sobota, 6 listopada 2021

Dzień bez teleranka- jak wyglądał ?

 

 

 


 

 

 

Tytuł:Dzień bez teleranka-

Autor:  Anna Mieszczanek

Liczba stron:344

Wydawnictwo: Muza

Okładka:  miękka

SŁOWA KLUCZE:reportaż, historia, codzienność, fakty, polityka

 

 

KRÓTKA FABUŁKA: czyli z czym to się je?

 13 grudnia 1981 roku zatrzymał na moment rozpędzoną polską rzeczywistość. Przerwał wielkie marzenie ludzi o wolnym kraju. Siłami wojska i służby bezpieczeństwa przywrócił dawny „porządek”. Internował wolność. Chwilowo.

Formalnie stan trwał półtora roku, niewiele dłużej niż solidarnościowy „karnawał”. W lipcu ‘83 został zniesiony. Jednak ostatni więźniowie polityczni siedzieli do połowy 1986 roku.

Goniec z wydawnictwa, reżyser zaraz po filmówce, młody pracownik komitetu dzielnicowego, początkująca dziennikarka, motorniczy, ogrodniczka z MSW, kapitan z wydziału zabójstw, sekretarz organizacji partyjnej w dużej firmie, mały chłopiec, któremu zamknęli ojca, i inni to bohaterowie, których historia zwykle nie zauważa. Każdy z nich stał się częścią reporterskiej opowieści o jednym z najboleśniejszych momentów w dziejach powojennej Polski, kiedy wszystko przesiąknięte było polityką. Ludzi tych, niezależnie od tego, po której stronie barykady stali, łączy trudna historia czasów ich młodości. To bohaterowie szarej codzienności, wciągnięci w wojnę z niewidzialną siłą politycznej przemocy.

Jak dostosowywali się do zakazów i nakazów stanu? W jaki sposób zamykały się za nimi ścieżki otwarte przed grudniem ‘81? Co pozwalało im trwać, i tworzyć enklawy wolności? Jakich musieli dokonywać wyborów? Kiedy słabli i gorzknieli? Dzięki czemu znów ogarniała ich nadzieja? Czy ten proces naprawdę się zakończył?

Relacje bohaterów, nagrywane na bieżąco, a także w roku 1989 i w latach dwutysięcznych, przeplatają się z dokumentami władz partyjnych czy SB. Pokazują szczegóły tego kolizyjnego kursu, na którym Polacy znaleźli się w latach 80. 

 

POD LUPĄ: Zacznę od wizualnej strony, czyli lupa w dłoń i do dzieła !

 Z PRZYMRUŻENIEM OKA

Książka standardowego formatu A5. Prawdopodobnie będzie matowa okładka. Na froncie mamy czarno-białe zdjęcie ukazujące słynne kolejki, które stały ,, za czymś". Całość utrzymana jest w kolorystyce niebieskości i szarości. W środku mamy bardzo dużo zdjęć czarno-białych. Czcionka jest bardzo przyjemna dla oka. Rozdziały ponumerowane, a najważniejsze rzeczy są pogrubione. Wydanie oceniam jak najbardziej na: 4+



OPINIA: Czyli jak ona smakuje ?

Znowu mnie naszła ochota na jakiś reportaż i tak o to w ręce wpadła mi książka opowiadająca o stanie wojennym. Postanowiłam sprawdzić, jak ona smakuje, czy jest zjadliwa? Jeśli Cię zaciekawiłam to weź sobie coś do picia, jedzenia, siadaj i słuchaj co mam Ci dziś do opowiedzenia.


Zacznę od tego, że cały reportaż jest napisany bardzo potocznym językiem, przez co czyta się tę książkę przyjemnie. Owy slang tamtych lat jest wyjaśniany, a rzeczy, których ja nie znałam wyjaśnione. Momentami miałam wrażenie, że oglądam dokument, a nie czytam go. Myślę, że to za sprawą licznych zdjęć, których tutaj jest ogrom. Dzięki czemu, można poczuć klimat tamtych lat. Poczuć ową grozę i lęk przed tym co nadejdzie. 

Autorka, bardzo rzetelnie skupia się na każdych instytucjach i ukazuje czytelnikowi ich funkcjonowanie. Owa cenzura w TV, czy gazetach, bardzo aktualna myślę w dzisiejszych czasach. Szczucie jednych na drugich, czy nagła inflacja, wynikająca z zadłużenia i owe braki na półkach. To co mnie najbardziej chwyciło za serce, to owe nawiązania do historii, bardzo obiektywne podejście i ukazanie owej rzeczywistości oczami nas.. zwykłych obywateli, którzy nagle z dnia na dzień musieli odnaleźć się w nowej rzeczywistości, gdzie żołnierze chodzą po ulicach z karabinami, jest godzina policyjna. 



Z drugiej strony mamy ukazaną politykę i jak aktorzy, dziennikarze, czy politycy zaczynają wychodzić na ulicę i głośno protestować, w różny sposób na ową rzeczywistość. Co mnie najbardziej zaskoczyło? Myślę, że to w jaki sposób umieli ludzie obejść przepisy- zakazy. Ich pomysłowość zdecydowanie mi zaimponowała. Z drugiej strony ukazana została owa brutalna rzeczywistość i to ile osób zginęło w obronie wolności. 

Nie chcę za dużo Ci zdradzić, ale uważam, że ten reportaż jest bardzo solidnie napisany i zawiera całą kwintesencje tamtego okresu. Dowiedziałam się wiele ciekawych rzeczy, o których nie miałam wcześniej pojęcia. Według mnie jest wart uwagi.


CZY WARTO SCHRUPAĆ?- czyli podsumowanie :

 Krótko i na temat, jak dla mnie ten reportaż to zdecydowanie zapiekanka z PRL-u. Chrupiącą bagietką jest dla mnie język, w jakim została napisana. Jest lekki, a przy tym oddaje klimat tamtych lat za sprawą sloganu, czy nazw, które dziś już są zapomniane. Nie wiem czemu, ale nazwa Cinkciarz do tej pory mnie śmieszy, a już to w jaki sposób powstał ten neologizm dodatkowo mnie rozbawiło. Ciągnącym żółtym startym serem, jest dla mnie ukazanie tego wydarzenia pod kątem historycznym, w sposób obiektywny ukazując obie strony owej barykady w sposób profesjonalny. Pieczarkami, są dla mnie zdjęcia, które wprowadzają cudowny klimat tamtych lat. Nie tylko wzbogacają całą opowieść, ale pokazują trudny, cierpienia i życie codzienne.  Czy warto ją schrupać? Tak, ale polecam ją osobom, które interesują się tą tematyką, lubią historię. Jest to poniekąd minus, ale grono odbiorców jest niestety ograniczone.

 

KOMU POLECAM? Miłośnikom czasów PRL-u, fanom historii i literatury faktu

 

Za egzemplarz dziękuję serdecznie:




 

 

niedziela, 31 października 2021

Przeklęte przedmioty- idealna książka na noc Halloweenową

 

 

 


 

 

 

Tytuł:Przeklęte przedmioty

Autor:  J.W Ocker

Liczba stron:314

Wydawnictwo: Kobiece

Okładka:  miękka

SŁOWA KLUCZE: przedmioty, klątwa, śmierć, historia, prawdziwe wydarzenia

 

 

KRÓTKA FABUŁKA: czyli z czym to się je?

 Historie upiornych przedmiotów wywołujące dreszcze! 

Strzeżcie się... Oto niezwykłe, ale prawdziwe opowieści o najbardziej niesławnych przedmiotach na świecie, które spodobają się nie tylko pasjonatom zjawisk nadprzyrodzonych. 

Znajdziemy je w muzeach lub na cmentarzach. Bywało, że trafiały do prywatnych domów. Ich historie, często tragiczne i zawsze osobliwe, stały się inspiracją dla niezliczonych horrorów, programów telewizyjnych oraz opowiadań snutych przy ognisku.   

Przeklęte przedmioty – jedyne, czego potrzebują, aby wyzwolić falę nieszczęść, to przypadkowe spotkanie z człowiekiem. Nieprawdopodobne, ale prawdziwe opowieści, które sprawią, że będziesz miał gęsią skórkę. 

Opętana przez demony lalka Annabelle, pechowa mumia, przez którą miał zatonąć Titanic, pierścień Silvianusa, który zainspirował Tolkiena do napisania „Hobbita”, mumia Ötziego – człowieka lodu czy skrzynka dybuka będącą inspiracją dla twórców horroru „Kronika opętania”… To tylko niektóre z upiornych przedmiotów, których historie poznacie w tej książce. 


POD LUPĄ: Zacznę od wizualnej strony, czyli lupa w dłoń i do dzieła !

 Książka jest standardowego formatu A5. Miękka okładka, jest z cieńszej tekturki wykonana. Matowa, uwaga zostawia odciski palców, więc lepiej ją zabezpieczyć, posiada skrzydełka i cudowną wyklejkę w środku. Utrzymana jest w kolorystyce czerni, złota, bieli i turkusu. Na środku mamy deltoid, w którym to jest tytuł, a dookoła niego mamy ilustracje przedmiotów, które spotkany w środku. Cała okładka jest jakby witrażem, co bardzo mi się podoba. Oczywiście, wolałabym w twardej oprawie, ale nie można mieć wszystkiego. W środku mamy białe, dość kredowe strony. Czcionka w kolorze turkusowym zawsze jest pogrubiona i występuje w tytule danego przedmiotu, natomiast opisy już są czarną czcionką napisane i to w przyjemny sposób. To co zachwyca to biało-czarno-turkusowe ilustracje, przedstawiające owe przedmioty, o których mowa. Jest ich tu na prawdę dużo, od małych po zajmujące całą stronę lub średnie. Dodatkowo mamy turkusowe rameczki, które zawierają ciekawostki. Cały zbiór podzielony jest na różne kategorie, które oddzielone są od siebie jakimś fajnym wstępem na granatowo- czarnych stronach. Wygląda to odjazdowo. Mamy na początku spis treści, więc możemy ten zbiór czytać do woli, jak nam się podoba. Całość wydania oceniam na: 5+



OPINIA: Czyli jak ona smakuje ?

Dziś noc Halloween, dlatego postanowiłam zaprezentować Ci książkę, która sprawdzi się na tę imprezę w 100%. Sprawi, że będziesz brylować ciekawostkami, które mrożą krew w żyłach i istnieją po dziś dzień. Będzie to bardzo krótka recenzja, bo jak wiesz staram się nie zepsuć zabawy spojlerami. O czym więc mowa? Co to za książka? Jeśli jesteś ciekaw to weź sobie coś do picia, jedzenia, siadaj i słuchaj co mam Ci dziś do opowiedzenia.

,, Przeklęte przedmioty" to powiedziałabym genialna literatura faktu, połączona z grozą.  Autor bowiem zabiera nas w podróż po różnych muzeach świata i szuka przedmiotów historycznych, których opowieści,  wywołują ciarki na skórze lub gdzieś je rozsławiły ową złą mocą. 



Bohaterami więc tego zbioru są najróżniejsze rzeczy od rzeźb, lalki, przedmioty codziennego użytku, klejnoty, czy mumie. Całość napisana jest świetnym, lekkim, momentami zabawnym językiem. Mamy tutaj 55 historii podzielonych na 7 kategorii. Liczne ilustracje dodatkowo wprowadziły mnie w taki mroczny klimat i wpływały na moją wyobraźnię-przyznaję szczerze. I choć jak wiesz, nie sięgam po horrory, to ten zbiór łączy w sobie elementy historii z licznymi zabobonami, które autor zebrał z całego świata i przedstawia nam te najciekawsze, najkrwawsze i mrożące krew w żyłach. Przepięknie połączył fikcje z wydarzeniami, które działy się na prawdę i które sprawiły, że owe przedmioty stały się sławne. Ja nie potrafiłam oderwać się od tego zbioru. Czytałam  go z ogromną ciekawością, odkrywając nowe fakty i nie powiem, mam swoje ulubione anegdotki, które serio mnie przeraziły. Samo wydanie książki, jak widzisz jest przepiękne, ale treść dorównuje owej zewnętrznej powłoce. Jeśli szukasz czegoś z elementami grozy, historii, prehistorii i artefaktami, które po dziś dzień można oglądać w muzeach, no i chcesz zaimponować przyjaciołom ciekawostkami związanymi ze sławnymi osobami, to zdecydowanie ten zbiór jest dla Ciebie.

CZY WARTO SCHRUPAĆ?- czyli podsumowanie :

Książka ,, Przeklęte przedmioty" to zdecydowanie Halloweenowe paluszki wiedźmy. Ciastem francuskim, czyli palcem, które owija i scala całość jest dla mnie owa autentyczność historyczna. Mamy tutaj bardzo dużo odniesień do faktów, które wydarzyły się na prawdę, czy postaci, które znamy nie tylko z ekranu, ale i królów, arystokracje i inne ważne osobistości, które ukształtowały nasze osiągnięcia, czy obecny świat. Parówką, czyli paznokciem, są dla mnie zdecydowanie owe przedmioty, o których przyznaje nie miałam pojęcia, że istnieją, a do dziś można je oglądać w muzeach. Niektóre z nich stały się inspiracjami do książek, filmów, czy owych strasznych legendy, którymi się straszy dzieci, lub słynie dane miejsce. Ketchupem, czyli krwią są dla mnie owe ,, fantastyczne", paranormalne anegdotki związane z danym przedmiotem. Przyznaję bez bicia, że zaznaczone znacznikami, są te historie, które wywołały u mnie ciarki na skórze i sprawiły, że odczuwałam niepokój. Jak dla mnie warto schrupać ten zbiór, bo po pierwsze jest świetnie wydany. Liczne ilustracje, tylko dodają całości mrocznego klimatu. Po drugie można ją czytać jak się chce. Po trzecie, odnosi się do historii i ja przyznaję wiele nowych ciekawostek się z niej dowiedziałam np o Tolkienie i jego pierścieniu,  słynnej Księdze opętania, czy lalce Robercie, która jest starsza od tej słynnej Annabelle. Całość czyta się jednym tchem i serio, nie da się od niej odciągnąć. Nie mam żadnych uwag, ani minusów, co do treści. Jestem tak zachwycona tą książką, że aż plączą mi się palce jak pisze, nie mówiąc o języku. Chyba ten zbiór jest przeklęty, bo idę po raz drugi czytać ją od początku, a to o czymś świadczy... o jej znakomitości, a może opętaniu czytelnika, by czytał ją w kółko...

 

KOMU POLECAM?Osobom, które kochają historie, lubią poczytać o ciekawostkach, kochają legendy i ludowe zabobony oraz opowieści z dreszczykiem

 

Za egzemplarz ,ciarki na skórze i nie przespaną noc dziękuję wydawnictwu Kobiece:

 


 

 

 

 

wtorek, 26 października 2021

Dom stu szeptów- o zgrozo, czy się będę bać?

 

 

 

 


 

 

Tytuł:Dom stu szeptów

Autor:   Graham Masterton

Liczba stron:351

Wydawnictwo: Albatros

Okładka:  miękka

SŁOWA KLUCZE:horror, nawiedzony dom, zaginięcie, duchy, demony

 

 

KRÓTKA FABUŁKA: czyli z czym to się je?

 Na smaganych wiatrem wrzosowiskach stare domostwo strzeże swych sekretów…
Dwór Wszystkich Świętych jest rozległą rezydencją w stylu Tudorów położoną na skraju ponurego i mglistego Dartmoore. Niewielu miałoby odwagę tu osiąść. A jednak były naczelnik więzienia w Dartmoore podjął tę decyzję. Teraz, kiedy już nie żyje, posiadłość odziedziczą jego dzieci.
Choć ojciec od dawna był z nimi skłócony, dzieci wprowadzają się do pozostawionej im w spadku posiadłości. Tymczasem złowieszcza atmosfera wrzosowisk wdziera się do wszystkich pomieszczeń. Podłogi skrzypią, w tajemnych korytarzach odbija się echo, wiatr gwiżdże w kryjówce przygotowanej niegdyś dla katolickich duchownych.W dniu, w którym rodzina decyduje się opuścić Dwór Wszystkich Świętych i nigdy już tam nie wracać, we wnętrzu domu przepada bez wieści mały Timmy…
Czyżby w tych starych murach od wieków gnieździło się zło?
A może zło to jedynie wytwór ludzkiego umysłu?

POD LUPĄ: Zacznę od wizualnej strony, czyli lupa w dłoń i do dzieła !

 Książka jest standardowego formaty A5. Posiada skrzydełka. Okładka jest matowa, nie zostawia odcisków palców. Utrzymana jest w kolorystyce czerwieni i czerni. Na froncie widzimy drzewo, na tak jakby wzgórzu. W środku mamy beżowe strony, na grubszej gramaturze. Czcionka jest średnia, ale da się przeżyć. Rozdziały są ponumerowane. Całość oceniam na: 4



OPINIA: Czyli jak ona smakuje ?

To moje pierwsze spotkanie z tym autorem. Wiem, że ma bardzo wielu fanów, ale jakoś tak się złożyło, że nigdy nie sięgnęłam po żadną jego powieść. W pewnym sklepie robaczkowym, przy kasie leżał ten tytuł i pomyślałam sobie, a czemu nie? Spróbuję. Jak smakuje groza  Mastertona? Jeśli jesteś ciekaw to weź sobie coś do picia, jedzenia, siadaj i słuchaj co mam Ci dziś do opowiedzenia.

Głównymi bohaterami jest rodzina Rusell, która przyjeżdża do Allanhallows Hall, w celu ustalenia, kto z nich dziedziczy owy dom, oraz inne cenny rzeczy. I tak o to zaczyna się dziwny zbieg okoliczności. Mały bajtel Timmi, taki chłopczyk z lekkim ADHD, który to nie potrafi wysiedzieć na tyłku 5 minut, nagle znika. Vicky uspakaja męża Roba, że hej to tylko brzdąc pewnie się gdzieś schował. I tak zaczyna się penetracja owej posiadłości. Niczym Hillary, szukają Timmiego, ale ten po prostu puffnął.. nie ma go. Brat i siostra Roba oraz ich partnerzy postanawiają pomóc ciapkowatym rodzicą, jednak i ich próby są marne. Jakby tego było mało Hubert, czyli dziadek brzdąca zapisał mu cały majątek. I tu zaczyna się kryminalna historia. No bo wiadomo, jak Timmi zginie, to Rob, Martin i Grace jako dzieci Herberta sa kolejni w dziedziczeniu. Nie dziwne więc, że ta trójka, tak zachłanna na majątek dziadzi ma motyw by pozbyć się dzieciaka.  Przyznam, że każdą z tych postaci cechuje egoizm, narcyzm i gonitwa za majątkiem. Tajemnicze szepty w ciemnościach posiadłości i zaginięcia pozostałych członków, zaczynają wywracać ich wartości do góry nogami I chyba tylko spotkanie z samym diabłem, sprawiłoby, że ta trójka by się zmieniła. Może właśnie się tak stanie?



No dobra co z fabułką- ogólnie podoba mi się owy duszny i tajemniczy klimat. Zaginięcie, morderstwo, a wszystko to w niespełna tydzień, powoduje, że akcja jest na prawdę wartka. To co mnie najbardziej zachwyciło to owe ludowe zabobony, których tu pełno. To zdecydowanie były najlepsze jak dla mnie momenty. Samo  ,, straszenie" nie wywołało u mnie ciarek na ciele, a bardzo tego żałuję, bo na to liczyłam. Nie mniej jednak, cała historia jest wciągająca i szybko się ją czyta. Owe szepty, które słuchać w całym domu, są genialną tajemnicą, jednak ich rozwiązanie, już mniej mi się podobało. Zaginięcie i morderstwo, z którym mamy tutaj do czynienia powiem Ci, że jakby spada na dalszy plan, a owe straszenie wychodzi na scenę, co spowodowało, że ta książka straciła trochę tego uroku, który na początku nie ukrywam mnie zachwycił. Zabrakło mi tu owego mroku, i może lepszych opisów, abym serio, zaczęła się bać. Nie mniej jednak powiem, Ci, że chętnie spróbowałabym jeszcze jego jakiejś powieści. Czemu nie?

CZY WARTO SCHRUPAĆ?- czyli podsumowanie :

 ,, Dom stu szeptów" to bardzo lekka groza. Porównałabym go do dewolaja. Owym mięsem są bohaterowie. Są dobrze wykreowani, każdy ma inną osobowość. Czy kogoś polubiłam? Hmm.. raczej nie. I choć mamy ogromny przekrój społeczny, to tak na prawdę nikt nie sprawił, by serce mi szybciej zabiło. Roztopionym serem, jest zdecydowanie ludowość i owe zabobony, których mamy tutaj bez liku. Z każdym kolejnym kęsem, rozpływały się one w moich ustach i czułam nie jaką fascynację nimi. Chrupką panierką zdecydowanie była owa groza, która na mnie nie wywarła takie wrażenia na jakie oczekiwałam. Ot co zwykła bułka tarta z jajkiem. Sam opis owych istot był mało przerażający. Nie wiem, jakoś nie poczułam się nami przez chwilę nie swojo. Czy warto ją schrupać? Jeśli lubisz się bać to zdecydowanie nie z tą książką. Jeśli uwielbiasz takie ludowe opowiastki to zdecydowanie powieść dla Ciebie. Ja bawiłam się przy niej dobrze i chętnie sięgnę jeszcze po jakiś tytuł tego autora.

 

KOMU POLECAM?Osobom, które uwielbiają legendy, motyw zagadki i starego domu.

 

 

 

niedziela, 24 października 2021

?- książka, która faktycznie zostawi czytelnika z wieloma pytaniami...

 

 

 


 

 

 

Tytuł:?

Autor:  Mateusz Szulczewski

Liczba stron:194

Wydawnictwo: Novae res

Okładka:  miękka

SŁOWA KLUCZE:seryjny morderca, zagadki

 

 

KRÓTKA FABUŁKA: czyli z czym to się je?

 Seryjny morderca zostawia w miejscach zbrodni zagadki, które może rozwiązać tylko jedna osoba – wybitny detektyw Maurycy. Dziwna i niebezpieczna gra, jaką prowadzi z nim psychopata, wciąga go coraz bardziej. Przerażenie zaczyna ustępować miejsca fascynacji, a w głowie skołowanego mężczyzny pojawiają się kolejne niepokojące teorie. Gdy w intrygę zostaje wmieszana ukochana Maurycego, ten postanawia zrobić wszystko, by ją ocalić. Ale może się okazać, że role w tym scenariuszu nie są przydzielone raz na zawsze… Co się wydarzy, gdy wyjdzie na jaw, że morderca wie o detektywie znacznie więcej niż on sam? I kto tu tak naprawdę jest oprawcą, a kto ofiarą?

POD LUPĄ: Zacznę od wizualnej strony, czyli lupa w dłoń i do dzieła !

 Książka jest standardowego formatu A5. Posiada skrzydełka. Na froncie mamy zdjęcie autora, który wyłania się z wielkiego znaku zapytania. W tle widać las. Całość utrzymana jest w kolorystyce turkusu, bieli oraz szarości, a sama twarz autora w odcieniach czerwieni i beżu. W środku mamy przyjemną czcionkę, a kartki są beżowe i grubsze. Rozdziały mamy zatytułowane i ponumerowane. Dodatkowo mamy ilustracje dotyczące zagadek i spis treści. Całość wydania oceniam na : 4



OPINIA: Czyli jak ona smakuje ?

Sięgnęłam po kryminał, bo jakoś po tej ostatniej grozie, naszła mnie ochota na coś krwawego i jakieś zagadki kryminalne. Ta pozycja teoretycznie miała mi to dać. Czy dała? Już tutaj na wstępie powiem, że będzie to krótka recenzja ze względu na samą objętość tej historii plus bez zdradzania za dużo szczegółów. A więc jeśli jesteś ciekaw jak smakuje ta powieść to weź sobie coś do picia, jedzenia, siadaj i słuchaj co mam Ci dziś do opowiedzenia.

Głównym bohaterem, a zarazem narratorem jest Maurycy. Facet, który uchodzi za najlepszego detektywa.Nie wiadomo ile ma lat, ale po tym jak ,, mówi" widać, że jest młody. Czytelnik od razu zostaje wrzucony w wir wydarzeń. Maurycy, od razu rozpoczyna swoją ,, grę" z seryjnym mordercą. Tylko on potrafi bowiem rozwiązać zagadkę, którą ten zostawił na miejscu zbrodni. I tak zaczynamy podążać niczym pionki, krok po kroku do owego finału... Jeśli chodzi o mnie to nie polubiłam Maurycego. Jest tzw super bohaterem bez wad i bardzo surrealistyczny.  Czekałam tylko na moment kiedy to ujawni jakiś magiczny talent.

Drugim ważnym bohaterem jest nasz seryjny morderca. Jest bardzo inteligentny, sprytny i kurczę chyba również ma jakieś moce nadludzkie, że ,, widzi" poczynania naszego Maurycego. To co chyba najbardziej zakulało w tej kreacji to wyciągnięcie owego królika z cylindra. Na sam koniec dostajemy wyjaśnienie kto to i dlaczego uwziął się na detektywa....



No dobra, a co z fabułką? Ogólnie ewidentnie widać, że jest  to debiut i to pod każdym względem. Na plus powiem, że spodobał mi się motyw zagadek i ich obrazkowe przedstawienie.  Styl językowy strasznie tu kula. Może to też sprawa mojego egzemplarza przed korektą, ale sama konstrukcja zdań... no momentami myślałam, ze to 6 latek pisze, zmieniając budowę zdania. Do tego liczne angielskie hasła, które nie są nigdzie wytłumaczone ( ok, rozumiem każdy już umie angielski, no ale nie każdy umie go na takim poziomie). No dobra, zostawmy już to, ale przyznaje- ciężko się to czyta. Sama akcja, która miała trzymać w napięciu no mnie wynudziła. Była zbyt powtarzalna i były do przewidzenia kolejne sprawy, a przepraszam- kolejne kroki naszego Maurycego.Nie wiem o kogo miałabym się nie pokroić? no bo nie o naszego bohatera, może o ofiary bezimienne, bez jakiejś przeszłość . Kolejna sprawa, to mało co wiemy o samych ofiarach, jak nasz morderca typował ich? Jak tego wszystkiego dokonał? Czemu wybrał taką metodę, a nie inną?  Szczerze mam więcej pytań niż odpowiedzi i będąc z Tobą szczerą- nie podobała mi się ta historia.

CZY WARTO SCHRUPAĆ?- czyli podsumowanie :

 ,, ?" jak dla mnie ta książka okazała się zbyt nudna, niedopracowana..Nie pamiętam kiedy miałam takie uczucie, że wszystko mi jedno. To tak jakby dostać kromkę chleba z żółtym serem. Nic specjalnego. Głody wiadomo zje, ale szału nie będzie to mogę zagwarantować. Plusem , czyli nie wiem maślanym smakiem sera będą same zagadki, ale to tyle ile mogę pozytywów znaleźć. Oczywiście, zdaję sobie sprawę, że jest to debiut literacki i życzę autorowi sukcesu, przy kolejnych powieściach ( wiadomo, zawsze trzeba od czegoś zacząć). Mi osobiście nie spodobała się ta książka i nie schrupałabym jej ponownie. Tobie wybór, czy ją przeczytać, jak zawsze pozostawiam do własnej analizy. Mi ani bohaterowie nie przypadli do gustu, ani historia nie porwała....

 

KOMU POLECAM?...... ( galopujące kropki taktycznego milczenia)

 

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu:



 

 

niedziela, 17 października 2021

Wróć przed zmrokiem- nawiedzony dom, który potrafi nieźle zaskoczyć

 

 

 


 

 

 

 

Tytuł: Wróć przed zmrokiem

Autor:  Riley Sager

Liczba stron: 476

Wydawnictwo: Mova

Okładka:  miękka

SŁOWA KLUCZE: horror, duchy, nawiedzony dom, tajemnica, rodzina, zaginięcie, książka 

 

 

KRÓTKA FABUŁKA: czyli z czym to się je?

 Kiedy Maggie Holt miała pięć lat, jej rodzice kupili Baneberry Hall: rozległą wiktoriańską rezydencję położoną w lasach Vermont. Zanim minął miesiąc, rodzina uciekła z domu w środku nocy, pozostawiając tam cały dobytek.Ojciec Maggie na podstawie tej historii stworzył powieść, która szybko stała się bestsellerem. Nawet jeżeli nie wszyscy wierzyli w opisane w niej przerażające wydarzenia i duchy…

Dorosła Maggie wraca do Baneberry Hall. Jest zdeterminowana, aby wyremontować i sprzedać posiadłość. Ma również nadzieję, że uda się jej odkryć prawdę o tym, co stało się 25 lat temu.

Każdy dom skrywa jakąś historię i jakieś sekrety. Niektóre są naprawdę przerażające


POD LUPĄ: Zacznę od wizualnej strony, czyli lupa w dłoń i do dzieła !

 Książka jest standardowego wymiaru A5. Jej okładka jest z miększej tekturki wykonana. Posiada skrzydełka, a jej matowa tekstura jest miziu, miziu. Niestety zostawia odciski palców na sobie, więc trzeba uważać. Całość utrzymana jest w kolorystyce zieleni oraz żółci. Przedstawia salę, z kryształowym żyrandolem, który świeci się w niepokojący sposób. W środku mamy wyklejkę, która przypomina skórę węża i jest też zielona. Wszystko to idealnie nawiązuje do treści książki. Czcionka jest bardzo przyjemna dla oka, a kartki są jasnego koloru. Całość podzielona jest tutaj fenomenalnie, jakby książka w książce, oraz normalne rozdziały. Ten zabieg bardzo mi się spodobał i dodał całości bardzo oryginalnego wyglądu, dlatego też te wydanie ocenię wysoko na : 5



OPINIA: Czyli jak ona smakuje ?

W tym roku totalnie wzięło mnie na horrory i motyw duchów, nawiedzonych domów itd. Kiedy więc sięgnęłam po,, Wróć przed zmrokiem" wiedziałam tylko, że będzie tu mroczno, strasznie i tajemniczo. Czy tak było rzeczywiście, czy to tylko imitacja horroru? Jeśli jesteś ciekaw, jak ona smakuje, to weź sobie coś do picia, jedzenia, siadaj i słuchaj co mam Ci dziś do opowiedzenia. 

Całą historię poznajemy z dwóch perspektyw ojca i córki. Maggie Holt to 30latka, która zmaga się z byciem sławną. Zyskuje ją poprzez książkę, którą wydał jej ojciec, który jako dziennikarz i miłośnik literatury faktu, napisał swoje wspomnienia z mieszkania w nawiedzonym domu. Główną bohaterką jest Maggie, która widzi duchy. Zjawy, które wrogo są nastawione do ich rodziny. Przez ową prozę, dziewczyna nie ma lekko w życiu. Oceniana z perspektywy owych książkowych wydarzeń, cały czas musi coś udowadniać i bronić się przed zarzutami bycia,, chorą psychicznie" lub ofiarą. Dlatego postanawia wrócić po 25latach do owej posiadłości i zmierzyć się z duchami przeszłość. To co tam odkryje wywołuje sporą dawkę emocji... 

Ewan Holt to mężczyzna, który drąży jakiś temat, poszukuje inspiracji do napisania książki, która pomogłaby mu wyjść z dołka finansowego. Tania, wiktoriańska posiadłość idealnie się do tego nadaje. Kiedy więc przeprowadza się z całą rodziną do owej rezydencji nie zdaje sobie sprawy, że odmieni to jego życie na zawsze, a jego historia i rodzina staną się sławne i przeklęte. 

Powiem Ci, że kreacja bohaterów jest tutaj cudowna.  Postacie poboczne, które mają robić,, za tło" dla tej dwójki tak naprawdę robią genialny tajemniczy klimat. Mamy dozorcę i kucharkę, którzy są od samego początku delikatnie mówiąc dziwni. Kobietę, której siostra zaginęła bez śladu i matkę Maggie, która o zimny sposób bycia, mogłaby konkurować z Królową Śniegu. I na koniec 3 postacie fantastyczne, czyli duchy Panna Pieniążek, Pan Cień i bezimienna dziewczynka, które tylko widzi 5 letnia Maggie. Ich opis parokrotnie wywołał u mnie ciarki i niepokój. Przyznaję, że tylko ,, Egzorcyzmy Anneliese " wywołały u mnie podobny efekt, żadnej innej się to nie udało, więc tak.. jest tutaj moc.Każda ze zjaw jest intrygująca, na swój sposób przerażająca i fascynująca pod względem grozy.Za każdym razem, gdy się pojawiały na kartach powieści, ja drżałam z emocji.. co tu się znowu pozajączkuje...



No dobra co z tą fabułką? To co od samego początku mnie zachwyciło to fakt, że mamy tutaj do czyszczenia z taką mieszanką gatunkową. Thrillera z horrorem. W samej powieść mamy bowiem zabawę z rzeczywistością i fikcją literacką, która wpływa na życie naszych bohaterów. Mamy zabójstwo z XIX wieku, tajemnice, ukazaną trochę toksyczną relację ojca z córką i matki z córką. Owe duchy, które tutaj występują, do samego końca czytelnik nie ma pojęcia, czy są wytworem wyobraźni małej dziewczynki, która chce zwrócić na siebie uwagę, czy duchami z przeszłości, które proszą o rozwikłanie zagadki kryminalnej, a teraz mszczą się na żywych za ich nieudolność?  Fenomenalna zabawa, która sprawiła że do samego końca nie wiedziałam, z którym gatunkiem mam do czynienia. 

Kolejna istotna sprawa to cudowna forma tej powieści. Mamy tu do czynienia z książką w książce. Czytamy bowiem fragmenty rozdziałów napisanych przez Pana Holta. Są one ową retrospekcją, a zarazem relacją co działo się w owej rezydencji 25 lat temu. Czemu cała rodzina uciekła pewnego ranka z posiadłości, zostawiając tam cały swój dobytek i nigdy więcej nie wracając? Oraz czasy obecnie i główną oś fabularną tej powieści, opowiadaną z perspektywy Meg. Jednak obie formy łączą się w jedną całość... Trochę pozwijałam tę roladę ale staram się jak najrzetelniej opowiedzieć Ci o tej książce, bez spojlerów ;)  Do tego wszystkiego dodajmy zaginięcie nastolatki, które wydarzyło się w czasie mieszkania Holtów w rezydencji i zarazem uwzględnienie Petry, jako postaci pobocznej w książce Ewana. Czy jej zniknięcie jakoś jest powiązane z rodziną, a może z duchami rezydencji? Mogę Ci zdradzić tylko tyle, że książka bardzo, ale to bardzo delikatnie ociera się o temat pedofilii, ale zaznaczam, bardzo cieniutko, jak kożuszek z mleka. Nie jest to bowiem istotnie dla całej fabuły, jednak warto wspomnieć, że autor w wysublimowany sposób porusza ten problem.

Powiem tak, jeśli tak się pisze horroro kryminało thrillery to zdecydowanie chcę ich więcej jeść. Jestem pod ogromnym wrażeniem klimatu grozy, motywu nawiedzonego domu, czy zaginięcia młodej dziewczyn, które odbija się bez echa... Czułam niepokój, czy ekscytację podczas czytania tej powieści. I nie, nie przewidziałam totalnie finału. Ta książka ma 3 takie ważne momenty, które wywracają wszystko do góry nogami. Tu nic nie jest oczywiste, czy pewnie. 

 

CZY WARTO SCHRUPAĆ?- czyli podsumowanie :

,, Wrócić przed zmrokiem" to zdecydowanie moje odkrycie gatunku,  z którym spotykam się po raz pierwszy w życiu. Dlatego też porównam tę książkę do steka z rekina. A więc przyprawami, czyli solą, pieprzem oraz czosnkiem są dla mnie kreacje bohaterów. Mamy tutaj bardzo dobrze stworzone postacie nie tylko główne, ale i poboczne. Tutaj każdy jest ważny i coś wnosi do tej historii. Sokiem z limonki oraz olejem są dla mnie duchy i sam nawiedzony dwór. Bardzo podobały mi się owe postaci, które faktycznie potrafiły zmrozić mi krew swą bardzo oryginalną i świeżą kreacją. Nie mówiąc już o ich nazewnictwie, które dodatkowo nakręca wyobraźnię. Natką pietruszki jest dla mnie cały klimat tej powieści. Tajemnicy, grozy oraz jakby nie patrząc zbrodni, która w znakomity sposób zostaje jakby zepchnięta na bok przez zjawy. Majstersztyk. Na koniec zostawiłam to co najlepsze czyli mięso rekina, czyli elementy psychologiczne, które odgrywają tutaj kluczową rolę. To dzięki nim rzeczywistość i fikcja ocierają się o siebie. Do tego w genialny sposób ukazana jest toksyczna miłość rodzicielska, relacje rodzinne i to co najważniejsze motyw kłamstwa. Kłamstwo, którego konsekwencje sprowadzą do tragicznych wydarzeń. Sama zbrodnia, czy tajemnice rodzinne są tutaj tak wspaniale przedstawione, że do samego końca czytelnik nie ma pojęcia, w którą stronę pójdzie fabuła dalej i jak to się wszystko skończy. Czy warto zatem ją schrupać? Jak dla mnie jest to fenomenalna książka, która oczaruje swym smakiem każdego wybrednego smakosza literackiego. Jeśli nie lubisz horroru, spokojnie dostaniesz bardzo dobrze wysmażony thriller. Nie lubisz kryminałów, dostaniesz krwisty horror, który potrafi wywołać ciarki na skórze. Jeśli tak jak ja nie zaczytujesz się w horrorach, to zdecydowanie jest to książka dla Ciebie. Ja dzięki niej, zaczynam powolutku przekonywać się do tego gatunku...

 

KOMU POLECAM? Każdemu, kto pragnie oryginalnej powieści o morderstwie, tajemnicach ukrytych w starym dworze, okraszonych duchami, które pragną opowiedzieć swoją historię na nowo... 

 

Za egzemplarz , ciarki na skórze, krzyki zaskoczenia dziękuję serdecznie :




 

środa, 13 października 2021

Lockwood& Sp. Krzyczące schody- czyli pogromcy duchów

 

 

 


 


 

 

 

Tytuł: Lockwood & Sp. Krzyczące schody

Autor:  Jonathan Stroud

Liczba stron:364

Wydawnictwo: Poradnia K

Okładka:  miękka

SŁOWA KLUCZE: duchy, fantastyka, horror, młodzież, przygoda, akcja

 

 

KRÓTKA FABUŁKA: czyli z czym to się je?

 

Londyn ma ogromny problem. Od pięćdziesięciu lat zjawy nawiedzają miasto, coraz bardziej paraliżując społeczeństwo. Agencje detektywistyczne zajmujące się zjawiskami nadprzyrodzonymi są na wagę złota. Jednak tylko młodzież potrafi sobie z nimi radzić – młodzi ludzie widzą więcej, niż się komukolwiek wydaje.  

Lucy Carlyle ma wielkie ambicje. Nie spodziewa się, że połączy siły z podupadającą i najmniejszą w mieście agencją Anthony’ego Lockwooda oraz jego lojalnego pomocnika, George’a Cubbisa. Pomimo odwagi i inteligencji agentów oraz charyzmy ich lidera, wspólne śledztwo kończy się makabrycznym odkryciem i wielką katastrofą. Da się ją odkupić tylko w jeden sposób – rozwiązaniem sprawy  Combe Carey Hall,  o którym mówią, że jest najbardziej nawiedzonym domem w Anglii, domem, z którego nie ma ucieczki… Jedyną szansą na rozwikłanie zagadki tego miejsca jest spędzenie tam nocy, stawienia czoła strachom z Czerwonego Pokoju oraz Krzyczącym Schodom.

Agencja, prowadzona bez nadzoru dorosłych, zdolności, które posiadają jedynie młodzi, wspaniale zarysowani główni bohaterowie i żywe, interesujące relacje między nimi wynoszą serię Lockwood & Spółka na zupełnie nowy poziom literatury młodzieżowej. Pierwsza część, „Krzyczące schody”, której akcja porywa, a humor miesza się z prawdziwym przerażeniem, zadowoli wszystkich wielbicieli gatunku. Nie tylko młodych.

POD LUPĄ: Zacznę od wizualnej strony, czyli lupa w dłoń i do dzieła !

 Książka jest standardowych wymiarów A5. Posiada grubszą okładkę u mnie matową. Utrzymana jest w kolorystyce czerni, granatu, szarości oraz bieli. Na froncie stoi młody mężczyzna, który wyglądem przypomina wiktoriańską epokę. W tle widać dom. Sama okładka ma już świetny, mroczny klimat. W środku mamy beżowe strony i bardzo przyjemną czcionkę. Całość podzielona jest na 5 rozdziałów, które mają swoje tytuły.Podrozdziały są ponumerowane. Na samym końcu mamy słowniczek, co według mnie jest świetnym zabiegiem.



OPINIA: Czyli jak ona smakuje ?


Ostatnio mam ochotę na książki, po które normalnie nie sięgam. Tak właśnie ostatnio nabrałam chęci poczytania czegoś z motywem duchów. I tak oto moim oczom ukazał się ten tytuł. Stwierdziłam, hej to będzie lekkie i może wciągające jak ciepły, słony popcorn. Czy tak właśnie smakował? Jeśli jesteś ciekaw, co myślę o tym tytule to weź sobie coś do picia, jedzenia, siadaj i słuchaj co mam Ci dziś do opowiedzenia. 


Mamy tutaj dwójkę bohaterów, którzy są nastolatkami ( nie ma określonego konkretnie wieku) i są,, pogromcami duchów". Normalnie poczułam trochę klimat Worrenów i pomyślałam : ejj to będzie dobre. 

Lucy i Lockwood tworzą spółkę, która pomaga pozbyć się uporczywych, niewidzialnych lokatorów. Od samego początku wpadamy w akcję, co mnie trochę zaskoczyło. Naszych bohaterów więc poznajemy powoli wraz z kolejnymi sprawami, a mamy ich tu aż parę. Lockwood to zdecydowanie młodsza wersja Sherlocka Holmesa, tylko zajmujący się duchami. Tajemniczy, drążący sprawy, indywidualista i bardzo charyzmatyczny. Lucy to dziewczyna bardzo sprytna, odważna i sympatyczna. To za jej sprawą poznajemy świat, gdzie duchy utrudniają ludziom ich życie codzienne. Ten duet jest na prawdę wyborny i bardzo szybko stałam się członkiem ich drużyny, który wszystko obserwuje z boku. 



No dobra co z fabułką? Powiem Ci, że jest fenomenalna. Na początku obawiałam się, że będzie ona taka wiesz dziecinna. Jednak na szczęście okazała się być bardzo uniwersalna. Jeśli pamiętasz film ,, Pogromcy duchów" to zdecydowanie mamy tutaj podobny motyw i klimat. Mamy elementy grozy, przygody, ale i dużą dawkę humoru, która potrafi rozbawić. Jeśli chodzi o podobieństwa do literatury to jak wyżej powtórzę się odczuwa się tu namiastkę Worrenów i ich spraw.  Jednak postać Lockwooda to wypisz, wymaluj Holmes. Chyba nie muszę Ci mówić, że już na tym etapie zostałam kupiona i nic nie potrafiło mnie zniechęcić. Sama kreacja duchów i spotkań z nimi były bardzo ,, realistyczne". Mam tu na myśli, że mamy do czynienia np z nawiedzonym domem, duchem, który zmarł nagle itp. Jeśli ktoś się interesuje taką tematyką wie, że o takich ,, spotkaniach" wiele ludzi opowiada i tu też odczuwa się ową autentyczność. Cała książka ma niezwykły klimat, z jednej strony czuć owy dreszczyk, a z drugiej bawisz się świetnie i nie chcesz oderwać się od powieści. Powiedziałabym, ze to taki bardzo delikatny horror nie tylko dla młodzieży ale i dla dorosłych.


CZY WARTO SCHRUPAĆ?- czyli podsumowanie :

Ta książka zdecydowanie smakuje jak krem z dyni. Aksamitną teksturą są zdecydowanie bohaterowie, do których nie mam żadnych uwag. Są wybitnie dobrzy, a ich charyzma, odwaga, spryt  i inteligencja, sprawiają, że czytelnik bardzo szybko się do nich przywiązuje i darzy sympatią.  Owym słodkim, dyniowym smakiem jest fabuła. Zdecydowanie nie ma tu mowy o nudzie. Mamy przygodę, dreszczyk niepokoju i wciągające historie. Każda sprawa jest inna, a przy tym ciekawa. Oczywiście główny wątek, który ciągnie się przez całą powieść z pewnym kapryśnym duchem jest dla mnie strzałem w dziesiątkę. Intensywnym pomarańczowym kolorem jest dla mnie kreacja owych duchów. Znakomite połączenie duchów z kultowych horrorów znanych nam nie tylko z literatury, ale i z kina. Miałam momenty, że autentycznie włosy stanęły mi dęba, a przy książkach rzadko mi się to zdarza.. w sensie przy literaturze horroru. Bardziej oddziałuje na mnie obraz i dźwięk, więc chyba wiele to mówi o tej pozycji, jak musi być świetna, że pobudziła moją wyobraźnię.Ta powieść spodoba się każdemu, bez względu na wiek, dlatego warto ją schrupać, bo to przede wszystkim genialne połączenie Holmesa z Pogromcami duchów w klimacie Woorenów. Ta kombinacja jest- uwierz mi, przepyszna. Idealnie wpisuje się w październikowy klimat z duchami...

 

KOMU POLECAM?Wszystkim, którzy uwielbiają motyw duchów w literaturze, delikatny horror i postać Holmesa tylko w młodszym wydaniu ....

 

Za egzemplarz i wspaniale spędzony czas  dziękuję wydawnictwu :




 

wtorek, 5 października 2021

Błysk- czy będzie aż tak genialnie?

 

 

 


 

 

Tytuł:Błyski

Autor:  Kamila Bryksy

Liczba stron:243

Wydawnictwo: Kobiece

Okładka:  miękka

SŁOWA KLUCZE: fotografia, sekret, rodzina, morderstwo, kryminał

 

 

KRÓTKA FABUŁKA: czyli z czym to się je?

 Jakie sekrety skrywa rodzinny album fotograficzny?

W upalny sierpniowy poranek Oliwia przekracza próg zakładu fotograficznego. Firmę istniejącą w Białymstoku od lat prowadzi teraz Igor Dąbrowski, wnuk założyciela i młodzieńcza miłość Oliwii z czasów liceum. W drzwiach dziewczyna mija młodą blondynkę, która właśnie zrobiła sobie zdjęcie. Jej wizerunek Oliwia ujrzy następnego dnia w telewizji i prasie. Młoda studentka Wydziału Lalkarskiego Akademii Teatralnej została zamordowana.

Układ zawarty trzydzieści lat temu, rodzinne tajemnice, kolejne morderstwo młodej kobiety, anonimowe kartki z groźbami, sekrety męża Oliwii i mężczyzna, z którym jej matka niespodziewanie wraca z zagranicznych podróży. Czy to wszystko ma związek z zabójstwami sprzed lat? Jaką rolę w tej sprawie odgrywa Oliwia?

 

POD LUPĄ: Zacznę od wizualnej strony, czyli lupa w dłoń i do dzieła !

 Książka jest standardowego wymiaru A5. Posiada skrzydełka, a jej okładka jest z tzw miększej tekturki wykonana. Posiada przepiękną wyklejkę, która imituje drewniane panele, co nawiązuje klimatem do treści. Sama okładka utrzymana jest w odcieniach szarości, czerni oraz niebieskości. Jest miziasta, matowa, ale nie zostawia odcisków palców, co jak dla mnie jest na plus. Na froncie okładki, widzimy zdjęcie, jakoby policyjne denatki. Jest ona stare, co idealnie wpasowuje się w historię, którą poznajemy na kartach powieści. W środku, mamy beżowe kartki, o grubszej gramaturze. Sama czcionka, choć należy do tych mniejszych, jest wyraźna mimo wszystko. Całość wydania oceniam na takie 4+



OPINIA: Czyli jak ona smakuje ?

Jesienią wpadam w tzw klimaty trudniejsze. Kryminały, thrillery, nawet ostatnio mam ochotę na jakiś horror, choć nie pamiętam kiedy bym takowy czytała. Po ostatnim wspaniałym rozpoczęciu owego liściowego sezonu, przyszedł czas na kolejny kryminał, naszej polskiej autorki. Jak wypada? Jak smakuje? Czy warto zainteresować się tym tytułem? Jako, ze nie jedną plombę ukruszyłam na tym gatunku z emocji i mogę się nazwać bucowatym znawcą kryminałów, będę ostra jak kosa podczas żniw... Więc jeśli jesteś ciekaw, co sądzę o tym tytule to weź sobie coś do picia, jedzenia, siadaj i słucha co mam Ci dziś do opowiedzenia.

Główną bohaterką, a zarazem powiedziałabym, taką przewodniczką po świecie jest Oliwia. Młoda mężatka, która cały czas poszukuje dla siebie odpowiedniego miejsca na ziemi. Jej mąż Wiktor to taki mąż sprawdzająco-nadzorujący. Musi wiedzieć wszystko co robi Oliwa, kiedy nie są razem. Dziewczyna więc jest wręcz osaczona przez niego. Kiedy więc przez przypadek odkrywa, że w ich mieście dochodzi do zabójstwa młodej dziewczyny, a ona ją zna, dochodzimy do momentu, kiedy owa obsesja bierze w górę. Razem z bohaterką podążamy śladami by odkryć prawdę co się stało? Jakby tego było mało babcia Oliwii również padła ofiarą brutalnego morderstwa. Czy więc te dwie sprawy w jakiś sposób się łączą? I o co chodzi z motywem fotografa?

Mamy również parę pobocznych, ale bardzo ważnych bohaterów. Igora, fotografa u którego nasza denatka Marta była po raz ostatni widziana żywa. Jagodę, żonę Igora, a także rodzinę Oliwii. I choć są oni kluczowi, to jakoś żadna z postaci nie wibija się na tle innej, by zapodała mi w pamięć, czy sprawiła, że moje serce szybciej zabiło. No, nie. 



No dobra, co z tą fabułką? Powiem Ci, że początek bardzo mi się podobał. Morderstwo babci, które nigdy nie zostało wyjaśnione i kolejne Morderstwo w obecnych czasach, które jest bardzo podobne do tamtego zabójstwa. Pomyślałam sobie : ok, rozkręć się karuzelo ma... Niestety im dalej brnęłam tym bardziej przypominało to obroty starego, zepsutego młyna.  Napięcie było takie, jak przy problemach żołądkowych w toalecie... Pojawiło się i szybko zniknęło. Sam wątek kryminalny nie porwał mnie. Jego rozwiązanie było dziwne. Elementy psychologiczne.... To też kulało. Nie chcę niczego zdradzić, ale brakowało mi tu takiej podstawy w sensie co skłoniło mordercę do takiego czynu?  Bo to co otrzymałam w powieści odklejało mi się jak tapeta od ściany...  Cała historia wypada bardzo blado i nijako, niestety... 

CZY WARTO SCHRUPAĆ?- czyli podsumowanie :

 Książka ,, Błysk" niestety mnie nie zachwyciła.  Zapowiadała się naprawdę świetnie, ale im dalej zagłębiałam się w tę miskę pełną ryżu z licznymi warzywami, tym bardziej robiło się mdło i nijako.  Bohaterowie są wykreowany ok, ale nie aż tak dobrze, bym piała z zachwytu. Sama fabuła na początku wydawała się iż będzie ciekawa. Uwielbiam sekrety rodzinne i powiem krótko mięsiste kryminały. Tutaj tego nie uraczyłam. Motyw zabójstw był jak dla mnie taki,, dziecinny". Brak tu było podłoża psychologicznego, który wyjaśniłby nam dlaczego tak, a nie inaczej? Czy warto ją schrupać? Powiem tak, jeśli lubisz kryminały mocniejsze, oparte np na prawdziwych zbrodniach, to nie jest to książka dla Ciebie. Jeśli zaś lubisz obyczaje i takie lekkie kryminały to śmiało ją czytaj. Ja bawiłam się średnio, ale to dlatego, że przeczytałam bardzo dużo kryminałów i teraz szukam w nich czegoś co mnie zaskoczy, prawdy lub mocniejszych wrażeń. 

KOMU POLECAM? Osobom, które lubią lekkie kryminały z elementami obyczaju. 

 

Za egzemplarz dziękuję bardzo wydawnictwu:


 


niedziela, 26 września 2021

Czy można zniknąć bez śladu?

 

 

 

 


 

 

Tytuł:Zaginiona kobieta

Autor:  Mary Kubica

Liczba stron: 348

Wydawnictwo: Poradnia K

Okładka:  miękka

SŁOWA KLUCZE: porwanie, więzienie, zbrodnia, zaginięcie

 

 

KRÓTKA FABUŁKA: czyli z czym to się je?

 Shelby Tebow ginie pierwsza. Niedługo później Meredith Dickey i jej sześcioletnia córka Delilah znikają niedaleko miejsca, w którym ostatnio widziano Shelby. Czy te wydarzenia są ze sobą powiązane? Poszukiwania przynoszą więcej pytań niż odpowiedzi, a nie wyjaśniona sprawa gaśnie i krzepnie jak krew na ranie. Jedynie osamotnieni członkowie rodziny, ojciec i syn, nie mogą się z tym pogodzić, żyją wciąż przeszłością, w świecie duchów… Jedenaście lat później wydarza się coś zupełnie nieprawdopodobnego – Delilah nagle powraca. Jej brat i przerażeni mieszkańcy małej społeczności, w której mieszkała, chcą wiedzieć, co się z nią działo przez te wszystkie lata, ale czy są gotowi, żeby poznać prawdę? W tym przerażającym i bardzo inteligentnym thrillerze, mistrzyni suspensu Mary Kubica żongluje narracjami i czasem. W niezwykły sposób kreśli mroczny obraz małej społeczności, w której utrzymanie tajemnicy może być na wagę życia lub śmierci.

 

POD LUPĄ: Zacznę od wizualnej strony, czyli lupa w dłoń i do dzieła !

 Książka jest standardowego wymiaru A5. Matowa okładka nie zostawia odcisków palców. Utrzymana jest w kolorystyce czerni, niebieskości oraz różu. Na froncie widzimy różowy but, porzucony w kałuży na środku ulicy. W tle widzimy światła nadjeżdżającego auta, które serwuje już na tym etapie nam dreszczyk emocji. Już teraz mogę powiedzieć, że okładka idealnie wpasowuje się i oddaje treść. Jest mrocznie, tajemniczo i ponuro. Kartki w środku są koloru beżowego, a ich gramatura należy do tych grubszych. Wielkość czcionki- jest mała ale mimo to czytelna, więc spokojnie, aż tak się nie męczyłam podczas nocnego czytania.  Rozdziały noszą imiona 4 bohaterów, bo z ich perspektywy poznajemy tę historię. Książka posiada również skrzydełka, bo zapomniałam o tym wyżej wspomnieć. Całość oceniam na:5



OPINIA: Czyli jak ona smakuje ?

Jesienią uwielbiam sięgać po kryminalne historie lub te z dreszczykiem emocji. Dlatego tegoroczną jesień zaczynam od autorki, która już swym innym tytułem mnie zachwyciła, więc miałam jako takie pojęcie, czego mogę się spodziewać.  Czy książka mnie zachwyciła? Jak smakuje? Jeśli jesteś ciekaw, co o niej sądzę to weź sobie coś do picia, jedzenia, siadaj i słuchaj co mam Ci dziś do opowiedzenia.

Zacznę niestandardowo, bowiem i ta historia jest bardzo realistyczna i porusza problem porwania i więzienia dzieci. Cała oś fabularna opiera się na 4 kobietach. Mamy dwie kobiety, których zwłoki zostają szybko znalezione, oraz kolejne 2, które wbrew sobie są przetrzymywane i więzione w nieludzkich warunkach. A wszystko to łączy jedno jedynie zdarzenie...

Postaram Ci się przybliżyć sylwetki bohaterów, ale tak by nic Ci nie zdradzić, bowiem powiem Ci, Pani Kubica wyhaftowała przepiękny kryminalny, koronkowy bieżnik...

Delilah to 6 letnia dziewczyna, która pewnego dnia znika wraz ze swoją matką. Jest chora, a więc to co wiemy to fakt, że pojechała z matką  do szpitala. Meredith jako kochająca matka, zrobi wszystko by jej dziecko było zdrowe. Jednak tajemnica, która jej ciąży na sercu, powoduje, że jest kobietą zlęknioną i robi wszystko by jej sekret nie ujrzał światła dziennego... Co się z nimi stało, skoro ciało jednej z nich znaleziono w pewnym pokoju?

Shelby to młoda mama, która po porodzie stara się poczuć na nowo kobietą. Jednak liczne zdrady jej męża powodują, że bohaterka wpada w wir szybkich numerków z facetami, by utrzeć nosa mężowi. Z jednej takiej wyprawy już nie wraca.... Czyżby mąż odkrył prawdę? A może żona kochanka postanowiła dać jej nauczkę?

Pewna dziewczynka zostaje porwana z placu zabaw i przez bardzoo długi czas będzie więziona, katowana i poddawana szeregu nieludzkich zabaw. Kim jest? Ona sama już nie pamięta swojej przeszłości, a jedyne co wie , że jej zniknięcie jest głośne...



No dobra co z tą fabułką? Całą historię poznajemy z perspektywy rodzin zaginionych i zmarłych kobiet, wspomnień, ich samych oraz Pani detektyw, która prowadzi te sprawy. Choć na początku wydają się być nie powiązane ze sobą, szybko okazuje się, że jednak łączą się w jedną całość. To co mnie tak najbardziej poruszyło w tej powieści to bardzo rzetelne opisy z perspektywy ofiar, które były więzione. Przypominają one sprawy bardzo głośne takie jak Blanche Monnier,  sprawa Fritzla, czy Nataschy Kampusch. I właśnie ten element książki wywarł na mnie ogromne, wręcz wstrząsające wrażenie. Owe dwa morderstwa przy tym były niczym, w sensie nie wywarły na mnie aż takich emocji. Jednak to jak autorka wszystko połączyła w 1 spójną całość... no składam ukłon, bijąc się czołem o kolana. Ta książka znakomicie otwarła mój kryminalny sezon.. z przytupem i wielkim wow.

CZY WARTO SCHRUPAĆ?- czyli podsumowanie :

 ,, Zaginioną kobietę" mogę porównać tylko do jednego trunku, który przyszedł mi na myśl. To truskawkowe, musujące wino. Delikatnymi bąbelkami, które musują nasze podniebienie to przede wszystkim kreacja bohaterów. Jest ona poprawa i byłam w stanie uwierzyć, że te postacie są realne. Mają swoje słabości, wady. Nie są wyidealizowani, a motyw zbrodni jest bardzo ,, realny". Smakiem truskawkowym jest sama fabuła, która swym smakiem zachwyci nie jedno podniebienie. Jego delikatność, a zarazem intensywność mogę porównać do owych emocji, jakie mi towarzyszyły podczas czytania. Z jednej strony mamy zbrodnie, a z drugiej rzeczy, o których nie raz słyszeliśmy lub czytaliśmy z gazet.  Owe procenty, które tutaj są i potrafią otumanić to zdecydowanie zaginięcie i przetrzymywanie bohaterek w nieludzkich warunkach. Więzienie, znęcanie i życie w ciągłym strachu...  Bardzo realistyczny obraz, który ewidentnie autorka oparła o prawdziwe relacje ofiar. I właśnie, nie chce żeby to zabrzmiało źle, ale ten motyw bardzo mnie zachwycił swą autentycznością, emocjonalnością i zobrazowaniem tego, co się dzieje w ludzkiej głowie. Jakie instynkt budzą się, by przetrwać takie katusze?  Na prawdę uważam, że warto przeczytać tę powieść i choć jest to fikcja literacka, miałam wrażenie, że momentami opiera się na faktach. Trzyma w napięciu, dozuje emocje stopniowo, by w finale wystrzelić z korka.....

 

KOMU POLECAM?Osobom, które uwielbiają kryminały, które prawie ocierają się o prawdę....

 

Za egzemplarz i emocje jakie mi towarzyszyły podczas lektury dziękuję wydawnictwu :




 

niedziela, 19 września 2021

Seria o elfach, która mnie zaskoczyła- czy dobrze?

 

 

 


 

 

Tytuł:Okrutny książkę, Zły król, Królowa Niczego

Autor:  Holly Black

Liczba stron: 400, 400, 360

Wydawnictwo: Jaguar

Okładka:  miękka

SŁOWA KLUCZE:

 

 

KRÓTKA FABUŁKA: czyli z czym to się je?

 Krwawa zbrodnia na zawsze odmienia los trzech sióstr. Zostają porwane do świata elfów. Upływa dziesięć lat; Jude pragnie za wszelką cenę odnaleźć swoje miejsce w nowym świecie lecz dumni elfowie gardzą śmiertelniczką, a wzgardliwszy od innych jest książę Cardan, najmłodszy i najokrutniejszy z potomków Najwyższego Króla. By zdobyć pozycję na Dworze, Jude musi rzucić Cardanowi wyzwanie – a następnie ponieść konsekwencje.


Jude, odkrywa pewną tajemnicę; dlatego robi wszystko, by zapewnić bezpieczeństwo młodszemu bratu. Związała przysięgą Cardana – który przez rok i jeden dzień pozostanie jej posłuszny – i w ten sposób przejęła faktyczną władzę. Ale król elfów używa wszystkich dostępnych mu sposobów, by podważyć autorytet Jude i uniemożliwić jej sprawowanie kontroli nad Krainą Elfów. Nie przeszkadza mu w tym nawet coraz silniejsze uczucie, jakie zaczyna żywić do dziewczyny. 


W zamian za królewski tytuł, Jude zwolniła złego króla Cardana z przysięgi posłuszeństwa i teraz jest królową elfów, lecz na wygnaniu. Wyczekuje okazji, by odzyskać, co utraciła. Zakrada się w przebraniu na elfowy dwór, choć oznacza to konfrontację z Cardanem i własnymi uczuciami. Tymczasem w krainie elfów trwają przygotowania do krwawej wojny. Los rzuca Jude daleko na tyły przeciwnika, czego królowa nie omieszka wykorzystać w swojej własnej grze o tron.

 

POD LUPĄ: Zacznę od wizualnej strony, czyli lupa w dłoń i do dzieła !

Książki są formatu A5 ich okładki są miziaste, a elementy lakierowane dodają takiej trójwymiarowości. Utrzymane są w kolorystyce biało- złotej, srebrno- morskiej i fioletowo- granatowej. Każda z nich ma spójny element - koronę, a wokół niej liczne nawiązania do fabuły, co bardzo przypadło mi do gustu. Całość prezentuje się na półce świetnie. W środku mamy mapę świata, miniaturowe ilustracje przy rozdziałach, oraz wiersze znanych poetów. Czcionka jest mała, ale jeszcze uszła. Rozdziały są ponumerowane, a całość podzielona jest na dwie części i tak jest w każdym tomie. Książki posiadają skrzydełka. Całość wydania oceniam wysoko na 5+



OPINIA: Czyli jak ona smakuje ?

Po bardzo intensywnym wrześniu, gdzie mogłam tylko pomarzyć o tym by zanurzyć się w książce, przyszła ta chwila. Właściwie zostałam zmuszona przez moją uczennicę. Na naszym spotkaniu z literaturą z wypiekami na twarzy i jarzącymi się oczami stwierdziła, że MUSZĘ przeczytać tę serię, bo tak nie może opowiadać o niej bez spojlerów. No to jak przystało na mentora- posłuchałam. Spędziłam ten weekend z elfami i serią, która mnie zaskoczyła. Jak smakuje? I czym mnie zaskoczyła? Jeśli Cię zainteresowałam to weź coś do picia, jedzenia, siadaj i słuchaj co mam Ci do opowiedzenia.

Główną bohaterką jest Jude. To dziewczyna, która została porwana za dzieciaka wraz ze swymi 2 sistrami do świata elfów. I o ile może się wydawać, że bohaterka wygrała złoty bilet na loterii, to uwierz mi, nie tak toczy się ta historia. Jude od samego początku doznaje nie tylko okrucieństwa, przemocy, wyobcowania, ale przede wszystkim jest samotna. Ok, ma siostry, ale mam tu na myśli o poczuciu przynależności do jakiejś grupy. W szkole jest ofiarą, nad którą można się dowoli pastwić, a jej opiekunowie mają to gdzieś. Dlatego czytelnik rozumie, czemu Jude w dorosłym noo prawie życiu postanawia się zemścić na całym rodzie elfów. Jednak jak tego dokonać, jeśli jest się człowiekiem bez mocy i to w dodatku śmiertelnym? I tu wkracza element, który ja ubóstwiam w literaturze: intrygi dworskie. I tak zaczyna się zabawa na karuzeli Tarzan bez pasów. 

Cardian to książkę, który uwielbia pastwić się nad słabszymi. Uchodzi za najokrutniejszego z całej królewskiej rodziny. Nie dziwi więc fakt, że Jude i jej bliźniaczka Taryn stają się jego ulubionymi zabawkami do wymierzania najokrutniejszych dowcipów, czy tortur. Sam fakt, że jest księciem sprawia, że dziewczyny nie może nikt uratować. Przystojny, ale okrutny książe staje się najbardziej znienawidzą osobą, na której chce się zemścić Jude. Czy jej się to uda? Czy da radę przechytrzyć inteligentną i nieśmiertelną istotę? 



Oczywiście mamy bardzo wiele pobocznych bohaterów, którzy są równie barwni i cudownie wykreowani, jednak za wiele bym zdradziła. Cała seria bowiem ma mnóstwo zwrotów akcji, a zdrady , sekrety i manipulacje są tu chlebem powszednim. Kogo lubię? Zdecydowanie Jude, a z pobocznych postaci hmm...ciężko wybrać, bo każdy jest inny, inteligenty, a charyzma każdej z postaci zasługuje na długie opowieści. Jednak przez to wiele bym zdradziła.


No dobra co z tą fabułką? Po pierwsze jest bardzo wciągająca. Potrafi trzymać w napięciu. Tutaj nic nie jest pewne. Sam świat przedstawiony jest bardzo ciekawy. Mnie chyba mimo wszystko zachwycił morski świat elfów i ich dwór.  Jest tajemniczy, mroczny i bezlitosny. Intrygi to kolejny ważny element tej serii. Tutaj każdy manipuluje, kłamie lub nie mówi wszystkiego. Tu nie ma złoli ani dobrych bohaterów. Każdym kieruje inny cel i dąży do niego po trupach. I to chyba jest najwspanialszym zabiegiem. W szczególności przy naszej dwójce głównych bohaterów. No dobra zapytasz mnie o motyw romansu. Powiem Ci... jest perfekcyjny. Owe uczucie, jest tak podważane przez naszych bohaterów, że motyw hate to love and love to hate jest tu kluczowe. Całe te uczucie jest wielokrotnie sprowadzone do parteru, bowiem są ważniejsze sprawy, niż miłość. Dawno nie czytałam takiej fantastyki, która nawiązywała by do historycznych dworskich intryg znanych nam z kart podręczników i tak zręcznie ubarwiona elementami fantastyki.

CZY WARTO SCHRUPAĆ?- czyli podsumowanie :

 Seria ,, Okrutny Książe"  zdecydowanie trafia na półkę zachwytu. Ta seria zaskoczyła mnie swym smakiem. Dlatego porównam ją do stripsów z dorsza. Dorszem atlantyckim zdecydowanie są bohaterowie. Jude, mimo swej waleczności, sprytu i odwagi jest bardzo realistycznie przedstawiona. Posiada wady, a jej błędy są dla niej nauczką na przyszłość. Jej determinacja i chęć zemsty sprawia, że nie jest to postać ,, dobra", ale szara. Tak samo tyczy się księcia, czy postaci pobocznych, które mimo wykonania swojego zadania, nadal się pojawiają i mącą wodę. Mało mam takich książek, ze kocham wszystkich bohaterów, ale ta zalicza się do nich. Owi mięśni, delikatni, a zarazem smakowici bohaterowie to najmocniejsza strona tej serii. Kolejnym elementem genialnym tej serii jest chrupiąca panierka. Są nią owe intrygii, których jest tu dużo, ale ja lubie grube panierki. Ta sprawia, że niczego nie możemy być pewni. Liczne zwroty akcji, które są związane z manipulacjami i sekretami dodają całości owej pikanterii ostrej papryki, która została dodana do panierki.  Dipem majonezowo- chrzanowym są liczne elementy psychologiczne, które występują w tej serii. Są nimi brak poczucia bezpieczeństwa, przemoc psychiczna i fizyczna, bycie ofiarą, samotnikiem wśród grupy, inność. Wartość rodziny, władzy i tego co się z nią wiąże. Czy warto zatem schrupać tę serię? Zdecydowanie ją polecam każdemu, kto uwielbia takie dworskie zabawy, walkę o władze. Przy tym ukazuje ludzkie przywary i uczy. Ja jestem tą serią zachwycona pod każdym względem. Mimo swej lekkości, zaskoczyła mnie, zachwyciła i porwała mnie do świata bardzo mrocznego i brutalnego. Mam nadzieję, że dzięki tej serii powróciłam do Ciebie po dłuższej przerwie ;)

 

KOMU POLECAM?Osobom, które uwielbiają intrygi dworskie z delikatnym elementem fantastyki i z bardzo delikatnym romansem w tle...

 


 

środa, 1 września 2021

Zapomniane- mało znane- Moc srebra

 

 

 


 

 

Tytuł: Moc srebra

Autor:  Naomi Novik

Liczba stron:503

Wydawnictwo: Rebis

Okładka:  twarda

SŁOWA KLUCZE:baśń, małżeństwo aranżowane, porwanie, miłość, walka dobra ze złem

 

 

KRÓTKA FABUŁKA: czyli z czym to się je?

 Naomi Novik zaprasza do świata tajemnych mocy, bogactwa i panicznego strachu!
Mirjem, doprowadzona do ostateczności chorobą matki, postanawia przejąć nieudolnie prowadzony przez ojca rodzinny interes. Stanowcza i zimna jak lód, skutecznie egzekwuje wszelkie należności od pożyczkobiorców. A kiedy dziadek przekazuje jej pięć kopiejek w srebrze, Mirjem oddaje mu dług w złocie. W okolicy rozchodzi się wieść o młodej lichwiarce, która potrafi zamieniać srebro w złoto. Dla Mirjem jednak ta sława okazuje się przekleństwem. Zaczyna się bowiem nią interesować król Starzyków – obdarzonych nadnaturalnymi mocami, tajemniczych lodowatych istot, które wzbudzają trwogę wśród zwykłych śmiertelników.

POD LUPĄ: Zacznę od wizualnej strony, czyli lupa w dłoń i do dzieła !

 Książka ma format standardowy A5. Twarda oprawa w macie z elementami lakierowanymi, utrzymana jest w kolorystyce niebieskości. Na froncie widzymy kobietę, która bawi si3 monetami, co nawiązuje do treści. Wyklejka w środku jest srebrna. Rozdziały są ponumerowane, z ornamentem. Kartki są grubsze, beżowe, a czcionka, bardzo przyjemna dla oka. Całość wydania oceniam na: 5



OPINIA: Czyli jak ona smakuje ?

Postanowiłam rozpocząć nową serię. Jestem bardzo ciekawa, jak ją przyjmiesz?  Zapomniane- mało znane, będzie to cykl w których to będę przedstawiać Ci książki, o których jest cicho lub zostały dawno wydane, a ja chcę je odświeżyć. Tak będę odgrzewać dania, ale czuję, że znajdziemy wspólnie perełki, które piaski czasu przykryły grubą warstwą. To co zaczynamy! 

Dziś zaprezentuję Ci książkę, która nawiązuje do baśni o  ,, Titeliturym" czyli zamianie czegoś w złoto. Przyznaję, że odczuwałam tutaj również inspirację mitem o Midasie, ale i do tego dojdziemy. Czy autorka poradziła sobie z tym wyzwaniem? Dlaczego jest o niej cicho? Jeśli jesteś ciekaw to weź sobie coś do picia, jedzenia, siadaj i słuchaj co mam Ci dziś do opowiedzenia.

Główną bohaterką jest Mirjem. Żydowska dziewczyna, która ma dość patrzenia na chorą matkę i biedę  którą klepią, przez nierozgarniętego ojca. Jako lichwiach powinien być bogatym człowiekiem, z którym liczą się wszyscy. Jednak jest odwrotnie. Nie potrafi on odzyskać swoich pieniędzy przez swą naiwność i dobre serce, co dziś powiedzielibyśmy doprowadziło go do bankructwa. Mirjem ma tego dość więc bierze sprawy w swoje ręce. Niestrudzenie puka do wszystkich dłużników i bez skrupułów odbiera to co jej się należy. W bardzo szybkim czasie odzyskuje cały majątek i otrzymuje przydomek zimnej i bezlitosnej lichwiarki. Zaczyna krążyć niczym mit, owa plotka, że dziewczyna zamienia srebro w złoto. Jednym słowem dziewczyna ma głowę do biznesu i potrafi bardzo dobrze inwestować w różne rzeczy, podwajając swoje dochody. Jednak owy mit rozprzestrzenia się bardzo szybko, a owa sława Mirjem wykracza poza jej miasto. I tak pewnego dnia, do jej drzwi puka Starzyk <3 ( kochaaam, znaczy zaraz do tego dojdziemy ) Dziewczyna otrzymuje 1 dzień, by zamienić 3 srebrne monety w złoto. Jeśli się jej nie uda zamrozi jej rodzinę, jeśli wykona ową próbę poprawnie jeszcze dwa razy, zostanie jego żoną, czyli królową zimowej krainy. Czy jej się to uda? Czy uda się jej oszukać króla Zimy, że faktycznie posiada moc?



Starzyk to postać, którą pokochałam od pierwszej chwili. On kojarzył mi się z taki dziadkiem Morozem. Jest on bowiem królem, który zsyła zimę. Jego srebrzysto-białe włosy, zimne, wręcz przeszywające niebieskie oczy i nieczułe serce, sprawiły, że ludzie bali się Starzyków. Są oni bowiem ludem agresywnym, którzy dla złota nie zawahają się zabić, a ich impulsywność, brak empatii i gwałtowność wywoływały strach. Kiedy więc Starzyk dowiaduje się o dziewczynie, która ma moc zamieniania srebra w złoto, widzi w tym ratunek dla swego ludu i ziem. Jest w stanie zapłacić każdą cenę, nawet poślubić ową śmiertelniczkę. Jednak czy dziewczyna będzie umiała mu pomóc? Czy zrozumie prawdziwą naturę jego ludu, czy faktycznie ma ową moc, czy jest zwykłą oszustką? 

Relacja Mirjem i Starzyka jest fenomenalna. Każda ich słowna potyczka, czy walka to istna para emocji. I nie, nie ma tu opisów łóżkowych, wulgaryzmów więc pod tym względem jest to bardzo uniwersalna historia, po którą może młodzież sięgnąć. Jednak to co dzieje się tutaj na kartach powieść ohh jakie to było dobre. Normalnie miałam czerwone polika jak po wypitych procentach. To, jak ich związek dojrzewa, rodzi się uczucie, jest tak realistyczne, że serio w tym momencie chcę zimę i niech taki Starzyk puka do mych drzwi.. Ta dwójka jest tak charyzmatyczna, że serio wióry lecą za każdym razem, kiedy się oni pojawiają.

No dobra, ale mamy jeszcze parę bohaterów, którzy też mają swoje role. Mamy opętanego złymi mocami Cara, który pragnie starzykowej mocy. Dlatego żeni się z Irenką, która ma w sobie krew Starzyka i ma nadzieję, że ta zaprowadzi go do krainy Zimy ( znaczy ona ma swoją jakąś nazwę, ale lepiej mi się opowiada, gdy nazywam ją tak ogólnie) dzięki czemu wessie całą zimową moc nie tylko z króla, ale i całej krainy. Dziewczyna jednak dostrzega w owym demonie pięknego chłopca, znaczy męża i zrobi wszystko by go uwolnić od demona. 

I mamy Wandę, która poświęca się dla rodziny i pracuje dla Mirjem, jako taki Kopciuszek, by zapewnić dobrobyt swojej rodzinie. Te trzy dziewczyny, czyli Wanda, Irena oraz Mirjem mają wiele wspólnego o czym przekonasz się, czytając tę historię. To co podobało mi się to fakt, że mamy bardzo silne kobiecie postaci. Mądre, silne i zdeterminowane. Każda ma swój cel i dąży do niego w inny sposób. Są one szarymi postaciami, w sensie ich zachowanie, czy czyny mają dobre intencje, choć czasem ich postępowanie temu przeczy. Ja kocham Mirejm, ale każda z dziewczyn skradnie Ci kawałek serduszka... 

No dobra, co z tą fabułką? Ahh najlepsze mam zaznaczone niebieskimi znacznikami, czyli wątek Mirjem i Starzyka. Mamy tutaj bowiem jakby 3 różne historie, ale są one tak ze sobą ściśle splecione, że dopiero w połowie książki rozumiesz, że jest to jedna fabuła, tylko opowiedziana z różnych perspektyw i osób, które brały w tym udział. No fenomenalne. Jest to zimowa opowieść i według mnie warto ją przeczytać właśnie zimową porą, by jeszcze bardziej wczuć się w klimat tej mroźnej historii. Całość opiera się na owej baśni ,, Titalitury" i micie o Midasie. O dziewczynie, która ma moc zamieniana srebra w złoto. Czego się nie dotknie to zamienia w złoto. Jednak te przysłowie, powtarzane z ust do ust, zostaje dosłownie zrozumiane i zaczynają się kłopoty. No bo jak wytłumaczyć komuś, że taka magia nie istnieje, jak istota która rozkazuje Ci wykonać owe zadanie, jest prastarą istotą, którą straszyli Cię dorośli?  I jak wyjść z tego całego ambarasu w całości? Jak Wanda ma osiągnąć coś w życiu, skoro ojciec pijak ją nie wspiera? Jak wyjść z biedy, kiedy wszystko co zarobisz zostaje wydane na alkohol? Jak się czegokolwiek nauczyć, jeśli musisz opiekować się rodzeństwem i być ,, zastępczą żoną i matką" ? Jak Irena ma odkryć prawdę o sobie, skoro uchodzi za tę ,, brzydką" i niechcianą ? Jak można znaleźć siłę by zawalczyć o swój kraj i męża, jeśli jest się wyśmiewanym i poniżanym na każdym kroku? I ostatnie pytanie: jak odnaleźć miłość w osobie, która wzbudza wstręt i strach? To piękna historia, która ukazuje naturę kobiety, jej poświęcenia, dobroci i mądrości, która niczym światło latarni nie daje tylko zagubionym  marynarzom nadzieje,radość, ale i ciepło w sercu.

ZAPOMNIANA, CZY MAŁO ZNANA?- czyli podsumowanie :

 ,, Moc srebra" została wydana 2019 roku, czyli ma już 3 lata. I jestem w ogromnym szoku, że trafia ona do kategorii: MAŁO ZNANA. Dlaczego tak uważam? Mało znalazłam o niej recenzji, czy to tych blogowych, czy jutubowych. Na portalu LC  jest tylko 73 opinii, a jak wiadomo tam te liczby osiągają wyniki 3 cyfrowe. O co chodzi? Może jest kiepska? No właśnie nie. Co tu zawiodło? Nie mam pojęcia, ale mam nadzieję, że po mojej recenzji, ktoś po nią sięgnie i przekona się, że jest ona fenomenalna pod każdym względem. Bohaterowie i ich kreacje są wyśmienite, pełne różnorodności, nie oczywistości i charyzmy. Silne kobiece bohaterki, wciągająca fabuła, która rozpali nie jedno serduszko i ten baśniowy klimat rodem z Grimmów. To co zasługuje na kolejne ohy to fakt, że nie ma tu miłości od pierwszego mrugnięcia okiem. Oj nie, tutaj mamy : poznajmy się, przyzwyczajmy, a potem zobaczymy co z tego wyjdzie. Tak jak w naszym życiu. Owa brutalność, pod postacią zimowego ludu, który pragnie złota i król bez serca, który niby jest oklepanym motywem, w tym wydaniu to serio, moje lody się roztopiły nim oderwałam się od książki, by je zjeść- serio, tak było, nie kłamię.  Genialnie był poprowadzony ten wątek, no warto było dla niego rozpuścić lody. Cała książka jest tak świetna, że powiem Wam jak dla mnie to jest pisarskie mistrzostwo.  Jest zachwycająca, wciągająca, mądra i piękna.

 

KOMU POLECAM?Wszystkim, gdyż powieść ta jest bardzo uniwersalna.

 

Egzemplarz mój wygrzebałam w Empiku, który był schowany za stertą innych, pięknie wystawionych książek na dziale fantastyka.( Warto czasem z półki powyciągać parę książek, bo tam czasem skrywają się jakieś inne powieści) Kupiłam ją za 20zł, bo ostatnia, bo ma porysowaną okładkę, była ubrudzona. Nie wiem, czy trafiłam na jakąś promocję, czy Pani ucieszyła się, że ktoś ją bierze i z buta zaproponowała taką cenę, jako wiesz ,, uszkodzony egzemplarz". Nie pytaj, nie wiem, ale ja sobie ją ,, naprawiłam" na ile się dało i jest super ;)

 

czwartek, 26 sierpnia 2021

To, czego pragniesz- czyli nauczycielskie perypetie

 

 

 


 

 

 

Tytuł:To, czego pragniesz

Autor:  Katherine Center

Liczba stron:409

Wydawnictwo: Muza

Okładka:  miękka

SŁOWA KLUCZE:miłość, szkoła, nauczycielskie życie, obyczaj, codzienność, humor

 

 

KRÓTKA FABUŁKA: czyli z czym to się je?

 

Samantha Casey jest młodą, pogodną kobietą. Pracuje jako szkolna bibliotekarka i kocha swoją pracę. Uwielbia wszystkich uczniów i nauczycieli, których traktuje jak swoją rodzinę. W przeszłości była jednak zupełnie inną osobą.

Duncan Carpenter jest nowym dyrektorem w jej szkole. Dla niego w życiu najważniejsza jest dyscyplina i przestrzeganie zasad. Duncan wie, że życie to nie przelewki, a niebezpieczeństwo zawsze czyha tuż za rogiem. W przeszłości był jednak zupełnie inną osobą.

Znają się z poprzedniej szkoły. Lata temu Sam szaleńczo kochała się w Duncanie. Była jednak niedostrzegalna ­– i to nie tylko dla niego. Dla wszystkich. Nawet dla samej siebie. Sam porzuciła dawne życie, znalazła nową szkołę i rozpoczęła wszystko od nowa.

Kiedy Duncan zostaje zatrudniony jako nowy dyrektor w szkole, w której bezpieczną przystań znalazła Sam, młoda bibliotekarka jest pełna obaw.

Wkrótce jednak okazuje się, że uroczy Duncan, jakiego znała, jest teraz nudnym, surowym służbistą, który za cel wziął sobie zwiększenie poziomu bezpieczeństwa w szkole, nie zważając zupełnie na to, że jego działania mogą zniszczyć lokalną sielankę.

Czy Sam i Duncan podejmą ryzyko i poddadzą się rodzącemu się między nimi uczuciu?

 

POD LUPĄ: Zacznę od wizualnej strony, czyli lupa w dłoń i do dzieła !

 Książka jest standardowego formatu A5. Z racji, że posiadam egzemplarz recenzencki na pewno będzie się on znacznie różnić od oficjalnego. Okłada jest matowa i utrzymana w pastelowych kolorach. Para ze zdjęcia jest uśmiechnięta i idą sobie  objęci nad jakimś jeziorem. Ogólnie czuć bardzo wakacyjny, lekki klimat. W środku mamy bardzo przyjemną czcionkę, a strony są koloru beżowego. Rozdziały są ponumerowane. Nie ma tu jakiś dodatków, a szkoda. 



OPINIA: Czyli jak ona smakuje ?

Pomalutku wakacje zbliżają się ku końcowi. Dlatego pomyślałam, że ten tytuł łączy w sobie i wakacje i szkołę.Przyznaję, że byłam bardzo ciekawa tej powieści. Jako nauczycielka, zastanawiałam się, jak autorka przedstawi nasze zmagania w pracy. Czy uda się jej wyłapać nasz humor, codzienność i problemy z jakimi zmagamy się dzień w dzień, a o których głośno się nie mówi- no bo nie wypada. Jak więc smakuje i czy tak wygląda nasze nauczycielskie życie? Jeśli Cię zaciekawiłam to weź sobie coś do picia, jedzenia, siadaj i słuchaj co mam Ci do opowiedzenia.


Główną bohaterką jest Samantha, która jest szkolną bibliotekarką. Jest bardzo ciepłą, rodziną i bardzo towarzyską osobą. Jej relacje z innymi pracownikami, czy uczniami są bardzo silne. Każdy darzy ją ogromną sympatią. Jest bardzo oddana swej pracy i poświęca jej nie tylko prywatne pieniądze, ale i czas. Jest tak pochłonięta ową misją, że nie ma czasu na jakieś relacje damsko- męskie. Kiedy więc zostaje wybrany nowy, młody dyrektor... wiadomo już na jakie tory zejdzie ta powieść.

Duncan słynie z tego, że potrafi każdą szkołę wyprowadzić ze wszystkich dołków. Jest on służbistą, profesjonalistą, który nie czuje potrzeby by spoufalać się z pracownikami. Uważa, że nie musi się liczyć ze zdaniem innych. Zaczyna więc wprowadzać swój ład i porządek, nie zwracając na specyfikację owej placówki. I tak zaczyna się owa wojna, w której to Duncan i Sam toczą boje nie tylko o szkołę, ale i uczucie, które między nimi się rodzi.



No dobra co z tą fabułką? Całość oparta jest na życiu szkolnym nauczycieli. Na tym jak wygląda zarządzanie, funkcjonowanie placówką. I przyznaję, jest bardzo bliska prawdy. Ukazuję prawdę, jak to nauczyciele z PASJĄ ( bo wiemy, że nie każdy ją ma) oddaje się do reszty nie tylko dzieciakom, ale i pracy. To jak nie mamy czasu na własne przyjemności, czy że kupujemy ze swoich pieniędzy materiały dydaktyczne- jest prawdą. Niestety, szkoła -czytaj dyrektor nie wszystko sponsoruje, bowiem ma inne wydatki. A żeby lekcja była ciekawa, owy nauczyciel po godzinach siedzi i planuje, dostosowuje wiedzę do danej klasy. Dlatego owa samotność Sami, nie dziwi. Kiedy kobieta ma mieć czas na randkowanie, czy życie prywatne. Ok ma weekendy, ale pamiętajmy, że w poniedziałek już trzeba się przygotować. I tak wygląda owa szara rzeczywistość nauczyciela. Kolejną sprawą, która zostaje tu poruszona to nowy dyrektor. To jak chce się wykazać, coś zmienić, dostosować do własnej wizji. Autorka genialnie pokazuje jego rolę, nieufność i powolne budowanie wzajemnych relacji. Dodatkowo mamy tutaj bardzo dużo elementów humorystycznych tzw sytuacyjnych, czy dialogowych, które mogą być z życia wzięte ze szkolnych korytarzy. Ogólnie jestem bardzo pozytywnie zaskoczona tą powieścią. Przeczytałam ją bardzo szybko, a śmiechu było bardzo dużo, jak przy jakimś kabarecie.

CZY WARTO SCHRUPAĆ?- czyli podsumowanie :

 Jedyne do czego mogę porównać tę powieść to do szkolnej kanapki. Chlebem tostowym są bohaterowie. Są dobrze wykreowani, ale jeśli mieli by się czymś konkretnym wyróżnić na tle innych powieść, to cóż nie znajduję takowej cechy. Są po prostu dobrą podstawą dla reszty. Żółtym serem, jak dla mnie jest ukazanie w sposób bardzo realistyczny funkcjonowania szkoły. Pracę jaką wkładają nauczyciele, pracownicy fizyczni, które umykają nam lub po prostu nie mają o nich pojęcia. Szynką są dla mnie ukazane tutaj wartości o których zapominamy na co dzień. Są nimi radość, przyjaźń, rodzina i miłość. W wirze pracy, ciągłego gonienia za pieniędzmi zatracamy się w świecie konsumpcjonizmu, gubiąc przy tym to co najcenniejsze. Autorka w znakomity sposób ukazała ową prawdę. I na koniec duża dawka ketchupu, czyli humoru, który nie raz wywołał u mnie atak głośnego śmiechu. Sytuacje, czy dialogi ewidentnie wyjęte zostały z naszych szkolnych korytarzy. Czy warto ją schrupać? Jak dla mnie tak. Jest lekka, przyjemna, a przy tym z dużą dawką humoru. Znajdziesz tu również szczyptę wartości, które potrafią skłonić do refleksji. Jak dla mnie, jest to idealna lektura, na zakończenie wakacji, a przywitanie nowego rok szkolnego.

 

KOMU POLECAM? Wszystkim

 

Za egzemplarz i bardzo mile spędzony czas dziękuję: