poniedziałek, 8 lipca 2019

NA PRZEKÓR








Tytuł:  Na przekór
Autor:  Agata Polte
Ilość stron: 294
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Okładka:  miękka

SŁOWA KLUCZE: miłość, przyjaźń, problemy, relacja wnuczka-babcia


KRÓTKA FABUŁKA: czyli z czym to się je?

 Laura przekonała się już kilka razy, że w życiu nie zawsze można liczyć na bliskie osoby. Gdy była mała, jej ojciec odszedł, a kilka lat później do Anglii wyjechała matka pod pretekstem szukania pracy i mieszkania. Po pewnym czasie Laura zrozumiała, że matka nie zamierza po nią wracać, i przestała sobie robić nadzieję. Na szczęście nie została zupełnie sama – jest babcia, przygarnięty kundelek Loki i leniwy kot Ninja. Jest nauka i praca w klinice weterynaryjnej. Jest przyjaciel Adam. I wreszcie jest Filip, zabawny, poznany przypadkiem chłopak, z którym znajomość zaczyna się coraz szybciej rozwijać. I kiedy Laura zaczyna naprawdę cieszyć się życiem, spada na nią kolejny cios…




POD LUPĄ: Zacznę od wizualnej strony, czyli lupa w dłoń i do dzieła !

Książa jest formatu A5 z matową okładką, która nie zostawia odcisków palców. Odstające białe litery dodają takiej trójwymiarowości. Nie zabrakło też tu skrzydełek. Utrzymana jest w takim jesiennym klimacie, z dziewczyną w czapce i pomarańczowymi zwiędłymi kwiatami. W tle ( chyba) spadają liście.  Kartki sa w środku beżowe, a czcionka bardzo przyjemna dla oka. Rozdziały są ponumerowane, bez żadnych ozdobników. Nie ma tu także dodatkowych przypisów, czy adnotacji od autorki. Całość wydania oceniam na : 5




OPINIA: Książka ,, Na przekór” to moje pierwsze spotkanie z autorką. Nie wiedziałam czego mogę się po niej spodziewać. Skuszona opisem powieści, postanowiłam sprawdzić warsztat pani Agaty oraz czy warto na nią zwrócić uwagę? Jeśli Cię zaciekawiłam, to kubek z piciem w dłoń i słuchaj.


 Główną bohaterką jest 16 letnia Laura Piech, której los niestety nie oszczędził. Dziewczyna bardzo szybko musiała dojrzeć i wziąć sprawy w swoje ręce. Nie dziwi więc czytelnika fakt, że jest aspołeczna, nieufna w stosunku do innych i ma tylko jednego przyjaciela Adama, z którym rozumie się bez słów i jest jej opoką. Zakochana w zwierzętach po uszy ma z nimi wspaniały kontakt, jak i z jedyną osobą chyba najważniejszą w jej życiu – babcią.  Kiedy więc na horyzoncie pojawia się miłość, Laura potrzebuje dużo czasu na jej oswojenie, zrozumienie i zaakceptowanie.
 Nie będę rozpisywać się o innych bohaterach, bo za dużo bym powiedziała, a tego nie chcę. Pozostańmy więc przy przybliżeniu sylwetki Laury.

 Muszę przyznać, że ta książka okazała się dla mnie niezłym kokosem.  Z jednej strony autorka w genialny sposób ukazuje osobę zranioną i walczącą z demonami naszej niestety codzienności i co do tego nie mam żadnych wątpliwości. Psychologiczny aspekt został wyczerpany niczym czekotubka- do ostatniej kropli. Jednak sama fabuła była dla mnie bardzo powolna. I kiedy czekałam na ten ogromny przełom, bo sobie pomyślałam na pewno zaraz coś dupnie… cuż okazało się, że był on do przewidzenia i nie zrobił na mnie wrażenia ot co taki mały  balonik pękł . Zabrakło mi w tej powieści jakiegoś WOW ! zwrotu akcji. I choć to mieszanka młodzieżówki z obyczajówką dobrze wiem, że nie raz taką powieścią dostałam z jej stron po pysku i nie umiałam się otrząsnąć. Tu tego nie uraczyłam.



  Aczkolwiek trzeba przyznać, że klimat tej książki jest uroczy. Ciepły i przyjazny. Autorka przedstawiła na kartach powieści przepiękną relację wnuczki z babcią, co mnie rozczuliło na maksa. Jednak kiedy myślę o Tobie i widzę Cię w księgarni zastanawiającego się czy kupić tę pozycję, w tym momencie właśnie mam kokosa. Bo, czy idziemy kupić powieść dobrą, czy taką, która bije Cię tłuczkiem po głowie swoją znakomitością i emocjami, jakie w Tobie wywołuje? No właśnie.. Ogólnie warsztat autorki jest niezły, ale jak wspomniałam zabrakło tej tzw przyprawy, która by te danie książkowe wyróżniła na tle podobnych powieści. Stąd ten ciężki i twardy koks do rozłupania. Ta powieść faktycznie zrobiła mi na przekór, a może właśnie tak miało być ?

CZY WARTO SCHRUPAĆ?- czyli podsumowanie :

,, Na przekór” to dobra powieść młodzieżówo-obyczajowa, co do tego nie mam wątpliwości. Język jest lekki, przyjemny i czyta się ją jakby nie patrząc szybko. Fabuła płynie wolno, bez jakiś wariacji, czy zwrotów akcji. To bardzo ciepła, przyjemna powieść, która swoim klimatem uspokoi nie jednego nerwusa. Jest nieskomplikowana, więc wydaje się być odpowiednia na upalne dni. Na kolejne plusy zasługuje na pewno przepięknie ukazana relacja wnuczki z babcią. Świetnie przedstawione aspekty psychologiczne, które w połączeniu z bardzo przyziemnymi problemami wybijają się bardzo wysoko. Kolejna sprawa to fakt, że jest bardzo życiowa, a bohaterów da się lubić. Miłość rozwija się tu powoli i co najważniejsze nie ma tu żadnego trójkąta miłosnego. Jest mi naprawdę przykro, że mnie ta książka nie porwała tak, jak myślałam, że porwie. Nie wciągnęłam się w samą historię na tyle, żebym ją po przeczytaniu jeszcze rozkminiała, jak ja to lubię. Jeszcze, żeby coś tu się zadziało takiego mocnego i ostrego, jak jalapeno, ale nie. Ta powieść jest bardzo delikatna jak beza. Biała, słodka i klasyczna, przewidywalna. Dla mnie okazała się być dobra, bez szaleństw, emocji, które by mną targały.. po prostu dobra i tyle, a szkoda. Oczywiście zachęcam do jej schrupania, by przekonać się na własnej skórze. To, że  na moich kubkach smakowych nie było eksplozji czytelniczych, nie znaczy, ze na Twoich ich nie będzie. Może szukasz książki, spokojnej i życiowej. Jeśli tak to jest to odpowiednia książka dla Ciebie. Ja z przyjemnością sięgnę jeszcze po inne powieści autorki, by przekonać się jak wygląda tam sprawa z owymi przyprawami.

KOMU POLECAM?  Kolejny kokos do rozłupania… myślę, że dla osób które chcą przeczytać coś lekkiego, lubią obyczajówki, young adult, new adults.

💖 Za egzemplarz dziękuję  serdecznie autorce i wydawnictwu💖 :




piątek, 5 lipca 2019

PIERWSZY GLINA









Tytuł: Pierwszy glina
Autor:  Andrzej W. Sawicki
Ilość stron:468
Wydawnictwo: Literate
Okładka:  miękka

SŁOWA KLUCZE: dochodzenie, historia kryminologii, Polska w XVIII w


KRÓTKA FABUŁKA: czyli z czym to się je?

 Żołnierze miłujący

W grudniu 1807 roku spokojnym warszawskim Żoliborzem wstrząsa potężny wybuch, który niszczy pałacyk zajmowany przez oficera armii napoleońskiej. Policjanci z nowo utworzonego Wydziału Śledczego wszczynają dochodzenie, ale szybko zostają odsunięci od sprawy przez Francuzów. Nie dają za wygraną, bo Warszawa to ich miasto i żabojady nie będą się tutaj szarogęsić. Szybko okazuje się, że afera sięga samych szczytów władz Księstwa Warszawskiego…


Synowie mojżeszowi

W marcu 1808 roku w swoim kantorze przy ulicy Gęsiej został brutalnie zamordowany Leopold Atalias, szanowany żydowski finansista, jeden z pięciu wekslarzy wybranych do ustalania kursów i stóp procentowych w Księstwie Warszawskim.
Czas, miejsce i narzędzie zbrodni wprawiają Glinę w konsternację. Wszyscy funkcjonariusze Wydziału Śledczego zostają oddelegowani do rozwiązania sprawy. Podejrzani są jednocześnie członkowie rodziny, wierzyciele, konkurencja zmarłego, a nawet agenci wywiadów Rosji i Prus. Nie da się również wykluczyć udziału ortodoksyjnych kabalistów lub religijnego motywu zbrodni.


POD LUPĄ: Zacznę od wizualnej strony, czyli lupa w dłoń i do dzieła !

Książka jest standardowego wymiaru A5. Jest miła w dotyku, a matowa okładka nie zostawia odcisków palców. Utrzymana jest w kolorystyce bieli oraz złota. Na okładce widzimy szlachcica, a w tle  miasto. Książka posiada skrzydełka. Mimo swej objętości jest lekka. Kartki są koloru beżowego, a czcionka przyjemna dla oka. Rozdziały są tu zapisane w formie rzymskiej. Powieść ta składa się z dwóch odrębnych historii, której każda ma własny tytuł. Myślę, że pierwotnie były to dwa tomy, ale w ostatecznym rozrachunku zebrane w 1 tomie. Brakuje mi tu notki historycznej w której to autor przybliżyłby postaci historyczne w formie takiego słowniczka, albo posłowia, by czytelnik mógł rozeznać się co jest fikcją, a co faktem historycznym. Niestety dociekliwi sami muszą szukać informacji na własną rękę.  Pokusiłabym się też o jakąś mapkę, w końcu mamy tu przedstawiony bardzo burzliwy, a zarazem ciekawy okres w dziejach Polski, ale to już moje takie narzekanie. Ogólnie oceniam wydanie na: 5-



OPINIA: Książka ,, Pierwszy glina" bardzo zainteresowała mnie ze względu na połączenie historii i kryminału, a jak wiesz uwielbiam oba gatunki, więc nie mogłam przejść obojętnie obok tego tytułu. Mogę więc stwierdzić, że to taki retrokryminał. Czy warto zainteresować się tą pozycją. Czy znajdziesz tu kawał dobrej historii, ciekawostek i uraczysz znakomitego klimatu tamtych czasów? Jeśli Cię zainteresowałam to bierz picie, jedzenie i słuchaj.

   Zanim przejdę do przybliżenia postaci, to muszę Ci przypomnieć, że książka składa się jakby z 2 odrębnych powieści. Wydaje mi się, że to po prostu 2 tomy połączone w nowym wydaniu w całość. Dlatego też nie będę wypisywać wszystkich bohaterów, bo uwierz mi, byłby to niezły esej. Opowiem Ci więc pokrótce o takich postaciach, które coś wniosły do danej powieści. 

   Głównym bohaterem obu historii i ich łącznikiem jest Augustyn Feliks Gliński, który był postacią znaną z tego, że założył on jako pierwszy, komórkę policyjną zajmującą się sprawami kryminalnymi. Jest on osobą bardzo uczciwą i dobrą. Jego ciekawość oraz bystry umysł powodują, że dociera on do najmroczniejszych zakamarków miasta, by bronić mieszkańców przed mrokiem i złem. Jest tak dobry w tym co robi, że jego przezwisko ,, Glina" miało być później określeniem policji. Czy tak właśnie było? Szukając prawdziwych adnotacji co do tej postaci, nie znalazłam jakoby potwierdzenia, że to właśnie od jego nazwiska przyjęła się ta nazwa własna, ale kto wie ? Może tak właśnie było? Co do samego Augusta znalazłam bardzo szczątkowe informacje, jak to, że pełnił funkcję sekretarza generalnego dyrekcji policji, o czym świadczy ,, Gazeta Warszawska" gdzie był odnotowany jego awans na Nadzwyczajnego Radcę Stanu w 1825 roku, oraz liczne rozporządzenia, które były przez niego podpisane. Wymienia się go jako współtwórcę policji oraz to, że był bardzo popularny. Na pozór bardzo tajemnicza postać  prawda? Niby współtwórca policji, a tak znikome są o nim informacje. W końcu był celebrytą tamtych czasów. Tym bardziej jego kreacja na kartach powieści była dla mnie niczym czekolada z dodatkiem chilli, czymś wystrzałowym. Z zapartym tchem śledziłam więc jego losy. Co bardzo mi się podobało, w książce traktuje on swoich podwładnych przyjacielsko. Nie czuć od niego było wyższości, czy próżności. Stara się on za wszelką cenę pomóc każdemu, a w swojej profesji nie ma sobie równych. Niczym kameleon potrafi dostosować się do danej grupy społecznej, z którą ma do czynienia. Poniżej zamieszczam portret Augusta, jaki udało mi się znaleźć w internecie. Już patrząc na niego widzimy człowieka, który wzbudza sympatię, a zarazem szacunek. Właśnie taki jest Gliński na kartach powieści.




 Michał Ilnicki to świeżo zwerbowany szlachcic na śledczego,  który poprzez swego nieżyjącego brata musiał pospłacać jego długi, oraz zająć się jego rodziną. Można rzec bankrut, który nie ma już nic do stracenia. Jak się okazuje szybko czuje się w tej profesji, jak ryba w wodzie. Z łatwością prowadzi rozmowy z podejrzanymi, śledzi ich oraz szuka poszlak. Jednak, czy wypacykowany modniś na dłuższą metę odnajdzie się w nowym, brudnym świecie przestępców? Tego dowiesz się już z powieści.

Kolejną postacią, która zwróciła moją uwagę  to Ritter, który jest koronerem tamtych czasów. Człowiek, który budzi lęk w innych ze względu na swą profesję. Bardzo tajemniczy, cichy, a przede wszystkim profesjonalista. Kiedy pojawiał się, wzbudzał we mnie ciekawość, a zarazem fascynację. Mamy XVIII wiek, a on jest precyzyjny w swoich badaniach i nie odbiega od współczesnych lekarzy medycyny sądowej.

Szaja z kolei to śledczy, który jest pochodzenia żydowskiego. Przez ten fakt często musi udowadniać pozostałym swe umiejętności i to, że nie bez przyczyny dostał się do policji. To bardzo szczery i pracowity mężczyzna, który ma dar do zjednania sobie ludzi oraz zwierząt. Bardzo go polubiłam.

Oczywiście Glina to nie jedyna postać historyczna, którą spotkasz na kartach powieści, ale nie chcę pozbawiać Cię tej znakomitej zabawy odkrywania niczym detektyw, kto jest postacią fikcyjną, a kto nie ?

  Jako, że mamy tu do czynienia z dwoma historiami nie sposób pominąć tego elementu. Powiem Ci, jak już jesteś ze mną dłużej to zauważyłaś/łeś, że ja lubuję się w kryminałach ale tych związanych z morderstwami, psychopatami, seryjnymi przestępcami. Jakoś tematyka związana z zamachami, aktami terrorystycznymi, bombami itd średnio mnie ,, pociąga" jeśli w ogóle można tak to określić. Dlatego też pierwsze opowiadanie ,, Żołnierze miłujący" to nie moje klimaty. Owszem dzieje się tu dużo. Mamy spiski, tajemnice, a akcja goni akcję.  I osoby, które lubią takie wartkie, sensacyjne książki, to ta historia spodoba im się w 100%. Mnie bardziej przypadła do gustu  druga historia ,, Syn Mojżesza" , w której to mamy do czynienia z zabójstwem.Przyglądamy się poczynaniom pierwszych śledczych, w ich zbieraniu dowodów zbrodni. Wiesz dochodzenie, Jak ? Kto? Dlaczego? to są moje smaki, które powodują, że moje kubki smakowe wariują z radości. I tutaj dostałam kawał dobrego mięsa, który zaspokoił mój morderczy głód ( oczywiście literacki ). Tu jest wszystko to co uwielbiam. Trudna sprawa, cwany morderca i bardzo interesująca sprawa z kontekstem religijnym w tle. No cud, miód i malina.  Jak sam/a widzisz już się jaram na samo wspomnienie tej historii. Jest moc w piekarniku.



CZY WARTO SCHRUPAĆ?- czyli podsumowanie :

,, Pierwszy glina" to książka, która zachwyca od samego początku genialnym klimatem. Wchodzimy do czasów Napoleona i zaborów Polski.  Czytelnik może poczuć obawy tamtych lat, przyjrzeć się społeczeństwu i co tu dużo kryć polityce. Autor zgotował nam przepyszną zupę, w której skład wchodzi mieszanina gatunków tj sensacja, historia i kryminał. Dla mnie retrokryminał i w ogóle powieść historyczna jest dla mnie świetna, kiedy fikcja i historia wspaniale się mieszają razem niczym roztopione masło z czekoladą, dając jednolitą konsystencję, sprawiając przy tym, że już nie odróżnisz obu od siebie. Tak też jest i w tym przypadku, genialne wszystko się tu poprzeplatało sprawiając, że czytelnik jest w stanie uwierzyć w prawdziwość historii zapisanej na kartach powieści i za to ogromny ukłon ode nie dla Pana Andrzeja. Kolejnym plusem tych powieści jest język. Lekki, nawiązujący do dawnej gwary danego rejonu, sprawiał, że książkę czytało się przyjemnie, a przede wszystkim zrozumiale i nie nudno. Historie są wciągające, aczkolwiek mi bardziej zasmakowała powieść ,, Syn Mojżesza", ze względu na fakt, że mamy do czynienia z morderstwem, za co właśnie kocham kryminały. Powieść ,, Żołnierze miłujący" jest bardziej sensacyjna, wybuchowa, co już nie jest moim ulubionym przysmakiem. Bohaterowie są dobrze wykreowani. Mnie najbardziej spodobał się Glina. Sam fakt, że żył on w tamtych czasach i jak mało o nim wiemy spowodował mój dodatkowy zachwyt.  Drugim bohaterem, który skradł me serducho jest Ritter, który w swym fachu nie ma sobie równych i odwala kawał dobrej, brudnej roboty. Czy więc warto schrupać tę pozycję? Według mnie jak najbardziej, aczkolwiek większą frajdę będą mieli z niej miłośnicy historii, kryminałów. Wszak mamy do czynienia z pierwszą komórką policyjną zajmującą się łapaniem morderców. Ja bawiłam się przy niej genialnie, łapiąc każdą wzmiankę o pracy pierwszych śledczych z zachłannością. , niczym gołąb każdy okruch chleba.Jeśli fascynują Cię takie tematy to koniecznie musisz sięgnąć po tę książkę.


KOMU POLECAM? Jak już wspomniałam polecam przede wszystkim miłośnikom historii, kryminału, sensacji.

 💖 Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu i  grupie wydawniczej💖 :



Znalezione obrazy dla zapytania grupa wydawnicza morgana 





Portret  znaleziony na strone:  https://polona.pl/item/augustyn-glinski,MjY4ODg5NDc/#info:metadata

wtorek, 2 lipca 2019

GDZIE JESTEŚ, BERNADETTE? PRZEDPREMIEROWA RECENZJA










Tytuł:Gdzie jesteś, Bernadette?
Autor:  Maria Semple
Ilość stron:363
Wydawnictwo: W.A.B
Okładka:  miękka

SŁOWA KLUCZE: choroba psychiczna, rodzina, codzienność, miłość, problemy, zaginienie


KRÓTKA FABUŁKA: czyli z czym to się je?

 Bernadette Fox nie cieszy się dobrą reputacją. Jej własny mąż, guru w środowisku Microsoftu, uważa, że jest niesłychanie uparta. Zdaniem sąsiadów i rodziców ze szkoły jej córki, przynosi hańbę miastu i szkole. Dla orłów designu jest genialną rewolucjonistką w dziedzinie architektury. Dla swojej piętnastoletniej córki, Bee, jest najlepszą przyjaciółką i, po prostu, mamą. Kiedy córka upomina się o obiecaną wycieczkę na Antarktydę, jej agorafobiczna i inteligentna matka rzuca się w wir przygotowań. Jednak po wielu katastrofach, które następują po sobie kobieta nagle znika. Żeby odnaleźć matkę, Bee zbiera e-maile, oficjalne dokumenty, prywatną korespondencję – tworząc wciągającą i wzruszającą powieść o niezrozumianym geniuszu i niezachwianej miłości córki do niedoskonałej matki.

POD LUPĄ: Zacznę od wizualnej strony, czyli lupa w dłoń i do dzieła !

Ponieważ posiadam egzemplarz przedpremierowy, może się on znacznie różnić od finalnego. Książka jest formatu A5. Miękka, matowa okładka utrzymana jest w kolorystyce pastelowej. Taki turkusowy kolor. Na okładce mamy elegancką kobietę w okularach. Brak skrzydełek. Kartki są koloru beżowego, a czcionka bardzo przyjemna dla oka. Mamy tutaj przypisy.  Całość oceniam na : 5



OPINIA: Książka ,, Gdzie jesteś, Bernadette? " bardzo mnie zaciekawiła, a to z kilku powodów. Po pierwsze nasza bohaterka znika nagle bez śladu. Po drugie wiemy, że ma problemy natury psychicznej. Po trzecie coś mi mówi, że to będzie kawał pysznej, świeżej ryby. Czy moje przypuszczenia względem tej pozycji okazały się słuszne? Jeśli jesteś ciekaw/a to zapraszam na dalszą część. Usiądź wygodnie, weź sobie coś do picia i jedzenia i słuchaj.

 Mamy tutaj dwie główne bohaterki. Pierwszą z nich jest Bernadette. To kobieta inteligentna, wykształcona. Studiowała architekturę. Ma dziwnego męża ( ale sama nie jest lepsza, ale o tym za chwilę), który pracuje w Microsofcie.Właściwie to go w ogóle nie ma w domu, nie rozmawiają ze sobą. Jedynym mostem ich porozumiewania się jest ich córka Bee.

  Bernadette nie jest lubią osobą w swojej miejscowości. Uchodzi za damę, która chodzi wystrojona i zadziera nosa, gdyż z nikim nie zamieni słowa. Jak już to zawsze z powodu konfliktów sąsiedzkich lub związanych ze sprawami szkoły. Co jest najbardziej smutne nikt nie zauważa choroby bohaterki. Im dalej brniemy w powieść tym smutniejszy ukazuje się obraz kobiety, która nie tylko boi się ludzi, ale walczy z depresją i przeszłością, która wpłynęła na to jaka jest teraz. Z rozrywkowej kobiety stała się wrakiem siebie. Czy można polubić Bernadette?- zapytasz. Myślę, że ciężko jednoznacznie odpowiedzieć na te pytanie. Z jednej strony tak, a z drugiej nasuwa się pytanie: Czy można lubić osobę chorą psychicznie? Bo powiedzmy sobie szczerze, tak jak siedzimy sobie teraz przy kawie/ herbacie/ lemoniadzie czy kompocie, autorka w genialny sposób ukazała osobę zmagającą się nie tylko z agorafobią, czy depresją, ale pokusiłabym się, że nawet z chorobą dwubiegunową. Skąd takie moje przypuszczenie? Otóż nasza bohaterka w zależności od sytuacji potrafi wykazać się inteligencją, pozycją, merytoryczną wypowiedzią. Po czym nagle hyc, jakiś guzik się załącza i jest wylękniona, zdziwaczała, a jej wypowiedzi są czasem bezsensowne, wręcz dziecinnie. Tak jakby siedziały w niej dwie różne kobiety.  Nie muszę więc chyba Ci mówić, jak  bardzo jestem zafascynowana kreacją tej postaci. Dawno nie otrzymałam takiego pysznego kawałka tortu w postaci tak wielowarstwowego bohatera. I mogłabym się o niej rozpisywać dalej, ale nie chcę zdradzać Ci za dużo, byś mogła/ mógł sam poznać tę prze genialną kobietę.



 Bee to 15 letnia dziewczynka, która jak na swój wiek jest bardzo dojrzała. I choć sama ma problemy zdrowotnie to nie przeszkadza jej to w osiąganiu swoich zamierzonych celów. Kiedy więc rodzice wyrażają zgodę na upragnioną przez nią wycieczkę na Antarktydę, jest wniebowzięta. Dziewczynka zdaje sobie sprawę z tego, że jej mama odbiega zachowaniem od innych mam, jednak więź jaka je łączy jest niepowtarzalnie cudowna. Kiedy więc przed dzień wyjazdu jej mama znika bez śladu, dziewczyna postanawia za wszelką cenę ją odnaleźć. W tym pomogą jej maile, listy oraz notatki.  Dlaczego jej mama zaginęła ? Co ją do tego skłoniło? Co się jej stało? To próbuje wyjaśnić Bee. Jest przerażona faktem, że jej zapracowany ojciec nie włącza się w jej poszukiwania, ba on stara się na nowo ułożyć sobie życie. Czy zatem jest winny zniknięcia Bernadette? Na te pytania znajdziecie odpowiedź razem z Bee.

   Jak sam/a widzisz fabuła jest bardzo wciągająca i trzyma w napięciu. Mimo, że klimat tej książki jest taki sielankowy, lekki, to powiedziałabym, ze pod tą warstwą bitej śmietany, skrywają się bardzo interesujące smaki. Słodkie jak więź matki z córką,  kwaśne niczym problemy, choroby i gorzkie niczym  proza codzienności. Z każdym kolejnym mailem, listem odkrywamy kolejny sekret rodzinny. I choć zdarzają się momenty w tej książce, że parskałam ze śmiechu, to mimo to uważam, że jest to znakomita powieść ukazująca życie codzienne z chorym psychicznie człowiekiem. Piszę ogólnie by się nie rozdrabiać już o te wszystkie fobie, paranoje itd. To kolejna książka, która według mnie jest perełką, która trafiła w moje ręce. I potwierdzam, to bardzo świeża rybka, która trafiła na moją patelnię prosto z morza.



CZY WARTO SCHRUPAĆ?- czyli podsumowanie :

,, Gdzie jesteś Bernadette ? to książka na pozór lekka, przyjemna niczym beza. Jednak pod tą delikatnością skrywa się refleksja, psychologia i proza życia.  To powieść, która zostaje z czytelnikiem na dłużej,a właściwie tytułowa bohaterka. Jestem zachwycona tą lekturą, bowiem dawno nie spotkałam się z tak genialnie wykreowaną postacią, która zmaga się z chorobami natury psychicznej. Choćby dlatego warto ją schrupać, bo przedstawia życie codziennie takiej osoby i jej walką ze swoimi lękami i ułomnościami. Książka wywarła, a właściwie postać Bernadette tak ogromne wrażenie, że nie potrafię tego wyrazić słowami. Jest ona najwykwintniejszym tortem jaki jadłam dotychczas.  I choć książka ma charakter epistolarny to w niczym jej to nie ujmuje, a wręcz powiedziałabym dodaje autentyczności. Jestem mile zaskoczona tą pozycją i uważam że warto ją schrupać, w szczególności jeśli szukacie czegoś lekkiego jednak z bardzo wyrazistym smakiem psychologii.

KOMU POLECAM?Fanom psychologii, powieści lekkich, ale mądrych.

💖 Za egzemplarz i  miło spędzony czas dziękuję grupie foksal 💖 :