niedziela, 8 maja 2022

Zamknij wszystkie drzwi- czyli o słynnym hotelu ze złą reputacją

 

 

 


 

 

Tytuł: Zamknij wszystkie drzwi

Autor:  Riley Sager

Liczba stron: 430

Wydawnictwo: Mova

Okładka:  miękka

SŁOWA KLUCZE: thriller, tajemnice, hotel, zaginięcie,

 

 

KRÓTKA FABUŁKA: czyli z czym to się je?

 Jules Larsen nie jest w najlepszej kondycji. Tego samego dnia straciła pracę i przyłapała chłopaka na zdradzie. Dziewczyna zrobi wszystko, aby jak najszybciej stanąć na nogach. Oprócz przyjaciółki, której gościnności i tak nadużywa, nie ma już nikogo.

Bartholomew jest jednym z najbardziej znanych i tajemniczych budynków na Manhattanie. Krążą plotki, że jest przeklęty. Mimo to wykupienie tam mieszkania jest prawie niemożliwe. I to właśnie w Bartholomew Jules udaje się dostać nietypową pracę. Jeżeli na trzy miesiące zamieszka w apartamencie 12A, zarobi aż 12 tysięcy dolarów. Podobno dom niezamieszkany szybciej niszczeje…

Jest tylko kilka zasad. Żadnych gości. Żadnych nocy spędzonych poza apartamentem. Absolutny zakaz przeszkadzania innym mieszkańcom, którzy zazwyczaj są sławni, bogaci lub jedno i drugie. Wszystko układa się dobrze, póki Ingrid – opiekunka z mieszkania 11A – nie znika. Czy Bartholomew jest tak straszny, jak wszyscy mówią? Jakie mroczne sekrety skrywają się za jego murami? Czy Jules jest bezpieczna?

POD LUPĄ: Zacznę od wizualnej strony, czyli lupa w dłoń i do dzieła !

 Książka jest standardowego wymiaru A5. Jej okładka jest z miększej tekturki wykonana. Posiada skrzydełka, a jej matowa tekstura jest miziu, miziu. Niestety zostawia odciski palców na sobie, więc trzeba uważać. Całość utrzymana jest w kolorystyce różu, fioletu i czerni. Przedstawia hol jaki widzimy w hotelach, z drzwiami do paru pokoi, który świeci się w niepokojący sposób, a poruszająca się na wietrze czarna kotara wywołuje już dreszczyk emocji. W środku mamy wyklejkę, która przypomina taką tapetę  orientalną i jest też różowa. Wszystko to idealnie nawiązuje do treści książki. Czcionka jest bardzo przyjemna dla oka, a kartki są jasnego koloru. Całość podzielona jest na czas teraźniejszy i przeszły, czyli tydzień wcześniej.Ten zabieg bardzo mi się spodobał i dodał całości bardzo oryginalnego wyglądu, dlatego też te wydanie ocenię wysoko na : 5



OPINIA: Czyli jak ona smakuje ?

Pierwsza książka tego autora zachwyciła mnie i porwała na maksa. Dlatego kiedy ukazała się kolejna powieść bez żadnego zająknięcia, czy zawahania, stwierdziłam- tak muszę jej skosztować. Jak smakuje? Czy tak samo wybitnie jak jej poprzedniczka? Czy autor znowu zaskoczy mnie i wprawi w osłupienie? Jeśli jesteś ciekaw/a tak jak ja to weź sobie coś do picia, jedzenia, siadaj i słuchaj co mam Ci tym razem do opowiedzenia.

 Naszą przewodniczką po tym świecie i główną bohaterką jest Jules Larsen. Dziewczyna, którą spokojnie moglibyśmy nazwać, że obudziła się pod pechową gwiazdą. Nie dość, że jej rodzice zmarli to w tajemniczych okolicznościach znika jej młodsza siostra. I o ile dziewczyna zaczyna już normalnie funkcjonować w społeczeństwie, nagle okazuje się, że jej chłopak, z którym planowała przyszłość, notorycznie ją zdradzał. Jak to każda z nas kobiet, postanawia na nowo ułożyć sobie życie. Ma jej w tym pomóc owa propozycja praca. I przyznaję, ja też tak jak Jules pomyślałabym, że trafiłam na świetny łatwy zarobek grubego hajsu. Otrzymuje bowiem ona ofertę bycia przez 3 miesiące  mieszkanką najdroższego i najbardziej luksusowego apartamentu w słynnym hotelu Bartholomew. To tu mieszkają najznakomitsze sławy, które pragną spokoju, a przede wszystkim aby ich tajemnice nie ujrzały światła dziennego. Nasza młoda bohaterka czuje się jak ryba w wodzie. Nie dość, że będzie mieszkać niczym gwiazda to jeszcze będą jej za to płacić. Pełna wigoru, energii takiej wiesz pozytywnej, nie bacząc na nic podpisuje kontrakt. Nie straszne są dla niej nawet  dziwne zasady. Często absurdalne i rygorystyczne. Typu, nie możesz zapraszać gości - co wydaje się logiczne, by czegoś nie zniszczyć. Nie rozmawiaj z innymi lokatorami, nie pij alkoholu, nie pal- trochę przesada. I o ile na początku Jules oczarowana kasą nie widzi w tym nic dziwnego z czasem zaczyna jej to wszystko przeszkadzać. Bowiem jest osobą bardzo towarzyską, ciepłą i dążącą do celów. Jej upartość i dociekliwość nie raz wprawia ją w kłopoty. W szczególności kiedy zajmie się sprawą zaginięcia jej sąsiadki.

Poboczni bohaterowie są kluczem do rozwiązania sprawy więc nie mogę Ci o nich za dużo opowiedzieć. Jako sławni i bogaci lokatorzy owego hotelu są bardzo ekscentryczni, nieufni, zamknięci w sobie. Każdy z nich ma jakiś sekret, o którym inni nie wiedzą. Każda postać jest inna, ma inną aurę i roztacza wokół siebie inne nuty. To zdecydowanie jest na plus.



No dobra co z tą fabułką? Powiem Ci, że jest fenomenalna. Ja uwielbiam w literaturze motyw sekretów, tajemnic, jakiś szemranych historii, które nie zostały rozwiązane. Jeśli chodzi o owy hotel, w którym zamieszkała nasza bohaterka, słynie on z niestety ciemnej strony. Morderstwo, samobójstwo, podpalenie i to co w teraźniejszych czasach niestety jest o nim głośno to dziwne zaginięcia. Jules bardzo przeżywa kiedy to jej sąsiadka w tajemniczych okolicznościach z dnia na dzień znika, a inni lokatorzy zachowują się tak, jakby dziewczyny w ogóle nie znali.Owe zaginięcie Ingrid rozpoczyna serię dziwnych wydarzeń, a tajemnice niczym dym zaczynają dusić mieszkańców hotelu. Co tam się tak naprawdę dzieje? Czy po hotelu grasuje jakiś miliarder, który poluje  na młode dziewczyny i je zabija? A może chodzi o coś więcej? Historia ta zapewniam Cię wciąga od pierwszych stron czytelnika. Nie chcę zdradzić Ci o co tu chodzi, ale powiem jedno - nie ma tu nic paranormalnego, a problem jaki tu występuje- jest niestety prawdą. Każdy kto odważy się przeczytać tę książkę, stwierdzi, że faktycznie takie precedensy się zdarzają. Do bólu prawdziwa, a ciarki pojawiły się na mojej skórze. Mimo tak istotnego problemu z jakim mamy tu do czynienia, powieść ta jest ciutkę, ale serio ciutkę gorsza od poprzedniczki. Zabrakło mi więcej takich elementów niepokoju i grozy. Jednak w ogólnym rozrachunku stwierdzam, że to na prawdę świetna historia.

CZY WARTO SCHRUPAĆ?- czyli podsumowanie :

 ,, Zamknij wszystkie drzwi" to zdecydowanie chaczapuri z wołowiną. Owym drożdżowym plackiem, czyli podstawą tego dania są bohaterowie. Bardzo dobrze wykreowani. Jules jest jak najbardziej ,, ludzką" postacią z licznymi wadami. Jest naiwna, uparta i wścibska. Przy tym wszystkim troszczy się o innych. Jest taką bohaterką, do której czuje się sympatię. Mięsem wołowym obsmażonym w przyprawach jest dla mnie sam klimat książki. Momentami ciężki i brudny. Mrok i tajemnice otulają czytelnika niczym unosząca się para nad gazem. Bardzo mi się to podobało. Do samego końca nie wiedziałam w jakim kierunku pójdzie ta historia, a takie zabiegi uwielbiam najbardziej. Papryką i cebulą są dla mnie jak już wyżej wspomniałam tajemnice. I dotyczą one również samych pobocznych bohaterów, o których bardzo mało wiemy, a jak już się coś dowiemy to jest to bardzo znaczące do całej sprawy. Zaginięcie Ingrid jest jakby tym momentem, w którym to powieść się rozpędza, a my zaczynamy poznać hotel od tej ciemniejszej strony, gdzie światło słoneczne rzadko wpada. Serem żółtym ciągnącym się w środku i chrupki na wierzchu naszego placka jest owy poruszony problem, o którym mogę powiedzieć na prawdę bardzo mało, bowiem jest to rozwiązanie całej sprawy. Takie rzeczy dzieją się ciągle, nawet teraz. Naiwność ludzka i spryt przestępców powoduje, że takie precedensy na prawdę są i myślę, że książka w jakiś sposób ukazała również ową nierówność klasową, gdzie to bogaci ZAWSZE stoją trochę nad nami wszystkimi pod każdym względem. Dlatego wątek kryminalny według mnie jest tutaj bardzo dobrze wpleciony i nadaje całości taka bryzę grozy.Czy warto zatem schrupać tę powieść? Jak dla mnie była ona bardzo smacznym daniem. Jak wspomniałam wyżej, jej poprzedniczka pod względem dreszczyków, które wtedy we mnie wywoływała jest ciutkę lepsza. Mimo to i tak ,,Zamknij wszystkie drzwi" jak dla mnie jest fenomenalną powieścią. Nie mam się do czego przyczepić, jest na prawdę bardzo dobrze.

 

KOMU POLECAM?Osobom, które lubią thrillery, tajemnice i wątki kryminalne.

 

Za egzemplarz  i mile spędzony czas dziękuję wydawnictwu :


 

 

wtorek, 3 maja 2022

Wybawcy gwiazd-czyli arabska baśń..

 

 

 


 

 

Tytuł: Wybrańcy gwiazd

Autor:  Hafsah Faizal

Liczba stron: 636

Seria: Sands of Arwaiya

Wydawnictwo: Nowe Strony

Okładka:  miękka

SŁOWA KLUCZE: zemsta, brutalność, feminizm, Arabia, baśń, fantastyka, przygoda, podróż, przyjaźń,  miłość, rodzina,sekrety, intrygi, magia

 

 

KRÓTKA FABUŁKA: czyli z czym to się je?

 On musi zapanować nad magią krążącą w jego żyłach.
Ona mierzy się z zupełnie innym mrokiem.

Bitwa na Sharr dobiegła końca. Las Arz upadł. Choć Altair prawdopodobnie trafił do niewoli, to Zafira, Nasir i Kifah zmierzają do Krainy Sułtana, zdeterminowani, by zrealizować swój plan. Chcą zwrócić serca Starszych Sióstr do minaretów każdego kalifatu i wreszcie przywrócić magię w całej Arawiyi. Niestety ich możliwości są niewielkie, podobnie jak liczba sojuszników, a królestwo wręcz tonie w strachu przed Nocnym Lwem.

Podczas gdy zumra zastanawia się, jak zwalczyć największe zagrożenie dla mieszkańców, Nasir próbuje zapanować nad magią krążącą w jego żyłach. Musi nauczyć się, jak przekształcić swoją moc w broń nie tylko przeciwko Nocnemu Lwu, ale także własnemu ojcu, który pozostaje pod wpływem przeciwnika. Z kolei Zafira mierzy się z zupełnie innym mrokiem, płynącym z jej więzi z Dżałaratem, otaczające ją głosy doprowadzają Łowczynię do szaleństwa i na skraj chaosu, w którym nie śmie się pogrążyć.

Czas, jaki Nasir i Zafira mają do osiągnięcia celu, zmierza ku końcowi, a jeśli harmonia ma zostać przywrócona, konieczne będzie poniesienie drastycznych ofiar.

POD LUPĄ: Zacznę od wizualnej strony, czyli lupa w dłoń i do dzieła !

  Książka jest standardowo wymiaru A5. Jej okładka jest matowa i miła w dotyku, lecz nie zostawia śladów palców co jest dużym plusem. Posiada skrzydełka, które często służą jako zakładki, kiedy nie ma się ich na wyciągnięcie ręki. Utrzymana jest w kolorystyce borda, fioletu, czerni i żółci.  Na froncie widzimy mężczyznę, który spogląda z wieży na dziewczynę z kołczanem, która jakoby przychodzi go wybawić i uwolnić z wieży. Bardzo symboliczna ilustracja, która całkowicie odwraca wiele baśni ukazując siłę kobiet. W środku mamy mapę świata, co bardzo mi się spodobało. Jest czarno-biała i bardzo przydatna. W środku mamy beżowe strony, a kartki są średniej grubości. Czcionka nawet ta pisana kursywą jest czytelna i nie sprawia kłopotów przy dłuższym czytaniu.  Na dole mamy przypisy, a rozdziały są ponumerowane. Całość książki jest podzielona na trzy akty, co też przypadło mi do gustu. Co jest jeszcze ważne przy wydaniu, to mimo obszerności, na prawdę sporej w tym tomie, to świetnie się książka otwiera, grzbiet nie załamuje, ani nie wygina.. W dłoni leży świetnie, mimo swej objętości nie czuć tak ciężaru.  Samo wydanie książki oceniam na: 5




OPINIA: Czyli jak ona smakuje ?

Od recenzowania pierwszej części ,, Łowcy Płomienia" minęło na prawdę sporo czasu . Jednak pamiętam, jak byłam zafascynowana klimatem tej powieści. Jak tylko otrzymałam propozycję zrecenzowania finału tej dylogii, to jak dziecko ucieszyłam się na widok wielgaśnej czekolady, która będzie tylko dla mnie. Pierwsze co mnie zaskoczyło, kiedy trafiła do mych rąk to jej objętość. Jest na prawdę obszerna. Mimo to nie można mówić tu o nudzie, bowiem przez cały ten tom jest akcja i napięcie.

Jeśli chodzi o kreację bohaterów to muszę przyznać, że jestem pod wrażeniem, jak każda postać została tu przedstawiona. Każdy jest inny, nie jest tylko tłem dla głównych bohaterów, a wnosi do całej fabuły coś istotnego.  Ponieważ jest to drugi tom, to nie chcę za dużo zdradzać, jeśli jeszcze nie czytałaś/łeś pierwszego tomu.

Zafira to bardzo zdeterminowana dziewczyna, która potrafi poświecić się dla innych. Często zapominając o swoich potrzebach z oddaniem walczy o odzyskanie magii. Jakby tego było mało, codziennie musi stawiać opór swoim wewnętrznym głosom, które kuszą i mamią młodą dziewczynę.

Nasir to przystojny, młody mężczyzna, który musi obronić swój kraj przed Lwem. To co go wyróżnia na tle innych męskich bohaterów, to fakt, że nie obnosi się ze swym wyglądem, umiejętnościami. I choć ma ogromne powodzenie u kobiet, to dla niego nie jest to najważniejsze, a właśnie cel, do którego dąży. Jego relacje z ojcem to kolejny punkt, tego bohatera, który zasługuje na owy przystanek. Owa toksyczność, przemoc słowna i nie tylko ukazują, bowiem to co już wiem od dawna. Wzory powielamy od swych rodziców. Jednak Nasir przechodzi przemianę i walczy mimo ogromnej synowskiej miłości ( mimo wszystko)z własnym ojcem. Jaki jest tego finał?

No i muszę wspomnieć o Lwie naszym złoczyńcy. Uwielbiam takich bohaterów, którzy mimo swej nikczemnej aury, mimo wszystko są ludźmi. Mają swoje lęki, słabości, które maskują ową złośliwością, zadawaniem innym bólu, by Ci nie widzieli jego wad. Pragnienie władzy i to takiej absolutnej, jest dla tego bohatera tak ważne, że zatraca się w owym pragnieniu, zapominając o owym człowieczeństwie. Manipulator, lub wirtuoz słów, potrafi tak omamić, wszystko obrócić na swoją korzyść, że nie dziwię się bohaterom, którzy wierzy mu. Ja pewnie też bym uwierzyła, gdybym żyła w jego świecie. Jednak obserwując te postać na przestrzeni dwóch tomów, czytelnik widzi ,, przebłyski" dobra. Mimo że mają one jakiś ukryty cel, to wiemy, że i on mocno kochał. Na prawdę świetnie wykreowana postać, która pozbawiona jakichkolwiek skrupułów dąży do władzy, nawet za cenę swoich najbliższych.



To co najbardziej podobało mi się to relacje między Nasirem, a Zafirą. Dawno nie miałam do czynienia z tak fenomenalną chemią i przyciąganiem. Owe opisy wywoływały we mnie ciarki ich zmysłowość ( nie mylić z erotyką) i oddziaływanie było na prawdę magicznie magnetyczne.Owa delikatność przeplata się tu z namiętnością, ale taką piękną, która potrafi wywołać różne emocje. I choć owa miłość nie jest kluczowa w całej tej historii, chciałam o niej wspomnieć, bo dawno nie zachwycałam się tak opisami uczuć, które poniekąd wybuchają  u bohaterów w tak trudnych dla nich chwilach.

Jeśli chodzi o aspekt magii, polityki i wojny to są one tutaj fenomenalnie wyważone i opisane. Nie czuć tutaj przesytu jednego motywu nad drugim. Wszystko się jakby idealnie scala, tworząc jedną genialną fabułę. Zdrady, intrygi pałacowe, przyjaźń to wszystku tutaj współgra.

 Kultura arabska jest tutaj ostatnim elementem, o którym mogę śmiało pisać więcej, nic przy tym nie zdradzając. Podoba mi się owy klimat, a także odnoszenie do potraw, strojów, zwyczajów, które dla mnie są czymś nowym, nieznanym mi z codzienności. Poprzednią część porównywałam do Alladyna i spokojnie mogłabym dalej brnąć w te porównanie, ale ten tom, nie wiem czemu, bardziej przypominał mi Baśnie Tysiąca i jednej nocy.  Do owych pałacowych komnat przesiąkniętych krwią niewinnych młodych kobiet i sułtana, który zawsze był spragniony świeżej krwi. Taki też jest nasz Lew. Owe relacje poddani, służący ich zadania, to wszystko ukazuje nam istotę owej orientalnej kultury. Te kolorowe stroje, wierzenia, są tak żywe, że momentami czułam się jakbym oglądała jakiś dokument, czy film.

CZY WARTO SCHRUPAĆ?- czyli podsumowanie :

,, Wybrańcy gwiazd" to zdecydowanie Tabbouleh. Kaszą bulgur, czyli podstawą tego dania są bohaterowie, których kreacja na prawdę zachwyca i scala wszystkie elementy w całość, mimo ich różnorodności. Zawsze mam jakiegoś jednego bohatera, który chwyta mnie za serducho, jednak w tym wypadku, jeśli chodzi o tę serię- nie mam takiego. Wszyscy są znakomici i potrafią przyspieszyć bicie serca.  Natką pietruszki, jest dla mnie element polityczno- wojenny. Mamy intrygi, plany wojenne tak skomplikowane, że jak okazywało się kto zdradził, to ja niczym ta natka poddawałam się w rękach i kruszyłam z zaskoczenia. Mięsistymi kawałkami pomidora jest dla mnie motyw miłości. I ujmę tu każdy jej rodzaj. Autorka w swej książce ukazuje nam te uczucie nie tylko jako soczystą namiętność, delikatne zauroczenie, ale także jako miłość rodzicielską, która czasem niczym te szypułki nie są takie łatwe do wykrojenia. Stają się toksyczne, ingerujące w życie młodych.  Cynamonem czyli tą szczyptą jest magia. Delikatna, nie nachalna,a jednak dodająca całości takiego właśnie sznytu i smaku. Oliwą i sokiem z cytryny są dla mnie wszystkie elementy owej kultury arabskiej. To właśnie one sprawiają, że ta powieść jest tak wspaniała, inna, a przy tym przykuwająca do fotela. Czy warto zatem ją schrupać? Jak dla mnie ta książkowa sałatka okazała się być strzałem w dziesiątkę. To coś innego na tle innych fantastyk. Mamy tutaj wiele ciekawych aspektów poruszonych, które dzieją się w naszym życiu. Nawiązanie do baśniowości i orientalnych legend. To bardzo orzeźwiająca  powieść, którą polecam trochę starszej młodzieży i dorosłym.


KOMU POLECAM? Osobom, które lubią taką fantastykę z domieszką legend, baśni, które poszukują oryginalnego klimatu, historii.

 P. S Zaznaczałam piękne cytaty w tej powieści, jak widać, jest ich sporo :) 

Za egzemplarz i przeniesienie mnie do baśniowej Arabii  dziękuję wydawnictwu:

 

 

sobota, 26 marca 2022

Wielka Panda i Mały Smok- czyli podróż po refleksji..

 

 

 


 

 

Tytuł:Wielka Panda i Mały Smok

Autor:  James Norbury

Liczba stron:156

Wydawnictwo: Albatros

Okładka:  Twarda

SŁOWA KLUCZE: refleksja, filozofia, mądrości, podróż, przyjaźń, odwaga.

 

 

KRÓTKA FABUŁKA: czyli z czym to się je?

 Wielka Panda i Mały Smok podejmują wspólną podróż, choć dobrze się nie znają. Szybko gubią drogę – jak wielu z nas w życiu – ale wiedzą, że stracenie z oczu celu często pozwala dostrzec wspaniałości, których zazwyczaj nie zauważamy. Dlatego z radością błądzą, odkrywają nieznane miejsca i dyskutują o tym, co w życiu najważniejsze.

 

POD LUPĄ: Zacznę od wizualnej strony, czyli lupa w dłoń i do dzieła !

 Książka jest formatu A5. Twarda oprawa utrzymana jest w kolorystyce bieli, czerwieni. Na froncie mamy ilustrację pandy, która na swych plecach niesie małego smoka. Okładka jest matowa, a złocone napisy dodają jej elegancji, przy całym tym minimalizmie. To co mnie najbardziej zachwyciło to brzeg materiałowy, na którym mamy znów złocenia i malutką ilustrację owych bohaterów. W środku mamy przepiękne ilustracje, ryciny związane z Pandą i Smokiem.  Cudownie nawiązują do owych mądrości, które czytamy na kartach. Czcionka jest bardzo czytelna, a strony są białe i grubsze. Całość podzielona jest na 4 pory roku. Mamy również wstążkę i cudowne wyklejki, które wieńczą całe te wydanie. Jak dla mnie jest to ocena: 6



OPINIA: Czyli jak ona smakuje ?

Dziś krótko, bo też książka nie jest typową historią, a zbiorem różnych cudownych cytatów, mądrości, które nawiązują do naszego życia, które przedstawione są tutaj symbolicznie jako owa droga. Panda i Smok wyruszają w drogę, lecz jak to bywa gubią się. Napotykają na liczne problemy, jednak siła ich miłości, czy przyjaźni potrafi pokonać wszelkie trudności, jakie napotykają na swej drodze. 

Jeśli chodzi o samą kreację bohaterów to Panda jak i Smok są nie tylko przeuroczy, ale bardzo mądrzy. Potrafią wspierać się nawzajem, podnosząc na duchu, za każdym razem, kiedy któreś z nich poczuje się gorzej. Ich humor, przyjaźń potrafią trafić Czytelnika w czułe miejsca. Ja przyznaję rozpłakałam się na jednym fragmencie. 

To co wyróżnia tę książkę na tle innych to fakt, że można ją czytać jak się chce. Każda strona bowiem to inna mądrość. Nie ma tu linii fabularnej jedynie fakt, że nasi bohaterowie podróżują. Ja jestem zachwycona tą książką.



CZY WARTO SCHRUPAĆ?- czyli podsumowanie :

,, Wielka Panda i Mały Smok" to dla mnie ciastko makaronik. Owym białkiem, czyli głównym składnikiem są dla mnie bohaterowie, którzy są delikatni, chrupiący, a przy tym bardzo uroczy.Ich  humor, przemyślenia, czy wspaniała relacja jaka ich łączy są warte naśladowania.Do obu poczułam ogromną sympatię i ciężko było mi się z nimi rozstać. Migdałem są dla mnie owe filozoficzne nawiązania do naszych problemów. To w jak piękny metaforyczny sposób autor ukazuje nasze uczucia, rozterki, strach, czy niepokoje jest fenomenalna. Ta książka  pokazuje, że nie ma problemu z którym sobie nie poradzisz, jeśli masz przy sobie drugą osobę, która będzie Cię wspierać. Cukrem pudrem, które scalają to wszystko w jedną całość są ilustracje, które idealnie wprowadzają nas w klimat refleksji. Ich różnorodność w formie czyli szkice, kolory idealnie są dopasowane do danego cytatu, co tym bardziej oddziaływuje na emocje i przemyślenia. To co jeszcze mnie ujmuje w tej książce to fakt, że jest ona uniwersalna i każdy w niej znajdzie coś dla siebie. Dzieci, jak i dorośli wyniosą z niej innej ważne dla siebie nauki. Dlatego uważam, że warto ją schrupać. Ja polecam Ci ją z całego serduszka.

 

KOMU POLECAM?  Wszystkim, w każdym wieku

 

 

 

sobota, 12 marca 2022

Skrzynia w lesie, czyli kilka słów o pewnej zagadce

 

 

 

 


 

 

Tytuł:Skrzynia w lesie

Autor:  Maureen Johnson

Liczba stron: 404

Wydawnictwo: Poradnia K

Okładka:  miękka

SŁOWA KLUCZE:nastolatki, obóz, morderstwo, śledztwo, lato

 

 

KRÓTKA FABUŁKA: czyli z czym to się je?

 Czy Stevie wyjdzie żywa z kolejnej mrocznej i zawikłanej zagadki?

Dla młodej detektywki Stevie Bell nie ma jak morderstwo. Dziewczyna po powrocie z Akademii Ellinghama zaczyna spokojne – i nudne – wakacje w domu. Niedługo jednak pozostaje bez zajęcia: dostaje wiadomość od właściciela Sunny Pines, znanego wcześniej jako obóz Wonder Falls. To miejsce niewyjaśnionej zbrodni z 1978 roku, kiedy w lesie na obrzeżach miasta zamordowano czterech wychowawców. Ich ciała odnaleziono w makabrycznym stanie.
Nowy właściciel obozu proponuje Stevie współpracę nad podcastami kryminalnymi dotyczącymi tej sprawy. Stevie zgadza się pod warunkiem, że będzie mogła przyjechać do Sunny Pines z przyjaciółmi z Akademii Ellinghama. Nic ich tak nie kusi, jak wspólnie spędzone lato i zagadka do rozwikłania.
Kiedy Stevie zagłębia się w sprawę sprzed lat, okazuje się, że jest ona co najmniej tak skomplikowana jak zagadka Akademii. W lesie nadal czai się zło i zagrożone są kolejne osoby. Czy tym razem Stevie uda się ujść z życiem?

POD LUPĄ: Zacznę od wizualnej strony, czyli lupa w dłoń i do dzieła !

 Książka jest standardowego formatu A5. Matowa okładka nie zostawia odcisków palców. Wypukłe, lakierowane napisy dodają okładce efekt 3D, co mi się bardzo podoba.  Utrzymana jest w kolorystyce bardzo mrocznej, fioletowej, czarnej, granatowej i czerwonej. Owe gałęzie i dół, które widzimy na froncie są nie tylko niepokojące, ale i tajemnicze. W środku mamy beżowe kartki, grubsze. Czcionkę przyjemnej wielkości. Rozdziały są ponumerowane i przy każdym mamy minimalistyczny obrazek. To co mi się najbardziej spodobało to fakt, że mamy mapkę. Jeśli miałabym się do czegoś przyczepić to brak wyklejki, ale wiesz, to już takie czepialstwo ;) Całość oceniam na: 5



OPINIA: Czyli jak ona smakuje ?

Witam Cię po długiej przerwie. Mam nadzieję, że się troszkę stęskniłeś mój Czytelniku. Gwoli ścisłości- u mnie wszystko ok, ale obecna sytuacja powodowała, że nie miałam siły pisać do Ciebie. Spokojnie, książki gościły u mnie cały czas. Jak wiesz, nie lubię robić czegoś od czapy,więc postanowiłam zrobić sobie przerwę, ale spokojnie- WRACAM już do Ciebie. Mam sporo nowości, które myślę, że Cię zaciekawią. 

Dziś przychodzę z 4 częścią przygód Stevie i przyznaję, stęskniłam się za tą bohaterką.  Czy ten tom dorówna poprzednikom? Czy będzie tajemniczo, ciekawie, a przede wszystkim, czy będą zagadki do samodzielnego rozwikłania? Jeśli jesteś ciekaw/a to weź sobie coś do picia, jedzenia, siadaj i słuchaj co mam Ci dziś do opowiedzenia.

Stevie, po rozwiązaniu trudnej zagadki w akademii i zyskaniu dzięki temu sławy, wydawać by się mogło, że wiedzie ciekawe i pełne akcji życie. Jednak, jak to w życiu bywa, czasem sława jest chwilowa, a nasze powodzenie, jest tak krótkie jak gorący napój, który zostawiony  sam sobie bardzo szybko stygnie. Tak też jest z życiem naszej bohaterki. Po gorącej sprawie i wirze zagadek, które musiała rozwiązać nastąpiła przerwa. Przerwa, która przynosi Stevie rozgoryczenie, nudę i rezygnację. No bo przecież zagadki i morderstwa nie wyskakują z paczek pozostawionych przez kuriera i to jeszcze zaadresowanych do nastolatki... I kiedy nasza bohaterka boryka się z ową nudą i poszukuje swojego sensu istnienia zawodowego, nagle otrzymuje propozycję nie do odrzucenia. Los mruga do Stevie z kolejną zagadkową śmiercią, która wydarzyła się w 1978 roku na obozie letnim. Bez zastanowienia, dziewczyna zbiera swoją paczkę, czyli Nate'a, Davida i Janielle i postanawiają rozwikłać tę sprawę.

To co podoba mi się najbardziej w tej części to fakt, że widzimy upływ czasu. To w jakim położeniu zastajemy Stevie. Nie jest ona rozchwytywana, nie prowadzi superaśniego trybu życia. Nie, ona zmaga się z rzeczywistością i naszymi problemami dnia codziennego. Praca, szukanie własnej drogi kariery, niepewność co przyniesie jutro. Odkrywa również swoje wady nad którymi musi popracować. 



Co z fabułką? Muszę przyznać, że od samego początku jest tajemnicza, wciągająca i bardzo mroczna. To już nie zabawa w dziwne zaginięcie, ale brutalny mord na nastolatkach. To co mi przypadło do gustu to fakt, że odkrywamy mroczne strony owych ofiar. I choć z pozoru wydają się być oni niewinni, to rzeczywistość z każdą stroną pokazuje Czytelnikowi, że nikt nie jest idealny. Sama sprawa, którą musi rozwiązać Stevie, bardzo mnie zainteresowała. Mamy do czynienia albo z seryjnym mordercą, albo z samozwańczą wendetą. Autorka nie daje nam oczywistej odpowiedzi, pozostawia nas w niepewności. Znowu mamy dużo zagadek, poszlak, dzięki którym możemy poczuć się jak prawdziwy detektyw. Nie będę owijać w bawełnę- ja tę serię uwielbiam, więc bardzo się cieszę, że mogłam znowu spotkać się z bohaterami i wyruszyć z nimi na bardzo krwawe śledztwo.

CZY WARTO SCHRUPAĆ?- czyli podsumowanie :

,, Skrzynia w lesie" to zdecydowanie  ,, Jagodowy sernik na zimno".   Kruchymi ciasteczkami petitkami, które są fundamentem tego ciasta, jest główna bohaterka Stevie. Choć jest delikatna i w smaku maślana, jak przystało na nastolatkę to owe zderzenie z rzeczywistością i uświadomieniem sobie swoich wad, sprawa, że jest krucha i chrupiąca. Bardzo mi się spodobał ten zabieg, bo autorka pokazuje, że nikt nie jest idealny i nie ma super mocy. Każdy z nas ma jakieś słabości nawet główny bohater. Masą serową jest dla mnie sama akcja. Bardzo wartka, zbita, a przy tym nie męcząca. Płynie się przez nią lekko. I to co dla mnie jest najważniejsze to fakt, że czytelnik nie jest w stanie się oderwać od fabuły. Musem jagodowym, który należy połączyć z serem jest sama sprawa kryminalna. Bardzo mocna, kwaśna, a przy tym interesująca. Nie wiadomo bowiem, czy mamy do czynienia z seryjnym mordercą, dlatego owa zbrodnia jest tak krwawa i brutalna, czy z jakimiś osobistymi porachunkami. Cukrem pudrem, który to wszystko oprósza z wierzchu to owe dodatkowe zagadki, które czytelnik może sam spróbować rozwiązać. Bardzo podobają mi się takie zabiegi, dzięki którym razem z bohaterami mogę rozwiązywać. Wtedy też jeszcze bardziej przeżywa się całą historię. Czy zatem warto schrupać tę część? Zdecydowanie tak, jak dla mnie był to bardzo smakowity powrót do tego świata i bohaterów.

 

KOMU POLECAM? Wszystkim tak od 14lat

 

Za egzemplarz i bardzo mile spędzonego czasu dziękuję wydawnictwu :




 

 

środa, 29 grudnia 2021

Legendy Ostatniego Wszechświata- czyli powrót do korzeni...

 

 

 


 

 

Tytuł: Legendy Ostatniego Wszechświata

Autor:  Kalina Bobras

Liczba stron: 255

Wydawnictwo:  Ridero

Okładka:  twarda

SŁOWA KLUCZE: podróż, nastolatki, magia, fantastyka, sci-fi, przyjaźń, szkolenie, tajemnica

 

 

KRÓTKA FABUŁKA: czyli z czym to się je?

POD LUPĄ: Zacznę od wizualnej strony, czyli lupa w dłoń i do dzieła !

 Książka jest standardowego wymiaru A5. Twarda oprawa, matowa, która nie zostawia odcisków palców. Przyjemna w dotyku.Utrzymana w kolorystyce czerni, granatu, niebieskości, bieli.  Bardzo podoba mi się okładka. Niczym obraz w galerii, skłania do różnych refleksji. W środku nie ma wyklejki, mapy, ani słowniczka( ten by się przydał). Rozdziały są ponumerowane , a podtytułami są imiona bohaterów. Kartki są grube i białe. Mi to nie przeszkadzało w czytaniu, ale to co sprawiło, że długi czas spędziłam nad lekturą to mała czcionka. Czytając nocami po 3 -4 stronach musiałam ją odkładać. Więc polecam ją czytać za dnia. Całość wydania oceniam na: 4



OPINIA: Czyli jak ona smakuje ?

Dawno nie czytałam fantastyki połączonej z jakoby sci-fi, dlatego z chęcią po nią sięgnęłam.  Wiedząc, że to debiut podeszłam do niej z innej strony, jak mam to w zwyczaju. Zatem, czy warto sięgnąć po ,, Legendy Ostatniego Wszechświata"? Jeśli jesteś ciekaw(a) jak wypada to weź coś do picia, jedzenia, siadaj i słuchaj co mam Ci dziś do opowiedzenia.

Głównym bohaterem jest Anelaer, młody chłopak, który wkracza w świat dorosłych. Zbuntowany i mający swoją wizje siebie, często spiera się z rodzicami. Jest wybitną jednostką, przynajmniej na początku się taki wydaje, gdyż posiada moc- Rdzeń, bardzo silny, nad którym ciągle stara się panować. Jego kontrola wymaga od niego wiele pracy, co z czasem pomoże mu odkryć prawdę. Jaką? O swoim pochodzeniu. Czytelnik, bardzo szybko dowiaduje się iż An jest adoptowany, a jego umiejętności wykraczają zdolności innych. Można rzec, zaczyna być dziwadłem w swoim świecie. Kiedy otrzymuje więc propozycję wstąpienia do Gwardii, by bronić królewską rodzinę, postanawia się szkolić na takiego ala assasina/ rycerza. Chłopak, choć kreowany jest na ,, idealnego" bohatera, na szczęście ma wady. Jest lekkomyślny i często musi walczyć ze swymi pokusami. Bardzo spodobało mi się to, że Autorka skupiła się na jego realistycznym wizerunku. Od samego początku czuć, że mamy do czynienia z nastolatkiem, a nie dorosłym- nastolatkiem, który to wie wszystko i umie. An szuka odpowiedzi na pytanie kim jest? Jaka historia skrywa się za jego pochodzeniem? I chyba to co najważniejsze, szuka przyjaciół. Jest lojalny, uczciwy, ale i zagubiony. Potrafi przyznać się do porażki i dąży do odkrycia prawdy za każdą cenę. Myślę, że młody czytelnik polubi go. Moją sympatię skradła Yoake. Mentorka i przyjaciółka Ana. To silna kobieta, która w świecie mężczyzn daje czadu. Pokazując, że nie dajemy sobie w kaszę dmuchać. 



No dobra, co z tą fabułką?  Szczerze- jak zawsze ,momentami jeśli chodzi o akcję to miałam jej przesyt. Bardzo dużo się dzieje i nie miałam, jak złapać oddechu. Przez co brakowało mi czasem takiej do głębszej analizy nawet tej psychologicznej. An, podróżuje po różnych światach, odkrywając ich piękno, a w każdym z nich ma jakąś przygodę. Także, na nudę nie ma co narzekać, dzieje się tu sporo. To co zasługuje na pochwałę to przede wszystkim: rozbudowany świat- każdy jest inny i niepowtarzalny. Magia i jej funkcjonowanie na kartach powieści jest dopieszczone pod każdym względem. Jej naukowe, momentami technologiczne podejście, trafiało do mnie za każdym razem. Podziwiam Autorkę za jej kreatywność pod tym kątem. Kolejny plus to zdecydowanie religia i polityka, które zawsze są ze sobą połączone. Nie brak tu intryg, czy legend, które nie raz mi zaimponowały. Podróże po innych światach, gdzie mamy do czynienia z różnymi rasami ze świata fantasy, były ciekawe. Może nie jakieś odkrywcze, ale bardzo dobrze skonstruowane.  Wartości jakie spotkasz w tej historii to przede wszystkim: przyjaźń, braterstwo, rodzina,  odkrywanie własnego ja.


CZY WARTO SCHRUPAĆ?- czyli podsumowanie :

 Książka ,, Legendy Ostatniego Wszechświata" to ciekawa pozycja dla młodych czytelników. Mogę więc porównać ją do sernika bez spodu. Owym serem jest cała fabuła, która mimo szybkich obrotów akcji, czyli maszynki do mielenia sera, powoduje, że jest to wszystko puszyste, a zarazem delikatne. Owe podróże po Wszechświecie, w poszukiwaniu prawdy o sobie, jest jakby odzwierciedleniem naszego życia, które nie raz nas zaskakuje i pędzi na najwyższych obrotach.  Owym waniliowym smakiem są dla mnie bohaterowie. Autorka skupiła się na Anelaerze ukazując rozterki młodego człowieka, który wkracza do świata dorosłych. Uczy się na swoich błędach, a zapał i młodzieńczy wigor, pomagają mu nie tylko w odkrywaniu piękna owych licznych światów, ale poznaje nowych ludzi. Ludzi, którzy pomagają mu w rozumieniu nie tylko swoich umiejętności, ale i towarzyszą mu w jego podróży. Są oni nie tylko jego przyjaciółmi, ale i przewodnikami, którzy pokazują mu, jak ma się odnaleźć w danym miejscu. Wartości, jakie znajdujemy w tej historii są proste, jak owy przepis na sernik, jednak w prostocie siła.  Mnie ta książka się ogółem podobała. Warto ją schrupać. Spodoba się na pewno młodym osobom i takim, które zaczynają swoją przygodę z tym gatunkiem. Jak na debiut Autorki, jest nieźle. Brak owego spodu, czyli mała czcionki, czy szybkie tempo w ogólnym rozrachunku mi nie przeszkadzało. Z przyjemnością wzięłabym kolejny kawałek, czyli część na talerzyk do schrupania. 

 

KOMU POLECAM? Osobom, które zaczynają przygodę z tym gatunkiem i młodzieży. Spodoba się osobom, które lubią,, Zwiadowców", czy nawet,, Star Wars ", bo czuć tu lekkie nawiązania do tych serii :) 

 

Za egzemplarz i miłe spędzony długi czas ( przez czcionkę, ale i może dobrze, bo dłużej się nią delektowałam ) dziękuję serdecznie Autorce : Kalinie Bobras ❤️

 

 

sobota, 6 listopada 2021

Dzień bez teleranka- jak wyglądał ?

 

 

 


 

 

 

Tytuł:Dzień bez teleranka-

Autor:  Anna Mieszczanek

Liczba stron:344

Wydawnictwo: Muza

Okładka:  miękka

SŁOWA KLUCZE:reportaż, historia, codzienność, fakty, polityka

 

 

KRÓTKA FABUŁKA: czyli z czym to się je?

 13 grudnia 1981 roku zatrzymał na moment rozpędzoną polską rzeczywistość. Przerwał wielkie marzenie ludzi o wolnym kraju. Siłami wojska i służby bezpieczeństwa przywrócił dawny „porządek”. Internował wolność. Chwilowo.

Formalnie stan trwał półtora roku, niewiele dłużej niż solidarnościowy „karnawał”. W lipcu ‘83 został zniesiony. Jednak ostatni więźniowie polityczni siedzieli do połowy 1986 roku.

Goniec z wydawnictwa, reżyser zaraz po filmówce, młody pracownik komitetu dzielnicowego, początkująca dziennikarka, motorniczy, ogrodniczka z MSW, kapitan z wydziału zabójstw, sekretarz organizacji partyjnej w dużej firmie, mały chłopiec, któremu zamknęli ojca, i inni to bohaterowie, których historia zwykle nie zauważa. Każdy z nich stał się częścią reporterskiej opowieści o jednym z najboleśniejszych momentów w dziejach powojennej Polski, kiedy wszystko przesiąknięte było polityką. Ludzi tych, niezależnie od tego, po której stronie barykady stali, łączy trudna historia czasów ich młodości. To bohaterowie szarej codzienności, wciągnięci w wojnę z niewidzialną siłą politycznej przemocy.

Jak dostosowywali się do zakazów i nakazów stanu? W jaki sposób zamykały się za nimi ścieżki otwarte przed grudniem ‘81? Co pozwalało im trwać, i tworzyć enklawy wolności? Jakich musieli dokonywać wyborów? Kiedy słabli i gorzknieli? Dzięki czemu znów ogarniała ich nadzieja? Czy ten proces naprawdę się zakończył?

Relacje bohaterów, nagrywane na bieżąco, a także w roku 1989 i w latach dwutysięcznych, przeplatają się z dokumentami władz partyjnych czy SB. Pokazują szczegóły tego kolizyjnego kursu, na którym Polacy znaleźli się w latach 80. 

 

POD LUPĄ: Zacznę od wizualnej strony, czyli lupa w dłoń i do dzieła !

 Z PRZYMRUŻENIEM OKA

Książka standardowego formatu A5. Prawdopodobnie będzie matowa okładka. Na froncie mamy czarno-białe zdjęcie ukazujące słynne kolejki, które stały ,, za czymś". Całość utrzymana jest w kolorystyce niebieskości i szarości. W środku mamy bardzo dużo zdjęć czarno-białych. Czcionka jest bardzo przyjemna dla oka. Rozdziały ponumerowane, a najważniejsze rzeczy są pogrubione. Wydanie oceniam jak najbardziej na: 4+



OPINIA: Czyli jak ona smakuje ?

Znowu mnie naszła ochota na jakiś reportaż i tak o to w ręce wpadła mi książka opowiadająca o stanie wojennym. Postanowiłam sprawdzić, jak ona smakuje, czy jest zjadliwa? Jeśli Cię zaciekawiłam to weź sobie coś do picia, jedzenia, siadaj i słuchaj co mam Ci dziś do opowiedzenia.


Zacznę od tego, że cały reportaż jest napisany bardzo potocznym językiem, przez co czyta się tę książkę przyjemnie. Owy slang tamtych lat jest wyjaśniany, a rzeczy, których ja nie znałam wyjaśnione. Momentami miałam wrażenie, że oglądam dokument, a nie czytam go. Myślę, że to za sprawą licznych zdjęć, których tutaj jest ogrom. Dzięki czemu, można poczuć klimat tamtych lat. Poczuć ową grozę i lęk przed tym co nadejdzie. 

Autorka, bardzo rzetelnie skupia się na każdych instytucjach i ukazuje czytelnikowi ich funkcjonowanie. Owa cenzura w TV, czy gazetach, bardzo aktualna myślę w dzisiejszych czasach. Szczucie jednych na drugich, czy nagła inflacja, wynikająca z zadłużenia i owe braki na półkach. To co mnie najbardziej chwyciło za serce, to owe nawiązania do historii, bardzo obiektywne podejście i ukazanie owej rzeczywistości oczami nas.. zwykłych obywateli, którzy nagle z dnia na dzień musieli odnaleźć się w nowej rzeczywistości, gdzie żołnierze chodzą po ulicach z karabinami, jest godzina policyjna. 



Z drugiej strony mamy ukazaną politykę i jak aktorzy, dziennikarze, czy politycy zaczynają wychodzić na ulicę i głośno protestować, w różny sposób na ową rzeczywistość. Co mnie najbardziej zaskoczyło? Myślę, że to w jaki sposób umieli ludzie obejść przepisy- zakazy. Ich pomysłowość zdecydowanie mi zaimponowała. Z drugiej strony ukazana została owa brutalna rzeczywistość i to ile osób zginęło w obronie wolności. 

Nie chcę za dużo Ci zdradzić, ale uważam, że ten reportaż jest bardzo solidnie napisany i zawiera całą kwintesencje tamtego okresu. Dowiedziałam się wiele ciekawych rzeczy, o których nie miałam wcześniej pojęcia. Według mnie jest wart uwagi.


CZY WARTO SCHRUPAĆ?- czyli podsumowanie :

 Krótko i na temat, jak dla mnie ten reportaż to zdecydowanie zapiekanka z PRL-u. Chrupiącą bagietką jest dla mnie język, w jakim została napisana. Jest lekki, a przy tym oddaje klimat tamtych lat za sprawą sloganu, czy nazw, które dziś już są zapomniane. Nie wiem czemu, ale nazwa Cinkciarz do tej pory mnie śmieszy, a już to w jaki sposób powstał ten neologizm dodatkowo mnie rozbawiło. Ciągnącym żółtym startym serem, jest dla mnie ukazanie tego wydarzenia pod kątem historycznym, w sposób obiektywny ukazując obie strony owej barykady w sposób profesjonalny. Pieczarkami, są dla mnie zdjęcia, które wprowadzają cudowny klimat tamtych lat. Nie tylko wzbogacają całą opowieść, ale pokazują trudny, cierpienia i życie codzienne.  Czy warto ją schrupać? Tak, ale polecam ją osobom, które interesują się tą tematyką, lubią historię. Jest to poniekąd minus, ale grono odbiorców jest niestety ograniczone.

 

KOMU POLECAM? Miłośnikom czasów PRL-u, fanom historii i literatury faktu

 

Za egzemplarz dziękuję serdecznie:




 

 

niedziela, 31 października 2021

Przeklęte przedmioty- idealna książka na noc Halloweenową

 

 

 


 

 

 

Tytuł:Przeklęte przedmioty

Autor:  J.W Ocker

Liczba stron:314

Wydawnictwo: Kobiece

Okładka:  miękka

SŁOWA KLUCZE: przedmioty, klątwa, śmierć, historia, prawdziwe wydarzenia

 

 

KRÓTKA FABUŁKA: czyli z czym to się je?

 Historie upiornych przedmiotów wywołujące dreszcze! 

Strzeżcie się... Oto niezwykłe, ale prawdziwe opowieści o najbardziej niesławnych przedmiotach na świecie, które spodobają się nie tylko pasjonatom zjawisk nadprzyrodzonych. 

Znajdziemy je w muzeach lub na cmentarzach. Bywało, że trafiały do prywatnych domów. Ich historie, często tragiczne i zawsze osobliwe, stały się inspiracją dla niezliczonych horrorów, programów telewizyjnych oraz opowiadań snutych przy ognisku.   

Przeklęte przedmioty – jedyne, czego potrzebują, aby wyzwolić falę nieszczęść, to przypadkowe spotkanie z człowiekiem. Nieprawdopodobne, ale prawdziwe opowieści, które sprawią, że będziesz miał gęsią skórkę. 

Opętana przez demony lalka Annabelle, pechowa mumia, przez którą miał zatonąć Titanic, pierścień Silvianusa, który zainspirował Tolkiena do napisania „Hobbita”, mumia Ötziego – człowieka lodu czy skrzynka dybuka będącą inspiracją dla twórców horroru „Kronika opętania”… To tylko niektóre z upiornych przedmiotów, których historie poznacie w tej książce. 


POD LUPĄ: Zacznę od wizualnej strony, czyli lupa w dłoń i do dzieła !

 Książka jest standardowego formatu A5. Miękka okładka, jest z cieńszej tekturki wykonana. Matowa, uwaga zostawia odciski palców, więc lepiej ją zabezpieczyć, posiada skrzydełka i cudowną wyklejkę w środku. Utrzymana jest w kolorystyce czerni, złota, bieli i turkusu. Na środku mamy deltoid, w którym to jest tytuł, a dookoła niego mamy ilustracje przedmiotów, które spotkany w środku. Cała okładka jest jakby witrażem, co bardzo mi się podoba. Oczywiście, wolałabym w twardej oprawie, ale nie można mieć wszystkiego. W środku mamy białe, dość kredowe strony. Czcionka w kolorze turkusowym zawsze jest pogrubiona i występuje w tytule danego przedmiotu, natomiast opisy już są czarną czcionką napisane i to w przyjemny sposób. To co zachwyca to biało-czarno-turkusowe ilustracje, przedstawiające owe przedmioty, o których mowa. Jest ich tu na prawdę dużo, od małych po zajmujące całą stronę lub średnie. Dodatkowo mamy turkusowe rameczki, które zawierają ciekawostki. Cały zbiór podzielony jest na różne kategorie, które oddzielone są od siebie jakimś fajnym wstępem na granatowo- czarnych stronach. Wygląda to odjazdowo. Mamy na początku spis treści, więc możemy ten zbiór czytać do woli, jak nam się podoba. Całość wydania oceniam na: 5+



OPINIA: Czyli jak ona smakuje ?

Dziś noc Halloween, dlatego postanowiłam zaprezentować Ci książkę, która sprawdzi się na tę imprezę w 100%. Sprawi, że będziesz brylować ciekawostkami, które mrożą krew w żyłach i istnieją po dziś dzień. Będzie to bardzo krótka recenzja, bo jak wiesz staram się nie zepsuć zabawy spojlerami. O czym więc mowa? Co to za książka? Jeśli jesteś ciekaw to weź sobie coś do picia, jedzenia, siadaj i słuchaj co mam Ci dziś do opowiedzenia.

,, Przeklęte przedmioty" to powiedziałabym genialna literatura faktu, połączona z grozą.  Autor bowiem zabiera nas w podróż po różnych muzeach świata i szuka przedmiotów historycznych, których opowieści,  wywołują ciarki na skórze lub gdzieś je rozsławiły ową złą mocą. 



Bohaterami więc tego zbioru są najróżniejsze rzeczy od rzeźb, lalki, przedmioty codziennego użytku, klejnoty, czy mumie. Całość napisana jest świetnym, lekkim, momentami zabawnym językiem. Mamy tutaj 55 historii podzielonych na 7 kategorii. Liczne ilustracje dodatkowo wprowadziły mnie w taki mroczny klimat i wpływały na moją wyobraźnię-przyznaję szczerze. I choć jak wiesz, nie sięgam po horrory, to ten zbiór łączy w sobie elementy historii z licznymi zabobonami, które autor zebrał z całego świata i przedstawia nam te najciekawsze, najkrwawsze i mrożące krew w żyłach. Przepięknie połączył fikcje z wydarzeniami, które działy się na prawdę i które sprawiły, że owe przedmioty stały się sławne. Ja nie potrafiłam oderwać się od tego zbioru. Czytałam  go z ogromną ciekawością, odkrywając nowe fakty i nie powiem, mam swoje ulubione anegdotki, które serio mnie przeraziły. Samo wydanie książki, jak widzisz jest przepiękne, ale treść dorównuje owej zewnętrznej powłoce. Jeśli szukasz czegoś z elementami grozy, historii, prehistorii i artefaktami, które po dziś dzień można oglądać w muzeach, no i chcesz zaimponować przyjaciołom ciekawostkami związanymi ze sławnymi osobami, to zdecydowanie ten zbiór jest dla Ciebie.

CZY WARTO SCHRUPAĆ?- czyli podsumowanie :

Książka ,, Przeklęte przedmioty" to zdecydowanie Halloweenowe paluszki wiedźmy. Ciastem francuskim, czyli palcem, które owija i scala całość jest dla mnie owa autentyczność historyczna. Mamy tutaj bardzo dużo odniesień do faktów, które wydarzyły się na prawdę, czy postaci, które znamy nie tylko z ekranu, ale i królów, arystokracje i inne ważne osobistości, które ukształtowały nasze osiągnięcia, czy obecny świat. Parówką, czyli paznokciem, są dla mnie zdecydowanie owe przedmioty, o których przyznaje nie miałam pojęcia, że istnieją, a do dziś można je oglądać w muzeach. Niektóre z nich stały się inspiracjami do książek, filmów, czy owych strasznych legendy, którymi się straszy dzieci, lub słynie dane miejsce. Ketchupem, czyli krwią są dla mnie owe ,, fantastyczne", paranormalne anegdotki związane z danym przedmiotem. Przyznaję bez bicia, że zaznaczone znacznikami, są te historie, które wywołały u mnie ciarki na skórze i sprawiły, że odczuwałam niepokój. Jak dla mnie warto schrupać ten zbiór, bo po pierwsze jest świetnie wydany. Liczne ilustracje, tylko dodają całości mrocznego klimatu. Po drugie można ją czytać jak się chce. Po trzecie, odnosi się do historii i ja przyznaję wiele nowych ciekawostek się z niej dowiedziałam np o Tolkienie i jego pierścieniu,  słynnej Księdze opętania, czy lalce Robercie, która jest starsza od tej słynnej Annabelle. Całość czyta się jednym tchem i serio, nie da się od niej odciągnąć. Nie mam żadnych uwag, ani minusów, co do treści. Jestem tak zachwycona tą książką, że aż plączą mi się palce jak pisze, nie mówiąc o języku. Chyba ten zbiór jest przeklęty, bo idę po raz drugi czytać ją od początku, a to o czymś świadczy... o jej znakomitości, a może opętaniu czytelnika, by czytał ją w kółko...

 

KOMU POLECAM?Osobom, które kochają historie, lubią poczytać o ciekawostkach, kochają legendy i ludowe zabobony oraz opowieści z dreszczykiem

 

Za egzemplarz ,ciarki na skórze i nie przespaną noc dziękuję wydawnictwu Kobiece: