczarniach, dusząc się własną krwią....



Po tym incydencie mija miesiąc i pojawiają się kolejne pacjentki z podobnymi dolegliwościami. Co je łączy oprócz nich? Wspólna praca przy malowaniu cyferblatów. Dochodzą do tego bóle kości, guzy, owrzodzenia i utrata zębów... Umierają w męczarniach, bo nikt nie jest w stanie zrozumieć, co im dolega? W końcu jeden z lekarzy wpada na pomysł zbadania pacjentek, które leżą w szpitalu, by ocenić stopień stężenia jakiego czynnika. Już nie pamiętam jak się to badanie nazywa i tak powolutku dochodzą do sedna. Stężenie radu w organizmie kobiet, przekraczało dawki, które ,, były nie szkodliwe" o 80-90 % Jakim cudem?  Owa dewiza wychodzi na jaw. Wszyscy są przerażeni, bowiem Rad ,, zagościł" sobie w kościach kobiet i zaczął sobie żerować w ich organizmie magazynując się. Po dokonaniu ekshumacji okazało się, że kości nadal świeciły, a nawet spaliły klisze. 

Najgorsze jest to w całej tej sprawie, że nikt nigdy nie powiedział im o  ,, niebezpieczeństwie". Dziewczyny były święcie przekonane, że owa farba, jest niegroźna. I tak zaczyna się walka z korporacją, kobiet, które jeszcze żyły o sprawiedliwość i swoje życie. Proces nie był łatwy. Dużo pozywających pracownic niestety nie dożywały rozpraw lub ich stan nie pozwalał na stawienie się w sądzie. Ich ogromne cierpienie, życie oraz determinacja z jaką dzień w dzień walczyły  było nie tylko heroiczne, ale i piękne. Czy wygrały? Czy udało się im wywalczyć sprawiedliwość? Czy faktycznie były nieświadome zagrożenia? Kto tak naprawdę był winny za śmierć tylu pracownic oraz ich chorób, na które nie było lekarstwa? Tego wszystkiego dowiesz się czytając ten reportaż.

CZY WARTO SCHRUPAĆ?- czyli podsumowanie :

 Wiem, jak uwielbiasz porównania do dań, ale są takie historie, które powodują, że nie mam odwagi sprowadzić ich do rangi potrawy. ,, The Radium girls" to wstrząsająca historia kobiet, które walczyły nie tylko o swoje życie, ale i sprawiedliwość. Ich waleczność i determinacja powodują, że nie mogę porównać ich do niczego. To opowieść o wielkim bólu, zaangażowaniu w proces sądowniczy, ale i stoczeniu boju z korporacją, która potrafi zadbać o swe zaplecze. Cała historia jest nie tylko wzruszająca, ale ukazująca brutalną prawdę, jak wygląda taka sprawa? Jakimi narzędziami dysponowały strony. Kto zatem mówi prawdę? Język tej książki jest lekki, lecz bardzo emocjonalny, a dodatkowo zdjęcia owych bohaterek, które ukazują to jak ta praca zmieniła te piękne kobiety w okaleczone, pełne cierpienia osoby- jest wstrząsające. Jestem pod ogromnym wrażeniem tej historii. To znakomity reportaż, który zostaje na długi czas z czytelnikiem. Warto schrupać tę książkę, bo ukazuje realia życia. Przedstawia fakt, że nasze życie jest ważniejsze niż pieniądze, prestiż, które czasem nie da się niczym uratować... To chyba najlepsza książka z tego gatunku, jaką czytałam. Brakuje mi słów by ją opisać, bo żadne z nich nie opisze jej i tego co czytelnik odczuwa podczas lektury. Jeśli lubisz literaturę faktu, to koniecznie ją przeczytasz, nie pożałujesz. Obiecuję.

 

KOMU POLECAM?Osobom, które lubią literaturę faktu, reportaże

 

Za egzemplarz i chwile, które spędziłam z tą książką, która wdarła się do mej głowy dziękuję :




 

 

 

wtorek, 20 kwietnia 2021

Sekret rodu Oswaldów- o co chodzi?

 

 

 

 


 

Tytuł:Sekret rodu Oswaldów

Autor:  Adam Pauza

Liczba stron:182

Wydawnictwo: AlterNatywne

Okładka:  miękka

SŁOWA KLUCZE:kryminał, tajemnica, rodzina, tragedia, morderca

 

 

KRÓTKA FABUŁKA: czyli z czym to się je?

 Jeśli byłeś kiedyś w Harford, z pewnością usłyszałeś o rodzinie Oswaltów, o ich bogactwie, ekscentryzmie… a przede wszystkim o tym, w jak tajemniczych okolicznościach zostali zamordowani.

Czasem historia lubi się powtarzać, a dawna zbrodnia staje się inspiracją dla kolejnego mordercy.

Aaron Whalen, uznany detektyw, zostaje przydzielony do śledztwa pozornie łączącego się ze sprawą Oswaltów. Jessica, młodziutka policjantka, z którą przyszło mu współpracować, daje z siebie wszystko, by zyskać uznanie partnera. Jednak znalezienie odpowiedzi na jedno pytanie powoduje, że pojawia się szereg kolejnych niewyjaśnionych okoliczności, a śmierć zaczyna gonić śmierć. Nawet dla Whalena to wydaje się zbyt wiele...

POD LUPĄ: Zacznę od wizualnej strony, czyli lupa w dłoń i do dzieła !

 Książka jest standardowego wymiaru A5. Okładka jest lakierowana, nie zostawia odcisków palców. Utrzymana jest w kolorystyce czerni, czerwieni oraz szarości. Na froncie widzimy auto, a w oddali dom, co idealnie nawiązuje do treści. Brakuje tutaj skrzydełek. Strony są grubsze, w kolorze beżu. Czcionka mimo ,,zbicia" jest czytelna. Rozdziały są ponumerowane. Książka jest lekka pod względem ciężkości. Całość wydania oceniam na: 4 +




OPINIA: Czyli jak ona smakuje ?

Dawno nie czytałam kryminału więc tym bardziej nabrałam ochoty na tę powieść. Wydawała mi się na pierwszy rzut oka mroczna, trudna i zawiła. Czy taka była? Czy można się w niej zatracić? No i jak smakuje? Tego wszystkiego dowiesz się za chwilę. Więc jeśli Cię zainteresowałam to weź sobie coś do picia, jedzenia, siadaj i słuchaj co mam Ci do opowiedzenia.

Głównym wątkiem tej historii, mimo że nie opasłej jest rodzina Oswaldów. Bardzo tajemnicza, nowobogacka familia, która miała liczne wpływy. W pewnym momencie zyskali taką renomę, że nie było w mieście osoby, która by ich nie znała. Dlaczego, co takiego zrobili?- zapytasz. W tajemniczych okolicznościach zniknęli wszyscy domownicy wraz ze służbą. Ufo? Magia? Nie, niestety bardzo przyziemna i okrutna zbrodnia. Ciała Oswaldów zostają po paru latach odkryte, a ich śmierć rozpoczyna śledztwo, które trwa przez bardzo wiele lat. Jak możesz się domyślić, przez ten czas owa familia niczym legenda obrosła w różne niesamowite historie. I jak tu odkryć prawdę? Co tak naprawdę przytrafiło się Oswaldom? Dlaczego ktoś wybił ich niczym kaczki? Co takiego zrobili?



Tego wszystkiego stara się dowiedzieć Aaron Whalen, który prowadzi obecnie sprawę morderstwa, która jest ściśle powiązana z Oswaldami. Dlaczego ktoś zabija mimo tylu lat osoby, które miały związek z rodziną?  Sama postać Aarona jest owiana tajemnicą, bowiem mężczyzna nic nie pamięta z czasów dzieciństwa. Nie zna rodziców, a ciocia która go wychowywała, nigdy nie chciała zdradzić nic z jego przeszłości. Stąd Aaron jako detektyw uwielbia rozwiązywać, stare, trudne zagadki. Dlatego bez mrugnięcia okiem zabiera się za tę mroczną zbrodnię. I przyznaję bez bicia, miałam problem z tą postacią, bowiem nie poczułam do niej sympatii, ani mnie jego kreacja nie zachwyciła. Owy plot twist związany z Aaronem był od samego początku przeze mnie rozszyfrowany, co zepsuło mi dalszą zabawę. Co do zabójcy- to fakt nie przewidziałam tej osoby więc był to ogromny plus. Jednak sama ,, sprawa" ma wiele luk, niedopowiedzeń, a pytania które nasuwają się podczas lektury zostają pozostawione bez rozwiązania.

Na, a co fabułką? Z jednej strony potrafi wciągnąć do swej historii, ale z drugiej strony owe niedociągnięcia pewnych ,, sytuacji", skrawkowe informacje, powodowały moją frustrację. Tajemnica morderstw jest ciekawa nie powiem, ale znowu mamy pewne luki, które nie do końca dają nam odpowiedź ,, dlaczego i jak" . Wiem, wiem wybrzydzam, ale uważam że już tyle kryminałów w swoim życiu przeczytałam, że coś tam wiem o smakowitej lekturze z tego gatunku. Ta książka ma potencjał i jeśli ktoś czyta mało tego typu historii to na bank zostanie zaskoczony i wciągnięty w sprawę. Brakowało mi dodatkowo tutaj wyrazistego portretu sprawcy. I bardziej zgłębionej psychologii, ale znowu jest to moje czepialstwo, na które większość osób może nie zwraca uwagi, jak ja. Sam klimat tej powieści jest genialny. Tu nie mam co do tego zarzutów. Jest mrocznie, tajemniczo i brudno. Także jak widzisz są tu i plusy i minusy, które jakby się wyrównują, powodując, ze ta książka wypada dobrze, nic więcej.

CZY WARTO SCHRUPAĆ?- czyli podsumowanie :

 ,, Sekret rodu Oswaldów" to dobra książka, ale nie na tyle by mnie oczarowała lub zachwyciła. Porównałabym ją do pasty serowej. Ostrym czosnkiem, czyli tym co dodaje całości wyrazistości jest sama sprawa zabójstwa rodziny Oswaldów. Podobała mi się jej konstrukcja, tajemniczość oraz mnogość mitów, które zebrały się na przestrzeni lat wokół tej sprawy. Serem żółtym są dla mnie bohaterowie. Poprawnie skonstruowani, ale nic poza to. Mówiąc szczerze, nie zapadają w pamięć, nie są jacyś charakterni. Majonezem jest jak dla mnie owy klimat, który jest tu serio smacznym zwieńczeniem całości. Ta książka potrafi wciągnąć, jednak trzeba pamiętać iż nie jest ona idealna. Czy warto ją schrupać? Możesz spróbować. Ja ze względu na to, że przeczytałam bardzo dużo dobrych kryminałów widzę owe niedociągnięcia. Jednak jeśli jesteś osobom, która czyta ten gatunek od czasu do czasu to może Ci się spodobać.

 

KOMU POLECAM?Osobom, które rozpoczynają przygodę z tym gatunkiem

 

Za egzemplarz dziękuję

 

 


 

wtorek, 13 kwietnia 2021

Mroczne materie- przez wielu upragniona trylogia, czy faktycznie jest tak genialna?


 

 


 

Tytuł: Zorza polarna, Magiczny nóż, Bursztynowa luneta

Autor:  Philip Pullman

Seria: Mroczne materie

Liczba stron:446, 351, 526

Wydawnictwo: Albatros

Okładka:  miękka

SŁOWA KLUCZE:fantastyka, podróż, przyjaźń, rodzicielstwo, dusza, religia, egzystencjalizm, filozofia

 

 

KRÓTKA FABUŁKA: czyli z czym to się je?

Akcja trzech tomów rozgrywa się w kilku światach równoległych. Nie ma tu Boga, ani Stwórcy, jest tylko Autorytet, pierwszy anioł skondensowany z tajemniczego, wirującego w powietrzu Pyłu, czyli uświadomionej materii. Przez te miejsca wędruje para bohaterów - Lyra, ,,nowa Ewa", która wdaje się w walkę z Kościołem zła, by uwolnić ludzkość od trwającego od wieków zniewolenia, oraz jej towarzysz Will chłopiec z ziemskiej Anglii, posiadacz magicznego noża. Wielką misję obalenia Królestwa Niebieskiego i zastąpienia go republiką, starają się udaremnić agenci religii, dla których zabicie Lyry to zadanie święte. 

 

POD LUPĄ: Zacznę od wizualnej strony, czyli lupa w dłoń i do dzieła !

Na tę wersję okładkową polowałam bardzo długo. I wiem, że jest nowe wydanie ze złoceniami ( które notabene bardzo się szybko ścierają co mnie zniechęciło) jednak uważam że właśnie te okładki oddają klimat całej trylogii. Utrzymane są w kolorystyce po kolei niebiesko-fioletowym, zielono-żółtym kończąc na pomarańczowo-żółtym odcieniu. Na froncie u góry są mordki zwierząt: niedźwiedzia polarnego, kota i na końcu mam problem co to za zwierzę patrząc na treść to lampart plamisty.  Pod twarzami mamy kolejno przepiękne pejzaże, które idealne nawiązują do treści. W pierwszym mamy balon oraz Antarktydę, w drugim mamy panoramę miasta, a w trzecim most z duchami.  W każdej z części mamy wklejkę odpowiednio dopasowaną do kolorystyki danego tomu. W środku mamy białe kartki, grube. Czcionkę mimo, że zbitą to przejrzystą. Rozdziały są ponumerowane, posiadają tytuły oraz cytaty z innych powieści.  Na końcu jest spis treści. Całość wydania oceniam na:5



OPINIA: Czyli jak ona smakuje ?

Na tę trylogię na prawdę bardzo długo polowałam, a właściwie wydanie. Zależało mi na tym ze względu na tłumaczenie i sam wygląd, który według mnie najbardziej oddaje klimat całej tej trylogii. Ceny jak wiemy były masakrycznie drogie, ale w końcu upolowałam w dobrej cenie i kondycji więc od razu zabrałam się za jej czytanie. Czy zatem jest tak dobra, jak mówią o niej inny, czy może urosła do rangi mitu? Jak smakuje? Jeśli Cię zaciekawiłam to weź sobie coś do picia, jedzenia, siadaj i słuchaj co mam Ci dziś do opowiedzenia.

Pozwolisz, że te 3 tomy opowiem w całości nie rozdrabniając się na poszczególne części, bowiem tak też jest podczas czytania, że tworzą one jednolity ciąg wydarzeń.

Główną bohaterką jest Lyra, która jako sierota zostaje wychowywana w kolegium przez profesorów. Przez większość swego życia, dziewczynka ma tylko jednego przyjaciela Rogera, który pracuje w kuchni oraz swojego dajmona ( o tym szerzej opowiem później) Pana. Wydawać by się mogło, że bohaterka będzie dociekać co stało się z jej rodzicami, jednak nie. Skupia się ona na edukacji, najbardziej interesuje się fizyką i astronomią. Razem z Rogerem, jak to dzieci lubi się bawić, psocić i poznawać co rusz nowe miejsca. Trzeba przyznać, że Lyra mimo swego momentami bucowatego zachowania ( wiem lepiej) jest sympatyczną trzpiotką, która nie boi się zaryzykować. Jest odważna i szybko zyskuje przychylność starszych, doświadczonych osób. Najbardziej uwielbia rozmawiać ze swym wujkiem Lordem Asrielem, który podróżuje po świecie szukając tajemniczego Pyłu. Tak jak on chce zostać badaczką, czy uczoną. Kiedy poznaje jedyną kobietę, która jest traktowana na równi z mężczyznami Mariysę Coulter jest nią nie tyle oczarowana, co zachwycona jej dokonaniem. Ta badaczka, postanawia wziąć Lyrę pod swe skrzydła i nauczyć ją wielu rzeczy. I kiedy wydaje się, że dziewczyna zacznie nowe, wspaniałe życie to otrzymuje dwa ciosy w plecy. Pierwszy to informacja, że jej rodzice żyją, a druga to taka, że jej przyjaciel Roger zostaje porwany przez GROBALE. Organizację, która z niewiadomych powodów porywa dzieci i przeprowadza na nich jakieś badania. Chodzą plotki, że jeżeli zostaniesz porwany przez Grobala już nigdy więcej nie będziesz taki sam. Dlatego Lyra postanawia wyruszyć w niebezpieczną podróż, by pomóc przyjacielowi, zrozumieć jakie powiązanie ma owa organizacja z Pyłem? Czemu jest on taki ważny? Kim są jej rodzice? I odkryć, że jej świat jest jednym z wielu światów, po których można się przemieszczać za pomocą magicznego miecza. Czy odnajdzie więc idealny świat?

Will to bohater, którego poznajemy w drugim tomie. Za sprawą pewnych tragicznych zdarzeń trafia on do innego świata, gdzie nie ma dorosłych. Tam też poznaje dość ekscentryczną dziewczynę o imieniu Lyra Złotousta, która rozmawia ze zwierzątkiem, które w chwili niebezpieczeństw zmienia swą postać na inne zwierzę, odpowiednie do danego zadania. Chłopiec jest w szoku ową więzią, bowiem Will reprezentuje nasz ,, normalny" świat, gdzie nie ma magii, ale za to jest technologia. Jest też ogromnie zainteresowany pewnym magicznym przedmiotem, który dzierży dziewczynka. Owy kompas, który w jej rękach odpowiada na każde pytanie niczym wyrocznia. Bardzo szybko dzieci nawiązują nić porozumienia. Oboje są w pewien sposób osamotnieni, niezrozumiani przez resztę świata. Jak się okazuje i Will podczas wspólnej wyprawy otrzyma pewien dar- dar podróżowania między światami. No dobra, ale co ich połączyło? Już Ci mówię: Will szuka ojca, który zaginął podczas badań na Antarktydzie, a Lyra szuka odpowiedzi na temat Pyłu, jej rodziców oraz musi powstrzymać Lorda Asriela przed wywołaniem największej wojny: wojny boskiej z ludźmi. 



Nasi bohaterowie są sprytni, ale to co mi najbardziej się spodobało, oboje posiadają wady, które nie raz spowodowały tragiczne skutki. Ich przyjaźń jest bardzo naturalna, a dziecięca ciekawość pozwala i czytelnikowi poznawać każdy świat, oczami dziecka. Jestem zachwycona jak autor podchodzi indywidualnie do każdej odwiedzonej krainy. Świat Lyry to taki okres renesansu, jednak wyróżniający się tym, że ludzie posiadają dajmony. Czym jest dajmon? Najprościej ujmując jest to nasza dusza- sumienie, które ma zewnętrzną formę zwierzęcia. Kiedy jest się dorosłym przybiera on finalną postać, która ma uosabiać danego człowieka. Dziecięce dajmony mogą przetransformować się do woli ze względu na niestabilność emocjonalną młodych.  Mamy świat Willa, czyli nasz, gdzie technologia jest na wysokim poziome i ułatwia nam życie. Jest świat gdzie żyją tylko dzieci, bowiem dorośli są jakoby ,, opętani" przez anioły. Oraz mamy świat taki hmm prehistoryczny gdzie nie ma ludzi, a są stworzenia takie jakby traktorowate słonie z drewna, które żyją w symbiozie z naturą. No i na koniec mamy Niebo. Niebo z aniołami, które odbiegają od naszej tradycji. Boga mściwego i zachłannego władzy. I kościół, który stoi na czele i broni swego władcy niczym żołnierze. I powiem tak, gdybym była młodsza nie odebrałabym tego elementu aż tak mocno, jak teraz będąc dorosłym człowiekiem. Motyw jaki jest tu zaczerpnięty z biblii i który zostaje w genialny sposób na nowo przedstawiony, czyli Adam i Ewa i wygnanie z raju jest mistrzostwem. Owa walka z kościołem, a właściwie kultem który broni tajemnic za wszelką cenę i powiedziałabym zamkniętym na najnowsze odkrycia jest tak współczesne, że aż niewiarygodne. Podoba mi się również to, że wszystko jest w tej książce wyjaśnione. Mamy coś naukowego, ale przystępnego. Mamy jakiś nowy termin lub magiczne stworzenia- od razu dostajemy wyjaśnienie. 

Myślę, że trafne jest porównanie autora do Tolkiena pod względem stworzenia świata od podstaw. Jej barwność, złożoność powoduje, że czytelnik jest w stanie uwierzyć w owe istnienie takiego miejsca. Do tego wplecione zostają nasze odkrycia z życia codziennego co dodaje realizmu magicznego, który nie jest tutaj głównym wątkiem. Jestem zachwycona tą trylogią i rozumiem jej fenomen. Autor bowiem zadaje pytanie: kim jesteśmy? Co jest po drugiej stronie? Jak wygląda dusza? Jaką rolę pełni Bóg? Owy egzystencjalizm i walka nauki z religią jest tutaj chyba kluczową sprawą. Kreacja Boga, aniołów, dusz jak dla mnie jest tutaj mistrzostwem. I powiem, że najlepiej czytać ją będąc dorosłym czytelnikiem, bowiem wyniesie się z niej o wiele więcej ukrytych przesłanek niż w młodszym wieku, a uwierz mi jest tu ogrom smaczków, które wyłuska tylko dojrzała osoba.


CZY WARTO SCHRUPAĆ?- czyli podsumowanie :

 Trylogię mrocznych materii mogę porównać do krokieta z kapustą i grzybami. Owym chrupiącym naleśnikowym ciastem są bohaterowie. Bardzo dobrze wykreowani, posiadają liczne wady, które tylko przybliżają ich do nas samych. Nie ma tu ,, czystego zła", bowiem każdy ma swoje argumenty i to racjonalne, które w idealny sposób argumentują jego postępowanie. Są tu takie osoby, które zmieniają się podczas całej tej historii, w sensie, że dojrzewają do pewnych ról, żałują i robią wszystko by zmienić swoje postrzeganie. Mój ulubiony bohater? hmm chyba nie mam takiej konkretnej, ale kreacją zaimponowała mi Pani Coulter. Jest to znakomicie przedstawiona postać, a jej rozwój jest realny. Kwaśną, ale soczystą kapustą, która nadaje wyrazistego i konkretnego smaku jest świat przedstawiony, a właściwie światy. Podoba mi się ich różnorodność, dbałość o detale i złożoność. Każda kraina bowiem ma swój system religii, społeczeństwa, tradycje i mieszkańców, którzy zachwycają swą innością. Zakochałam się w opisach oraz prawach jakie rządzą danym krajem. Jako czytelnik, czułam się niczym podróżnik, który ,, widzi" wszystko tak samo jak bohater książki. Cudowne przeżycie. Aromatycznymi, podsmażonymi grzybami z cebulką są odniesienia do religii oraz upadku Adama i Ewy. Autor w swej książce ukazuje walkę naukowców z duchownymi. Uwypukla absurdy jednocześnie pokazując prawdę, która rządzi Kościołem. Filozoficzne elementy zawierające pytania dotyczące duszy, grzechu, a nawet Boga są najsmaczniejszym elementem całej tej powieści. Opowiedziany na nowo upadek człowieka i jego opuszczenie Raju to tylko takie drobne, smakowite przyprawy, które całości nadają ten wyjątkowy smak. Czy zatem warto schrupać tę trylogię? Zdecydowanie tak. Nie przypuszczałam, że będzie ona aż tak smakowita, niesamowita i wciągająca. I choć ma już parę lat nadal swą uniwersalnością ukazuje nasz świat, problemy, często te egzystencjalne. Język jest lekki, a przy tym plastyczny. Jedynym minusem ( nie dla mnie) mogą być przydługie opisy, ale to właśnie one nadają całości ową wyjątkowość i piękno światów przedstawionych. Ja jestem pod ogromnym wrażeniem i cieszę się, że po tylu latach w końcu posiadam swoje egzemplarze. Czuję, że jeszcze do nich wrócę i to nie raz :)

 

KOMU POLECAM? Wszystkim, aczkolwiek młodzież i starsi wyniosą o wiele więcej smaczków niż dzieci..

 


 

 

 

wtorek, 6 kwietnia 2021

Zmierzch świata Windsorów- czy żegnamy się z ostatnią panującą dynastią?

 

 

 

 


 

 

Tytuł:Elżbieta, Filip, Diana i Meghan. Zmierzch świata Windsorów.

Autor:  Marek Rybarczyk

Liczba stron:335

Wydawnictwo: Muza

Okładka:  miękka

SŁOWA KLUCZE:życie Windsorów, biografia, ciekawostki,

 

 

KRÓTKA FABUŁKA: czyli z czym to się je?

 

Od lat śledzimy dzieje rodziny Windsorów. Choć brytyjską monarchię zna niemal każdy, to większość z nas nie zdaje sobie sprawy z dramatów, jakie przez lata rozgrywały się za bramami Pałacu Buckingham. Życie królewskiej pary, Elżbiety i Filipa, było źródłem wielu, jeśli nie większości, problemów Windsorów. Skandal gonił skandal. Małżeństwa ich kolejnych dzieci kończyły się. Inwazja dziennikarzy, aparatów i kamer na królewską rodzinę sprawiła, że skrzętnie skrywane tajemnice znalazły się na pierwszych stronach tabloidów. Skostniała monarchia nie nadążała za nowoczesnością. Ostatnią próbą luzowania dworskiego gorsetu było wpuszczenie za mury pałaców Windsorów amerykańskiej rozwódki Meghan Markle. Miała zostać nową gwiazdą, "Kate na dopalaczach", jak pisały gazety. Okazała się – przynajmniej dla Windsorów – "Dianą plus".

Książka "Elżbieta, Filip, Diana i Meghan. Zmierzch świata Windsorów" powstała w historycznym momencie. Zmiana jest tuż-tuż. Królowa Elżbieta ma prawie 95 lat. Nadchodzi kres pewnej epoki i małżeństwa, którego dzieje stały się telenowelą przełomu XX i XXI wieku. W tle pojawiają się pytania – czy następca tronu książę Karol będzie w stanie udźwignąć ciężar korony? Czy Brytyjczycy zaakceptują jako swoją królową Kamilę? Jaka naprawdę była Diana? Jaki wpływ na decyzje podejmowane przez Harry’ego ma Meghan? Dlaczego Windsorowie stracili szansę na wspaniałą czwórkę – Meghan, Harry, Kate, Willliam?

Nasza wiedza na temat brytyjskiej monarchii bazowała dotąd głównie na plotkach i uproszczeniach. Książka Marka Rybarczyka pozwala przyjrzeć się z bliska pałacowym relacjom. Odsłania kulisy burzliwych książęcych związków. A przedstawione w niej meandry życia uczuciowego królewskich małżonków, rodzinne skandale i sekrety przedstawione w książce zadziwią nawet fanów serialu, "The Crown".

POD LUPĄ: Zacznę od wizualnej strony, czyli lupa w dłoń i do dzieła !

Książka wydana jest w standardowym formacie A5. Posiada skrzydełka, spis treści na końcu, bibliografię oraz mnóstwo cudownych zdjęć. Okładka jest matowo miziasta, co sprawia, że szybko się brudzi, uwidaczniając odciski palców i nie tylko. Utrzymana jest w kolorystyce czerni i złota. Na froncie widzimy zdjęcie  królowej Elżbiety II oraz jej męża Filipa.  Kartki są beżowe, a ich tekstura przypomina trochę papier kredowy, ale nim nie jest. Dzięki temu, zdjęcia są bardziej realistycznie, a jest ich tutaj mnóstwo, czarno-białych, czy kolorowych. Rozdziały są ponumerowane i posiadają swoje tytuły, natomiast podrozdziały są wyłuszczone na czerwono i posiadają swoje odrębne tytuły. Na końcu mamy bibliografię, oraz złote ozdobne ornamenty przy głównych tytułach co dodatkowo ozdabia całe wydanie. Wklejka jest czarna. Brakuje mi twardej oprawy i byłoby idealnie, ale i tak jest nieźle. Czcionka jest bardzo przejrzysta i nie sprawia problemu przy czytaniu. Całość wydania oceniam na: 5



OPINIA: Czyli jak ona smakuje ?

Kocham zaczytywać się o życiu dworskim. Zawsze fascynowała mnie ich egzystencja w tych cudownych bogato zdobionych sukniach i misternie wykuwanej biżuterii. Intrygi, walka o tron i sławę, a przy tym wszystkim normalne problemy każdego człowieka z którymi musieli się mierzyć na co dzień. Dlatego gdzieś tam interesuje mnie ostatnia żyjąca monarchia, która stara się jeszcze utrzymywać tradycyjną formę ,, panowania" z różnym skutkiem. I choć powstało wiele publikacji o Windsorach, ja nie miałam okazji jeszcze żadnej z nich przekąsić. Dlatego kiedy otrzymałam propozycję wyrażenia opinii o tej publikacji, nie zawahałam się nawet przez chwilę. Zatem jak smakuje i czy warto inwestować w tę literaturę faktu? Jeśli jesteś ciekaw to weź sobie coś do picia, jedzenia, siadaj i słuchaj co mam Ci do opowiedzenia.

Książka ta podzielona jest na tzw dekady. Każdy rozdział przybliża nam życie, problemy z jakimi zmagała się Eżbieta II. Zaczynamy od jej dzieciństwa, a kończymy na obecnych czasach. Oczywiście autor skupia się na tytułowych bohaterach, jednak nie brakuje tam ,,pobocznych" istotnych dla danych wydarzeń osób.  Mamy więc ukazane prawdziwe małżeństwo Elżbiety i Filipa, które nie jest takie idealne jak nam się wydaje. Prawdziwy obraz królowej ludzkich serc i jej ,, niebajkowe" życie w pałacu, oraz najnowsze afery typu Megxit , czy afera seksualna w którą wplątany jest Andrzej, syn królowej. Autor ukazuje w perfekcyjny sposób świetność owej dynastii oraz jej powolny lecz systematyczny upadek, który śledzimy my, zwykli ludzie. 

Po krótce postaram się opowiedzieć o każdym z kluczowych postaci i to co mnie w nich zaskoczyło. Zacznę od królowej. To co mnie zastanawiało, jako kobietę to fakt, że jest ona osobą, która delikatnie ujmując jest niewykształcona. Panując nad rodem myślałam, że będąc już dojrzalszą kobietą, nadgoniła owe braki wynikające z dawnego postrzegania kobiet.Jednak nie i widać, że jej to nie przeszkadza, być nieobytą w różnych dziedzinach- wszak ma od tego ludzi, którzy jej pomogą coś napisać. Ich edukacja często kończyła lub nie kończyła się tylko na maturze lub jeszcze niżej. Z drugiej strony po co komuś takiemu wykształcenie jak nie musi pracować? O pasji co do piesków, czy koni to chyba każdy wie, jednak zaskoczyło mnie z jaką miłością i empatią się nimi osobiście zajmuje, wręcz jak dziećmi, a ze swymi ludzkimi nie ma takiego kontaktu. Oschła, wiecznie nieobecna matka, która swą apodyktyczną postawią oraz brakiem okazywanych uczuć może zrazić każdego. Owa oziębłość wiadomo wywodzi się z wychowania, bo wiadomo, że była ona osamotnionym dzieckiem i surowo edukowanym. Jednak chyba każdy z nas mówi ,, nie będę taka jak moi rodzice". Jednak często, nie znając innych metod, czy zachowań i tak je powielamy, świadomie lub nie. Tak też jest z Elżbietą. Z jednej strony z książki wyłania się nam obraz bardzo samotnej i niekochanej kobiety, która kroczy sama przez życie. Z czasem wkrada się zgorzkniałość, znudzenie i przyzwyczajenie. I choć przedstawiana jest jako taka ,, babcia narodu", którą chce się wyściskać, jest to tylko taki ,, ocieplony wizerunek" starszej pani, która niczym policjant stoi na straży swej dynastii i stara się ją trzymać w ładzie. 

Filip to mężczyzna pełen wigoru. Dynamiczny, prostolinijny, energiczny, ciekawy świata. Jednak powiedzmy sobie szczerze lubiący luksus i władzę. Dzięki małżeństwu, które było zaaranżowane wkracza do świata, gdzie nie ma granic. Jest inteligentny i sprytny. Wielokrotnie potrafił wyjść z podniesioną głową z różnych afer, bowiem nigdy mu niczego nie udowodniono, a liczne domysły, czy plotki nie są faktami prawda? Jednak to co wyłania się na kartach tej pozycji to obraz mężczyzny, który nie jest stały, szybko się nudzi i tak jak Elżbieta nie potrafi okazywać uczuć swym najbliższym. Wszystko to bowiem co dostaje się do prasy jest cudowną grą aktorską, w której jest mistrzem. I choć nie jest on ,, samotnikiem" to i on staje się jakoby ofiarą korony.



Diana, to kolejna bohaterka tej tragicznej historii. Powiem Ci, że wiele ciekawostek mi osobiście nieznanych dowiedziałam się dzięki tej pozycji. Byłam bowiem berbeciem kiedy zdarzył się owy śmiertelny wypadek. Więc jej obraz miałam taki chyba jak wszyscy- niewinna dziewczyna, która urzeczywistniła bajkę o Kopciuszku. Serio, takie miałam o niej wyobrażenie. Będąc już dorosłą, zaczynałam dopiero rozumieć jej tragizm i życie, które bajką było tylko w mediach.Tak jak autor pisze w owej publikacji, Diana w pewnej chwili obrosła do roli mitu. Jakiekolwiek skazy ujawniane przez tabloidy były uznawane, jako atak ze strony tego niewiernego męża, który jest niewdzięcznikiem. Jednak nie ma ludzi idealnych i podoba mi się to, jak autor potrafił umiejętnie ukazać ,, prawdziwą Dianę". Kobietę pełną miłości, pasji, ale i zagubioną i samotną, co prowadziło ją do różnych irracjonalnych zachowań i wprowadzić w chorobę. Nie jest ona bowiem tylko i wyłącznie niewinną owieczką, którą poprowadzono na rzeź, gdyż sama nie jedną aferę wywołała.

Na koniec otrzymujemy obraz kobiety, która chyba cały czas szokuje, czyli Meghan. Aktorkę, rozwodniczkę, która starsza od swego męża, potrafi nim zręcznie manipulować, by osiągnąć swój cel. Kobietę, która niczym fame fatale wkracza na dwór i niszczy wszystko co popadnie. Relację braci, relacje babci z wnukiem i sam wizerunek księcia Harrego. Widać, że jest osobą bardzo silną, zdeterminowaną, ale i momentami egoistyczną i zaborczą.  Jak to mówią nie ma tylko jednej strony winnej, jednak powinno się dojść do porozumienia, kompromisów. Widać, że Meghan skradła serce Harrego i jest on wpatrzony w nią jak w obrazek i chyba boi się postawić na swoim. Co tak naprawdę jest przyczyną separacji Harrego od rodziny? Otrzymujemy od autora odpowiedź, która wyjaśnia wiele. Meghan to kobieta, która musi walczyć nie tylko ze stereotypowym podejściem co do jej osoby, ale i rasizmem. Do wszystkiego dochodzi sama, własną pracą, a jej sukcesy są jej dumą, co nie dziwi. Jest tak mi się wydaje idealną ikoną dzisiejszych kobiet, które walczą o swoje na rynku pracy i wielu innych dziedzinach, nie bacząc na szkody które można wyrządzić po drodze.


Oczywiście nie ma mowy tutaj o fabułce bo mamy tutaj do czynienia z reportażem, ale powiem o swoich odczuciach, jakie mi towarzyszyły podczas lektury. Po pierwsze czytając ją miałam wrażenie, że oglądam jakiś bardzo dobry dokument. Lekkość języka i forma bajdurzenia sprawiła, że zatopiłam się w niej aż po uszy. Do tego liczne zdjęcia, które idealnie są dobrane do treści dodatkowo urozmaiciły mi cały odbiór. Po drugie autor jest osobą bardzo obiektywną. Ukazuje słabe jak i mocne strony każdej ze stron. Nie krytykuje, a ukazuje fakty takie jakie są. Nie staje po niczyjej stronie, co też przy takich reportażach jest ważne. I choć może nie ma tu za dużo jakiś odkrywczych smaczków, to i tak parę informacji mnie zaskoczyło, bo ich nie znałam. Podoba mi się także owa chronologia, że idziemy systematycznie o 10 lat do przodu i widzimy jakie zmiany zachodzą nie tylko w ludziach ale i systemie. Mnie osobiście bardzo przypadła do gustu ta pozycja.


 

CZY WARTO SCHRUPAĆ?- czyli podsumowanie :

 ,, Elżbieta, Filip, Diana i Meghan. Zmierzch świata Windsorów." to taka tradycyjna cytrynowa, piaskowa babka. Z jednej strony jej suchawa owa piaskowa konsystencja opiera się na faktach, które znamy. I niczym nas niby nie zaskakuje. Jednak jej cytrynowy smak dodaje orzeźwienia czym są owe zdjęcia, czy informacje o których nie przeczytasz w tabloidach. Owa lukrowa polewa to przedstawienie owych bohaterów w sposób obiektywny. Autor ukazuje ich mocne jak i słabe strony. Dodatkowo stara się walczyć z pewnymi mitami, które już ukorzeniły się w kulturze Windsorów. Podoba mi się również styl w jakim napisana jest ta książka. Jest lekki, a przy tym ciekawy i barwny. Zostałam wciągnięta do świata intryg, bogactwa i ogromnej samotności. Jest idealnym podsumowaniem całej dynastii aż do obecnych czasów. Brak cenzury i bardzo rzetelny obraz rodziny królewski ukazuje ich jako zwykłych ludzi, którzy będąc ciągle na świeczniku, zatracili prawdziwych siebie, na rzecz korony i idealnego medialnego wizerunku. Autor niczym  nożem odkrawa, każdy kawałek owej babki ukazując jej prawdziwy środek, a nie tylko idealną wierzchnią stronę. Mówiąc szczerze, mało jest tutaj informacji, które serio zaskoczą osobę, która interesuje się tą dynastią, więc będę ją polecać osobom, które nie przeczytały tak jak ja za dużo podobnych książek. Czy warto ją schrupać? Tak, jeśli lubisz serial ,, The crown" to ta pozycja również przypadnie Ci do gustu. Jednak, jeśli posiadasz już jakąś biografię o Windsorach to jednym smaczkiem będą dla Ciebie ostatnie 2 rozdziały z całej pozycji, opowiadającej o obecnej sytuacji na dworze. Ja ze względu na to, że nie czytywałam biografii ani innej literatury faktu o tej dynastii jestem zachwycona tą pozycją, nie tylko ze względu na jej wydanie i bardzo liczne zdjęcia, ale i samo przedstawienie tej jakże bardzo intrygującej rodziny w sposób rzetelny i do bólu szczery.

 

KOMU POLECAM? Osobom, które lubią literaturę faktu, historię i tematykę dworską.

 

Za egzemplarz i miło spędzony czas, dziękuję: