sobota, 6 listopada 2021

Dzień bez teleranka- jak wyglądał ?

 

 

 


 

 

 

Tytuł:Dzień bez teleranka-

Autor:  Anna Mieszczanek

Liczba stron:344

Wydawnictwo: Muza

Okładka:  miękka

SŁOWA KLUCZE:reportaż, historia, codzienność, fakty, polityka

 

 

KRÓTKA FABUŁKA: czyli z czym to się je?

 13 grudnia 1981 roku zatrzymał na moment rozpędzoną polską rzeczywistość. Przerwał wielkie marzenie ludzi o wolnym kraju. Siłami wojska i służby bezpieczeństwa przywrócił dawny „porządek”. Internował wolność. Chwilowo.

Formalnie stan trwał półtora roku, niewiele dłużej niż solidarnościowy „karnawał”. W lipcu ‘83 został zniesiony. Jednak ostatni więźniowie polityczni siedzieli do połowy 1986 roku.

Goniec z wydawnictwa, reżyser zaraz po filmówce, młody pracownik komitetu dzielnicowego, początkująca dziennikarka, motorniczy, ogrodniczka z MSW, kapitan z wydziału zabójstw, sekretarz organizacji partyjnej w dużej firmie, mały chłopiec, któremu zamknęli ojca, i inni to bohaterowie, których historia zwykle nie zauważa. Każdy z nich stał się częścią reporterskiej opowieści o jednym z najboleśniejszych momentów w dziejach powojennej Polski, kiedy wszystko przesiąknięte było polityką. Ludzi tych, niezależnie od tego, po której stronie barykady stali, łączy trudna historia czasów ich młodości. To bohaterowie szarej codzienności, wciągnięci w wojnę z niewidzialną siłą politycznej przemocy.

Jak dostosowywali się do zakazów i nakazów stanu? W jaki sposób zamykały się za nimi ścieżki otwarte przed grudniem ‘81? Co pozwalało im trwać, i tworzyć enklawy wolności? Jakich musieli dokonywać wyborów? Kiedy słabli i gorzknieli? Dzięki czemu znów ogarniała ich nadzieja? Czy ten proces naprawdę się zakończył?

Relacje bohaterów, nagrywane na bieżąco, a także w roku 1989 i w latach dwutysięcznych, przeplatają się z dokumentami władz partyjnych czy SB. Pokazują szczegóły tego kolizyjnego kursu, na którym Polacy znaleźli się w latach 80. 

 

POD LUPĄ: Zacznę od wizualnej strony, czyli lupa w dłoń i do dzieła !

 Z PRZYMRUŻENIEM OKA

Książka standardowego formatu A5. Prawdopodobnie będzie matowa okładka. Na froncie mamy czarno-białe zdjęcie ukazujące słynne kolejki, które stały ,, za czymś". Całość utrzymana jest w kolorystyce niebieskości i szarości. W środku mamy bardzo dużo zdjęć czarno-białych. Czcionka jest bardzo przyjemna dla oka. Rozdziały ponumerowane, a najważniejsze rzeczy są pogrubione. Wydanie oceniam jak najbardziej na: 4+



OPINIA: Czyli jak ona smakuje ?

Znowu mnie naszła ochota na jakiś reportaż i tak o to w ręce wpadła mi książka opowiadająca o stanie wojennym. Postanowiłam sprawdzić, jak ona smakuje, czy jest zjadliwa? Jeśli Cię zaciekawiłam to weź sobie coś do picia, jedzenia, siadaj i słuchaj co mam Ci dziś do opowiedzenia.


Zacznę od tego, że cały reportaż jest napisany bardzo potocznym językiem, przez co czyta się tę książkę przyjemnie. Owy slang tamtych lat jest wyjaśniany, a rzeczy, których ja nie znałam wyjaśnione. Momentami miałam wrażenie, że oglądam dokument, a nie czytam go. Myślę, że to za sprawą licznych zdjęć, których tutaj jest ogrom. Dzięki czemu, można poczuć klimat tamtych lat. Poczuć ową grozę i lęk przed tym co nadejdzie. 

Autorka, bardzo rzetelnie skupia się na każdych instytucjach i ukazuje czytelnikowi ich funkcjonowanie. Owa cenzura w TV, czy gazetach, bardzo aktualna myślę w dzisiejszych czasach. Szczucie jednych na drugich, czy nagła inflacja, wynikająca z zadłużenia i owe braki na półkach. To co mnie najbardziej chwyciło za serce, to owe nawiązania do historii, bardzo obiektywne podejście i ukazanie owej rzeczywistości oczami nas.. zwykłych obywateli, którzy nagle z dnia na dzień musieli odnaleźć się w nowej rzeczywistości, gdzie żołnierze chodzą po ulicach z karabinami, jest godzina policyjna. 



Z drugiej strony mamy ukazaną politykę i jak aktorzy, dziennikarze, czy politycy zaczynają wychodzić na ulicę i głośno protestować, w różny sposób na ową rzeczywistość. Co mnie najbardziej zaskoczyło? Myślę, że to w jaki sposób umieli ludzie obejść przepisy- zakazy. Ich pomysłowość zdecydowanie mi zaimponowała. Z drugiej strony ukazana została owa brutalna rzeczywistość i to ile osób zginęło w obronie wolności. 

Nie chcę za dużo Ci zdradzić, ale uważam, że ten reportaż jest bardzo solidnie napisany i zawiera całą kwintesencje tamtego okresu. Dowiedziałam się wiele ciekawych rzeczy, o których nie miałam wcześniej pojęcia. Według mnie jest wart uwagi.


CZY WARTO SCHRUPAĆ?- czyli podsumowanie :

 Krótko i na temat, jak dla mnie ten reportaż to zdecydowanie zapiekanka z PRL-u. Chrupiącą bagietką jest dla mnie język, w jakim została napisana. Jest lekki, a przy tym oddaje klimat tamtych lat za sprawą sloganu, czy nazw, które dziś już są zapomniane. Nie wiem czemu, ale nazwa Cinkciarz do tej pory mnie śmieszy, a już to w jaki sposób powstał ten neologizm dodatkowo mnie rozbawiło. Ciągnącym żółtym startym serem, jest dla mnie ukazanie tego wydarzenia pod kątem historycznym, w sposób obiektywny ukazując obie strony owej barykady w sposób profesjonalny. Pieczarkami, są dla mnie zdjęcia, które wprowadzają cudowny klimat tamtych lat. Nie tylko wzbogacają całą opowieść, ale pokazują trudny, cierpienia i życie codzienne.  Czy warto ją schrupać? Tak, ale polecam ją osobom, które interesują się tą tematyką, lubią historię. Jest to poniekąd minus, ale grono odbiorców jest niestety ograniczone.

 

KOMU POLECAM? Miłośnikom czasów PRL-u, fanom historii i literatury faktu

 

Za egzemplarz dziękuję serdecznie:




 

 

niedziela, 31 października 2021

Przeklęte przedmioty- idealna książka na noc Halloweenową

 

 

 


 

 

 

Tytuł:Przeklęte przedmioty

Autor:  J.W Ocker

Liczba stron:314

Wydawnictwo: Kobiece

Okładka:  miękka

SŁOWA KLUCZE: przedmioty, klątwa, śmierć, historia, prawdziwe wydarzenia

 

 

KRÓTKA FABUŁKA: czyli z czym to się je?

 Historie upiornych przedmiotów wywołujące dreszcze! 

Strzeżcie się... Oto niezwykłe, ale prawdziwe opowieści o najbardziej niesławnych przedmiotach na świecie, które spodobają się nie tylko pasjonatom zjawisk nadprzyrodzonych. 

Znajdziemy je w muzeach lub na cmentarzach. Bywało, że trafiały do prywatnych domów. Ich historie, często tragiczne i zawsze osobliwe, stały się inspiracją dla niezliczonych horrorów, programów telewizyjnych oraz opowiadań snutych przy ognisku.   

Przeklęte przedmioty – jedyne, czego potrzebują, aby wyzwolić falę nieszczęść, to przypadkowe spotkanie z człowiekiem. Nieprawdopodobne, ale prawdziwe opowieści, które sprawią, że będziesz miał gęsią skórkę. 

Opętana przez demony lalka Annabelle, pechowa mumia, przez którą miał zatonąć Titanic, pierścień Silvianusa, który zainspirował Tolkiena do napisania „Hobbita”, mumia Ötziego – człowieka lodu czy skrzynka dybuka będącą inspiracją dla twórców horroru „Kronika opętania”… To tylko niektóre z upiornych przedmiotów, których historie poznacie w tej książce. 


POD LUPĄ: Zacznę od wizualnej strony, czyli lupa w dłoń i do dzieła !

 Książka jest standardowego formatu A5. Miękka okładka, jest z cieńszej tekturki wykonana. Matowa, uwaga zostawia odciski palców, więc lepiej ją zabezpieczyć, posiada skrzydełka i cudowną wyklejkę w środku. Utrzymana jest w kolorystyce czerni, złota, bieli i turkusu. Na środku mamy deltoid, w którym to jest tytuł, a dookoła niego mamy ilustracje przedmiotów, które spotkany w środku. Cała okładka jest jakby witrażem, co bardzo mi się podoba. Oczywiście, wolałabym w twardej oprawie, ale nie można mieć wszystkiego. W środku mamy białe, dość kredowe strony. Czcionka w kolorze turkusowym zawsze jest pogrubiona i występuje w tytule danego przedmiotu, natomiast opisy już są czarną czcionką napisane i to w przyjemny sposób. To co zachwyca to biało-czarno-turkusowe ilustracje, przedstawiające owe przedmioty, o których mowa. Jest ich tu na prawdę dużo, od małych po zajmujące całą stronę lub średnie. Dodatkowo mamy turkusowe rameczki, które zawierają ciekawostki. Cały zbiór podzielony jest na różne kategorie, które oddzielone są od siebie jakimś fajnym wstępem na granatowo- czarnych stronach. Wygląda to odjazdowo. Mamy na początku spis treści, więc możemy ten zbiór czytać do woli, jak nam się podoba. Całość wydania oceniam na: 5+



OPINIA: Czyli jak ona smakuje ?

Dziś noc Halloween, dlatego postanowiłam zaprezentować Ci książkę, która sprawdzi się na tę imprezę w 100%. Sprawi, że będziesz brylować ciekawostkami, które mrożą krew w żyłach i istnieją po dziś dzień. Będzie to bardzo krótka recenzja, bo jak wiesz staram się nie zepsuć zabawy spojlerami. O czym więc mowa? Co to za książka? Jeśli jesteś ciekaw to weź sobie coś do picia, jedzenia, siadaj i słuchaj co mam Ci dziś do opowiedzenia.

,, Przeklęte przedmioty" to powiedziałabym genialna literatura faktu, połączona z grozą.  Autor bowiem zabiera nas w podróż po różnych muzeach świata i szuka przedmiotów historycznych, których opowieści,  wywołują ciarki na skórze lub gdzieś je rozsławiły ową złą mocą. 



Bohaterami więc tego zbioru są najróżniejsze rzeczy od rzeźb, lalki, przedmioty codziennego użytku, klejnoty, czy mumie. Całość napisana jest świetnym, lekkim, momentami zabawnym językiem. Mamy tutaj 55 historii podzielonych na 7 kategorii. Liczne ilustracje dodatkowo wprowadziły mnie w taki mroczny klimat i wpływały na moją wyobraźnię-przyznaję szczerze. I choć jak wiesz, nie sięgam po horrory, to ten zbiór łączy w sobie elementy historii z licznymi zabobonami, które autor zebrał z całego świata i przedstawia nam te najciekawsze, najkrwawsze i mrożące krew w żyłach. Przepięknie połączył fikcje z wydarzeniami, które działy się na prawdę i które sprawiły, że owe przedmioty stały się sławne. Ja nie potrafiłam oderwać się od tego zbioru. Czytałam  go z ogromną ciekawością, odkrywając nowe fakty i nie powiem, mam swoje ulubione anegdotki, które serio mnie przeraziły. Samo wydanie książki, jak widzisz jest przepiękne, ale treść dorównuje owej zewnętrznej powłoce. Jeśli szukasz czegoś z elementami grozy, historii, prehistorii i artefaktami, które po dziś dzień można oglądać w muzeach, no i chcesz zaimponować przyjaciołom ciekawostkami związanymi ze sławnymi osobami, to zdecydowanie ten zbiór jest dla Ciebie.

CZY WARTO SCHRUPAĆ?- czyli podsumowanie :

Książka ,, Przeklęte przedmioty" to zdecydowanie Halloweenowe paluszki wiedźmy. Ciastem francuskim, czyli palcem, które owija i scala całość jest dla mnie owa autentyczność historyczna. Mamy tutaj bardzo dużo odniesień do faktów, które wydarzyły się na prawdę, czy postaci, które znamy nie tylko z ekranu, ale i królów, arystokracje i inne ważne osobistości, które ukształtowały nasze osiągnięcia, czy obecny świat. Parówką, czyli paznokciem, są dla mnie zdecydowanie owe przedmioty, o których przyznaje nie miałam pojęcia, że istnieją, a do dziś można je oglądać w muzeach. Niektóre z nich stały się inspiracjami do książek, filmów, czy owych strasznych legendy, którymi się straszy dzieci, lub słynie dane miejsce. Ketchupem, czyli krwią są dla mnie owe ,, fantastyczne", paranormalne anegdotki związane z danym przedmiotem. Przyznaję bez bicia, że zaznaczone znacznikami, są te historie, które wywołały u mnie ciarki na skórze i sprawiły, że odczuwałam niepokój. Jak dla mnie warto schrupać ten zbiór, bo po pierwsze jest świetnie wydany. Liczne ilustracje, tylko dodają całości mrocznego klimatu. Po drugie można ją czytać jak się chce. Po trzecie, odnosi się do historii i ja przyznaję wiele nowych ciekawostek się z niej dowiedziałam np o Tolkienie i jego pierścieniu,  słynnej Księdze opętania, czy lalce Robercie, która jest starsza od tej słynnej Annabelle. Całość czyta się jednym tchem i serio, nie da się od niej odciągnąć. Nie mam żadnych uwag, ani minusów, co do treści. Jestem tak zachwycona tą książką, że aż plączą mi się palce jak pisze, nie mówiąc o języku. Chyba ten zbiór jest przeklęty, bo idę po raz drugi czytać ją od początku, a to o czymś świadczy... o jej znakomitości, a może opętaniu czytelnika, by czytał ją w kółko...

 

KOMU POLECAM?Osobom, które kochają historie, lubią poczytać o ciekawostkach, kochają legendy i ludowe zabobony oraz opowieści z dreszczykiem

 

Za egzemplarz ,ciarki na skórze i nie przespaną noc dziękuję wydawnictwu Kobiece:

 


 

 

 

 

wtorek, 26 października 2021

Dom stu szeptów- o zgrozo, czy się będę bać?

 

 

 

 


 

 

Tytuł:Dom stu szeptów

Autor:   Graham Masterton

Liczba stron:351

Wydawnictwo: Albatros

Okładka:  miękka

SŁOWA KLUCZE:horror, nawiedzony dom, zaginięcie, duchy, demony

 

 

KRÓTKA FABUŁKA: czyli z czym to się je?

 Na smaganych wiatrem wrzosowiskach stare domostwo strzeże swych sekretów…
Dwór Wszystkich Świętych jest rozległą rezydencją w stylu Tudorów położoną na skraju ponurego i mglistego Dartmoore. Niewielu miałoby odwagę tu osiąść. A jednak były naczelnik więzienia w Dartmoore podjął tę decyzję. Teraz, kiedy już nie żyje, posiadłość odziedziczą jego dzieci.
Choć ojciec od dawna był z nimi skłócony, dzieci wprowadzają się do pozostawionej im w spadku posiadłości. Tymczasem złowieszcza atmosfera wrzosowisk wdziera się do wszystkich pomieszczeń. Podłogi skrzypią, w tajemnych korytarzach odbija się echo, wiatr gwiżdże w kryjówce przygotowanej niegdyś dla katolickich duchownych.W dniu, w którym rodzina decyduje się opuścić Dwór Wszystkich Świętych i nigdy już tam nie wracać, we wnętrzu domu przepada bez wieści mały Timmy…
Czyżby w tych starych murach od wieków gnieździło się zło?
A może zło to jedynie wytwór ludzkiego umysłu?

POD LUPĄ: Zacznę od wizualnej strony, czyli lupa w dłoń i do dzieła !

 Książka jest standardowego formaty A5. Posiada skrzydełka. Okładka jest matowa, nie zostawia odcisków palców. Utrzymana jest w kolorystyce czerwieni i czerni. Na froncie widzimy drzewo, na tak jakby wzgórzu. W środku mamy beżowe strony, na grubszej gramaturze. Czcionka jest średnia, ale da się przeżyć. Rozdziały są ponumerowane. Całość oceniam na: 4



OPINIA: Czyli jak ona smakuje ?

To moje pierwsze spotkanie z tym autorem. Wiem, że ma bardzo wielu fanów, ale jakoś tak się złożyło, że nigdy nie sięgnęłam po żadną jego powieść. W pewnym sklepie robaczkowym, przy kasie leżał ten tytuł i pomyślałam sobie, a czemu nie? Spróbuję. Jak smakuje groza  Mastertona? Jeśli jesteś ciekaw to weź sobie coś do picia, jedzenia, siadaj i słuchaj co mam Ci dziś do opowiedzenia.

Głównymi bohaterami jest rodzina Rusell, która przyjeżdża do Allanhallows Hall, w celu ustalenia, kto z nich dziedziczy owy dom, oraz inne cenny rzeczy. I tak o to zaczyna się dziwny zbieg okoliczności. Mały bajtel Timmi, taki chłopczyk z lekkim ADHD, który to nie potrafi wysiedzieć na tyłku 5 minut, nagle znika. Vicky uspakaja męża Roba, że hej to tylko brzdąc pewnie się gdzieś schował. I tak zaczyna się penetracja owej posiadłości. Niczym Hillary, szukają Timmiego, ale ten po prostu puffnął.. nie ma go. Brat i siostra Roba oraz ich partnerzy postanawiają pomóc ciapkowatym rodzicą, jednak i ich próby są marne. Jakby tego było mało Hubert, czyli dziadek brzdąca zapisał mu cały majątek. I tu zaczyna się kryminalna historia. No bo wiadomo, jak Timmi zginie, to Rob, Martin i Grace jako dzieci Herberta sa kolejni w dziedziczeniu. Nie dziwne więc, że ta trójka, tak zachłanna na majątek dziadzi ma motyw by pozbyć się dzieciaka.  Przyznam, że każdą z tych postaci cechuje egoizm, narcyzm i gonitwa za majątkiem. Tajemnicze szepty w ciemnościach posiadłości i zaginięcia pozostałych członków, zaczynają wywracać ich wartości do góry nogami I chyba tylko spotkanie z samym diabłem, sprawiłoby, że ta trójka by się zmieniła. Może właśnie się tak stanie?



No dobra co z fabułką- ogólnie podoba mi się owy duszny i tajemniczy klimat. Zaginięcie, morderstwo, a wszystko to w niespełna tydzień, powoduje, że akcja jest na prawdę wartka. To co mnie najbardziej zachwyciło to owe ludowe zabobony, których tu pełno. To zdecydowanie były najlepsze jak dla mnie momenty. Samo  ,, straszenie" nie wywołało u mnie ciarek na ciele, a bardzo tego żałuję, bo na to liczyłam. Nie mniej jednak, cała historia jest wciągająca i szybko się ją czyta. Owe szepty, które słuchać w całym domu, są genialną tajemnicą, jednak ich rozwiązanie, już mniej mi się podobało. Zaginięcie i morderstwo, z którym mamy tutaj do czynienia powiem Ci, że jakby spada na dalszy plan, a owe straszenie wychodzi na scenę, co spowodowało, że ta książka straciła trochę tego uroku, który na początku nie ukrywam mnie zachwycił. Zabrakło mi tu owego mroku, i może lepszych opisów, abym serio, zaczęła się bać. Nie mniej jednak powiem, Ci, że chętnie spróbowałabym jeszcze jego jakiejś powieści. Czemu nie?

CZY WARTO SCHRUPAĆ?- czyli podsumowanie :

 ,, Dom stu szeptów" to bardzo lekka groza. Porównałabym go do dewolaja. Owym mięsem są bohaterowie. Są dobrze wykreowani, każdy ma inną osobowość. Czy kogoś polubiłam? Hmm.. raczej nie. I choć mamy ogromny przekrój społeczny, to tak na prawdę nikt nie sprawił, by serce mi szybciej zabiło. Roztopionym serem, jest zdecydowanie ludowość i owe zabobony, których mamy tutaj bez liku. Z każdym kolejnym kęsem, rozpływały się one w moich ustach i czułam nie jaką fascynację nimi. Chrupką panierką zdecydowanie była owa groza, która na mnie nie wywarła takie wrażenia na jakie oczekiwałam. Ot co zwykła bułka tarta z jajkiem. Sam opis owych istot był mało przerażający. Nie wiem, jakoś nie poczułam się nami przez chwilę nie swojo. Czy warto ją schrupać? Jeśli lubisz się bać to zdecydowanie nie z tą książką. Jeśli uwielbiasz takie ludowe opowiastki to zdecydowanie powieść dla Ciebie. Ja bawiłam się przy niej dobrze i chętnie sięgnę jeszcze po jakiś tytuł tego autora.

 

KOMU POLECAM?Osobom, które uwielbiają legendy, motyw zagadki i starego domu.

 

 

 

niedziela, 24 października 2021

?- książka, która faktycznie zostawi czytelnika z wieloma pytaniami...

 

 

 


 

 

 

Tytuł:?

Autor:  Mateusz Szulczewski

Liczba stron:194

Wydawnictwo: Novae res

Okładka:  miękka

SŁOWA KLUCZE:seryjny morderca, zagadki

 

 

KRÓTKA FABUŁKA: czyli z czym to się je?

 Seryjny morderca zostawia w miejscach zbrodni zagadki, które może rozwiązać tylko jedna osoba – wybitny detektyw Maurycy. Dziwna i niebezpieczna gra, jaką prowadzi z nim psychopata, wciąga go coraz bardziej. Przerażenie zaczyna ustępować miejsca fascynacji, a w głowie skołowanego mężczyzny pojawiają się kolejne niepokojące teorie. Gdy w intrygę zostaje wmieszana ukochana Maurycego, ten postanawia zrobić wszystko, by ją ocalić. Ale może się okazać, że role w tym scenariuszu nie są przydzielone raz na zawsze… Co się wydarzy, gdy wyjdzie na jaw, że morderca wie o detektywie znacznie więcej niż on sam? I kto tu tak naprawdę jest oprawcą, a kto ofiarą?

POD LUPĄ: Zacznę od wizualnej strony, czyli lupa w dłoń i do dzieła !

 Książka jest standardowego formatu A5. Posiada skrzydełka. Na froncie mamy zdjęcie autora, który wyłania się z wielkiego znaku zapytania. W tle widać las. Całość utrzymana jest w kolorystyce turkusu, bieli oraz szarości, a sama twarz autora w odcieniach czerwieni i beżu. W środku mamy przyjemną czcionkę, a kartki są beżowe i grubsze. Rozdziały mamy zatytułowane i ponumerowane. Dodatkowo mamy ilustracje dotyczące zagadek i spis treści. Całość wydania oceniam na : 4



OPINIA: Czyli jak ona smakuje ?

Sięgnęłam po kryminał, bo jakoś po tej ostatniej grozie, naszła mnie ochota na coś krwawego i jakieś zagadki kryminalne. Ta pozycja teoretycznie miała mi to dać. Czy dała? Już tutaj na wstępie powiem, że będzie to krótka recenzja ze względu na samą objętość tej historii plus bez zdradzania za dużo szczegółów. A więc jeśli jesteś ciekaw jak smakuje ta powieść to weź sobie coś do picia, jedzenia, siadaj i słuchaj co mam Ci dziś do opowiedzenia.

Głównym bohaterem, a zarazem narratorem jest Maurycy. Facet, który uchodzi za najlepszego detektywa.Nie wiadomo ile ma lat, ale po tym jak ,, mówi" widać, że jest młody. Czytelnik od razu zostaje wrzucony w wir wydarzeń. Maurycy, od razu rozpoczyna swoją ,, grę" z seryjnym mordercą. Tylko on potrafi bowiem rozwiązać zagadkę, którą ten zostawił na miejscu zbrodni. I tak zaczynamy podążać niczym pionki, krok po kroku do owego finału... Jeśli chodzi o mnie to nie polubiłam Maurycego. Jest tzw super bohaterem bez wad i bardzo surrealistyczny.  Czekałam tylko na moment kiedy to ujawni jakiś magiczny talent.

Drugim ważnym bohaterem jest nasz seryjny morderca. Jest bardzo inteligentny, sprytny i kurczę chyba również ma jakieś moce nadludzkie, że ,, widzi" poczynania naszego Maurycego. To co chyba najbardziej zakulało w tej kreacji to wyciągnięcie owego królika z cylindra. Na sam koniec dostajemy wyjaśnienie kto to i dlaczego uwziął się na detektywa....



No dobra, a co z fabułką? Ogólnie ewidentnie widać, że jest  to debiut i to pod każdym względem. Na plus powiem, że spodobał mi się motyw zagadek i ich obrazkowe przedstawienie.  Styl językowy strasznie tu kula. Może to też sprawa mojego egzemplarza przed korektą, ale sama konstrukcja zdań... no momentami myślałam, ze to 6 latek pisze, zmieniając budowę zdania. Do tego liczne angielskie hasła, które nie są nigdzie wytłumaczone ( ok, rozumiem każdy już umie angielski, no ale nie każdy umie go na takim poziomie). No dobra, zostawmy już to, ale przyznaje- ciężko się to czyta. Sama akcja, która miała trzymać w napięciu no mnie wynudziła. Była zbyt powtarzalna i były do przewidzenia kolejne sprawy, a przepraszam- kolejne kroki naszego Maurycego.Nie wiem o kogo miałabym się nie pokroić? no bo nie o naszego bohatera, może o ofiary bezimienne, bez jakiejś przeszłość . Kolejna sprawa, to mało co wiemy o samych ofiarach, jak nasz morderca typował ich? Jak tego wszystkiego dokonał? Czemu wybrał taką metodę, a nie inną?  Szczerze mam więcej pytań niż odpowiedzi i będąc z Tobą szczerą- nie podobała mi się ta historia.

CZY WARTO SCHRUPAĆ?- czyli podsumowanie :

 ,, ?" jak dla mnie ta książka okazała się zbyt nudna, niedopracowana..Nie pamiętam kiedy miałam takie uczucie, że wszystko mi jedno. To tak jakby dostać kromkę chleba z żółtym serem. Nic specjalnego. Głody wiadomo zje, ale szału nie będzie to mogę zagwarantować. Plusem , czyli nie wiem maślanym smakiem sera będą same zagadki, ale to tyle ile mogę pozytywów znaleźć. Oczywiście, zdaję sobie sprawę, że jest to debiut literacki i życzę autorowi sukcesu, przy kolejnych powieściach ( wiadomo, zawsze trzeba od czegoś zacząć). Mi osobiście nie spodobała się ta książka i nie schrupałabym jej ponownie. Tobie wybór, czy ją przeczytać, jak zawsze pozostawiam do własnej analizy. Mi ani bohaterowie nie przypadli do gustu, ani historia nie porwała....

 

KOMU POLECAM?...... ( galopujące kropki taktycznego milczenia)

 

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu:



 

 

niedziela, 17 października 2021

Wróć przed zmrokiem- nawiedzony dom, który potrafi nieźle zaskoczyć

 

 

 


 

 

 

 

Tytuł: Wróć przed zmrokiem

Autor:  Riley Sager

Liczba stron: 476

Wydawnictwo: Mova

Okładka:  miękka

SŁOWA KLUCZE: horror, duchy, nawiedzony dom, tajemnica, rodzina, zaginięcie, książka 

 

 

KRÓTKA FABUŁKA: czyli z czym to się je?

 Kiedy Maggie Holt miała pięć lat, jej rodzice kupili Baneberry Hall: rozległą wiktoriańską rezydencję położoną w lasach Vermont. Zanim minął miesiąc, rodzina uciekła z domu w środku nocy, pozostawiając tam cały dobytek.Ojciec Maggie na podstawie tej historii stworzył powieść, która szybko stała się bestsellerem. Nawet jeżeli nie wszyscy wierzyli w opisane w niej przerażające wydarzenia i duchy…

Dorosła Maggie wraca do Baneberry Hall. Jest zdeterminowana, aby wyremontować i sprzedać posiadłość. Ma również nadzieję, że uda się jej odkryć prawdę o tym, co stało się 25 lat temu.

Każdy dom skrywa jakąś historię i jakieś sekrety. Niektóre są naprawdę przerażające


POD LUPĄ: Zacznę od wizualnej strony, czyli lupa w dłoń i do dzieła !

 Książka jest standardowego wymiaru A5. Jej okładka jest z miększej tekturki wykonana. Posiada skrzydełka, a jej matowa tekstura jest miziu, miziu. Niestety zostawia odciski palców na sobie, więc trzeba uważać. Całość utrzymana jest w kolorystyce zieleni oraz żółci. Przedstawia salę, z kryształowym żyrandolem, który świeci się w niepokojący sposób. W środku mamy wyklejkę, która przypomina skórę węża i jest też zielona. Wszystko to idealnie nawiązuje do treści książki. Czcionka jest bardzo przyjemna dla oka, a kartki są jasnego koloru. Całość podzielona jest tutaj fenomenalnie, jakby książka w książce, oraz normalne rozdziały. Ten zabieg bardzo mi się spodobał i dodał całości bardzo oryginalnego wyglądu, dlatego też te wydanie ocenię wysoko na : 5



OPINIA: Czyli jak ona smakuje ?

W tym roku totalnie wzięło mnie na horrory i motyw duchów, nawiedzonych domów itd. Kiedy więc sięgnęłam po,, Wróć przed zmrokiem" wiedziałam tylko, że będzie tu mroczno, strasznie i tajemniczo. Czy tak było rzeczywiście, czy to tylko imitacja horroru? Jeśli jesteś ciekaw, jak ona smakuje, to weź sobie coś do picia, jedzenia, siadaj i słuchaj co mam Ci dziś do opowiedzenia. 

Całą historię poznajemy z dwóch perspektyw ojca i córki. Maggie Holt to 30latka, która zmaga się z byciem sławną. Zyskuje ją poprzez książkę, którą wydał jej ojciec, który jako dziennikarz i miłośnik literatury faktu, napisał swoje wspomnienia z mieszkania w nawiedzonym domu. Główną bohaterką jest Maggie, która widzi duchy. Zjawy, które wrogo są nastawione do ich rodziny. Przez ową prozę, dziewczyna nie ma lekko w życiu. Oceniana z perspektywy owych książkowych wydarzeń, cały czas musi coś udowadniać i bronić się przed zarzutami bycia,, chorą psychicznie" lub ofiarą. Dlatego postanawia wrócić po 25latach do owej posiadłości i zmierzyć się z duchami przeszłość. To co tam odkryje wywołuje sporą dawkę emocji... 

Ewan Holt to mężczyzna, który drąży jakiś temat, poszukuje inspiracji do napisania książki, która pomogłaby mu wyjść z dołka finansowego. Tania, wiktoriańska posiadłość idealnie się do tego nadaje. Kiedy więc przeprowadza się z całą rodziną do owej rezydencji nie zdaje sobie sprawy, że odmieni to jego życie na zawsze, a jego historia i rodzina staną się sławne i przeklęte. 

Powiem Ci, że kreacja bohaterów jest tutaj cudowna.  Postacie poboczne, które mają robić,, za tło" dla tej dwójki tak naprawdę robią genialny tajemniczy klimat. Mamy dozorcę i kucharkę, którzy są od samego początku delikatnie mówiąc dziwni. Kobietę, której siostra zaginęła bez śladu i matkę Maggie, która o zimny sposób bycia, mogłaby konkurować z Królową Śniegu. I na koniec 3 postacie fantastyczne, czyli duchy Panna Pieniążek, Pan Cień i bezimienna dziewczynka, które tylko widzi 5 letnia Maggie. Ich opis parokrotnie wywołał u mnie ciarki i niepokój. Przyznaję, że tylko ,, Egzorcyzmy Anneliese " wywołały u mnie podobny efekt, żadnej innej się to nie udało, więc tak.. jest tutaj moc.Każda ze zjaw jest intrygująca, na swój sposób przerażająca i fascynująca pod względem grozy.Za każdym razem, gdy się pojawiały na kartach powieści, ja drżałam z emocji.. co tu się znowu pozajączkuje...



No dobra co z tą fabułką? To co od samego początku mnie zachwyciło to fakt, że mamy tutaj do czyszczenia z taką mieszanką gatunkową. Thrillera z horrorem. W samej powieść mamy bowiem zabawę z rzeczywistością i fikcją literacką, która wpływa na życie naszych bohaterów. Mamy zabójstwo z XIX wieku, tajemnice, ukazaną trochę toksyczną relację ojca z córką i matki z córką. Owe duchy, które tutaj występują, do samego końca czytelnik nie ma pojęcia, czy są wytworem wyobraźni małej dziewczynki, która chce zwrócić na siebie uwagę, czy duchami z przeszłości, które proszą o rozwikłanie zagadki kryminalnej, a teraz mszczą się na żywych za ich nieudolność?  Fenomenalna zabawa, która sprawiła że do samego końca nie wiedziałam, z którym gatunkiem mam do czynienia. 

Kolejna istotna sprawa to cudowna forma tej powieści. Mamy tu do czynienia z książką w książce. Czytamy bowiem fragmenty rozdziałów napisanych przez Pana Holta. Są one ową retrospekcją, a zarazem relacją co działo się w owej rezydencji 25 lat temu. Czemu cała rodzina uciekła pewnego ranka z posiadłości, zostawiając tam cały swój dobytek i nigdy więcej nie wracając? Oraz czasy obecnie i główną oś fabularną tej powieści, opowiadaną z perspektywy Meg. Jednak obie formy łączą się w jedną całość... Trochę pozwijałam tę roladę ale staram się jak najrzetelniej opowiedzieć Ci o tej książce, bez spojlerów ;)  Do tego wszystkiego dodajmy zaginięcie nastolatki, które wydarzyło się w czasie mieszkania Holtów w rezydencji i zarazem uwzględnienie Petry, jako postaci pobocznej w książce Ewana. Czy jej zniknięcie jakoś jest powiązane z rodziną, a może z duchami rezydencji? Mogę Ci zdradzić tylko tyle, że książka bardzo, ale to bardzo delikatnie ociera się o temat pedofilii, ale zaznaczam, bardzo cieniutko, jak kożuszek z mleka. Nie jest to bowiem istotnie dla całej fabuły, jednak warto wspomnieć, że autor w wysublimowany sposób porusza ten problem.

Powiem tak, jeśli tak się pisze horroro kryminało thrillery to zdecydowanie chcę ich więcej jeść. Jestem pod ogromnym wrażeniem klimatu grozy, motywu nawiedzonego domu, czy zaginięcia młodej dziewczyn, które odbija się bez echa... Czułam niepokój, czy ekscytację podczas czytania tej powieści. I nie, nie przewidziałam totalnie finału. Ta książka ma 3 takie ważne momenty, które wywracają wszystko do góry nogami. Tu nic nie jest oczywiste, czy pewnie. 

 

CZY WARTO SCHRUPAĆ?- czyli podsumowanie :

,, Wrócić przed zmrokiem" to zdecydowanie moje odkrycie gatunku,  z którym spotykam się po raz pierwszy w życiu. Dlatego też porównam tę książkę do steka z rekina. A więc przyprawami, czyli solą, pieprzem oraz czosnkiem są dla mnie kreacje bohaterów. Mamy tutaj bardzo dobrze stworzone postacie nie tylko główne, ale i poboczne. Tutaj każdy jest ważny i coś wnosi do tej historii. Sokiem z limonki oraz olejem są dla mnie duchy i sam nawiedzony dwór. Bardzo podobały mi się owe postaci, które faktycznie potrafiły zmrozić mi krew swą bardzo oryginalną i świeżą kreacją. Nie mówiąc już o ich nazewnictwie, które dodatkowo nakręca wyobraźnię. Natką pietruszki jest dla mnie cały klimat tej powieści. Tajemnicy, grozy oraz jakby nie patrząc zbrodni, która w znakomity sposób zostaje jakby zepchnięta na bok przez zjawy. Majstersztyk. Na koniec zostawiłam to co najlepsze czyli mięso rekina, czyli elementy psychologiczne, które odgrywają tutaj kluczową rolę. To dzięki nim rzeczywistość i fikcja ocierają się o siebie. Do tego w genialny sposób ukazana jest toksyczna miłość rodzicielska, relacje rodzinne i to co najważniejsze motyw kłamstwa. Kłamstwo, którego konsekwencje sprowadzą do tragicznych wydarzeń. Sama zbrodnia, czy tajemnice rodzinne są tutaj tak wspaniale przedstawione, że do samego końca czytelnik nie ma pojęcia, w którą stronę pójdzie fabuła dalej i jak to się wszystko skończy. Czy warto zatem ją schrupać? Jak dla mnie jest to fenomenalna książka, która oczaruje swym smakiem każdego wybrednego smakosza literackiego. Jeśli nie lubisz horroru, spokojnie dostaniesz bardzo dobrze wysmażony thriller. Nie lubisz kryminałów, dostaniesz krwisty horror, który potrafi wywołać ciarki na skórze. Jeśli tak jak ja nie zaczytujesz się w horrorach, to zdecydowanie jest to książka dla Ciebie. Ja dzięki niej, zaczynam powolutku przekonywać się do tego gatunku...

 

KOMU POLECAM? Każdemu, kto pragnie oryginalnej powieści o morderstwie, tajemnicach ukrytych w starym dworze, okraszonych duchami, które pragną opowiedzieć swoją historię na nowo... 

 

Za egzemplarz , ciarki na skórze, krzyki zaskoczenia dziękuję serdecznie :




 

środa, 13 października 2021

Lockwood& Sp. Krzyczące schody- czyli pogromcy duchów

 

 

 


 


 

 

 

Tytuł: Lockwood & Sp. Krzyczące schody

Autor:  Jonathan Stroud

Liczba stron:364

Wydawnictwo: Poradnia K

Okładka:  miękka

SŁOWA KLUCZE: duchy, fantastyka, horror, młodzież, przygoda, akcja

 

 

KRÓTKA FABUŁKA: czyli z czym to się je?

 

Londyn ma ogromny problem. Od pięćdziesięciu lat zjawy nawiedzają miasto, coraz bardziej paraliżując społeczeństwo. Agencje detektywistyczne zajmujące się zjawiskami nadprzyrodzonymi są na wagę złota. Jednak tylko młodzież potrafi sobie z nimi radzić – młodzi ludzie widzą więcej, niż się komukolwiek wydaje.  

Lucy Carlyle ma wielkie ambicje. Nie spodziewa się, że połączy siły z podupadającą i najmniejszą w mieście agencją Anthony’ego Lockwooda oraz jego lojalnego pomocnika, George’a Cubbisa. Pomimo odwagi i inteligencji agentów oraz charyzmy ich lidera, wspólne śledztwo kończy się makabrycznym odkryciem i wielką katastrofą. Da się ją odkupić tylko w jeden sposób – rozwiązaniem sprawy  Combe Carey Hall,  o którym mówią, że jest najbardziej nawiedzonym domem w Anglii, domem, z którego nie ma ucieczki… Jedyną szansą na rozwikłanie zagadki tego miejsca jest spędzenie tam nocy, stawienia czoła strachom z Czerwonego Pokoju oraz Krzyczącym Schodom.

Agencja, prowadzona bez nadzoru dorosłych, zdolności, które posiadają jedynie młodzi, wspaniale zarysowani główni bohaterowie i żywe, interesujące relacje między nimi wynoszą serię Lockwood & Spółka na zupełnie nowy poziom literatury młodzieżowej. Pierwsza część, „Krzyczące schody”, której akcja porywa, a humor miesza się z prawdziwym przerażeniem, zadowoli wszystkich wielbicieli gatunku. Nie tylko młodych.

POD LUPĄ: Zacznę od wizualnej strony, czyli lupa w dłoń i do dzieła !

 Książka jest standardowych wymiarów A5. Posiada grubszą okładkę u mnie matową. Utrzymana jest w kolorystyce czerni, granatu, szarości oraz bieli. Na froncie stoi młody mężczyzna, który wyglądem przypomina wiktoriańską epokę. W tle widać dom. Sama okładka ma już świetny, mroczny klimat. W środku mamy beżowe strony i bardzo przyjemną czcionkę. Całość podzielona jest na 5 rozdziałów, które mają swoje tytuły.Podrozdziały są ponumerowane. Na samym końcu mamy słowniczek, co według mnie jest świetnym zabiegiem.



OPINIA: Czyli jak ona smakuje ?


Ostatnio mam ochotę na książki, po które normalnie nie sięgam. Tak właśnie ostatnio nabrałam chęci poczytania czegoś z motywem duchów. I tak oto moim oczom ukazał się ten tytuł. Stwierdziłam, hej to będzie lekkie i może wciągające jak ciepły, słony popcorn. Czy tak właśnie smakował? Jeśli jesteś ciekaw, co myślę o tym tytule to weź sobie coś do picia, jedzenia, siadaj i słuchaj co mam Ci dziś do opowiedzenia. 


Mamy tutaj dwójkę bohaterów, którzy są nastolatkami ( nie ma określonego konkretnie wieku) i są,, pogromcami duchów". Normalnie poczułam trochę klimat Worrenów i pomyślałam : ejj to będzie dobre. 

Lucy i Lockwood tworzą spółkę, która pomaga pozbyć się uporczywych, niewidzialnych lokatorów. Od samego początku wpadamy w akcję, co mnie trochę zaskoczyło. Naszych bohaterów więc poznajemy powoli wraz z kolejnymi sprawami, a mamy ich tu aż parę. Lockwood to zdecydowanie młodsza wersja Sherlocka Holmesa, tylko zajmujący się duchami. Tajemniczy, drążący sprawy, indywidualista i bardzo charyzmatyczny. Lucy to dziewczyna bardzo sprytna, odważna i sympatyczna. To za jej sprawą poznajemy świat, gdzie duchy utrudniają ludziom ich życie codzienne. Ten duet jest na prawdę wyborny i bardzo szybko stałam się członkiem ich drużyny, który wszystko obserwuje z boku. 



No dobra co z fabułką? Powiem Ci, że jest fenomenalna. Na początku obawiałam się, że będzie ona taka wiesz dziecinna. Jednak na szczęście okazała się być bardzo uniwersalna. Jeśli pamiętasz film ,, Pogromcy duchów" to zdecydowanie mamy tutaj podobny motyw i klimat. Mamy elementy grozy, przygody, ale i dużą dawkę humoru, która potrafi rozbawić. Jeśli chodzi o podobieństwa do literatury to jak wyżej powtórzę się odczuwa się tu namiastkę Worrenów i ich spraw.  Jednak postać Lockwooda to wypisz, wymaluj Holmes. Chyba nie muszę Ci mówić, że już na tym etapie zostałam kupiona i nic nie potrafiło mnie zniechęcić. Sama kreacja duchów i spotkań z nimi były bardzo ,, realistyczne". Mam tu na myśli, że mamy do czynienia np z nawiedzonym domem, duchem, który zmarł nagle itp. Jeśli ktoś się interesuje taką tematyką wie, że o takich ,, spotkaniach" wiele ludzi opowiada i tu też odczuwa się ową autentyczność. Cała książka ma niezwykły klimat, z jednej strony czuć owy dreszczyk, a z drugiej bawisz się świetnie i nie chcesz oderwać się od powieści. Powiedziałabym, ze to taki bardzo delikatny horror nie tylko dla młodzieży ale i dla dorosłych.


CZY WARTO SCHRUPAĆ?- czyli podsumowanie :

Ta książka zdecydowanie smakuje jak krem z dyni. Aksamitną teksturą są zdecydowanie bohaterowie, do których nie mam żadnych uwag. Są wybitnie dobrzy, a ich charyzma, odwaga, spryt  i inteligencja, sprawiają, że czytelnik bardzo szybko się do nich przywiązuje i darzy sympatią.  Owym słodkim, dyniowym smakiem jest fabuła. Zdecydowanie nie ma tu mowy o nudzie. Mamy przygodę, dreszczyk niepokoju i wciągające historie. Każda sprawa jest inna, a przy tym ciekawa. Oczywiście główny wątek, który ciągnie się przez całą powieść z pewnym kapryśnym duchem jest dla mnie strzałem w dziesiątkę. Intensywnym pomarańczowym kolorem jest dla mnie kreacja owych duchów. Znakomite połączenie duchów z kultowych horrorów znanych nam nie tylko z literatury, ale i z kina. Miałam momenty, że autentycznie włosy stanęły mi dęba, a przy książkach rzadko mi się to zdarza.. w sensie przy literaturze horroru. Bardziej oddziałuje na mnie obraz i dźwięk, więc chyba wiele to mówi o tej pozycji, jak musi być świetna, że pobudziła moją wyobraźnię.Ta powieść spodoba się każdemu, bez względu na wiek, dlatego warto ją schrupać, bo to przede wszystkim genialne połączenie Holmesa z Pogromcami duchów w klimacie Woorenów. Ta kombinacja jest- uwierz mi, przepyszna. Idealnie wpisuje się w październikowy klimat z duchami...

 

KOMU POLECAM?Wszystkim, którzy uwielbiają motyw duchów w literaturze, delikatny horror i postać Holmesa tylko w młodszym wydaniu ....

 

Za egzemplarz i wspaniale spędzony czas  dziękuję wydawnictwu :




 

wtorek, 5 października 2021

Błysk- czy będzie aż tak genialnie?

 

 

 


 

 

Tytuł:Błyski

Autor:  Kamila Bryksy

Liczba stron:243

Wydawnictwo: Kobiece

Okładka:  miękka

SŁOWA KLUCZE: fotografia, sekret, rodzina, morderstwo, kryminał

 

 

KRÓTKA FABUŁKA: czyli z czym to się je?

 Jakie sekrety skrywa rodzinny album fotograficzny?

W upalny sierpniowy poranek Oliwia przekracza próg zakładu fotograficznego. Firmę istniejącą w Białymstoku od lat prowadzi teraz Igor Dąbrowski, wnuk założyciela i młodzieńcza miłość Oliwii z czasów liceum. W drzwiach dziewczyna mija młodą blondynkę, która właśnie zrobiła sobie zdjęcie. Jej wizerunek Oliwia ujrzy następnego dnia w telewizji i prasie. Młoda studentka Wydziału Lalkarskiego Akademii Teatralnej została zamordowana.

Układ zawarty trzydzieści lat temu, rodzinne tajemnice, kolejne morderstwo młodej kobiety, anonimowe kartki z groźbami, sekrety męża Oliwii i mężczyzna, z którym jej matka niespodziewanie wraca z zagranicznych podróży. Czy to wszystko ma związek z zabójstwami sprzed lat? Jaką rolę w tej sprawie odgrywa Oliwia?

 

POD LUPĄ: Zacznę od wizualnej strony, czyli lupa w dłoń i do dzieła !

 Książka jest standardowego wymiaru A5. Posiada skrzydełka, a jej okładka jest z tzw miększej tekturki wykonana. Posiada przepiękną wyklejkę, która imituje drewniane panele, co nawiązuje klimatem do treści. Sama okładka utrzymana jest w odcieniach szarości, czerni oraz niebieskości. Jest miziasta, matowa, ale nie zostawia odcisków palców, co jak dla mnie jest na plus. Na froncie okładki, widzimy zdjęcie, jakoby policyjne denatki. Jest ona stare, co idealnie wpasowuje się w historię, którą poznajemy na kartach powieści. W środku, mamy beżowe kartki, o grubszej gramaturze. Sama czcionka, choć należy do tych mniejszych, jest wyraźna mimo wszystko. Całość wydania oceniam na takie 4+



OPINIA: Czyli jak ona smakuje ?

Jesienią wpadam w tzw klimaty trudniejsze. Kryminały, thrillery, nawet ostatnio mam ochotę na jakiś horror, choć nie pamiętam kiedy bym takowy czytała. Po ostatnim wspaniałym rozpoczęciu owego liściowego sezonu, przyszedł czas na kolejny kryminał, naszej polskiej autorki. Jak wypada? Jak smakuje? Czy warto zainteresować się tym tytułem? Jako, ze nie jedną plombę ukruszyłam na tym gatunku z emocji i mogę się nazwać bucowatym znawcą kryminałów, będę ostra jak kosa podczas żniw... Więc jeśli jesteś ciekaw, co sądzę o tym tytule to weź sobie coś do picia, jedzenia, siadaj i słucha co mam Ci dziś do opowiedzenia.

Główną bohaterką, a zarazem powiedziałabym, taką przewodniczką po świecie jest Oliwia. Młoda mężatka, która cały czas poszukuje dla siebie odpowiedniego miejsca na ziemi. Jej mąż Wiktor to taki mąż sprawdzająco-nadzorujący. Musi wiedzieć wszystko co robi Oliwa, kiedy nie są razem. Dziewczyna więc jest wręcz osaczona przez niego. Kiedy więc przez przypadek odkrywa, że w ich mieście dochodzi do zabójstwa młodej dziewczyny, a ona ją zna, dochodzimy do momentu, kiedy owa obsesja bierze w górę. Razem z bohaterką podążamy śladami by odkryć prawdę co się stało? Jakby tego było mało babcia Oliwii również padła ofiarą brutalnego morderstwa. Czy więc te dwie sprawy w jakiś sposób się łączą? I o co chodzi z motywem fotografa?

Mamy również parę pobocznych, ale bardzo ważnych bohaterów. Igora, fotografa u którego nasza denatka Marta była po raz ostatni widziana żywa. Jagodę, żonę Igora, a także rodzinę Oliwii. I choć są oni kluczowi, to jakoś żadna z postaci nie wibija się na tle innej, by zapodała mi w pamięć, czy sprawiła, że moje serce szybciej zabiło. No, nie. 



No dobra, co z tą fabułką? Powiem Ci, że początek bardzo mi się podobał. Morderstwo babci, które nigdy nie zostało wyjaśnione i kolejne Morderstwo w obecnych czasach, które jest bardzo podobne do tamtego zabójstwa. Pomyślałam sobie : ok, rozkręć się karuzelo ma... Niestety im dalej brnęłam tym bardziej przypominało to obroty starego, zepsutego młyna.  Napięcie było takie, jak przy problemach żołądkowych w toalecie... Pojawiło się i szybko zniknęło. Sam wątek kryminalny nie porwał mnie. Jego rozwiązanie było dziwne. Elementy psychologiczne.... To też kulało. Nie chcę niczego zdradzić, ale brakowało mi tu takiej podstawy w sensie co skłoniło mordercę do takiego czynu?  Bo to co otrzymałam w powieści odklejało mi się jak tapeta od ściany...  Cała historia wypada bardzo blado i nijako, niestety... 

CZY WARTO SCHRUPAĆ?- czyli podsumowanie :

 Książka ,, Błysk" niestety mnie nie zachwyciła.  Zapowiadała się naprawdę świetnie, ale im dalej zagłębiałam się w tę miskę pełną ryżu z licznymi warzywami, tym bardziej robiło się mdło i nijako.  Bohaterowie są wykreowany ok, ale nie aż tak dobrze, bym piała z zachwytu. Sama fabuła na początku wydawała się iż będzie ciekawa. Uwielbiam sekrety rodzinne i powiem krótko mięsiste kryminały. Tutaj tego nie uraczyłam. Motyw zabójstw był jak dla mnie taki,, dziecinny". Brak tu było podłoża psychologicznego, który wyjaśniłby nam dlaczego tak, a nie inaczej? Czy warto ją schrupać? Powiem tak, jeśli lubisz kryminały mocniejsze, oparte np na prawdziwych zbrodniach, to nie jest to książka dla Ciebie. Jeśli zaś lubisz obyczaje i takie lekkie kryminały to śmiało ją czytaj. Ja bawiłam się średnio, ale to dlatego, że przeczytałam bardzo dużo kryminałów i teraz szukam w nich czegoś co mnie zaskoczy, prawdy lub mocniejszych wrażeń. 

KOMU POLECAM? Osobom, które lubią lekkie kryminały z elementami obyczaju. 

 

Za egzemplarz dziękuję bardzo wydawnictwu: