wtorek, 26 października 2021

Dom stu szeptów- o zgrozo, czy się będę bać?

 

 

 

 


 

 

Tytuł:Dom stu szeptów

Autor:   Graham Masterton

Liczba stron:351

Wydawnictwo: Albatros

Okładka:  miękka

SŁOWA KLUCZE:horror, nawiedzony dom, zaginięcie, duchy, demony

 

 

KRÓTKA FABUŁKA: czyli z czym to się je?

 Na smaganych wiatrem wrzosowiskach stare domostwo strzeże swych sekretów…
Dwór Wszystkich Świętych jest rozległą rezydencją w stylu Tudorów położoną na skraju ponurego i mglistego Dartmoore. Niewielu miałoby odwagę tu osiąść. A jednak były naczelnik więzienia w Dartmoore podjął tę decyzję. Teraz, kiedy już nie żyje, posiadłość odziedziczą jego dzieci.
Choć ojciec od dawna był z nimi skłócony, dzieci wprowadzają się do pozostawionej im w spadku posiadłości. Tymczasem złowieszcza atmosfera wrzosowisk wdziera się do wszystkich pomieszczeń. Podłogi skrzypią, w tajemnych korytarzach odbija się echo, wiatr gwiżdże w kryjówce przygotowanej niegdyś dla katolickich duchownych.W dniu, w którym rodzina decyduje się opuścić Dwór Wszystkich Świętych i nigdy już tam nie wracać, we wnętrzu domu przepada bez wieści mały Timmy…
Czyżby w tych starych murach od wieków gnieździło się zło?
A może zło to jedynie wytwór ludzkiego umysłu?

POD LUPĄ: Zacznę od wizualnej strony, czyli lupa w dłoń i do dzieła !

 Książka jest standardowego formaty A5. Posiada skrzydełka. Okładka jest matowa, nie zostawia odcisków palców. Utrzymana jest w kolorystyce czerwieni i czerni. Na froncie widzimy drzewo, na tak jakby wzgórzu. W środku mamy beżowe strony, na grubszej gramaturze. Czcionka jest średnia, ale da się przeżyć. Rozdziały są ponumerowane. Całość oceniam na: 4



OPINIA: Czyli jak ona smakuje ?

To moje pierwsze spotkanie z tym autorem. Wiem, że ma bardzo wielu fanów, ale jakoś tak się złożyło, że nigdy nie sięgnęłam po żadną jego powieść. W pewnym sklepie robaczkowym, przy kasie leżał ten tytuł i pomyślałam sobie, a czemu nie? Spróbuję. Jak smakuje groza  Mastertona? Jeśli jesteś ciekaw to weź sobie coś do picia, jedzenia, siadaj i słuchaj co mam Ci dziś do opowiedzenia.

Głównymi bohaterami jest rodzina Rusell, która przyjeżdża do Allanhallows Hall, w celu ustalenia, kto z nich dziedziczy owy dom, oraz inne cenny rzeczy. I tak o to zaczyna się dziwny zbieg okoliczności. Mały bajtel Timmi, taki chłopczyk z lekkim ADHD, który to nie potrafi wysiedzieć na tyłku 5 minut, nagle znika. Vicky uspakaja męża Roba, że hej to tylko brzdąc pewnie się gdzieś schował. I tak zaczyna się penetracja owej posiadłości. Niczym Hillary, szukają Timmiego, ale ten po prostu puffnął.. nie ma go. Brat i siostra Roba oraz ich partnerzy postanawiają pomóc ciapkowatym rodzicą, jednak i ich próby są marne. Jakby tego było mało Hubert, czyli dziadek brzdąca zapisał mu cały majątek. I tu zaczyna się kryminalna historia. No bo wiadomo, jak Timmi zginie, to Rob, Martin i Grace jako dzieci Herberta sa kolejni w dziedziczeniu. Nie dziwne więc, że ta trójka, tak zachłanna na majątek dziadzi ma motyw by pozbyć się dzieciaka.  Przyznam, że każdą z tych postaci cechuje egoizm, narcyzm i gonitwa za majątkiem. Tajemnicze szepty w ciemnościach posiadłości i zaginięcia pozostałych członków, zaczynają wywracać ich wartości do góry nogami I chyba tylko spotkanie z samym diabłem, sprawiłoby, że ta trójka by się zmieniła. Może właśnie się tak stanie?



No dobra co z fabułką- ogólnie podoba mi się owy duszny i tajemniczy klimat. Zaginięcie, morderstwo, a wszystko to w niespełna tydzień, powoduje, że akcja jest na prawdę wartka. To co mnie najbardziej zachwyciło to owe ludowe zabobony, których tu pełno. To zdecydowanie były najlepsze jak dla mnie momenty. Samo  ,, straszenie" nie wywołało u mnie ciarek na ciele, a bardzo tego żałuję, bo na to liczyłam. Nie mniej jednak, cała historia jest wciągająca i szybko się ją czyta. Owe szepty, które słuchać w całym domu, są genialną tajemnicą, jednak ich rozwiązanie, już mniej mi się podobało. Zaginięcie i morderstwo, z którym mamy tutaj do czynienia powiem Ci, że jakby spada na dalszy plan, a owe straszenie wychodzi na scenę, co spowodowało, że ta książka straciła trochę tego uroku, który na początku nie ukrywam mnie zachwycił. Zabrakło mi tu owego mroku, i może lepszych opisów, abym serio, zaczęła się bać. Nie mniej jednak powiem, Ci, że chętnie spróbowałabym jeszcze jego jakiejś powieści. Czemu nie?

CZY WARTO SCHRUPAĆ?- czyli podsumowanie :

 ,, Dom stu szeptów" to bardzo lekka groza. Porównałabym go do dewolaja. Owym mięsem są bohaterowie. Są dobrze wykreowani, każdy ma inną osobowość. Czy kogoś polubiłam? Hmm.. raczej nie. I choć mamy ogromny przekrój społeczny, to tak na prawdę nikt nie sprawił, by serce mi szybciej zabiło. Roztopionym serem, jest zdecydowanie ludowość i owe zabobony, których mamy tutaj bez liku. Z każdym kolejnym kęsem, rozpływały się one w moich ustach i czułam nie jaką fascynację nimi. Chrupką panierką zdecydowanie była owa groza, która na mnie nie wywarła takie wrażenia na jakie oczekiwałam. Ot co zwykła bułka tarta z jajkiem. Sam opis owych istot był mało przerażający. Nie wiem, jakoś nie poczułam się nami przez chwilę nie swojo. Czy warto ją schrupać? Jeśli lubisz się bać to zdecydowanie nie z tą książką. Jeśli uwielbiasz takie ludowe opowiastki to zdecydowanie powieść dla Ciebie. Ja bawiłam się przy niej dobrze i chętnie sięgnę jeszcze po jakiś tytuł tego autora.

 

KOMU POLECAM?Osobom, które uwielbiają legendy, motyw zagadki i starego domu.

 

 

 

7 komentarzy:

  1. Już mam tę książkę w planach przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
  2. Lubię takie klimaty, więc chętnie przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam, chociaż by że względu na liczne odniesienia do starych zabobonów i legend

      Usuń
  3. Świetna recenzja- skuszę się i schrupię ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że Ci się spodobała :) A książka myślę, że Ci zasmakuje ❤️

      Usuń
  4. Jeszcze nic nie czytałam Mastertona, ale recenzja mnie bardzo zachęca ;)

    OdpowiedzUsuń