czwartek, 3 czerwca 2021

Księżycowe serce- duża doza inspiracji pewnym wujkiem.

 

 

 


 

 

Tytuł:Księżycowe serce

Autor:  Julia Kail

Liczba stron: 367

Wydawnictwo: Novae res

Okładka:  miękka

SŁOWA KLUCZE: mitologia, miłość, przyjaźń, walka dobra ze złem, wampiry, wilkołaki, misja

 

 

KRÓTKA FABUŁKA: czyli z czym to się je?

 Czy warto walczyć o własne szczęście, gdy świat staje w obliczu zagłady?

Są takie chwile, w których Kate i Lucas marzą tylko o jednym: o zwykłym, spokojnym życiu nastolatków. Jednak ich los splótł się na zawsze z potężnymi pradawnymi mocami i bogami, którzy, tak samo jak ludzie, nie potrafią się wyzwolić od swoich słabości i namiętności. A do tego jest jeszcze magia, która – znalazłszy się w niewłaściwych rękach – niesie ze sobą tylko śmierć, chaos i zniszczenie… Czy młodzi zakochani, dopiero wkraczający w dorosłe życie, będą w stanie wyrzec się własnych pragnień, pokonać uprzedzenia i stawić czoła niebezpieczeństwu, gdy na szali spoczywa los całego świata i tej jedynej, ukochanej osoby?

POD LUPĄ: Zacznę od wizualnej strony, czyli lupa w dłoń i do dzieła !

 Książka jest standardowego wymiaru A5. Jej okładka jest taka półmatowa i posiada skrzydełka. Utrzymana jest w kolorystyce niebieskości, czerni i bieli. Na froncie mężczyzna jest jakby zalewany przez fale, a napis jest na środku. Nie mam pojęcia, do czego się odnosi ten obrazek, może do jakiegoś boga? W środku kartki są beżowe, grubsze, a czcionka przyjemna dla oka. Rozdziały są ponumerowane i każdy ma swój odrębny tytuł. Na końcu mamy spis treści.



OPINIA: Czyli jak ona smakuje ?

Książka ta bardzo mnie zaciekawiła, gdyż połączenie mitologi z wilkołakami i wampirami nie zdarza się często. Jednak nie miałam pojęcia, że jest to drugi tom. Czy odnalazłam się we fabule? Czy ta seria jest warta schrupania? Jak smakuje? Weź sobie coś do picia, jedzenia, siadaj i słuchaj co mam Ci dziś do opowiedzenia.

Głównymi bohaterami tej książki są Lucas i Kate. On jest wilkołakiem i synem boga greckiego, a ona córką bogini, do tego zaręczona z Apollem. Tak tym Apollem. Jednak dziewczyna nie pamięta swojego pobytu na Olimpie, a swoje dzieciństwo ( chyba) spędza w naszym świecie. Tak właśnie poznaje Lucasa, który jako taki przywódca wilków, czyli taki alpha, zakochuje się w niej bez pamięci i wybiera na wybrankę swojego serca. I kiedy już wydaje się, że wszystko jest przesądzone, Kate znika i nikt nie wie gdzie się podziewa. Co się z nią działo? Dlaczego zniknęła? To postanawia odkryć nasz niezłomny i uparty Lucas. Przyznaję, że nie zapałałam sympatią dla tej dwójki. Są oni zaślepieni miłością i nic ich nie interesuje poza ich miłością. I szczerze, ich relacja jest bardzo słodka i nierealna.

Apollo to bohater drugoplanowy, ale to właśnie jego kreacja spodobała mi się bardzo. Do samego końca nie wiedziałam, jaką rolę odgrywa. W szczególności, że poznajemy go z perspektywy Kate i Lucasa, którzy są co do niego uprzedzeni. Pamiętajmy bowiem, że jest on narzeczonym Kate, a ta jakby nie patrząc zdradza go z Lucasem. Sceny z Apollem wywoływały we mnie różne emocje, a jego dwoistość dodawała mi takiego konkretnego smaku do tej potrawy. I zdecydowane jest to najlepsza postać według mnie z tej książki.



No dobra, co z tą fabułką? Kurczę nie będę ukrywać, że czułam się jakbym czytała taką chińską podróbkę Riordana i jego serię o Percym. Jednak tu nie ma obozu, a są wilkołaki, wampiry i ich klany oraz bogowie, którzy walczą między sobą, ale nie wiem o co? W sensie pewnie to było powiedziane może w 1 tomie, ale w tym nie miałam pojęcia o co cała ta haja? Oczywiście jest tu czarny charakter, ale nie opisuję Ci go, bowiem nie mam pojęcia dlaczego jest ,, tym złym''? Dlaczego krzyżuje pozostałym plany i niszczy ich spokojnie życie?  Sama historia nie jest oryginalna, ale czyta się ją przyjemnie. Jest przewidywalna to fakt, ale nie jest źle. Może gdybym nie przeczytała tyle podobnych książek do tej, może bardziej bym się nią zachwyciła. Jednak jak na polskiego Percego jest ok. Mamy bohaterów, którzy odkrywają iż są dziećmi bogów i odkrywają swoje umiejętności z ich pomocą. Do tego mamy historię miłosną, która jest tak zagmatwana, że chyba główna bohaterka z każdym męskim odpowiednikiem była w sensie, że jako w związku, co było już w pewnym momencie przesytem. Może nie urwało mi tylniej części z zachwytu, ale i nie wywołało przedniej fontanny zdegustowana.

CZY WARTO SCHRUPAĆ?- czyli podsumowanie :

 Księżycowe serce to taki wafel ryżowy polany czekoladą. Owym waflem ryżowym, każdemu znanym w smaku i niczym szczególnym się nie wyróżniającym są bohaterowie. Jak dla mnie byli oni zbyt ,, prości" w swej kreacji. Jedyną osobą, która mnie zaciekawiła był Apollo, który nie wiadomo było, czy jest dobry, czy zły, a ja jak wiesz uwielbiam takie postaci. Ową fabułą jest czekolada. Z jednej strony bardzo słodka poprzez motyw miłości, który jest tutaj najważniejszym punktem odniesienia. Z drugiej niczym odkrywczym, ba nawet pokusiłabym się o stwierdzenie, że jest taką naszą polską wersją Percego tylko, że troszkę bardziej podkręconą ze względu na występowanie wilkołaków i wampirów. Mamy bowiem dzieci bogów, które odkrywają na nowo swoje umiejętności, rodziców i starają się odnaleźć w nowej ,, fantastycznej" rzeczywistości. Jeśli chodzi o aspekt mitologii to zamyka się ona na owych postaciach i ich umiejętnościach, z których byli słynni. Jako że przeczytałam ten tom bez znajomości 1 to uważam że i tak odnalazłam się w tym świecie. Nie zachwycił mnie on, w sensie był ok i tyle. Obawiam się, że więcej nie mogę napisać, by z czymś się nie wyzdradzić. Czy warto ja schrupać? Powiem tak, jak ten wafel ryżowy, zjadłam na raz i był smaczny, jednak nie wiem, czy sięgnęłabym po kolejny z paczki. Był dobry, jako taka zakąska do kawy, jednak czy czuję się po nim syta? Nie. Jednak uważam, że sprawdzi się ona dla młodzieży idealnie, w szczególności takiej, która nie często sięga po książki. Jest ona bowiem lekka, szybko się ją czyta i nie wymaga od czytelnika skupienia. Brak opisów, takich dokładnych, plastycznych, może być w tym przypadku dla takiej osoby atutem.

 

KOMU POLECAM? Dla fanów twórczości Riordana, tyle że w takiej polskiej wersji ;)

 

Za egzemplarz dziękuję



 

niedziela, 30 maja 2021

Martwy ptak- znakomity polski kryminał

 

 

 


 

 

Tytuł:Martwy ptak

Autor:  Maciej Kaźmierczak

Liczba stron:478

Wydawnictwo: Muza

Okładka:  miękka

SŁOWA KLUCZE:zbrodnia, seryjny morderca, wróbel, artyzm,

 

 

KRÓTKA FABUŁKA: czyli z czym to się je?

 Czy zbrodnia może być dziełem sztuki?

W Łodzi dochodzi do serii makabrycznych zbrodni. Łączy je intrygujący schemat – seryjny morderca pozbawia ofiary palców, a w ich usta wkłada martwe ptaki. Nad sprawą pracuje para śledczych – komisarz Kyrcz i podkomisarz Szolc. Sprawca nie pozostawia po sobie żadnych śladów. Jest perfekcyjny. W końcu jednak popełnia błąd. Czy zrobił to przypadkowo? A może świadomie manipuluje śledczymi albo fabrykuje dowody, by zmylić policjantów?

W całą sprawę wplątana zostaje Laura Wójcik, z zawodu rysowniczka. Dziewczynę fascynuje śmierć, szczególnie samotna śmierć ptaków. Dlatego intrygują ją ostatnie zbrodnie. Czy to tylko przypadek, że jest autorką portretów kolejnych ofiar mordercy? Wstrząsające i zarazem fascynujące wydarzenia, skłaniają ją też do refleksji na temat własnej przeszłości. Czy ma ona związek ze sprawą, którą żyje całe miasto?

POD LUPĄ: Zacznę od wizualnej strony, czyli lupa w dłoń i do dzieła !

  Książka wydana jest w standardowym formacie A5.Jej okładka jest matowa i przyjemna w dotyku, czyli miziu miziu. Posiada skrzydełka.Utrzymana jest w kolorystyce szarości, czerni i bieli. Na froncie widzimy tułów ptaka, którego nóżki są zawiązane na czerwonej sznurówce, wiszące do góry nogami. Nawiązuje tym nie tylko do tytułu, ale i fabuły. Z jednej strony czuję lekkie obrzydzenie, no bo ewidentnie jest to martwy ptak, a z drugiej strach, co czeka mnie w środku. A tam mamy beżowe strony, które są normalnej grubości. Czcionka jest bardzo przyjemna dla oka.  Rozdziały są ponumerowane. Cała historia jest podzielona na  części. Całość zatem oceniam na:5



OPINIA: Czyli jak ona smakuje ?

Czytając opis tej książki, stwierdziłam, że chcę jej skosztować. Ostatnio mam ochotę na różne smaki, jakby kobieta w czytelniczej ciąży, dlatego też tak sobie nimi żongluję. Tym razem padło na typowy kryminał. Jak smakuje? Czy mimo trochę, jak dla mnie odrzucającej okładki warto po nią sięgnąć? Jeśli Cię zainteresowałam to weź sobie coś do picia, jedzenia, siadaj i słuchaj co mam Ci dziś do opowiedzenia.

Mamy tutaj dwójkę jakby głównych bohaterów. Laurę, która jako młoda studentka, wyjeżdża ze swojego miasta, by podążać za swą pasją. Dostaje się na ASP i tam dalej kształci swój talent. Jej prace wybijają się na tle innych dość nietypową tematyką- martwych zwierząt, które eksponuje, starając się zwrócić uwagę na ich śmierć. Śmierć, która jest obojętna dla świata, niezauważalna przez ludzi. Dziewczyna ewidentnie jest wrażliwą osobą, która zwraca uwagę na takie szczegóły. W pewnym momencie jej talent zostaje zauważony, jednak nie tak jak powinien. Skąd u dziewczyny, tak młodej fascynacja śmiercią? Czy ma ona jakiś związek ze seryjnymi morderstwami, gdzie owa jej fascynacja martwymi ptakami ma swoje odbicie w modus operandi? Czy ta spokojna i wrażliwa dusza może być zabójczynią?

Komisarz Kyrcz i jego pomocnica to duet bardzo profesjonalnych śledczych. Bardzo skrupulatnie podchodzą do oględzin miejsca zbrodni, jak i ciał. Jednak są przy tym powolni, wręcz momentami ociężali. Jednak mimo to jest to dla mnie bardzo realistycznie ukazana praca. W systematyczny sposób zdobywają dowody. Muszą się przy tym natrudzić. I tak mamy tutaj stereotypową relację seksualną między tą dwójką, jednak nie przeszkadzało mi to w całościowym odbiorze. Co prawda nie wyróżniają się oni żadnymi umiejętnościami detektywistycznymi, które zaparły by mi dech w piersiach, ani nie są oni na tyle charyzmatyczni, bym zapałała do nich jakąś sympatią, jednak to co muszę zaznaczyć, są dobrze wykreowani.



No dobra, co z tą fabułką? I tu jest istna petarda, która mnie wciągnęła maksymalnie do swego krwawej i brutalnej historii. Mamy bowiem tutaj motyw wkładania martwych ptaków w usta zamordowanych. Makabryczny, wręcz artystyczny aspekt pozostawiania ofiar, zaczyna nawiązywać do mitologii, czy jakiś kultów. Nasi śledczy muszą zatem ustalić kto? dlaczego? i o co chodzi z tymi martwymi ptakami? Dlaczego morderca pastwi się jeszcze nad nimi? Jaki związek mają one z zabójstwem? Całość trzyma w napięciu i do końca nie jest czytelnik w stanie odgadnąć, kto za tym wszystkim stoi. Spodobało mi się również tło psychologiczne, które tutaj bardzo dobrze zostało zarysowane. Jesteśmy w stanie ,, zrozumieć" czym kierował się morderca? I jakie emocje towarzyszą naszym bohaterom podczas całej sprawy. Jak wspomniałam już wcześniej tempo jest wolne, ale dokładne. Nie przeszkadzało mi to, aczkolwiek brutalne opisy mogą zniechęcić osoby o delikatnej naturze. Są one bowiem bardzo dosadne, a przy tym oddziaływają na wyobraźnię. Uważam tę książkę za znakomity polski kryminał, który jest bardzo bliski tym skandynawskim, które tak uwielbiam.

CZY WARTO SCHRUPAĆ?- czyli podsumowanie :

 Książkę tę mogę porównać do kruchego ciasta z rabarbarem. Ową podstawą, czyli kruchym spodem, które znają wszyscy są bohaterowie. Nie wyróżniają się oni niczym specjalnym, ale są dobrze wykreowani. To co mnie najbardziej chyba ujęło, że są bardzo realistyczni w swej pracy. Do wszystkiego potrzebują czasu, a na rozwiązanie musimy trochę poczekać. Kwaskowatym, jednak idealnie pasującym rabarbarem z cukrem jest owa fabuła, która mimo swej brutalności i krwawych opisów, potrafi czytelnika wciągnąć do swego świata. Z niecierpliwością oczekiwałam finału, by rozwikłać kto stoi za tym artystycznymi, jednak makabrycznymi morderstwami, gdzie głównym modusem operandi były martwe ptaki. Bardzo oryginalny pomysł, który nawiązywał do religioznawstwa, tradycji i przede wszystkim sztuki. Kruszonką, która wszystko scala i otula jest klimat całej powieści. Mroczny i trzymający w napięciu.  Przyznaję- jestem pod wrażeniem iż autor nasz rodzimy tak przybliżył się swoją książką do powieści skandynawskich właśnie pod względem konstrukcji, akcji i ciekawej zbrodni. Zdecydowanie warto schrupać tę powieść. Nie zawiedziesz się pod żadnym pozorem, a wręcz zostaniesz wciągnięty.

 

KOMU POLECAM? Fanom kryminałów skandynawskich, thrillerów.

 

Za egzemplarz i wspaniałe doznania dziękuję;


 

 

poniedziałek, 24 maja 2021

Nieskończone bicie serca- bardzo szkodliwa książka.

 

 

 


 

 

Tytuł:Nieskończone bicie sera

Autor:  Alessio Puleo

Liczba stron:286

Wydawnictwo: Muza

Okładka:  miękka

SŁOWA KLUCZE:przeszczep, erotyka, wizje, nastolatkowe, żałoba, handel organami

 

 

KRÓTKA FABUŁKA: czyli z czym to się je?

 Historia przyjaźni nastolatek o bujnej wyobraźni, ciekawskich, przepełnionych chęcią życia, pragnących doświadczać nowych przygód.

Ylenie i Aleks byli parą. Na drodze do ich szczęścia stanęła nieuleczalna choroba i niespodziewana śmierć. Kiedy chłopak zginął w wypadku samochodowym, dziewczynie przeszczepiono jego serce. Ylenie próbuje poukładać swój świat na nowo. Poprzez media społecznościowe poznaje tajemniczą Giorgia, która też stoczyła walkę o swoje zdrowie. Giorgia przeszła operację przeszczepu rogówek. Dziewczyny łączą wspólne, trudne doświadczenia… odkrywają wiele niejasności w sprawie śmierci chłopaka. Znalezione przez dziewczyny dowody doprowadzają je do brutalnej i przerażającej prawdy o podziemnym świecie handlu narządami. Od tej chwili grozi im śmiertelne niebezpieczeństwo.

 

POD LUPĄ: Zacznę od wizualnej strony, czyli lupa w dłoń i do dzieła !

 Książka wydana jest w standardowym formacie A5.Jej okładka jest matowa i przyjemna w dotyku, czyli miziu miziu. Posiada skrzydełka.Utrzymana jest w kolorystyce szarości, czerni i niebieskości. Na froncie kobieta patrzy na nas bokiem, jakby była zamyślona, czekała na nas. Tym razem nie odczuwam, żadnych emocji patrząc na okładkę. Ot co zdjęcie, które widzimy na co dzień. W środku mamy beżowe strony, które są normalnej grubości. Czcionka jest bardzo przyjemna dla oka.  Rozdziały są ponumerowane. Dodatkowo wklejka też jest w serduszka, nawiązując do treści, co mnie rozczuliło i nadrobiło z nijaką jak dla mnie okładką.  Całość zatem oceniam na:5



OPINIA: Czyli jak ona smakuje ?

Handel organami to motyw, który przyznaję skusił mnie na tę powieść. Pomyślałam, że jest to temat, który rzadko jest poruszany, a jak już to w kryminalnych powieściach, a nie młodzieżowych. Owa mała objętość troszkę mnie już na wstępnie zaskoczyła, no bo gruby temat, poważny i bardzo drażliwy,a tu taka cienizna. Myślę sobie ok, może będzie mocno. Jak było na prawdę? Dlaczego uważam ją za najgorszą książkę jaką w tym roku przeczytałam? Jeśli jesteś ciekaw to weź sobie coś do picia, jedzenia, siadaj i słuchaj co mam Ci do opowiedzenia.


Mamy tutaj bardzo dużo bohaterów, ale ja skupię się na kluczowej dwójce, która według mnie jest tutaj w tej powieści najważniejsza. Zacznę więc od Ylenie. To dziewczyna, która dopiero co nie dawno straciła w wypadku samochodowym swoją wielką miłość, czyli Aleksa. Już na pierwszych stronach dowiadujemy się, że dziewczyna przeszła przeszczep serca, a dawcą był właśnie jej ukochany. W tym momencie przypomniał mi się owy motyw w jednej książce Pana Sparksa, na której właśnie dlatego płakałam jak bóbr. Myślę sobie- OK, mocny wstęp, może książka będzie dorównywać tamtej? Dziewczyna ewidentnie cierpi na depresję i nie jest to dziwne. Nie dość, że straciła chłopaka, to jeszcze nosi jego serce. Nie potrafi poradzić sobie z ową tragedią, a mroczne myśli nie opuszczają jej. I choć jest rozsądną nastolatką, mądrą to jednak uczucia biorą górę i wpada w czarną otchłań smutku. Kiedy więc pojawia się Giorgia w jej życiu, wszystko nabiera jakiegoś dziwnego tempa ( erotycznego i momentami chorego) , a dziewczyna nagle zaczyna żyć.

No dobra przejdźmy teraz do Giorgi. Ta młoda dziewczyna nie miała lekko, utrata wzroku to poważna sprawa, dlatego kiedy znajdują dawcę do przeszczepu rogówki, wydaje się to istnym cudem. Jednak wraz z owym przeszczepem, dziewczyna zaczyna doznawać dziwnych wizji. Postanawia więc odnaleźć osoby o których ,, fantazjuje". Jednak to co odkrywa wydaje się być tragedią. Otóż nigdy nie powinna dostać owego organu, a jej dawcą jest Aleks. Kiedy więc dochodzi do spotkania z Ylenie i ich szczerą rozmową, obie postanawiają odkryć prawdę. Jak było na prawdę? Czy Aleks mógł żyć, tylko handlarze organami wyczuli, brzydko mówiąc szansę na zarobek?  Giorgina jest bardzo energiczną i śmiałą osobą. Jej bezpośredniość i czerpanie z życia powoduje, że Ylenie oraz jej znajomi wpadają do świata pełnego wyuzdanych zabaw, seksu bez zobowiązań. W tej powieść, ta bohaterka z każdym się przespała i uzależnia od siebie każdego. Jest taką famme  fatale, która bierze wszystko na co ma ochotę i nie bierze jeńców. I chyba mimo wszystko jej kreacja podobała mi się najbardziej, bowiem potrafiła wybić się przez mnogość innych postaci i irytować mnie jak mało jaki bohater.



No dobra co z tą fabułką? Powiem szczerze czuję się oszukana przez autora. Miałam dostać historię o nielegalnym handlu organami, a dostałam powieść o różnych pozycjach, gdzie i jak można to szybko zrobić? Dodatkowo bohaterowie nie widzą problemu z faktu, że są wykorzystywani. Jest też taki moment w książce, że jeden z bohaterów opiera się, mówi NIE, a i tak zostaje wykorzystany przez Giorginę. To mnie oburzyło już na maksa. Cała sprawa z owym handlem znika, jak za sprawą magicznej różdżki, ( tak możliwe, że tej gaciowej) a owe śledztwo nie jest już najważniejszą sprawą, a to komu tu jeszcze wejść do majtek? No nie. Jak wiesz ja czytuje erotyki, ale NAWET W NICH jest jakaś głębsza psychologia, problematyka, która nie raz skłoniła mnie do różnych refleksji, a seks mimo wszystko - o dziwo ma tam sens i owszem są śmieszne teksty, ale owych opisów jest o wiele mniej niż w tej cieńkiej powieści. Tu na każdej stronie jest jakaś ,, chora" akcja. Serio. Nie znam Cię, ale choć przywitać się z moją bielizną. Tu nie ma przyjaźni, a wykorzystywanie. Jak dla mnie jest ona bardzo szkodliwą książką, która ukazuje zachowania, które nie są akceptowalne pod każdym względem.

CZY WARTO SCHRUPAĆ?- czyli podsumowanie :

 Tę książkę mogę porównać tylko do jednego, bardzo niebezpiecznego dania, czyli Sashimi z Fugu. Jadalnymi warzywami był owy maluteńki motyw handlu organami ludzkimi na światową skalę. Ten biznes niestety kwitnie, dlatego też ukazanie tego problemu było dla mnie bardzo ciekawym i refleksyjnym motywem. Szkoda, że było go tyle ile kot napłakał, bo serio, ta książka pretendowała na bycie genialną. Niestety zaserwowana z rybą Fugu, całą zabawę zepsuła. Przyprawami, które dodają jakiegoś smaku są bohaterowie. Jest ich tu mnóstwo, ale myślę, że tylko Giorgina, która mnie bardzo irytowała mimo wszystko gra tu pierwsze skrzypce. W owej kreacji takiej nastoletniej nimfomanki, famme fatale i takiej bardzo toksycznej jest charakterystyczna dla tej historii. I teraz przechodzimy płynnie do ryby podanej na surowo, czyli Fugu. Niebezpiecznej i toksycznej fabuły. Tutaj motyw wykorzystywania seksualnego jako takiej pierwotnej potrzeby do zaspokojenia jest tutaj niestety motywem głównym. Bardzo nie podobało mi się, jak przedstawione zostało życie nastolatków, które zostało tylko spłycone do seksu. Jedynym w tej książce problemem było z kim dzisiaj się prześpię? Serio, a to jak Giorgina traktuje mężczyzn i kobiety, jako takie zabawki, które mają ją zaspokoić jest dla mnie bardzo niebezpieczne i jeśli taką książkę weźmie w ręce młody czytelnik może narobić mu wiele szkód. Brak uczuć między bohaterami, a pierwotne instynkty, które nimi kierują sprawiło, że miałam dość tej historii nie chciałam w nią brnąć dalej. Dawno nie czułam się tak zniesmaczona i zawiedziona.Czy warto ją schrupać? Tę decyzję pozostawiam Tobie. Ja na pewno ponownie po nią nie sięgnę. Owe skosztowanie ryby Fugu pozostawiam dla odważnych, którzy lubią takie ekstremalne wyzwania kulinarno-czytelniczne.

 

KOMU POLECAM? Odważnym. Jesz na własną odpowiedzialność

 

Za egzemplarz dziękuję:


 

 

czwartek, 20 maja 2021

Test na przyjaźń- czyli po czym poznać prawdziwą przyjaźń ?

 

 

 


 

 

Tytuł:Test na przyjaźń

Autor:  J

Liczba stron:340

Wydawnictwo: Poradnia K

Okładka:  miękka

SŁOWA KLUCZE:Przyjaźń, młodzież, aborcja, miłość, stalking, podróż, rodzina

 

 

KRÓTKA FABUŁKA: czyli z czym to się je?

 Ambitna siedemnastolatka Veronica Clarke nigdy nie oblała żadnego testu - do czasu, gdy w licealnej toalecie trzyma w ręku kawałek plastiku z dwiema kreskami… Samotna i przerażona oceną rodziny i środowiska, a także wizją utraty wymarzonych studiów na prestiżowej uczelni, staje przed jedną z najtrudniejszych decyzji w życiu. Niestety najbliższa klinika, gdzie może legalnie dokonać zabiegu, jest 1000 mil od domu, w Nowym Meksyku. Zdesperowana Veronica zwraca się o pomoc do byłej przyjaciółki – dziś zbuntowanej i powszechnie nielubianej Bailey. Dziewczyny ruszają w trzydniową podróż, która od teraz staje się osią fabuły - manifestacją wolności i prawa do podejmowania własnych wyborów.Inteligentna historia o dorastaniu, pokonywaniu własnych lęków, a przede wszystkim o przyjaźni.

 

POD LUPĄ: Zacznę od wizualnej strony, czyli lupa w dłoń i do dzieła !

 Książka jest standardowego wymiaru A5. Matowa okładka jest miziasta, ale nie zostawia odcisków palców. Utrzymana jest w kolorach beżu, różu oraz pudrowego niebieskiego. Na froncie widzimy dwie różniące się od siebie wizualnie dziewczyny, które siedzą na masce samochodu. Od razu zaznaczę, że idealnie okładka wpisuje się w fabułę. Kartki są beżowe, a czcionka bardzo przyjemna dla oka. Rozdziały są tutaj Milami i jedziemy razem z dziewczynami po całej fabule, co było jak dla mnie bardzo oryginalnym zabiegiem. Całość wydania oceniam na : 5


OPINIA: Czyli jak ona smakuje ?

Ta książka od samego początku zaintrygowała mnie swoją fabułą. Autorzy bowiem serwują nam ciężkie danie, jakim jest temat aborcji oraz młodocianych mam. Jak wypada ta książka? I czy zawsze przyjaźń jest czymś oczywistym? Jeśli jesteś ciekaw to weź sobie coś do picia, jedzenia, siadaj i słuchaj co mam Ci dziś do opowiedzenia.

Główną bohaterką naszej powieści jest 17 letnia Veronica. To dziewczyna z tak zwanego dobrego domu. Kulturalna, cicha, ma bardzo wysokie noty w szkole. Jest bardzo lubiana i ma idealnego, tak jak ona chłopaka. Oboje wychowują się w wierze katolickiej i nie boją się głośno mówić o niej. Dziewczyna bez wad, powiedziałabyś. Jednak pech chciał, że jej porysowana idealna szyba, wychodzi na jaw, kiedy to dowiaduje się, że jest w ciąży. Dziewczyna ma plany na przyszłość i nie ma w nim miejsca dla dziecka, które całą jej karierę by przekreśliło migiem. Dlatego postanawia usunąć ową przeszkodę. W tym przedsięwzięciu ma jej pomóc dawno zapomniana przyjaciółka Bailey. To właśnie ona ma ją zawieść 1000 mil od domu do gabinetu, gdzie wszelkie troski ją opuszczą.

Bailey to bardzo ciekawa postać. Jest buntowniczką, która nie boi się mówić tego co myśli. I choć uchodzi za dziwaczkę i nie ma przyjaciół, to jest bardzo rozrywkową i sympatyczną dziewczyną. Uwielbia adrenalinę i nie boi się ryzykować- nawet swoim życiem. Ma też pewną tajemnicę, z którą nie chce się dzielić z nikim. Kiedy więc dawno zapomniana przyjaciółka prosi ją o podwózkę do pewnej kliniki,  ta widzi w tym okazję na przeżycie niezapomnianej przygody.



Co z tą fabułką? Pod pierzynką lekkości, kryje się bardzo poważny temat, który autorzy według mnie genialnie przedstawiają. Bowiem mamy tutaj poruszony problem aborcji, młodocianych matek, ale i braku edukacji seksualnej. W dobie internetu, młodzi na własną rękę szukają odpowiedzi na nurtujące ich pytania. Jednak nie zawsze trafiają na te ,, mądre" i potem właśnie wychodzą takie kwiatki. Veronica uważała, że skoro jedno z nich się ,, zabezpiecza" to wszystko jest ok. Jednak jak książka pokazuje, a i życie nie nie każda metoda daje 100% pewność. Podoba mi się też, jak ukazana jest tu owa rozterka naszej bohaterki. Widać jak społeczeństwo ,, szykanuje" nie tylko rodzinę, ale i takie dziewczyny. Także perspektywa przyszłości nie jest kolorowa. Brak ukończonej szkoły, zamyka wiele drzwi, a dziecko , powiedzmy to sobie szczerze to nie tylko odpowiedzialność, ale i ogromne poświęcenie ( każda matka teraz w tym momencie  kiwa głową) Dziewczyna nie chce rezygnować z przyjemności, a także nie chce mieć przyklejonej pewnej łatki. I nagle jej decyzja, o przerwaniu ciąży napotyka ogromy mur niezrozumienia, wytykania palcami. Veronica zaczyna się więc gubić- co jest gorsze, być młodą matką, czy kobietą, która uśmierciła zdrowe dziecko? To co chyba mnie tak najbardziej ukuło, to fakt, że nikt nie widzi w niej samej zagubionego dziecka. Nie, oni widzą tylko dziewczynę niemoralną, złą, która najpierw puszcza swój latawiec na prawo i lewo, a teraz  jeszcze bierze nożyczki i odcina go. No istne chodzące zło. Owy brak wsparcia i zrozumienia z obu barykad powoduje, że dziewczyna jest w patowej sytuacji.  Co by nie zrobiła, jaką decyzję by nie podjęła- jest skazana przez społeczeństwo. Osamotniona, znajduje tylko zrozumienie w Bailey, która  dawno przestała być jej przyjaciółką. I moje pytanie z tytułu właśnie jest tu kluczowe. Po czym można poznać prawdziwą przyjaźń? Czy spędzanie wolnego czasu, czy dzielenie się z kimś swoim opowieściami z życia, już taką osobę czyni przyjaciela? A może w tym wszystkim chodzi zupełnie o coś innego?  Drugi aspekt, delikatnie wtrącony to stalking i LGBT. Jednak nie będę tu się na ten temat rozwodzić, bo pozdradzam najważniejsze rzeczy, a nie o to mi chodzi.Jestem pozytywnie zaskoczona tą historią i nie miałam pojęcia, że aż tak mi zasmakuje. Książka z pewnością wzbudziła we mnie mnogość emocji ( to chyba nawet widać w tej recenzji) oraz refleksji na temat : jak trudno być matką, a jeszcze bardziej przyjaciółką...  

CZY WARTO SCHRUPAĆ?- czyli podsumowanie :

 Tę książkę mogę porównać do Pomidorów faszerowanych mięsem mielonym, ryżem i mozzarellą. Wydrążonym pomidorem w całości, czyli ową podstawą są nasze dwie bohaterki Veronica oraz Bailey. Są równie soczyste, słodkie, a przy tym różne. W każdej z nich czytelnik odnajdzie siebie. Obie przedstawiają typ grzecznej i zbuntowanej dziewczyny. Ich problemy, które są zgoła inne, a zarazem wspólne marzenia i cele jednoczą te dwie skrajne bohaterki, ukazując przy tym siłę kobiecej przyjaźni i solidarności. Jestem zachwycona ich kreacją, bo jest ona dopracowana pod każdym względem. Ich przyjaźń, która się między nimi wywiązuje jest naturalna, piękna i pokazuje na czym tak na prawdę ona polega.Owym mięsno-ryżowym farszem jest fabuła. Owszem ma ona charakter drogi. Na naszych oczach bohaterki w jej trakcie poznają siebie jeszcze lepiej. Owe tajemnice, lęki, czy pragnienia wychodzą na wierzch. To co mi się najbardziej podobało to fakt, że do samego końca nie wiedziałam, jak zakończy się historia Veronice. Jest tu parę plot twistów, które dodatkowo nadają całość rumieńców. Zapieczonym na wierzchu serem mozzarellą jest problem bycia nastoletnią matką i wszystkim tym z czym wiąże się takie wczesne macierzyństwo. Owa aborcja, o której jest tu mowa wydaje się być jedynym rozsądnym rozwiązaniem, które uchroni bohaterkę przed zrujnowaniem sobie życia. Jednak perspektywa poddania się zabiegowi, jak się okazuje również nie należy do najlepszej decyzji. Zatem, które zło jest lepsze? Na te pytanie będzie szukać odpowiedzi Veronica. Do tego mamy tutaj motyw przyjaźni, która jest tutaj ukazana fenomenalnie, stalkingu oraz LGBT, ale nie są one najważniejsze. Zdecydowanie ta książka wywarła na mnie ogromne wrażenie. Skłoniła do różnych refleksji i sprawiła, że zaczęłam inaczej postrzegać macierzyństwo. Bycie Matką bowiem to poświęcenie, ogrom miłości i niepewność, czy owa istota, będzie dobrym człowiekiem i spełnieniem naszej dumy. Gorąco polecam Ci tę pozycję. 

 

KOMU POLECAM? Dla młodzieży i rodziców. 

 

Za egzemplarz i chwilę nostalgii dziękuję:

 


 



 

sobota, 15 maja 2021

Projekt Hail Mary- czyli inna teoria końca świata

 

 

 

 


 

 

Tytuł: Projekt Hail Mary

Autor:  Andy Weir

Liczba stron: 510

Wydawnictwo: Akurat

Okładka:  miękka

SŁOWA KLUCZE:kosmos, fizyka, podróż, nauka, przyjaźń, koniec świata

 

 

KRÓTKA FABUŁKA: czyli z czym to się je?

 Samotny astronauta musi uratować Ziemię przed katastrofą.Z załogi, która wyruszyła na straceńczą misję ostatniej szansy, przeżył jedynie Ryland Grace. Teraz od niego zależy, czy ludzkość przetrwa.

Tylko że on na razie nie ma o tym pojęcia. Z początku nawet nie pamięta, kim jest, więc skąd ma wiedzieć, czego się podjął i jak ma tego dokonać? Na razie wie tylko tyle, że przez bardzo długi czas był pogrążony w śpiączce. A po przebudzeniu znalazł się niewyobrażalnie daleko od domu. Całkiem sam, jeśli nie liczyć ciał zmarłych towarzyszy.

Czas płynie nieubłaganie, a oddalony o lata świetlne od innych ludzi Grace jest zdany wyłącznie na siebie.Ale czy na pewno?

POD LUPĄ: Zacznę od wizualnej strony, czyli lupa w dłoń i do dzieła !

 Książka jest standardowego wymiaru A5. Okładka jest matowa i miziasta. Zostawia odciski palców, więc uważaj. Posiada skrzydełka, oraz soczystą żółtą wklejkę. Utrzymana jest w kolorystyce czerni, czerwieni oraz żółci. Na froncie widzimy astronautę w kosmosie w stanie nieważkości, co idealnie nawiązuje do treści. W środku mamy plan jak wygląda  statek, co ułatwia orientacje. Kartki są bardzo cieniutkie, dlatego łatwo je przedrzeć lub pognieść. Czcionka przebija na drugą stronę co trochę utrudnia czytanie. Co do wielkości jest ok, a strony są beżowego koloru, bo nie dopowiedziałam. Rozdziały są ponumerowane. Całość wydania oceniam na : 4+



OPINIA: Czyli jak ona smakuje ?

Ostatnio mam ochotę próbować nowych smaków literackich lub takich po które dawno nie sięgałam. Tak też było i z tym tytułem. Marsjanina, czyli pierwszą książkę tego autora pochłonęłam pamiętam bardzo szybko. Bardzo mi się podobała, a późniejsza ekranizacja dopięła całość. Jak będzie tym razem? Czy ten tytuł również spodoba mi się tak bardzo jak jej poprzedniczka? Czy warto po nią sięgnąć no i jak smakuje? Jeśli Cię zaciekawiłam to weź sobie coś do jedzenia, picia, siadaj i słuchaj co mam Ci dziś do opowiedzenia.


Głównym bohaterem tej powieści jest Ryland Grace. Jako nauczyciel w szkole jest najbardziej lubianym fizykiem. I nie dziwię się, bo jego poczucie humoru, pasja do nauki jest godna podziwu. Pewnego dnia budzi się on na statku kosmicznym, bez pamięci. I powiem Ci szczerze, że chyba bym wpadła w panikę w takiej sytuacji. W szczególności, że jak się okazuje jest jedynym, który przetrwał z całej załogi. Co więc robi w kosmosie? Jaką ma misje? Tego dowiadujemy się razem z bohaterem pomalutku. Jak naukowiec Grace jest konkretnym facetem, systematycznym w swoich działaniach. Jego kreatywność i otwarty umysł na nowości, powodują że jest idealnym odkrywcą wszechświata. Jego inteligencja pozwala mu nawet na nawiązanie kontaktu z obcą cywilizacją i znaleźć sposób na badanie tej obcej formy. Bardzo polubiłam tego bohatera i o dziwo nie przeszkadzał mi fakt, że nie ma więcej tutaj pobocznych postaci- takich kluczowych. Osobowość Grace jest w zupełności wystarczająca. 

Drugą postacią, która w pewnym momencie staje się towarzyszem naszego bohatera jest Rocky. Bardzo inteligentna forma życia, która jak się okazuje ma tę samą misję co Grace- uratować swoją planetę. Pomimo swojej inności, jest bardzo przyjazną formą życia, więc czytelnik jest w stanie uwierzyć w ową nić porozumienia, jaka łączy tę dwójkę. Bycie samotnym w kosmosie sprawia, że każdy najmniejszy przyjacielski gest jest na wagę złota. 



No dobra co z tą fabułką? Przyznaję, że odczułam pewne podobieństwa do ,, Marsjanina". Samotny facet w kosmosie, misja bez powrotu, naukowy język, przystępny dla czytelnika i duża dawka humoru.  Cała historia opiera się na teorii, że Słońce zaczyna przygasać. Autor zwraca uwagę, jaką ważną rolę odgrywa dla Ziemi światło, jakie dostarcza nam ta gwiazda. Owe skutki uboczne jednoznacznie ukazują owy koniec naszego świata. Owa tajemnicza materia, jaką odkryli naukowcy, zaczyna karmić się ową energią gwiazd, sprawiając, że te się ,, wypalają". Dlatego nasza bohater wyrusza w podróż by poznać bliżej ową materię i uratować Ziemię przez kataklizmem. To co mi się spodobało to z pewnością duża dawka humoru. Grace jest tak sympatyczny, że nawet w tak trudnym położeniu, w jakim się znajduje widzi same pozytywne strony. Jak wspomniałam naukowy język jest tak przystępny dla czytelnika, że przez tę powieść się płynie. Bardzo podobały mi się również ciekawostki, jakie są tutaj zawarte na temat kosmosu, fizyki  i biologii. Odkrywanie miejsc tak dalekich, jest dla mnie czymś niesamowitym, o czym przekonuje się również nasz bohater na kartach powieści. Zderzenie naszej cywilizacji z obcą jest tutaj dodatkową atrakcją, a zarazem takim rozważaniem nad ,, istnieniem innych organizmów'' we wszechświecie.Ta powieść jest tak inna, trzymająca w napięciu do samego końca, że jestem pewna, że spodoba się każdemu. Do ostatniej strony nie wiadomo bowiem, czy owa misja się powiedzie i co stanie się z Rylandem. I nawet jeśli nie czytasz takich książek, to zachęcam Cię do jej skosztowania, bo jest na prawdę smakowita.

CZY WARTO SCHRUPAĆ?- czyli podsumowanie :

 Tę powieść mogę porównać do ciasta migdałowego bez cukru, które stanowi element diety astronautów. Owym startym migdałem, nadającym niesamowity posmak jest główny bohater Ryland. Jego kreacja nie ma sobie równych. Czytelnik bardzo szybko nawiązuje nić sympatii i kibicuje jego zmaganiom w Kosmosie. Owszem jest on podkoloryzowany tzn jest bardzo dobry we wszystkim co robi i nie popełnia błędów, ale jestem w stanie w tym wypadku mu to wybaczyć. Ten bohater bowiem potrafi skraść serce czytelnika.  Startą skórką z pomarańczy jest Rocky, reprezentant ,, kosmitów", który swą innością, pewną dziecinnością rozczulił mnie. Jego poświęcenie względem swoich pobratymców oraz naszego bohatera jest niesamowite. Ta postać pokazuje, że dobro, przyjaźń i oddanie są uniwersalnymi wartościami, które obowiązują w każdej przestrzeni kosmicznej. Jajkiem, który scala te wszystkie elementy jest sama fabuła. Motyw ,, umierającego" Słońca i naukowych podstaw, które podtrzymują ową tezę, były dla mnie na tyle realistyczne, że byłam w stanie uwierzyć, że tak, to może mieć miejsce. Skutki owego wygaśnięcia tej gwiazdy są tragiczne. I chyba właśnie ta powieść uświadomiła mi jak ogromną rolę odgrywa Słońce i jego promienie na nasz świat. Jakoś nie zdawałam sobie sprawy na ile czynników ma ono wpływ, ot jakby to dzieci powiedziały daje światełko i ciepełko. Jednak nie tylko, bo dzięki niemu na Ziemi wytwarza się wiele różnych procesów, niewidocznych gołym okiem dla człowieka. Więc tak, zdecydowanie realizm jest tutaj bardzo ogromny. Naukowe definicje, które są przedstawione w prosty sposób lub reakcje, jakie zachodzą dodawały tej fabule taki troszkę podniosły ton, który jakby ma utwierdzić czytelnika w owej ,, katastrofie". Przyznaję- uwierzyłam. Wprowadzenie dawki humoru, niepewności co do całej misji oraz ,, kosmity" do fabuły było owym owockiem do dekoracji, który wieńczy całość ciasta. Nie potrafiłam oderwać się od tej lektury choćby na chwilę i przeczytałam ją z zapartym tchem. I choć widziałam podobieństwa do ,, Marsjanina" to mimo wszystko uważam że warto ją schrupać. Jest lekturą smakowitą i pozostawia po sobie migdałowy posmak na dłużej. Ja jeszcze parę godzin po jej przeczytaniu rozważałam w głowie o różnych hipotezach związanych ze Słońcem i jego roli dla naszego życia. Polecam z całego serca.

 

KOMU POLECAM? Wszystkim, nie tylko osobom, które uwielbiają tematykę astrofizyczną, naukową, czy thrillery kosmiczne. To książka dla każdego.

 

Za egzemplarz  i mile spędzony czas dziękuję :




 

niedziela, 9 maja 2021

Angst with happy ending- najlepsza młodzieżówka obyczajowa, czy tandeta pięknie opakowana?

 

 


 


 

 

 

Tytuł:Angst with happy ending-

Autor:  Weronika Łodyga

Liczba stron:292

Wydawnictwo: Young

Okładka:  miękka

SŁOWA KLUCZE: młodzież, problemy, LGBT, przyjaźń, psychologia, codzienność, depresja, homofobia, przemoc.

 

 

KRÓTKA FABUŁKA: czyli z czym to się je?

 Aleks ma siedemnaście lat i czuje, że znalazł bratnią duszę. Jest nią Yuki – dziewczyna, którą poznał na czacie i z którą niemal od trzech miesięcy wymienia wiadomości. Kiedy w końcu spotykają się osobiście, Aleks ze zdumieniem odkrywa, że Yuki to w rzeczywistości… Benjamin. Nie dając chłopakowi szans na wyjaśnienie, oszukany i zraniony Aleks odchodzi.

Niespodziewanie losy obu chłopaków ponownie się splatają. Aleks za namową siostry chłopaka Patrycji postanawia dać Benjaminowi drugą szansę. Ich początkowo luźna relacja z czasem zamienia się w prawdziwą przyjaźń. Tym bardziej, że w życiu Aleksa dużo się dzieje i bardzo potrzebuje bratniej duszy.

Anita musi się opiekować czworgiem rodzeństwa i znosić krzyki pijanego ojca. Zawsze może liczyć na sąsiedzką pomoc Aleksa, jednak gdy jest już u kresu sił, nawet jego wsparcie to za mało. Chłopak mimo własnych problemów, które wywołują w nim napady agresji, nie zamierza odpuścić i chce odmienić jej los.


W szkole dwóch półgłówków gnębi Janka – chłopaka, który nie ukrywa swojego homoseksualizmu. Janek niezbyt się tym przejmuje i dzielnie stawia opór. Aleks jest świadkiem tych sytuacji, lecz nie reaguje. Uważa, że to nie jego sprawa. Ale gdy chłopaki zaczynają zastraszać Beniamina, Aleks musi zareagować…

POD LUPĄ: Zacznę od wizualnej strony, czyli lupa w dłoń i do dzieła !

 Książka jest wydana cudownie. Jest standardowego wymiaru A5. Matowa okładka jest miziasta i zostawia odciski palców- niestety. Na okładce jest ukryty pewien owoc, który ujawnia się pod światłem, gdyż jest ,, lakierkowy" co dodatkowo rozczuliło mnie. Sama okładka jest z jednej strony rysunkowa, a z drugiej taka minimalistyczna- zagraniczna. Na  froncie widzimy dwójkę chłopaków, którzy różnią się od siebie, jednak to co ich łączy to- dziwne skarpetki. Podoba mi się jak okładka bardzo nawiązuje do treści. Całość utrzymana jest w soczystej zieleni, żółci, czarnego, białego. W środku mamy czerwoną wklejkę, z maleńkim owockiem. Każdy rozdział ma czarno-biały rysunek z okładki i jest ponumerowany. Karki są średnio grube, utrzymane w kolorystyce beżu. Czcionka, bardzo przyjemna dla oka. Sam skład książki jest bardzo dobry- co prawda klejona, ale bardzo łatwo się ją otwiera i na pewno nie złamie się grzbietu. Całość wydania oceniam na:5


OPINIA: Czyli jak ona smakuje ?

Nie pamiętam kiedy czytałam młodzieżówkę obyczajową. Kiedy dostałam więc propozycję zrecenzowania tego tytułu, moja ciekawość wzięła górę. W szczególności kiedy zobaczyłam okładkę. Byłam ciekawa jak ona smakuje i czy warta jest Twojej uwagi? Czy jest świetna, czy tandetna? Jeśli Cię zaciekawiłam to weź sobie coś do picia, jedzenia, siadaj i słuchaj co mam Ci dziś do opowiedzenia.

Głównym bohaterem jest Aleks. Licealista, który musi odnaleźć się w społeczeństwie szkolnym. Jak wiadomo nie od dziś, że jest to spore wyzwanie dla nastolatków. I choć chłopak nieźle sobie radzi- za pieniądze naprawia komputery, to społecznie już kuleje. Owszem ma jakiś kolegów, ale nie są to osoby, z którymi spędza wolny czas. Raczej są oni dla niego taką przystanią- nie jesteś teraz sam. Jednak co do głębszej relacji nie ma mowy. Jest on osobą skrytą, a zarazem epatuje młodzieńczym buntem, a agresja jest jego tarczą i odpowiedzią na każdy temat. I kiedy poznaje w internecie Yuko, to po raz pierwszy cieszy się, że odnalazł on osobę, która go rozumie. Jednak owa nić porozumienia zostaje naderwana kiedy to okazuje się, że Yuko to tak na prawdę Benjamin, a to już dla Aleksa znaczy koniec. I choć sam uchodzi, że nie jest homofobem to jego zachowanie temu przeczy. Jego agresja słowna, a zarazem bierność ukazuje jego stereotypowe podejście do takich osób. Jego kolega ze szkoły Janek, który nie kryje się ze swą orientacją, jest dla Aleksa niebywałą zagadką. No bo jak gej może być męski, odważny i zadziorny? Dlatego spotkanie z Benjaminem dodatkowo wytrąca go z równowagi. Przecież chłopak całym sobą pokazuje jak męski jest. Chodzi w bluzach, naprawia komputery, dobiera męskie kolory. Ocieka aż męskością, bowiem nie boi użyć pięści, a tu nagle zamiast dziewczyny przychodzi chłopak. Chłopak nieśmiały, kolorowy, kolekcjonujący śmieszne skarpetki. Czy można ,, z kimś takim "się zakumplować i nadal uchodzić za męskiego? No właśnie..

Benjamin to chłopak bardzo wrażliwy i utalentowany. Jednak przez pewne wydarzenie zamyka się przed światem i popada w depresję. Poznany w internecie Aleks zaczyna być małym światełkiem pośród ciemności, które go otaczają. Jednak poprzez nieporozumienie, chłopak bierze go za dziewczynę. Jedyna osoba, która zaczyna go rozumieć, ma bardzo specyficzne podejście do homoseksualizmu, opartego na stereotypach i dziwnych opiniach. Czy uda się Beniowi przekonać nie tylko Aleksa ale i czytelnika o tym, że inność nie musi być straszna i  niezrozumiała? Czy bycie biernym to objaw tolerancji, a może cichej agresji? 

No i zostały jeszcze dwie pobocznie postacie, a właściwie 4. Patrycja siostra Benia, która ma coś za uszami. Anita, dziewczyna, która całe swe życie poświęca rodzeństwu, zapominając o swoim nastoletnim życiu. Janek wspomniany wyżej, który z odwagą i determinacją walczy z homofobami ze swej szkoły, oraz matka Aleksa, która ukazuje bolesną prawdę bycia nie tylko samotną matką, ale i nastoletnią bez wsparcia osób bliskich. 

Kreacja wszystkich bohaterów jest fenomenalna. Czytelnik znajdzie tu bohatera, który w jakimś stopniu będzie odzwierciedlać jego przekonania, a może i będzie jego własnym odbiciem z lustra. Jeśli chodzi o samego Aleksa, to ja go osobiście nie polubiłam. Owszem to jak zmienia się na kartach powieści jest realistyczne, powolne i wspaniałe. Jednak mimo to nie obdarzyłam go sympatią. Bardzo polubiłam za to Benjamina i Janka. Benia za jego taką słoneczną, ciepłą aurę, a Janka za jego poczucie humoru, odwagę i dążenie do wyznaczonego celu. Każdy z bohaterów w tej książce ma jakieś własne demony do pokonania, jednak ich realistyczność i szczerość powoduje, że są oni bliscy czytelnikowi- jak znajomi ze szkoły. Ich rys psychologiczny dodaje im takich ludzkich odruchów. Tu nie ma bohatera bez wad. Każdy z nich jest tu szarą postacią, która ma coś za uszami, a odkrywanie ich tajemnic dostarcza rumieńców na policzkach.


No dobra co z tą fabułką?  Powiem Ci, że od początku się wciągnęłam. Bardzo podobał mi się fakt, że mamy tutaj dostęp do myśli głównego bohatera. To powoduje, że czytelnik wie co czuje postać w danym momencie. Troszkę zabrakło mi na początku bardziej rozbudowanej historii poznania Aleksa z Yuko. Ich rozmów, no po prostu rozszerzenia tego wątku ,, informatycznego i ich początkowej relacji", która na pewno nie była łatwa dla ich obojga.To co mnie zaskoczyło w tej powieści to fakt, jak autorka potrafiła przenieść mnie do czasów licealnych: owych problemów i rozterek z jakimi borykałam się i borykają dzisiejsi licealiści. Pani Weronika spowodowała, że przeniosłam się do tych nastoletnich czasów i poczułam się tak jak wtedy- niepewna, odkrywająca swe umiejętności i szukająca przyjaciół, z którymi mogłabym spędzić czas, swojego miejsca w tym świecie. Owa beztroska, a zarazem chęć bycia dorosłym, odpowiedzialnym i niezależnym, która kłóci się jeszcze z dziecięcą naturą i nadzieją, że wszystko możemy. Psychologiczny aspekt tej powieści jest tu najmocniejszą, najpiękniejszą i najciekawszą częścią. Mamy tutaj pełen wachlarz problemów, z jakimi zmagają się młodzi ludzie. Depresja, brakiem zrozumienia, trudna sytuacja rodzinna, szukanie miłości, inność, a wszystko to znajduje się w słowie homoseksualizm. Odkrycie bowiem prawdy o sobie i zrozumienie swej natury nie jest czymś prostym, a już mówienie o tym głośno-obawą i strachem. Benjamin oraz Janek ukazują dwa różne sposoby ukazania światu swej natury. Jeden obnosi się z tym normalnie, nie przejmując się opinią innych. Drugi zamyka się w sobie i boi się wręcz ludzi i ich reakcji. Ta książka pokazuje z czym zmagają się na co dzień osoby innej orientacji ( mamy ich wiele więc pozostanę przy tym ogólniku) i jak trudno jest się im dopasować do społeczeństwa i ich norm, skoro oni wychodzą po za nie. Ta powieść jest bardzo dojrzała, mądra i refleksyjna. Jako osoba heteroseksualna, mogłam przez chwilę poczuć i wcielić się w skórę osoby o odmiennej orientacji. Zobaczyć jakie emocje nią targają, jakie ma problemy i w jakim ogromnym stresie i brakiem zrozumienia otoczenia musi się zmagać na co dzień. Było to niesamowite doznanie, z którego wyniosłam wiele. Ta książka uważam jest dla starszej młodzieży by dać im wskazówki, a rodzicom, czy dorosłym pokazać, jak można ,, ułatwić" życie młodym , w jaki sposób wesprzeć takie osoby. Jestem zachwycona i zdecydowanie jest to najlepsza młodzieżówka z motywem LGBT jaką ostatnio przeczytałam.




CZY WARTO SCHRUPAĆ?- czyli podsumowanie :

Tę książkę muszę porównać do pewnego produktu, który pojawia się wszędzie w tej historii, dlatego dziś zapraszam na  Awokado zapiekane z jajkiem. Awokadem czyli całą naszą podstawą są bohaterowie, bowiem to oni tworzą całą tę powieść tak smaczną, unikatową i wspaniałą. Mamy tutaj do czynienia z niecodziennym produktem, prawie egzotycznym. Tak samo jest z postaciami. Każdy na swój sposób jest jedyny i niepowtarzalny pod względem konstrukcji, charakteru i problemów z jakim mierzą się na co dzień. Jego orzechowo-maślany smak  w różny sposób przygotowany nadaje potrawą inną bombę smakową. A właśnie o o wej inności i bycia niejako outsiderem jest tu mowa. Jajkiem zapieczonym w miejscu pestki razem z całym awokadem jest sama fabuła. Całość usadzona w liceum, w trudnym okresie dla młodych ludzi, ukazujących ich walkę z problemami. Dla jednych małych, bzdurnych, a czasem jak się okazuje bardzo poważnych, depresyjnych i niestety realnych. Autorka bowiem owym płynnym żółtkiem i chrupkim białkiem stara przykuć się uwagę czytelnika na problem homofobizmu, depresji, czy znęcania się psychicznego i fizycznego. Bardzo trudne tematy, jednak w przepiękny sposób ujęte i zaserwowane czytelnikowi. Uzmysławia nam, że bierność, czasem bezmyślne żarty, niemądre uwagi mogą spowodować iż przyczyniamy się sami do bycia homofobami i biernymi agresorami.Ciężko jest walczyć z czymś co jest już zakorzenione w naszej kulturze- mam na myśli stereotypy, wychowanie, czy tradycje, które poniekąd wymuszają na nas pewne działania. Trudno też walczyć z autorytetami, które narzucają nam pewien sposób myślenia, czy traktowania osób o odmiennej orientacji. Niemniej jednak autorka w genialny sposób zmusza czytelnika do refleksji i ukazuje inną stronę medalu, co jak dla mnie było fenomenem. Żółtym startym serem na wierzchu z przyprawami i świeżym szczypiorkiem są elementy psychologiczne. Po pierwsze mamy bardzo rozbudowany stan psychiczny naszych bohaterów. Jeśli chodzi o naszego przewodnika czyli Aleksa mamy dostęp do jego myśli, uczuć, co też pokazuje idealnie naszą naturę, co jest owym świeżo pokrojonym szczypiorkiem. Jeśli czegoś nie znamy to atakujemy, broniąc tego co znamy. Podobał mi się zabieg głębszego zrozumienia osób LGBT z jakimi problemami ,, psychicznymi" mierzą się na co dzień. Przez chwilę ,, weszłam w skórę" takiej nastoletniej osoby, która nie dość, że bije się sama ze sobą- stara się zrozumieć własne Ja  to jeszcze jest atakowana z zewnątrz. To istne katusze psychiczne, pełne bólu, samotności i nie zrozumienia. Tę książkę trzeba schrupać. Te danie pokazało mi, że pomimo swej lekkości jest bardzo sycące i smakowo wyjątkowe. To nie jest książka tylko dla starszej młodzieży tak 15+ ale i dla nas dorosłych. Jest takim przewodnikiem, który wskazuje nam drogę do pomocy i zrozumienia. Czasem tak nie wiele trzeba zmienić by było dobrze. Jednak taki jeden kroczek do przodu wymaga od nas wiele zaangażowania, empatii, a przede wszystkim tolerancji, której nadal jest zbyt mało. Cudowna książka, aż nie umiem przestać o niej pisać, a co dopiero myśleć. Mam nadzieję, że Cię zachęciłam do jej skosztowania, bo na prawdę warto.

 

KOMU POLECAM? Wszystkim od lat 15 do 100

 

Za egzemplarz i ogrom emocji jakie towarzyszyły mi podczas lektury dziękuję:

 

 


 

środa, 5 maja 2021

Zawalcz o mnie- czyli kochaj, albo odejdź. O trudnej miłości, której zakończenie jest nie do przewidzenia.

 

 

 


 

 

 

Tytuł:Zawalcz o mnie

Autor:  Corinne Michales

Liczba stron:346

Seria: The Arrowood Brothers

Wydawnictwo: Muza

Okładka:  miękka

SŁOWA KLUCZE:miłość, przeszłość, nienawiść, problemy życiowe, obyczajówka, romans

 

 

KRÓTKA FABUŁKA: czyli z czym to się je?

 Declan Arrowood, najstarszy z czterech braci, odnoszący sukcesy biznesmen z Nowego Jorku, po śmierci znienawidzonego ojca na co najmniej pół roku zmuszony jest przeprowadzić się do Sugarloaf, niewielkiej miejscowości w Pensylwanii, w której wspólnie z braćmi się wychowywał. Taki warunek musi spełnić każdy z braci, żeby odziedziczyć spadek po ojcu. Powrót w rodzinne strony wiąże się niestety z bolesnymi wspomnieniami. To właśnie tutaj mieszka młodzieńcza miłość Declana, Sydney Hastings, która po ukończeniu prawa zatrudniła się w miejscowej kancelarii.

Związek Declana i Sydney miał być bajkową historią z gatunku tych, które kończą słowa: „i żyli długo i szczęśliwie”. Zakochani do nieprzytomności obiecywali sobie dozgonną miłość, a potem on niespodziewanie ją porzucił. Bez słowa wyjaśnienia zniknął z miasta i z jej życia.

Teraz, blisko dziesięć lat później, powraca i nie może przestać myśleć o dawnej ukochanej. Wie, że odchodząc, złamał jej serce. Jednak uczucia są silniejsze od rozsądku. Sydney również uważa, że Declan nie zasługuje na drugą szansę, ale nie potrafi bez niego żyć. Zwłaszcza że on znów jest tak blisko. Jeśli po tym wszystkim, przez co przeszli, mają być razem, Declan będzie musiał udowodnić, że mu na niej zależy.

Czy można zaufać komuś, kto wcześniej tak bardzo zranił? Czy młodzieńcza miłość ma szansę przetrwać w dorosłym życiu? A wreszcie – czy historia Declana i Sydney może zakończyć się happy endem?

POD LUPĄ: Zacznę od wizualnej strony, czyli lupa w dłoń i do dzieła !

 Książka wydana jest w standardowym formacie A5.Jej okładka jest matowa i przyjemna w dotyku, czyli miziu miziu. Posiada skrzydełka.Utrzymana jest w kolorystyce szarości, czerni i niebieskości. Na froncie facet patrzy na nas bokiem, jakby był zamyślony lub czekał na nas. Tym razem nie odczuwam, żadnych emocji patrząc na okładkę. Ot co zdjęcie, które widzimy na co dzień. W środku mamy beżowe strony, które są normalnej grubości. Czcionka jest bardzo przyjemna dla oka.  Rozdziały są podzielone na dwójkę bohaterów, dzięki czemu mamy szerszą perspektywę, a pod nimi mamy małą ilustrację skrzyżowanych strzał, co idealnie wpasowuje się w treść. Dodatkowo wklejka też jest w strzały, co mnie rozczuliło i nadrobiło z nijaką jak dla mnie okładką. Całość zatem oceniam na:5


OPINIA: Czyli jak ona smakuje ?

Jak pamiętasz pierwszą częścią czyli ,,Wróć do mnie " byłam zachwycona. Byłam bardzo  zaskoczona tym, jak bardzo przypadła mi do gustu historia najmłodszego z braci Arrowood, czyli Connora. Wyczuwałam tutaj styl Sparksa, ale tego starego. Jak było tym razem? Czy nadal czułam owy zachwyt? Czy ta seria pretenduje na coś wspaniałego? No i jak smakuje?  Jeśli Cię zaciekawiłam to weź sobie coś do picia, jedzenia, siadaj i słuchaj co mam Ci dziś do opowiedzenia.

Głównymi bohaterami tej części są Sydney i Declan. Tych dwoje połączyła dziecięca miłość. Od zawsze się wspierali, dojrzewali. Declan i Syd wiedzieli, że będą całe życie razem.Jednak pewne zdarzenie rozdzieliło ich aż na 8lat. Sydney stała się kobietą nieufną, zimną i niedostępną dla mężczyzn. Declan wyrósł na cynicznego bobka, który stan singla traktuje poważnie. Jego dziecięce marzenia o planowaniu rodziny legły w gruzy, kiedy to został wplątany w pewną rodzinną tragedię. Od tego momentu dla dobra braci, Sydney musiał wyrzec się swych marzeń i na nowo ułożyć sobie życie. Spotkanie po latach i ogromnej miłości, jaka łączyła tę dwójkę spowodowała, że iskierki leciały między nimi za każdym razem, kiedy to dochodziło do kontaktu. Owe zadry, niedopowiedzenia sprzed prawie dekady odcisnęły na obojgu swe piętno. Kogo polubiłam? Myślę, że Sydney, jakoś bliżej mi było do niej. Podobał mi się ten jej pazur i pewność siebie. Declan był jak dla mnie niezdecydowanym facetem, który bał się otworzyć i przyznać do wielu rzeczy. Parę razy zirytowało mnie jego ,, dziecięce" zachowanie, które nie pasowało mi do ,,inteligentnego" mężczyzny. Za to Sid jawi się tu jako osoba racjonalna, oddana , szczera i nieugięta. Czy jej walka okaże się warta, każdego zadanego ciosu?



Co z tą fabułką? Popłakałam się czytając tę historię. Serio. Ja. Na książce. Jest to bardzo rzadkie zjawisko, a jednak- poleciały łzy. Cała historia jest lekka. Dwójka ludzi, którzy bardzo się kochają, ale nie mogą ze sobą być. Wiadomo tama w którąś stronę puści- jednak  nie przypuszczałam takiego obrotu sprawy. Trzymała mnie w napięciu do ostatniej strony. Nie da się przewidzieć, czy bohaterowie będą ze sobą, czy ich duma i lęki zwyciężą. To co mi się spodobało również to fakt, że nadal mamy ciąg dalszy Elli i Connora oraz wgląd na to co dzieje się z 2 pozostałych braci, a dzieje się. Już chcę wybuchową parę Seana i Dev- tu będą leciały wióry. To co muszę jeszcze zaznaczyć, że są dwa opisy scen łóżkowych i to takie troszkę rozbudowane. Nie są one niesmaczne, ale wolę wspomnieć, bo wiem że nie każdy potrafi przełknąć takie strony. Tutaj są dwie. Jak dla mnie mało, w sensie że to nie jest erotico.  Nie umiałam się oderwać od tej historii i co, czekam z niecierpliwością na kolejny tom. I choć jest to jakiś tam powrót do klasycznych historii romantycznych, to jakoś bardzo mi ona zasmakowała.

CZY WARTO SCHRUPAĆ?- czyli podsumowanie :

 ,, Zawalcz o mnie" porównać mogę do klasycznej drożdżówki z serem. Owym drożdżowym ciastem, słodkim i miękkim jest sama fabuła. Z jednej strony tradycyjna, zwracająca uwagę na to co w życiu najważniejsze, a z drugiej ukazująca walkę młodych ludzi o swe szczęście. To co mi się spodobało to fakt, że do samego końca nie da się przewidzieć zakończenia, a cała historia trzyma czytelnika w słodkim napięciu. W dodatku mamy cały czas utrzymaną linię czasu. Dlatego mamy wgląd do bohaterów z poprzedniej części co też  dodało mi takiej realistyczności. Problemy z jakimi borykają się postaci nie są wyolbrzymione, ani wyjęte z księżyca. Co dodatkowo sprawiło, że wierzyłam w całą tę fabułę. I jak już wspomniałam, mi przy tej części popłynęły łezki, a to się zdarza rzadko bym płakała. Owym kremowym, delikatnym, rozpływającym się w ustach serem są owi bohaterowie. Sid zna swoje wady tak samo jak Declan i walczą z nimi. Nie są wyidealizowani, a ich psychologiczne podłoże zachowań- irracjonalnych ma bardzo silną podstawę w przeszłości. Jeśli miałabym porównać tę część do pierwszej to szczerze- pierwsza trochę bardziej mi się podobała, aczkolwiek nadal uważam ten tom za bardzo udany. Co do tego nie mam wątpliwości, że ta seria zdecydowanie zostanie ze mną, na moich półkach na długo. Każda bowiem pokazuje, jak dana trauma z dzieciństwa może zmienić człowieka, a że każdy z braci Arrowood jest inny, to też mamy cudowny wachlarz obronny- jak każdy z nich poradził sobie z owym wydarzeniem i jak wpłynął na ich życie. Czy warto schrupać tę powieść? Zdecydowanie tak, ta drożdżówka jest wyborna i wiem, że jest wiele podobnych, ale z tej cukierni wychodzi najsmaczniejsza- zaufaj mi. Czasem właśnie w prostocie i tradycji drzemie moc, co po raz drugi udowodniła mi autorka. Pokazała mi nie tylko siłę miłości, ale i to co jesteśmy w stanie dla niej zrobić i jaki ponieść koszt dla ukochanej osoby...

 

KOMU POLECAM? Osobom, które chcą czegoś lekkiego, mądrego i lubią klasyczne romanse

 

Za egzemplarz i mile spędzony czas dziękuję: