piątek, 10 kwietnia 2020

OSTATNIA GODZINA









Tytuł: Ostatnia godzina
Autor: Anna Bartłomiejczyk, Marta Gajewska
Ilość stron:654
Wydawnictwo: WasPos
Okładka:  miękka
SŁOWA KLUCZE:anioły i demony, koniec świata, dystopia, urban fantasy, przyjaźń, religia,


KRÓTKA FABUŁKA: czyli z czym to się je?

 Wezuwiusz powoli budzi się ze snu i zaczyna kasłać gorącym pyłem, zapowiadając potężną erupcję. W Australii dochodzi do zdumiewających i niebezpiecznych zmian klimatycznych. Nad Amsterdamem zbierają się czarne chmury – straszliwa burza zdaje się zwiastować nieuchronny koniec świata.
W jej trakcie spotykają się dwie nietypowe osobowości. Mercy to poukładana lekarka i wrażliwa idealistka, Alex jest niepokornym pragmatykiem, za którym ciągnie się brzydki cień skomplikowanej przeszłości. Oboje woleliby wierzyć, że wpadli na siebie przez czysty przypadek, niestety dość szybko orientują się, że ich losy splotła ze sobą potężna siła, której natury i całkowitej skali nie znają i nie rozumieją. Wiedzą jednak, że stali się ścisłymi częściami niezwykłego i fatalnego procesu, w którym żywioły szaleją, a kula ziemska zmienia się nie do poznania i nie wiadomo, czy przetrwa, czy przepadnie na zawsze… Historia świata pisze się dosłownie na oczach Alexa i Mercy – tu i teraz, w bieżącej chwili.
Nadciąga moment ostatecznej próby – wszystko wskazuje na to, że wybór pomiędzy potępieniem a zbawieniem leży właśnie w rękach Mercy i Alexa, a stawką w tej groźnej rozgrywce są ich własne dusze. Ryzyko jest olbrzymie, a zwycięstwo obłąkańczo niepewne. Wrogowie nie śpią, zdrowy racjonalizm nie wystarczy, czas ucieka i każda godzina może być tą ostatnią…

POD LUPĄ: Zacznę od wizualnej strony, czyli lupa w dłoń i do dzieła !

 Książka jest standardowego formatu A5. Matowa okładka przykuwa wzrok swym minimalizmem. Złota tarcza zegara z dziurką od klucza kojarzy się z jakimiś drzwiami, które przenoszą do innego świata . Właśnie te elementy są lakierowane i w kolorze złotym, a pozostałe tło jest w kolorach czerni.  Książka  posiada skrzydełka. Na samym końcu mamy dedykację oraz polecajki na wcześniej wspomnianych skrzydełkach. Sama czcionka jest przyjemna dla oka, a kartki są koloru beżowego.  Rozdziały są ponumerowane. Jak na swoje gabaryty nie jest aż tak ciężka, jednak sama okładka jest jakby cieńka w stosunku do objętości i trzeba uważać, by np nie złamać grzbietu na pół lub nie pognieść rogów. Całość wydania oceniam na :5-



OPINIA: Książka ,,Ostatnia godzina" skusiła mnie do jej skosztowania ze względu na to, że napisały ją dziewczyny z kanału ,, Bestselerki"  na youtube. Chyba dużo osób je zna więc nie muszę mówić, że byłam ciekawa, co te dwie charyzmatyczne dziewczyny ugotowały razem? Zatem, czy ta potrawa jest zjadliwa? O tym już za chwilę, a teraz usiądź wygodnie, weź sobie coś do picia, jedzenia i słuchaj.


Mamy tutaj dwójkę głównych bohaterów: Alexa i Mercy. On jest tajniakiem niczym James Bond, a ona psychiatrą. Od razu tutaj mogę powiedzieć, że jakoś zapałałam sympatią do Mercy. Jest bardzo realną bohaterką. Skoro jest lekarzem, podchodzi do wszystkiego z rezerwą. Potrzebuje dowodów, które staranie analizuje, a kiedy wyciągnie odpowiednie wnioski, wtedy zaczyna działać. Natomiast Alex momentami zachowuje się jak takie duże dziecko. Skoro jest facetem i to w dodatku pracujący w takim a nie innym zawodze, to wymagać powinno się od niego jakiś cech np przywódczych, nie wiem stanowczości, a dostajemy kolesia, który można rzec boi się jakichkolwiek relacji, momentami wręcz ludzi. Woli z każdym się przekomarzać niczym nastolatek typu : zjedz pizze. Nie. Dlaczego? bo nie. Ale czemu nie? nie będę jadł i już. Coś w tym stylu. I gdyby faktycznie był nastolatkiem ok, to się nie wcinam, świetna kreacja. Jednak kurczę mamy do czynienia z dorosłym facetem i żaden tak normalnie nie gada. Właśnie tym się różnią dorośli od nastolatków, że odrzucają emocje, a kierują się rozumiem  i doświadczeniem. To mnie w nim drażniło. Jednak gdzieś tam w połowie książki dostałam wyjaśnienie jego zachowania, czemu tak? Więc jakby przyjęłam je do wiadomości. Aczkolwiek będę dziwna i powiem, że ten bohater mnie nie zachwycił. Nie.

Co innego ma się z postaciami pobocznymi takimi jak Joanne, czy Knox zdecydowanie ta dwójka jak dla mnie to istna czekoladowa fontanna energii. Zacznę może od Jo. Kurczę no uwielbiam dziewczynę, to taki wulkan pozytywnej energii. Gadułka, rozwalacz ciszy i kompromitujących sytuacji. Dusza towarzystwa, jeśli miałabym ją określić jednym zdaniem. Bardzo sympatyczna i wszędzie jej pełno. Jak wspomniałam bardzo ją polubiłam. No i mamy Knoxa czarny charakter, który wywoływał u mnie ciarki na skórze. Uwielbiam takich bardzo mrocznych bohaterów, a ten zdecydowanie wiedzie prym w tej kategorii. Genialna kreacja.

Jak widzisz postacie są bardzo różnorodne, co jest ogromnym plusem. I choć jest ich więcej to postanowiłam skupić się tylko na tej czwórce, ale uwierz mi reszta nie odbiega wcale od pozostałych.



No dobra no to przejdźmy w końcu do fabuły, bo przecież to jest ważne.  Mamy tutaj przedstawiony świat, którego nękają różne kataklizmy. Wiesz, zatopienie kontynentu czyli jakieś ogromne tsunami, burze z ogromnymi piorunami, wybuch wulkanu, jakieś trzęsienia ziemi itp.  Ogólnie armagedon, koniec świata- apokalipsa. No właśnie. Tylko, że tego końca świata to tak nie odczuwa się. Bardzo tego żałuję, bo klimat książki robi duże znaczenie dla całej fabuły.  A nasi bohaterowie traktują wybuch wulkanu niczym pierdnięcie bąka, a koniec świata, ee jakoś to będzie, damy radę.  Wiesz zabrakło mi owego dramatyzmu. Kolejna rzecz to opisy, długie, szczegółowe. O ile dla mnie to nie problem, wiem, że co po niektórych może znudzić,wymęczyć i zniechęcić. W powieści tej jest mnóstwo dialogów. I można powiedzieć, że wręcz jest ta historia przegadana. Wiesz, siedzą sobie przyjaciele i rozprawiają o różnych rzeczach. Nie ma tu jakiś scen akcji, zawrotnego tempa. Wszystko płynie powoli, własnym rytmem.

Najbardziej co wywoływało u mnie jakiś zachwyt to elementy biblijne. Bowiem w tej historii pojawiają się demony i anioły, a nawet Bóg i Lucyfer. I to zdecydowanie mnie fascynowało i szczerze, starałam się szybko czytać by znów natrafić na fragmenty właśnie z nimi. Wspomniałam o elementach biblijnych, mamy tutaj dużo biblijnych przypowieści, które powiem szczerze zaskoczyły mnie, bowiem nie znałam takiej wersji. I to właśnie jest najsilniejsze ogniwo całej powieści. Brawo! 



CZY WARTO SCHRUPAĆ?- czyli podsumowanie :

Do książki ,, Ostatnia godzina" podeszłam jak do każdego recenzowanego przeze mnie debiutu rodzimego autora. Z dystansem, bez górnolotnych oczekiwań. I muszę przyznać, że ciekawa to jest babka wielkanocna. Wizualnie jest piękna. Sama konstrukcja, czyli składniki takie jak język, pomysł są w porządku. Polewa, czyli klimat jest niestety białym, nijakim lukrem, który ratują kolorowe cukiereczki, którymi są motywy biblijne. Sam smak, czyli bohaterowie są świetnie wykreowani, co do tego nie mam wątpliwości.  Są różnorodni, temperamentni i pyszni. Oczywiście ja mam swoich faworytów. Najsłabszym ogniwem całej tej babki mogą być długie, szczegółowe opisy, powolne tempo i bardzo dużo dialogów. Jak wspomniałam wyżej brakowało mi również klimatu grozy, jakiś małych ozdób w postaci dramatów rozgrywających się na ulicach miasta podczas kataklizmów, które występowały podczas powieści. Jednak pamiętając, że to debiut, stwierdzam, że finalnie dobra jest ta babka. Może bez jakiegoś szału smakowego, co by odróżniało ją od innych babek wielkanocnych, ale jest w porządku. Mogę jeszcze dodać, że zakończenie mnie rozczarowało, bowiem myślałam, że coś pieprznie, sprawi, że oczy wyjdą mi z orbit, jednak dostałam bardzo bezpieczną, spokojną rozmowę, która ma wszystko rozwiązać. No cóż... Mimo tych paru mankamentów, uważam, że spokojnie można ją schrupać, choćby dla samych fenomenalnych motywów biblijnych i bohaterów.


KOMU POLECAM? Osobom, które lubią motywy biblijne takie jak anioły, demony oraz dystopie.

Kochani, życzę Wam radosnych Świąt Wielkanocnych. Pełnych nadziei, miłości i radości w gronie najbliższych ❤️

❤️Za egzemplarz  serdecznie dziękuję wydawnictwu ❤️





środa, 8 kwietnia 2020

DZIECI SENDLEROWEJ









Tytuł: Dzieci Sendlerowej
Autor:  Tilar J. Mazzero
Ilość stron: 340
Wydawnictwo: Bez Fikcji
Okładka:  miękka
SŁOWA KLUCZE:dzieci, wojna, walka o przetrwanie, cierpienie, przyjaźń, biografia, siła kobiet, miłość


KRÓTKA FABUŁKA: czyli z czym to się je?

 Ta książka opisuje niezwykłe losy Ireny Sendlerowej. To opowieść o kobiecie, która dzięki niewiarygodnej odwadze, determinacji i nadziei, podejmując ogromne ryzyko, uratowała przed śmiercią lub deportacją do obozów zagłady 2500 żydowskich dzieci.
Irena Sendlerowa ukryła ich nazwiska w butelce i schowała ją pod starą jabłonią na działce swojego przyjaciela. Miała nadzieję, że po wojnie dzieci zostaną odnalezione przez swoich bliskich. Nie mogła jednak przewidzieć, że 90% krewnych uratowanych przez nią dzieci zginie.
Nazywana Aniołem z warszawskiego getta. Do dzisiaj jest symbolem walki o godność człowieka, szukania nadziei, tam, gdzie już jej nie ma, a także słuchania głosu, który mówi, że trzeba pomagać tym, którym dzieje się krzywda.W 1942 roku Irena, jako pracownik opieki zdrowotnej, uzyskała zgodę na wchodzenie do warszawskiego getta. Tam, chodząc od drzwi do drzwi, prosiła rodziców i krewnych, aby pozwolili jej wydostać ich dzieci za mury. Namawiała swoich przyjaciół i sąsiadów, żeby pomogli jej je ukryć. Wraz ze współpracownikami opieki społecznej oraz ruchu oporu stworzyła całą siatkę przerzutową. Dzieci były transportowane kanałami, tajnymi przejściami w opuszczonych budynkach, schowane w trumnach lub pod ubraniami.

Ta książka to opowieść o odwadze, miłości i człowieczeństwie, które bardzo jasno świecą nawet w chwilach, kiedy wszystko gaśnie.


POD LUPĄ: Zacznę od wizualnej strony, czyli lupa w dłoń i do dzieła !

Książka jest standardowych wymiarów A5 tylko, że jest węższa. Okładka utrzymana w kolorze sepi przedstawia zdjęcie od pasa w dół ustawionych dzieci, co już na tym etapie wywołuje w czytelniku emocje, nostalgię. Okładka jest matowa, przyjemna w dotyku i nie pozostawia odcisków palców. Posiada skrzydełka oraz dodatki tj bibliografię, indeks bohaterów występujących w biografii. Zabrakło mi tu zdjęć, bo aż się o to prosi ta książka. Sama czcionka przyjemna dla oka, kartki grubsze w kolorze szarym, a każdy nowy rozdział posiada swój tytuł. Całość wydania oceniam na: 5






OPINIA: Książka ,,Dzieci Sendlerowej" to  dość osobliwy wyjątek na moim blogu. Jak wiesz nie sięgam po powieści, czy inne gatunki literackie, w których występuje motyw II Wojny Światowej, czy ogólnie wojen. Jednak ta pozycja jest owym odstępstwem od reguły. I choć już teraz wiem, że będzie to dla mnie bardzo emocjonalna przeprawa niczym przez dziką dżunglę pełną niebezpiecznej zwierzyny, to postanowiłam, że dam radę.  Jeśli jesteś ciekawa co sądzę o tej książce, to usiądź, weź sobie coś do picia, jedzenia, siadaj i słuchaj.


Jak wspomniałam już na wstępie bardzooo rzadko sięgam po takie pozycje, gdyż są one dla mnie w odbiorze zbyt emocjonalne, przerażające i wprawiające mnie w kiepski nastrój. Jednak coś wewnętrznie mówiło mi, że mam spróbować z tą pozycją. I choć nie ma tu za dużo dialogów, to trzymam w rękach bardzo wyczerpującą biografię kobiety, która w tak trudnych czasach postanowiła nie tylko zawalczyć o swoją zakazaną miłość, ale i o niewinne istotki, które stały się pokarmem dla wygłodniałych nienawiścią wilków.

Irena jawi się nam tutaj jako dziewczyna, która od zawsze wiedziała co chce robić w życiu. Pomagać innym. Od najmłodszych lat kolegowała się ze żydowskim dziećmi więc nie dziwi nas fakt, że w późniejszym okresie swojego życia będzie walczyć o każdą duszyczkę. Poznawała bowiem ich kulturę, tradycję, a nawet potrafiła mówić w ich języku. Można powiedzieć, że gdzieś poczuła nawet taką fascynację tą społecznością tak inną od naszej. Kiedy więc Hitler  zdobywa Warszawę nasza bohaterka po raz pierwszy zdaje sobie sprawę, co to znaczy nienawiść do drugiego człowieka i jak strach może zmienić ludzi. Jej nieudane małżeństwo i wieloletni romans z Żydem są jakby aktem buntu i pokazaniem światu, że ona się tak łatwo nie podda. I tak o to krok za krokiem widzimy jak kształtuje się światopogląd Ireny i jak wyglądało owe ratowanie żydowskich dzieci. Często bardzo trudne, niebezpieczne, a przy tym spontaniczne. Co najbardziej mi się spodobało w tej książce? to, że mimo jej heroicznej postawy nadal pozostaje ukazana jako normalna kobieta, która ma swoje potrzeby, lęki, a pomoc najmniejszym i bezbronnym dzieciom jest jej osobistą, kobiecą walką z wrogiem.




W całej biografii przewija się wiele postaci, które odegrały bardzo ważną rolę nie tylko w życiu Ireny, ale w walce o Polskę. Na końcu autorka umieściła owy słownik postaci, gdzie krótko opisuje, kto kim jest i czym się zajmował. Pamiętać trzeba, że wszystkie wymienione osoby są autentyczne, co tym bardziej oddziaływało na mą wyobraźnię i ogólny odbiór książki.

Całą historię przeżywałam bardzo. Może ze względu na to co dzieje się za naszym obecnym oknem. Wiele czynników znalazłam podobnych. Panująca febra, gruźlica, na którą zapadali ludzie powodowała, że zaczęto izolować się w domach, zaczęło brakować środków higieny osobistej, a dodajmy do tego jeszcze te trudne czasy, gdzie ludzie głodowali, byli bez pracy, bo trwała wojna. Jednak nie to jest najważniejsze w tej książce, a historia żydowskich dzieci, które często osierocone, błąkały się po getcie lub były mordowane na oczach swych najbliższych. I w właśnie w tym dla nich koszmarze pojawiała się ona: Irena, ich anioł stróż, który niczym wróżka dawała im życie.. często nowe życie w obcym miejscu u nieznanych ludzi. Na szczęście autorka oszczędza czytelnikowi drastycznych opisów, stara się ogólnikowo opisywać trudne życie dzieci. Co bardzo mi się spodobało, że osoby uratowane przez Irenę również opowiadają jak to wyglądało z ich perspektywy.

Najbardziej bolesne było dla mnie, że ta wspaniała kobieta, była przez jakiś czas zapomnianym bohaterem. Gdyby nie właśnie rodziny żydowskie, które głośno mówiły o jej zasługach, myślę, że jej historia utonęła by w odmętach zapomnienia. Obraz opisany na kartach powieści, który wywołał u mnie łzy to opis Ireny, jak to Korczak nie opuścił do końca swych podopiecznych mimo możliwości ucieczki i wybawienia się z rąk oprawców. I właśnie ta postać momentami zaćmiła tą skromną, ale jakże waleczną bohaterkę. Bowiem ludzie pamiętali heroiczną śmierć Korczaka, pomijając waleczną Irenę, która uratowała tyle małych istnień.Na szczęście jej historia cały czas żyje w ocalałych. Są takie książki, które dotykają serca, ta właśnie taka jest.


 I na tym zakończę moją recenzję, bo należała ona chyba do jednych z trudniejszych jak dla mnie do napisania. Jeśli była dla Ciebie zbyt chaotyczna, to przepraszam, ale tak to jest kiedy ktoś trzyma Cię za serce.. trudno wtedy przelać owe kłębiące się emocje na papier, czy ekran... Jednak jeśli podołałam to cieszę się bardzo z tego mojego małego prywatnego sukcesiku ;)


CZY WARTO SCHRUPAĆ?- czyli podsumowanie :

,, Dzieci Sendlerowej" a miała ich ok. 2500 to niezwykła biografia, która ukazuje Irenę jako kobietę. Kobietę, która ma marzenia, pragnienia, które nagle roztapiają się i nikną na naszych oczach niczym lód. Wojna powoduje, że bohaterka ta odnajduje się w nowej rzeczywistości bardzo szybko, a jej buntem na złe traktowanie żydów staje się ocalenie jak najwięcej istnień. I choć sama przypłaca to zdrowiem to nigdy się nie poddała. Ta książka to przepiękna historia, która okraszona licznymi bohaterami i ich relacjami ukazuje nam prawdziwą twarz Sendlerowej. Kobiety, która poświęca swoje szczęście i spokój zapomnianym, porzuconym dzieciom, ale i takim dla których rodzinom ich życie było cenniejsze od ich własnych.  I choć nie sięgam po taką literaturę, to jestem szczęśliwa, że jednak się przełamałam i ją przeczytałam. Bowiem książka ta jest bardzo klimatyczna i świetnie oddaje realia tamtych czasów. Jest bardzo wartościowa, a przede wszystkim refleksyjną biografią, która ukazuje nam, jak szczęśliwi jesteśmy teraz, żyjąc w takich czasach, u boku swych ukochanych.  I zadaję sobie pytanie: Ile na świecie jest takich skromnych Sendlerowych, które pod osłoną nocy niosą nadzieję, pomoc lub nowe, lepsze życie obcym ludziom? Tak po prostu, bezinteresownie. Nikomu się nie chwaląc ze swych osiągnięć, uważając to za coś normalnego, przyziemnego. Książka warta schrupania, zdecydowanie!


KOMU POLECAM? Osobom lubujących się w tematyce II Wojny Światowej, Biografiach



❤️ Za egzemplarz serdecznie dziękuję wydawnictwu❤️:






piątek, 3 kwietnia 2020

KROK TRZECI








Tytuł: Krok trzeci
Autor:  Bartosz Szczygielski
Ilość stron:411
Wydawnictwo: W.A.B
Okładka:  miękka
SŁOWA KLUCZE: małżeństwo, tajemnice, zdrada, przyjaźń, kłamstwa,choroba, przemoc fizyczna


KRÓTKA FABUŁKA: czyli z czym to się je?

 Magda ma idealne życie. Przystojnego męża, świetną pracę i piękne mieszkanie, ale za drzwiami sypialni czai się mrok. Świat, który tak perfekcyjnie stworzyła, rozmywa się nagle za mgłą, gdy niewypowiedziane słowa i skrywane tajemnice w końcu dają o sobie znać. Jej idealny świat rozsypuje się niczym domek z kart w ciągu jednej nocy. Ta noc obudziła demony, pozostawiając Magdę z kłamstwami, które nie przestają boleć, i pytaniami, na które nie zna odpowiedzi... i jest też ona…

POD LUPĄ: Zacznę od wizualnej strony, czyli lupa w dłoń i do dzieła !

Posiadam egzemplarz recenzencki więc może się on znacznie różnić od finalnego.

Książka jest standardowego formatu A5 w miękkiej, matowej, nie zostawia odcisków palców okładce. Utrzymana w kolorystyce bieli, szarości oraz czerwieni. Brak skrzydełek, ale może pojawią się finalnie. Widzimy na froncie drzwi wewnętrzne z mieszkania, otwarte na oścież. Jakoby zapraszały nas do salonu, gdzie na podłodze rozlana jest krew. Czuć już na samym wstępie, że mamy do czynienia z czymś co wydarzy się w pięknym, a zarazem zamkniętym na cztery spusty mieszkaniu. Ten niepokój już mnie w tym momencie zaciekawił.  W środku mamy bardzo małą czcionkę, która zmienia się raz w normalne litery, a innym razem  jest wykorzystany inny styl. Nie ma tu rozdziałów, a jakby fabuła podzielona jest na 3 części. Same kartki są koloru beżowego. Całość wydania oceniam na: 4+




OPINIA: Książka ,, Trzy kroki" bardzo mnie zaintrygowała swoim opisem. Pomyślałam, że może mi zasmakować. Jak było na prawdę ? Usiądź wygodnie weź coś do jedzenia, picia i słuchaj.


Główną bohaterką i narratorką jest Magda. To kobieta wykształcona, która spełniła swoje dotychczasowe marzenia. Ma świetną pracę jest psychoterapeutką, ma piękne mieszkanie i świetnego męża. Jednak problem pojawia się w momencie, kiedy nasza bohaterka zdaje sobie sprawę, że cierpi na jakąś chorobę Alzheimera lub  ma jakąś amnestię. Okazuje się bowiem, że co raz częściej nie pamięta rzeczy z przeszłości lub z dnia poprzedniego. Jakby tego było mało, zdaje sobie sprawę, że mąż ma kochankę. I tu w tym momencie nie rozumiem postępowania Magdy, bowiem akceptuje  owy trójkąt i pozostaje w tym chorym układzie. Z czasem czytelnik zaczyna dostawać małe kosteczki czekolady z całej tabliczki i ukazuje się nam  z goła inny obraz życia Magdy i tego jak wygląda prawdziwa rzeczywistość.

Nina to przyjaciółka Magdy, która pojawia się w jej życiu znienacka. Pojawia się nagle jak gołąb na parapecie oznajmiając jej, że znają się od bardzo dawna. Czy to prawda? Nie wiemy, jednak fakt, faktem, że kiedy znika mąż głównej bohaterki to właśnie ona jej pomaga w tym trudnym dla niej czasie, pamiętajmy bowiem, że nasza Magda ma luki w pamięci co utrudnia jej poszukiwanie owego Damiana. Nina to bardzo silna osobowość, wręcz momentami wulgarna pod każdym względem, jednak jej oddanie sprawie jest godne medalionu drobiowego.



Tyle jeśli chodzi o bohaterów, a co sądzę o samej fabule ?  Eh... jeśli chodzi o motyw choroby psychologicznej to jest ona przedstawiona fenomenalnie. Co do tego nie mam wątpliwości. Jednak co do pozostałych elementów to niestety już nie ma tak kolorowo jak na lizaku. Pierwszy zarzut jest taki, że opis nie jest zgodny z fabułą i to już jest pierwsza moja uwaga. Nie szukamy ciała kochanki, a uwaga szukamy zaginionego męża. Bohaterki może i są ciekawie wykreowane jednak nie wywołały we mnie żadnych emocji. Czasem miałam wrażenie, ze nie tylko ja się męczę tymi wydarzeniami, ale i sama główna bohaterka. Nie obawiałam się o jej życie ani nikogo z jej otoczenia. Choć mamy tu do czynienia z przemocą fizyczną, to kurczę serio przyjęłam to bez emocji. Ja! co normalnie przeżywam, denerwuję się itd, to chyba o czymś świadczy...Element zaskoczenia przyjęłam niczym ziemniaka. Obojętnie, bez szału, czy rewelacji ot co ziemniak. Dialogi okraszone licznymi wulgaryzmami dodatkowo mnie odrzucały niczym zapach gotowanej wątróbki. No, nie totalnie nie pasowały one ani do bohaterek, ani do sytuacji.. Dodatkowo pewne rzeczy były tak nielogiczne, że czasem się już gubiłam co kiedy, gdzie? I czemu tego nie widziała? I takie inne pytania co rusz się nasuwały mi podczas lektury.  I choć chciałabym coś więcej napisać to nie mogę, bo zdradzę za dużo i jeśli będziesz chciała ją jednak przeczytać, to nie będziesz miała fanu. Wiem pojechałam po tej książce niczym wałek po cieście, no ale niestety nie każda powieść jest świetna. Czasem zdarzają się i takie, które totalnie nie przypadają nam do gustu. Tak było tym razem.



CZY WARTO SCHRUPAĆ?- czyli podsumowanie :

,, Krok trzeci" to moje rozczarowanie smakowe. Książka zapowiadała się znakomicie, jednak po jej skosztowaniu okazała się być dla mnie nie trafionym smakiem. Kwaśna niczym cytryna z dużym powodzeniem mnie od siebie odstraszała. I mimo genialnej kreacji choroby psychicznej nie znalazłam innych zalet, które by spowodowały, że chciałam nadal brnąć przez tę puszczę.  Główna bohaterka była mi tak obojętna, że serio w ogóle nie bałam się o jej życie. Nie polubiłam jej. Sama fabuła wlecze się powoli niczym drożdże, które rosną- powoli. Kiedy następuje punkt kulminacyjny, jakoś nie zaskakuje mnie ani nie wywołuje we mnie jakiś emocji. Dodatkowo wulgarny język, który w każdym dialogu się pojawia, był często nie tylko nieadekwatny do sytuacji, ale i niesmaczny. I nie to , że jestem jakaś pruderyjna, ależ skąd . Jednak w życiu realnym dwie dobrze usytuowane kobiety nie używają takiego języka i to dosłownie co chwilę. To było nierealne i nie pasujące do postaci i to mnie chyba też tak mocno raziło. Często gubiłam się w wydarzeniach choć może i bym jeszcze to jakoś wytłumaczyła, ale potem absurd gonił za absurdem. Książka nie trzymała mnie w napięciu, a wręcz wynudziła i wymęczyła. Czy warto ją schrupać? Według mnie nie, jest twarda i jeszcze człowiek zęby pogubi. Oczywiście decyzję pozostawiam Tobie. Moje zdanie znasz.


KOMU POLECAM?..... może pozostawię to bez komentarza. No chyba, że ktoś chce poczytać o przypadku psychologicznym, bo ten jest ciekawie przedstawiony.

Za egzemplarz mimo wszystko dziękuję wydawnictwu :