czwartek, 16 kwietnia 2020

DZIEWCZYNA. KTÓRĄ ZNAŁAŚ









Tytuł: Dziewczyna, którą znałaś
Autor:  Nicola Rayner
Ilość stron:363
Wydawnictwo: W.A.B
Okładka:  miękka
SŁOWA KLUCZE:zagadka,  tajemnica, miłość, przyjaźń, nienawiść


KRÓTKA FABUŁKA: czyli z czym to się je?

 Należała do niego. Była idealna. Aż nagle zniknęła.

Jako były członek parlamentu, a teraz prezenter telewizyjny, George Bell zawsze cieszył się opinią kobieciarza. Jego żona, Alice, nigdy nie mogła się uwolnić od cienia kobiet z przeszłości George'a. A kiedy zachodzi w ciążę, jej dyskomfort przemienia się w obsesję... Spokoju nie daje jej zwłaszcza jedna z dawnych partnerek męża: piękna dziewczyna o imieniu Ruth, z którą George spotykał się na pierwszym roku studiów i która zaginęła, zanim skończyli uniwersytet. Kiedy więc Alice widzi kobietę, która do złudzenia przypomina Ruth, nie może się otrząsnąć z wrażenia, że za jej zniknięciem stoi coś więcej, niż mówił George. Ale czy na pewno chce wiedzieć, co mąż robił za jej plecami przez te wszystkie lata?




POD LUPĄ: Zacznę od wizualnej strony, czyli lupa w dłoń i do dzieła !

 Posiadam egzemplarz recenzencki więc może się on znacznie różnić od finalnego.

Książka jest formatu A5, bardzo miła w dotyku. Mój egzemplarz nie zostawia odciski palców, nie wiem jak to będzie wyglądać we finałowej wersji i okładka się rozwarstwiła na wierzchołkach. Utrzymana w bardzo ponurej kolorystyce, niebieskości, żółci oraz czerni. Samotne zapalone okno w kamienicy wzbudzają lęk, i niepewność. Nie posiadam skrzydełek, ale mogą one się pojawić. Rozdziały są podzielone na 3 kobiety, co oznacza  kiedy to fabuła cofa się w czasie.  Nie ma tu żadnych spisów treści, przypisów. Czcionka choć czasem zmienia swój styl jest przyjemna dla oka, a same kartki są grubsze i beżowego koloru.  Ja mój egzemplarz oceniam na:  4 +   Zapewne finalny miałby 5




OPINIA: Książka ,,Dziewczyna, którą znałaś" zaintrygowała mnie swoim opisem.Skuszona zatem przez autorkę niezłym, trochę mrocznym i tajemniczym klimatem, postanowiłam sprawdzić, czy ta książka jest faktycznie tak smakowita, jak ją reklamują? Jeśli zainteresowałam Cię to weź coś do picia, jedzenia, siadaj i słuchaj.


Mamy tutaj trzy narratorki Naomi siostrę zaginionej Ruth, Kat przyjaciółkę zaginionej oraz Alice obecną żonę mężczyzny z którym denatka miała romans. Każda z nich ukazuję Ruth z innej perspektywy, bo też każda z nich reprezentuję inną klasę społeczną i co najważniejsze, każdą łączyły inne relacje z zaginioną. Alice jest chyba najbardziej obiektywną osobą, bowiem Ruth zna z opowiadań innych znajomych męża i jej ciekawość powoduje, że zaczyna się interesować tym dziwnym zaginięciem lub morderstwem młodej, atrakcyjnej dziewczyny. Co należy dodać, Alice ma swoje demony z którymi walczy. Kat jako przyjaciółka Ruth ma całkiem inny obraz dziewczyny niż jej młodsza siostra Naomi, która momentami wręcz idealizuje swoją zmarłą siostrę. Zna bowiem ona jej sekrety, które nie są znane nikomu. Owe brudy, które dziewczyna zamiatała pod dywan. Wszystkie trzy kobiety w genialny sposób opowiadają o życiu dziewczyny. Co chyba najważniejsze nie polubicie ich, bowiem za dużo o nich nie wiemy. Znaczy czym się kierowały, co lubiły, jakich miały znajomych itd ? One są narratorkami i opowiadają o Ruth, bowiem to ona jest w tym wszystkim najważniejsza. Jednak co najważniejsze każda z trzech kobiet jest inna pod każdym względem co zasługuje na ogromny plus.



To co najbardziej urzekło mnie w tej powieści to przedstawienie Ruth z 3 różnych perspektyw co dodaje autentyczności całej tej sprawie.  No i sam klimat utrzymany jest na takim niepokoju, lęku, a przede wszystkim tajemniczości. Z każdym kolejnym rozdziałem, a co za tym idzie wspomnieniem każdej z kobiet dowiadujemy się czegoś nowego o zaginionej co albo nie świadczy o niej dobrze lub odkrywa rąbek jakiegoś sekretu, o którym wiedziała dana osoba. Dodatkowo, bohaterki opowiadają nam tę historię jakoby reporterowi, co bardzo mi się spodobało. Fabuła więc jest bardzo wciągająca, a dziwna sprawa zaginięcia obiera taki obrót sprawy, że zakończenie wprawi Cię w zdumienie. I na tym zakończę recenzję, by nie zdradzić za dużo, bo to nie za gruba książka, a jednak potrafi czytelnika nie tylko wciągnąć ale i zaskoczyć.



CZY WARTO SCHRUPAĆ?- czyli podsumowanie :

Książka ,, Dziewczyna, którą znałaś" to wciągający thriller, który trzyma czytelnika od pierwszych stron w niepewności i trzyma tak do końca. Z każdą kolejną stroną wychodzą na jaw co raz to brudniejsze sprawy.  Ta powieść to bardzo soczysty hamburger. Chrupiąca bułka to ten niesamowity klimat niepokoju, który z każdym kolejnym kęsem kruszy fałszywy obraz Ruth. Pysznym mięsem, takim soczystym i dobrze wysmażonym jest nasza zaginiona. Niczym kameleon zmienia się jej kreacja pod wpływem obserwacji innych osób, które ją znały. Bardzo ciekawa postać. No i zostały nam takie dodatki jak sałata, pomidor, sos, ogórek, cebula itd Tym wszystkim są owe postacie poboczne, które są ważnym elementem dla całości, jednak nie najważniejszym, które dodają tego wyjątkowego smaku. Mam tu na myśli również samą wciągającą fabułę, styl, który jest lekki, a przy tym wciągający czytelnika do tej historii, jako takiego bohatera z zewnątrz. Reasumując ten hamburger jest przepyszny. Bardzo mi smakował, bowiem posiada wszystkie podstawowe elementy, które wchodzą w skład tego gatunku i są one wykonanie idealnie. Dlatego warto ja schrupać, bo co najważniejsze potrafi zaskoczyć czytelnika genialnym zakończeniem, a to jest bardzo ważne przy tym gatunku. Nie zawiedziesz się przy tej książce tyle mogę Ci obiecać.

KOMU POLECAM?fanom thrillera, który potrafi swym klimatem wciągnąć i zaciekawić czytelnika

❤️Za egzemplarz i mile spędzony czas dziękuję wydawnictwu❤️ :





piątek, 10 kwietnia 2020

OSTATNIA GODZINA









Tytuł: Ostatnia godzina
Autor: Anna Bartłomiejczyk, Marta Gajewska
Ilość stron:654
Wydawnictwo: WasPos
Okładka:  miękka
SŁOWA KLUCZE:anioły i demony, koniec świata, dystopia, urban fantasy, przyjaźń, religia,


KRÓTKA FABUŁKA: czyli z czym to się je?

 Wezuwiusz powoli budzi się ze snu i zaczyna kasłać gorącym pyłem, zapowiadając potężną erupcję. W Australii dochodzi do zdumiewających i niebezpiecznych zmian klimatycznych. Nad Amsterdamem zbierają się czarne chmury – straszliwa burza zdaje się zwiastować nieuchronny koniec świata.
W jej trakcie spotykają się dwie nietypowe osobowości. Mercy to poukładana lekarka i wrażliwa idealistka, Alex jest niepokornym pragmatykiem, za którym ciągnie się brzydki cień skomplikowanej przeszłości. Oboje woleliby wierzyć, że wpadli na siebie przez czysty przypadek, niestety dość szybko orientują się, że ich losy splotła ze sobą potężna siła, której natury i całkowitej skali nie znają i nie rozumieją. Wiedzą jednak, że stali się ścisłymi częściami niezwykłego i fatalnego procesu, w którym żywioły szaleją, a kula ziemska zmienia się nie do poznania i nie wiadomo, czy przetrwa, czy przepadnie na zawsze… Historia świata pisze się dosłownie na oczach Alexa i Mercy – tu i teraz, w bieżącej chwili.
Nadciąga moment ostatecznej próby – wszystko wskazuje na to, że wybór pomiędzy potępieniem a zbawieniem leży właśnie w rękach Mercy i Alexa, a stawką w tej groźnej rozgrywce są ich własne dusze. Ryzyko jest olbrzymie, a zwycięstwo obłąkańczo niepewne. Wrogowie nie śpią, zdrowy racjonalizm nie wystarczy, czas ucieka i każda godzina może być tą ostatnią…

POD LUPĄ: Zacznę od wizualnej strony, czyli lupa w dłoń i do dzieła !

 Książka jest standardowego formatu A5. Matowa okładka przykuwa wzrok swym minimalizmem. Złota tarcza zegara z dziurką od klucza kojarzy się z jakimiś drzwiami, które przenoszą do innego świata . Właśnie te elementy są lakierowane i w kolorze złotym, a pozostałe tło jest w kolorach czerni.  Książka  posiada skrzydełka. Na samym końcu mamy dedykację oraz polecajki na wcześniej wspomnianych skrzydełkach. Sama czcionka jest przyjemna dla oka, a kartki są koloru beżowego.  Rozdziały są ponumerowane. Jak na swoje gabaryty nie jest aż tak ciężka, jednak sama okładka jest jakby cieńka w stosunku do objętości i trzeba uważać, by np nie złamać grzbietu na pół lub nie pognieść rogów. Całość wydania oceniam na :5-



OPINIA: Książka ,,Ostatnia godzina" skusiła mnie do jej skosztowania ze względu na to, że napisały ją dziewczyny z kanału ,, Bestselerki"  na youtube. Chyba dużo osób je zna więc nie muszę mówić, że byłam ciekawa, co te dwie charyzmatyczne dziewczyny ugotowały razem? Zatem, czy ta potrawa jest zjadliwa? O tym już za chwilę, a teraz usiądź wygodnie, weź sobie coś do picia, jedzenia i słuchaj.


Mamy tutaj dwójkę głównych bohaterów: Alexa i Mercy. On jest tajniakiem niczym James Bond, a ona psychiatrą. Od razu tutaj mogę powiedzieć, że jakoś zapałałam sympatią do Mercy. Jest bardzo realną bohaterką. Skoro jest lekarzem, podchodzi do wszystkiego z rezerwą. Potrzebuje dowodów, które staranie analizuje, a kiedy wyciągnie odpowiednie wnioski, wtedy zaczyna działać. Natomiast Alex momentami zachowuje się jak takie duże dziecko. Skoro jest facetem i to w dodatku pracujący w takim a nie innym zawodze, to wymagać powinno się od niego jakiś cech np przywódczych, nie wiem stanowczości, a dostajemy kolesia, który można rzec boi się jakichkolwiek relacji, momentami wręcz ludzi. Woli z każdym się przekomarzać niczym nastolatek typu : zjedz pizze. Nie. Dlaczego? bo nie. Ale czemu nie? nie będę jadł i już. Coś w tym stylu. I gdyby faktycznie był nastolatkiem ok, to się nie wcinam, świetna kreacja. Jednak kurczę mamy do czynienia z dorosłym facetem i żaden tak normalnie nie gada. Właśnie tym się różnią dorośli od nastolatków, że odrzucają emocje, a kierują się rozumiem  i doświadczeniem. To mnie w nim drażniło. Jednak gdzieś tam w połowie książki dostałam wyjaśnienie jego zachowania, czemu tak? Więc jakby przyjęłam je do wiadomości. Aczkolwiek będę dziwna i powiem, że ten bohater mnie nie zachwycił. Nie.

Co innego ma się z postaciami pobocznymi takimi jak Joanne, czy Knox zdecydowanie ta dwójka jak dla mnie to istna czekoladowa fontanna energii. Zacznę może od Jo. Kurczę no uwielbiam dziewczynę, to taki wulkan pozytywnej energii. Gadułka, rozwalacz ciszy i kompromitujących sytuacji. Dusza towarzystwa, jeśli miałabym ją określić jednym zdaniem. Bardzo sympatyczna i wszędzie jej pełno. Jak wspomniałam bardzo ją polubiłam. No i mamy Knoxa czarny charakter, który wywoływał u mnie ciarki na skórze. Uwielbiam takich bardzo mrocznych bohaterów, a ten zdecydowanie wiedzie prym w tej kategorii. Genialna kreacja.

Jak widzisz postacie są bardzo różnorodne, co jest ogromnym plusem. I choć jest ich więcej to postanowiłam skupić się tylko na tej czwórce, ale uwierz mi reszta nie odbiega wcale od pozostałych.



No dobra no to przejdźmy w końcu do fabuły, bo przecież to jest ważne.  Mamy tutaj przedstawiony świat, którego nękają różne kataklizmy. Wiesz, zatopienie kontynentu czyli jakieś ogromne tsunami, burze z ogromnymi piorunami, wybuch wulkanu, jakieś trzęsienia ziemi itp.  Ogólnie armagedon, koniec świata- apokalipsa. No właśnie. Tylko, że tego końca świata to tak nie odczuwa się. Bardzo tego żałuję, bo klimat książki robi duże znaczenie dla całej fabuły.  A nasi bohaterowie traktują wybuch wulkanu niczym pierdnięcie bąka, a koniec świata, ee jakoś to będzie, damy radę.  Wiesz zabrakło mi owego dramatyzmu. Kolejna rzecz to opisy, długie, szczegółowe. O ile dla mnie to nie problem, wiem, że co po niektórych może znudzić,wymęczyć i zniechęcić. W powieści tej jest mnóstwo dialogów. I można powiedzieć, że wręcz jest ta historia przegadana. Wiesz, siedzą sobie przyjaciele i rozprawiają o różnych rzeczach. Nie ma tu jakiś scen akcji, zawrotnego tempa. Wszystko płynie powoli, własnym rytmem.

Najbardziej co wywoływało u mnie jakiś zachwyt to elementy biblijne. Bowiem w tej historii pojawiają się demony i anioły, a nawet Bóg i Lucyfer. I to zdecydowanie mnie fascynowało i szczerze, starałam się szybko czytać by znów natrafić na fragmenty właśnie z nimi. Wspomniałam o elementach biblijnych, mamy tutaj dużo biblijnych przypowieści, które powiem szczerze zaskoczyły mnie, bowiem nie znałam takiej wersji. I to właśnie jest najsilniejsze ogniwo całej powieści. Brawo! 



CZY WARTO SCHRUPAĆ?- czyli podsumowanie :

Do książki ,, Ostatnia godzina" podeszłam jak do każdego recenzowanego przeze mnie debiutu rodzimego autora. Z dystansem, bez górnolotnych oczekiwań. I muszę przyznać, że ciekawa to jest babka wielkanocna. Wizualnie jest piękna. Sama konstrukcja, czyli składniki takie jak język, pomysł są w porządku. Polewa, czyli klimat jest niestety białym, nijakim lukrem, który ratują kolorowe cukiereczki, którymi są motywy biblijne. Sam smak, czyli bohaterowie są świetnie wykreowani, co do tego nie mam wątpliwości.  Są różnorodni, temperamentni i pyszni. Oczywiście ja mam swoich faworytów. Najsłabszym ogniwem całej tej babki mogą być długie, szczegółowe opisy, powolne tempo i bardzo dużo dialogów. Jak wspomniałam wyżej brakowało mi również klimatu grozy, jakiś małych ozdób w postaci dramatów rozgrywających się na ulicach miasta podczas kataklizmów, które występowały podczas powieści. Jednak pamiętając, że to debiut, stwierdzam, że finalnie dobra jest ta babka. Może bez jakiegoś szału smakowego, co by odróżniało ją od innych babek wielkanocnych, ale jest w porządku. Mogę jeszcze dodać, że zakończenie mnie rozczarowało, bowiem myślałam, że coś pieprznie, sprawi, że oczy wyjdą mi z orbit, jednak dostałam bardzo bezpieczną, spokojną rozmowę, która ma wszystko rozwiązać. No cóż... Mimo tych paru mankamentów, uważam, że spokojnie można ją schrupać, choćby dla samych fenomenalnych motywów biblijnych i bohaterów.


KOMU POLECAM? Osobom, które lubią motywy biblijne takie jak anioły, demony oraz dystopie.

Kochani, życzę Wam radosnych Świąt Wielkanocnych. Pełnych nadziei, miłości i radości w gronie najbliższych ❤️

❤️Za egzemplarz  serdecznie dziękuję wydawnictwu ❤️





środa, 8 kwietnia 2020

DZIECI SENDLEROWEJ









Tytuł: Dzieci Sendlerowej
Autor:  Tilar J. Mazzero
Ilość stron: 340
Wydawnictwo: Bez Fikcji
Okładka:  miękka
SŁOWA KLUCZE:dzieci, wojna, walka o przetrwanie, cierpienie, przyjaźń, biografia, siła kobiet, miłość


KRÓTKA FABUŁKA: czyli z czym to się je?

 Ta książka opisuje niezwykłe losy Ireny Sendlerowej. To opowieść o kobiecie, która dzięki niewiarygodnej odwadze, determinacji i nadziei, podejmując ogromne ryzyko, uratowała przed śmiercią lub deportacją do obozów zagłady 2500 żydowskich dzieci.
Irena Sendlerowa ukryła ich nazwiska w butelce i schowała ją pod starą jabłonią na działce swojego przyjaciela. Miała nadzieję, że po wojnie dzieci zostaną odnalezione przez swoich bliskich. Nie mogła jednak przewidzieć, że 90% krewnych uratowanych przez nią dzieci zginie.
Nazywana Aniołem z warszawskiego getta. Do dzisiaj jest symbolem walki o godność człowieka, szukania nadziei, tam, gdzie już jej nie ma, a także słuchania głosu, który mówi, że trzeba pomagać tym, którym dzieje się krzywda.W 1942 roku Irena, jako pracownik opieki zdrowotnej, uzyskała zgodę na wchodzenie do warszawskiego getta. Tam, chodząc od drzwi do drzwi, prosiła rodziców i krewnych, aby pozwolili jej wydostać ich dzieci za mury. Namawiała swoich przyjaciół i sąsiadów, żeby pomogli jej je ukryć. Wraz ze współpracownikami opieki społecznej oraz ruchu oporu stworzyła całą siatkę przerzutową. Dzieci były transportowane kanałami, tajnymi przejściami w opuszczonych budynkach, schowane w trumnach lub pod ubraniami.

Ta książka to opowieść o odwadze, miłości i człowieczeństwie, które bardzo jasno świecą nawet w chwilach, kiedy wszystko gaśnie.


POD LUPĄ: Zacznę od wizualnej strony, czyli lupa w dłoń i do dzieła !

Książka jest standardowych wymiarów A5 tylko, że jest węższa. Okładka utrzymana w kolorze sepi przedstawia zdjęcie od pasa w dół ustawionych dzieci, co już na tym etapie wywołuje w czytelniku emocje, nostalgię. Okładka jest matowa, przyjemna w dotyku i nie pozostawia odcisków palców. Posiada skrzydełka oraz dodatki tj bibliografię, indeks bohaterów występujących w biografii. Zabrakło mi tu zdjęć, bo aż się o to prosi ta książka. Sama czcionka przyjemna dla oka, kartki grubsze w kolorze szarym, a każdy nowy rozdział posiada swój tytuł. Całość wydania oceniam na: 5






OPINIA: Książka ,,Dzieci Sendlerowej" to  dość osobliwy wyjątek na moim blogu. Jak wiesz nie sięgam po powieści, czy inne gatunki literackie, w których występuje motyw II Wojny Światowej, czy ogólnie wojen. Jednak ta pozycja jest owym odstępstwem od reguły. I choć już teraz wiem, że będzie to dla mnie bardzo emocjonalna przeprawa niczym przez dziką dżunglę pełną niebezpiecznej zwierzyny, to postanowiłam, że dam radę.  Jeśli jesteś ciekawa co sądzę o tej książce, to usiądź, weź sobie coś do picia, jedzenia, siadaj i słuchaj.


Jak wspomniałam już na wstępie bardzooo rzadko sięgam po takie pozycje, gdyż są one dla mnie w odbiorze zbyt emocjonalne, przerażające i wprawiające mnie w kiepski nastrój. Jednak coś wewnętrznie mówiło mi, że mam spróbować z tą pozycją. I choć nie ma tu za dużo dialogów, to trzymam w rękach bardzo wyczerpującą biografię kobiety, która w tak trudnych czasach postanowiła nie tylko zawalczyć o swoją zakazaną miłość, ale i o niewinne istotki, które stały się pokarmem dla wygłodniałych nienawiścią wilków.

Irena jawi się nam tutaj jako dziewczyna, która od zawsze wiedziała co chce robić w życiu. Pomagać innym. Od najmłodszych lat kolegowała się ze żydowskim dziećmi więc nie dziwi nas fakt, że w późniejszym okresie swojego życia będzie walczyć o każdą duszyczkę. Poznawała bowiem ich kulturę, tradycję, a nawet potrafiła mówić w ich języku. Można powiedzieć, że gdzieś poczuła nawet taką fascynację tą społecznością tak inną od naszej. Kiedy więc Hitler  zdobywa Warszawę nasza bohaterka po raz pierwszy zdaje sobie sprawę, co to znaczy nienawiść do drugiego człowieka i jak strach może zmienić ludzi. Jej nieudane małżeństwo i wieloletni romans z Żydem są jakby aktem buntu i pokazaniem światu, że ona się tak łatwo nie podda. I tak o to krok za krokiem widzimy jak kształtuje się światopogląd Ireny i jak wyglądało owe ratowanie żydowskich dzieci. Często bardzo trudne, niebezpieczne, a przy tym spontaniczne. Co najbardziej mi się spodobało w tej książce? to, że mimo jej heroicznej postawy nadal pozostaje ukazana jako normalna kobieta, która ma swoje potrzeby, lęki, a pomoc najmniejszym i bezbronnym dzieciom jest jej osobistą, kobiecą walką z wrogiem.




W całej biografii przewija się wiele postaci, które odegrały bardzo ważną rolę nie tylko w życiu Ireny, ale w walce o Polskę. Na końcu autorka umieściła owy słownik postaci, gdzie krótko opisuje, kto kim jest i czym się zajmował. Pamiętać trzeba, że wszystkie wymienione osoby są autentyczne, co tym bardziej oddziaływało na mą wyobraźnię i ogólny odbiór książki.

Całą historię przeżywałam bardzo. Może ze względu na to co dzieje się za naszym obecnym oknem. Wiele czynników znalazłam podobnych. Panująca febra, gruźlica, na którą zapadali ludzie powodowała, że zaczęto izolować się w domach, zaczęło brakować środków higieny osobistej, a dodajmy do tego jeszcze te trudne czasy, gdzie ludzie głodowali, byli bez pracy, bo trwała wojna. Jednak nie to jest najważniejsze w tej książce, a historia żydowskich dzieci, które często osierocone, błąkały się po getcie lub były mordowane na oczach swych najbliższych. I w właśnie w tym dla nich koszmarze pojawiała się ona: Irena, ich anioł stróż, który niczym wróżka dawała im życie.. często nowe życie w obcym miejscu u nieznanych ludzi. Na szczęście autorka oszczędza czytelnikowi drastycznych opisów, stara się ogólnikowo opisywać trudne życie dzieci. Co bardzo mi się spodobało, że osoby uratowane przez Irenę również opowiadają jak to wyglądało z ich perspektywy.

Najbardziej bolesne było dla mnie, że ta wspaniała kobieta, była przez jakiś czas zapomnianym bohaterem. Gdyby nie właśnie rodziny żydowskie, które głośno mówiły o jej zasługach, myślę, że jej historia utonęła by w odmętach zapomnienia. Obraz opisany na kartach powieści, który wywołał u mnie łzy to opis Ireny, jak to Korczak nie opuścił do końca swych podopiecznych mimo możliwości ucieczki i wybawienia się z rąk oprawców. I właśnie ta postać momentami zaćmiła tą skromną, ale jakże waleczną bohaterkę. Bowiem ludzie pamiętali heroiczną śmierć Korczaka, pomijając waleczną Irenę, która uratowała tyle małych istnień.Na szczęście jej historia cały czas żyje w ocalałych. Są takie książki, które dotykają serca, ta właśnie taka jest.


 I na tym zakończę moją recenzję, bo należała ona chyba do jednych z trudniejszych jak dla mnie do napisania. Jeśli była dla Ciebie zbyt chaotyczna, to przepraszam, ale tak to jest kiedy ktoś trzyma Cię za serce.. trudno wtedy przelać owe kłębiące się emocje na papier, czy ekran... Jednak jeśli podołałam to cieszę się bardzo z tego mojego małego prywatnego sukcesiku ;)


CZY WARTO SCHRUPAĆ?- czyli podsumowanie :

,, Dzieci Sendlerowej" a miała ich ok. 2500 to niezwykła biografia, która ukazuje Irenę jako kobietę. Kobietę, która ma marzenia, pragnienia, które nagle roztapiają się i nikną na naszych oczach niczym lód. Wojna powoduje, że bohaterka ta odnajduje się w nowej rzeczywistości bardzo szybko, a jej buntem na złe traktowanie żydów staje się ocalenie jak najwięcej istnień. I choć sama przypłaca to zdrowiem to nigdy się nie poddała. Ta książka to przepiękna historia, która okraszona licznymi bohaterami i ich relacjami ukazuje nam prawdziwą twarz Sendlerowej. Kobiety, która poświęca swoje szczęście i spokój zapomnianym, porzuconym dzieciom, ale i takim dla których rodzinom ich życie było cenniejsze od ich własnych.  I choć nie sięgam po taką literaturę, to jestem szczęśliwa, że jednak się przełamałam i ją przeczytałam. Bowiem książka ta jest bardzo klimatyczna i świetnie oddaje realia tamtych czasów. Jest bardzo wartościowa, a przede wszystkim refleksyjną biografią, która ukazuje nam, jak szczęśliwi jesteśmy teraz, żyjąc w takich czasach, u boku swych ukochanych.  I zadaję sobie pytanie: Ile na świecie jest takich skromnych Sendlerowych, które pod osłoną nocy niosą nadzieję, pomoc lub nowe, lepsze życie obcym ludziom? Tak po prostu, bezinteresownie. Nikomu się nie chwaląc ze swych osiągnięć, uważając to za coś normalnego, przyziemnego. Książka warta schrupania, zdecydowanie!


KOMU POLECAM? Osobom lubujących się w tematyce II Wojny Światowej, Biografiach



❤️ Za egzemplarz serdecznie dziękuję wydawnictwu❤️: