środa, 20 maja 2020

W SIECI ZŁ@









Tytuł: W sieci zł@
Autor:  Wendy James
Ilość stron:408
Wydawnictwo: Poradnia K
Okładka:  miękka
SŁOWA KLUCZE: Przemoc, nastolatki, cyberprzemoc, rodzicielstwo, psychopata, ofiara


KRÓTKA FABUŁKA: czyli z czym to się je?

 Beth wiedzie pozornie idealne, szczęśliwe życie. Ma dwie córki, Lucy i Charlotte, męża i prowadzi blog, w którym dzieli się z czytelnikami opowieściami o rodzinie i codzienności, występując pod imieniem Lizzy. Pewnego dnia na Charlotte pada podejrzenie o nękanie szkolnej koleżanki. Mnożą się oskarżenia i wersje wydarzeń. Dziewczyna nie chce przyznać się do winy…

Dwie rodziny uwikłane w konflikt będą musiały poradzić sobie z okrutnym światem selfies, egoizmu i cyberprzemocy oraz faktem, że w rodzicielstwie nic nie jest pewne. Czy to możliwe, że dziecko jest z natury złe? Co się stało, kto jest za to odpowiedzialny?

Przemoc widzimy tu z różnych perspektyw: ofiary, oprawcy i ich rodzin. Jej obraz dopełniają wpisy w mediach społecznościowych.

Kto jest winien i czy da się wybrnąć z trudnej sytuacji? Beth jest zmuszona ogromnym kosztem wziąć pod lupę życie swojej córki. Czy często bezkrytyczna wobec swoich dzieci matka jest gotowa na konfrontację z rzeczywistością?

POD LUPĄ: Zacznę od wizualnej strony, czyli lupa w dłoń i do dzieła !

Książa jest standardowych rozmiarów A5. Okładka jest dosyć twarda, matowa, nie zostawia odcisków palców i utrzymana w kolorystyce czerni, złota. Buzia dziecka daje do myślenia i rozbudza fantazje.  Brak skrzydełek. Rozdziały nie mają numerków, a nazwy blogów, stron, imion bohaterów. Czcionka jest zbita, i mała. Na początku źle mi się ją przez to czytało, ale po paru stronach wzrok się przyzwyczaił i szło mi już świetnie.  Całość wydania oceniam: 4+



OPINIA: Książka ,,  W sieci zła" przyciągnęła mnie niczym osę do miodu. Skuszona, a wręcz zwabiona słodyczą ( czytaj tematyką) postanowiłam sprawdzić, czy jest ona warta poświęconego jej czasu i pieniędzy ? Czy jest ona tak dobra, na jaką się zapowiada, czy jest to tylko misterna atrapa lub pułapka dla naiwniaków takich jak ja szukających tzw trudnych, refleksyjnych powieści ? Jeśli Cię zaciekawiłam to weź coś do jedzenia, picia, siadaj i słuchaj.


Zacznę niestandardowo od samej konstrukcji książki. Jeszcze nie tak dawno, zachwycałam się formą ,, Na progu zła" gdzie po raz pierwszy miałam styczność z wpisami blogowymi oraz komentarzami umieszczonych w powieści, jako właśnie taką metodę przedstawienia historii. W tej powieści mam dokładnie tę samą metodę zastosowaną, naprzemiennie z normalnie prowadzoną fabułą. I przyznaję po raz drugi jestem tym zachwycona.

 Samą historię poznajemy za sprawą 4 bohaterek. Beth matki 2 nastolatek, Charlotte córki wspomnianej przed chwilą kobiety, Andi oraz jej córki Sophie. Beth jest blogerką, mamą na pełnym etacie i dzieli się swoimi doświadczeniami, przeżyciami w sieci. Ma swoje grono czytelniczek, które prowadzą z nią rozmowy, czyli po prostu piszą komentarze. I wydawać by się mogło, że jej świat jest  kolorowy. Ma zdolne córki, kochającego męża,a ona czuję się spełniona. Do czasu...

Charlotte mimo swojego młodego wiek ( 12 lat) jest bardzo silną osobowością. Potrafi uzyskać od swej mamy Beth wszystko to czego zapragnie. Jest dzieckiem inteligentnym, osiągającym same wyróżnienia, medale itp Jest najbardziej lubianą osobą w szkole. No po prostu ideał. Inaczej ma się sprawa z jej młodszą siostrą Lucy, która mimo iż dorównuje siostrze w swoich osiągnięciach jest bardziej skryta, nieśmiała i nie jest tak popularna jak Charlie.  Kiedy więc dochodzi po pewnego małego incydentu szkolnego z udziałem właśnie Charlie, rodzina przeprowadza się do Australii, by tam na szczęście dziewczyny zacząć wszystko od nowa. Jednak pewnych zachowań nie da się oduczyć, a kłopoty zawsze znajdą ujście...



Andi to kobieta w sile wieku. Jest dumna ze swej córki Sophie, ale chciałaby, żeby ta znalazła sobie jakieś koleżanki. Kiedy więc nowa rodzina przeprowadza się do miasteczka, nadarza się okazja, by dziewczynka w końcu znalazła sobie towarzystwo do zabaw. Jednak nikt nie przypuszczał, że to właśnie od tego momentu zacznie się koszmar dla Sophie, która stanie się ofiarą dręczoną psychicznie, fizycznie do tego stopnia, że targnie się na swoje życie. Czy przeżyje? A jeśli tak to jak zachowa się wobec swoich oprawczyń? A jeśli nie, to czy sprawa trafi do sądu ? I czy na pewno to Charlotte jest tą złą, a może ktoś inny, kto tylko pragnie zemścić się na niej i robi z dziewczyn prześladowczynię, którą wcale nie jest ? Tu nic nie jest takie oczywiste, a zakończenie  jest świetnie mimo, że przeczułam ,, kto jest złolem".

Trudna tematyka,a jaka bliska. Chyba zgodzisz się, że każdy był świadkiem  szkolnego dręczenia lub sam doświadczył tego na sobie. Jak pokazuje ta historia czasem nie trzeba wiele by stać się kozłem ofiarnym dla silniejszych osobowości. To co podobało mi się w tej książce to ukazanie tej sytuacji pod kątem ofiary i jej rodziny, oraz sprawcy i jego matki. Autorka bowiem ukazuje pewną prawdę, z którą będąc nauczycielem w szkole podstawowej nie raz miałam do czynienia. Nadopiekuńczość, ślepe wierzenie w każde słowo swego dziecka mimo konkretnych dowodów. Tzw syndrom matki kwoki, która będzie bronić za wszelką cenę swych piskląt, mimo iż np racja jest po drugiej stronie. Pokazanie, że dla matki jej dziecko zawsze będzie w jej oczach niewinne, dobre i kochane. Beth i jej kreacja w tej powieści jest genialna, ukazując właśnie wszystkie wyżej wymienione cechy.

Charlotte i Sophie pokazują czytelnikowi ową maszynę dręczenia. Zawsze zaczyna się od niewinnego żartu, a jego koniec jest drastyczny w skutkach.  Sophie pragnęła tylko mieć koleżankę z którą mogłaby spędzać wolny czas po szkole. Nie miała pojęcia, że ładna i sympatyczna dziewczyna za jaką uważała Charlie okaże się jej szkolnym katem. I gdyby wszystko jeszcze zakończyło się na owym szkolnym podwórku, myślę, że ta historia nie byłaby aż tak emocjonalna. Kiedy jednak wplątany zostaje w to internet i hejterzy, którzy uwielbiają anonimowo wyżyć się, bo są jak im się wydaje bezpieczni, cała powieść nabiera tempa i zaczęła skłaniać mnie do różnych przemyśleń.

Jak ochronić dziecko przed nękaniem? Jak zachować się jeśli Twoje dziecko jest oprawcą? Jak wyłączyć emocje, jeśli wiesz, że masz do czynienia z dzieckiem, co prawda wyrachowanym, perfidnym, ale jednak dzieckiem, które krzywdzi nasz najukochańszy skarb?  Czy bycie w przyszłości psychopatą może zacząć się właśnie od takich drobnych sygnałów, jak dręczenie słabszych, czerpanie przyjemności z zadawania ciosów tych mentalnych, nie widocznych i jak sprawić, by to zmienić ? Jak zahamować machinę złośliwości u tak młodych osób, często jeszcze dzieci? Ilekroć w rzeczywistym świecie czytam o psychopatach wiem, że już od dziecka przejawiali jakieś skłonności do przemocy i zawsze pada te pytanie: czy gdyby wcześniej ktoś zaczął by leczyć tę osobę pod kątem psychologicznym to uniknąłby w przyszłości losu mordercy? Najsłynniejsza sprawa o Slendermanie z udziałem nieletnich dziewczynek  jest też takim przykładem zaniedbania? niedopatrzenia? Wpływu internetu i wybujałej dziecięcej fantazji, która doprowadziła do tragedii. Jednak po przebadaniu dziewczynek okazało się, że obie cierpiały na choroby psychiczne, ale to nie o tym miałam pisać. Biedni są rodzice, którzy muszą z takim ciężarem żyć, że ich dziecko jest ,, złe" w oczach całego świata, a oni widzą w nich tylko swoje ukochane, upragnione maleństwo. Kluczowe pytanie bowiem brzmi: Jak dobrze znamy swoje dzieci ? I nad tym się zastanów jeśli je oczywiście posiadasz ;)

CZY WARTO SCHRUPAĆ?- czyli podsumowanie :

,, W sieci zła" to moja kolejna odkryta perełka jeśli chodzi o książki z tzw trudnym, współczesnym problemem. Fenomenalna kreacja bohaterów, przeplata się z genialną konstrukcją całej historii. Wplatanie wpisów blogowych pomaga czytelnikowi bardziej zrozumieć uczucia postaci.  Podobało mi się również to iż poznajemy przebieg wszystkich wydarzeń oczami dwóch rodzin, jak i ofiary i jej prześladowców. I mogłabym długo pisać, jak fantastyczna jest ta powieść.Napisana lekkim językiem, aczkolwiek dobitnym. Przemoc szkolna, czy cyberprzemoc niestety zawsze będą. Jednak jak ukazuje autorka warto rozmawiać z młodzieżą o agresji. Interesować się sytuacją psychiczną naszych pociech. Nie zostawiajmy dziecka samego w ,, sieci", bo może się to dla niego źle skończyć. Może te czynności zminimalizują występowanie tego czynnika w szkole. Bardzo refleksyjna książka, która faktycznie wciągnęła mnie i dała mi wspaniałe narzędzie do rozmowy o gnębieniu, konsekwencjach i uczuciach. Warto ją przeczytać, bo mimo swej powieściowej formy dostarcza wiele wiedzy. Obowiązkowa pozycja dla rodziców i nastolatków!

KOMU POLECAM?Rodzicom, nastolatkom... no ok wszystkim, bo to bardzo edukacyjny thriller psychologiczny z ciekawym dziecięcym psychopatycznym przypadkiem ;)

Za egzemplarz i kolejną książkę, która skłoniła mnie do wielu przemyśleń dziękuję wydawnictwu:



niedziela, 17 maja 2020

NIEIDEALNIE DOPASOWANI







Tytuł:Nieidealnie dopasowani
Autor: Melanie Harlow, Corinne Michaels
Ilość stron:248
Wydawnictwo: NieZwykłe
Okładka:  miękka
SŁOWA KLUCZE:przyjaźń damsko-męska, miłość, humor, rodzina


KRÓTKA FABUŁKA: czyli z czym to się je?

 Pierwsza zasada zawodowej swatki: Nie zakochuj się w swoim kliencie. Jednak Willow złamała tę zasadę, kiedy zakochała się w Reidzie Fortino – swoim najlepszym przyjacielu, który był jednocześnie jej klientem. Miała mu znaleźć dziewczynę. Myślała, że to będzie łatwe. Nie było.
Willow musi uwodnić matce, że jest w stanie przejąć jej biznes – firmę zajmującą się dobieraniem idealnych partnerów. Inaczej rodzinny interes zostanie zamknięty. Reid zgadza się zostać jej klientem i w ten sposób pomóc przyjaciółce. Do tej pory stałe związki lub małżeństwo go nie interesowały, ale tym razem daje się namówić na swatanie. Im więcej czasu tych dwoje spędza razem, próbując znaleźć Reidowi idealną dziewczynę, tym bardziej Willow chciałaby mieć go tylko dla siebie.
Wszystko się pogmatwało. Willow nie tylko może zrujnować rodzinny biznes, ale też stracić swoje serce.




POD LUPĄ: Zacznę od wizualnej strony, czyli lupa w dłoń i do dzieła !

Książka jest standardowego wymiaru A5. Posiada skrzydełka, matową okładkę, która utrzymana jest w kolorystyce bieli, pastelowego różu, niebieskości.  Po parze na froncie już widzimy, że będziemy mieć do czynienia z romansem, ale nie wiem co jest takiego w tej okładce, ale przyciąga mój wzrok. Może to ze względu na kolorystykę?  Kartki są normalniej grubości w kolorze szarym, a czcionka większa i bardzo przyjemna dla oka. Co mnie urzekło? To fakt, że pod każdym rozdziałem mamy mini czarno-białe obrazki, które dodają uroku całej powieści. Fabułę mamy podzieloną na dwójkę bohaterów to też rozdziały mają ich imiona, dzięki czemu wiadomo, kto kiedy opowiada ze swojej perspektywy daną przygodę. Całość wydania oceniam na : 5+





OPINIA: Książka ,,Nieidealnie dopasowani" stwierdziłam, że będzie takim moim ciasteczkiem Oreo do kawy. Wiesz idealna do przekąszenia, patrząc na jej nie za dużą objętość. Czy mi smakowała? Czy była ona smakowitym ciasteczkiem? Jeśli jesteś ciekaw to weź sobie coś do picia, jedzenia, siadaj i słuchaj.

Głównymi bohaterami tej powieści jest Willow, która pracuje w biurze matrymonialnym swej matki.  I choć jest piękną kobietą to nie potrafi lub nie chce znaleźć sobie mężczyzny, z którym mogłaby spędzić resztę życia. W pewnym momencie decyduje się, że chce się zapłodnić sztucznie i będzie sama wychowywać swoje maleństwo. O dziwo jej sąsiad, a zarazem najlepszy przyjaciel Reid uważa jej pomysł za delikatnie mówiąc chory. Jakby tego w jej życiu było mało to właśnie okazuje się, że musi ratować rodzinny interes przed upadkiem. Na pomoc spieszy jej właśnie Reid. I w tym momencie ich przyjaźń zostaje wystawiona na próbę, o czym boleśnie przekonuje się Willow.

Sam Reid też jest w bardzo ciekawy sposób przedstawiony, bardzo realistycznie. Taki typowy facet, który dzięki swej przyjaciółce ma co jeść, jakoś wygląda itd. Nie rozumie podstępowania Willow, że chce się zapłodnić, choć sama wymaga czasem pomocy. I choć wspiera ją jak może- jak to przyjaciel i on z czasem zauważa, że ich idealna przyjaźń się burzy niczym domek z kart i stara się zrozumieć dlaczego?



Muszę przyznać, że bohaterowie, a właściwie ich kreacja, bardzo przypadła mi do gustu. Są zabawni ( nie raz się głośno zaśmiałam z ich perypetii, czy przekomarzanek), bardzo realni w swych zachowaniach. Mają wady i nie wstydzą się ich. Wręcz pokazują, jak wielokrotnie trzeba iść na pewne ugody, zawierać kompromis, który jest trudny dla każdej ze stron. Tak właśnie dba się o związek, czy inne relacje.

Sama fabuła przypominała mi taką wiesz komedię romantyczną. Zlepek różnych perypetii, które prowadzą naszych bohaterów do konkretnego celu. I choć zaprzeczają, bronią się to i tak finał jest z góry przesądzony. I powiem Ci nie przeszkadzało mi to, a to dlatego że świetnie się bawiłam podczas czytania tej książki. Bardzo szybko pochłonęłam tę powieść, jednak odłożyłam ją z uśmiechem na twarzy. Czasami trzeba sięgnąć po coś ciepłego, śmiesznego. I co z tego, że historia jest przewidywalna, jak książka wywołuje bardzo pozytywne emocje. Czegóż chcieć więcej ?


CZY WARTO SCHRUPAĆ?- czyli podsumowanie :

Książka ,, Nieidealnie dopasowani" mimo swej małej objętości potrafi wciągnąć czytelnika do swej historii. I choć sama fabuła nie jest może i oryginalna, a zakończenie jest do przewidzenia, to muszę przyznać, że świetnie się bawiłam podczas czytania. Bohaterowie są fenomenalnie wykreowani, że zyskują sympatię czytelnika już po paru stronach. Dialogi, czy sam język jest leciutki, a przy tym żartobliwy. To taka komedia romantyczna, przy której się zrelaksujesz, uśmiejesz się, a przy tym zrobi Ci się cieplutko na serduszku. I muszę przyznać, że jak na takie ciasteczko oreo, które jest na raz do kawy to bardzo mi smakowało, że aż z przyjemnością chce się go ponownie zakosztować. Zatem czy warto schrupać tę książkę? Zdecydowanie tak, jest to idealna powieść na chandrę, relaks, coś do podróży, poprawę humoru, czy zabicie nudy.Tę książkę czyta się tak, jakby oglądało film.


KOMU POLECAM? Wszystkim tym, którzy szukają czegoś lekkiego z humorem

Za egzemplarz i mile spędzony czas przy kawie dziękuję wydawnictwu :




środa, 13 maja 2020

DZIEWCZYNY ZNIKĄD








Tytuł:Dziewczyny znikąd
Autor:  Amy Reed
Ilość stron:415
Wydawnictwo: Poradnia K
Okładka:  miękka
SŁOWA KLUCZE:gwałt, psychologia, feminizm, seksizm, stereotypy, przemoc psychiczna, depresja, przyjaźń, solidarność


KRÓTKA FABUŁKA: czyli z czym to się je?

 Trzy nastoletnie alternatywki z Prescott: Grace, Rosina i Erin postanawiają pomścić zbiorowy gwałt na koleżance, o którym milczy lokalna społeczność. Grace Slater jest nowa w mieście. Jej rodzina opuściła społeczność baptystów po tym, jak matka stała się zagorzałą liberałką. Rosina Suarez z rodziny meksykańskich imigrantów marzy o graniu punkowej muzyki. Erin DeLillo – dziewczyna z zespołem Aspergera – fascynuje się biologią morską i Star Trekiem.

Kiedy Grace dowiaduje się, że mieszkająca wcześniej w jej nowym domu Lucy Moynihan została wykluczona ze społeczności i uciekła z miasteczka, bo miała oskarżyć grupę popularnych miejscowych chłopaków o gwałt, postanawia zawalczyć o sprawiedliwość. Wraz z przyjaciółkami zakłada anonimowe zrzeszenie dziewcząt w Prescott High, które ma się przeciwstawić seksizmowi i kulturze gwałtu wszechobecnej w lokalnej szkole, m.in. poprzez aktywny bojkot wszelkich kontaktów intymnych z mężczyznami. Wkrótce idea przeradza się w ogromny ruch feministyczny, który ma realną moc zmieniania rzeczywistości.

Kim są Dziewczyny Znikąd? To dziewczyny z każdego zakątka świata. Każdej narodowości. Każdego koloru skóry. Dziewczyny biedne i lepiej sytuowane. Z dużych i małych miejscowości.


POD LUPĄ: Zacznę od wizualnej strony, czyli lupa w dłoń i do dzieła !

Książka jest standardowych wymiarów A5. Jej matowa okładka ze lakierowanymi napisami stanowi minimalistyczną odsłonę tego co kryje się w środku. Nie ma skrzydełek, jest miła w dotyku i utrzymana w kolorystyce pudrowego różu , czerni oraz białych napisów.Symbol na froncie jest tak wymowny i refleksyjny, że chyba od samego początku wiadomo, że będzie to historia o kobietach dla kobiet. Kartki są beżowe, a czcionka bardzo przyjemna dla oka. Rozdziały są dzielone na bohaterki, tak by poznać każdą perspektywę. Są także przypisy wyjaśniające pewne kwestie. Całość wydania oceniam na: 5



OPINIA: Książka ,,Dziewczyny znikąd" spowodowała, że bałam się po nią sięgnąć. To tak jakby ktoś stworzył wielkiego , słodkiego misia czekoladowego, a Ty boisz się w niego wgryźć, bo wiesz, że naruszysz te piękne arcydzieło i co najważniejsze obawiasz się smaku. Czy będzie znakomite, czy może okazać się tylko cudownie wykonanym dziełem, które jest niejadalne? No właśnie jak było z tą powieścią? Weź coś do picia, jedzenia, siadaj i słuchaj.


Zanim przejdę do opisu bohaterów, jeszcze kilka słów muszę wtrącić. Choć w tej książce są nastolatki, to uwierz mi, że historia zapisana na kartach tej powieści jest bardzo emocjonalna, brutalna w swej prawdziwości i bardzo dojrzała. Temat poruszony przez autorkę nie należy do łatwych i samo słowo ,, gwałt"  już wywołuje ( przynajmniej u mnie milion innych słów typu ,, kastracja", ,, kara" to te z tych łagodniejszych) negatywne wręcz agresywne myśli, czy słowa.  Dziś nie będzie heheszkowania. Skoro sama książka jest pewnym apelem, to i ja muszę zachować powagę.


Głównymi bohaterkami są Grace, która przeprowadziła się do Prescott, miasteczka, które wydawać by się mogło spokojne i piękne. Dziewczyna ma nadzieję, że tutaj zostanie zaakceptowana i nikt nie będzie wytykał jej palcami. Erin, która z zespołem Aspergera nie ma w życiu lekko i nie tylko dlatego, oraz Rosina, która należy do mniejszości społecznej i jako dziecko imigrantów meksykańskich, jej życie dalekie jest do ideału. I tak trójka tych jakże odmiennych, z problemami dziewczyn, postanawia zająć się głośną sprawą, która miała miejsce w ich szkole. Chodzi o Lucy Moynihan, która po oskarżeniu grupki chłopaków o zbiorowy gwałt, nagle znika ze swą rodziną, zostawiając sprawę w połowie drogi niedokończoną. Oczywiście plotki rozchodzą się bardzo szybko, aż trudno znaleźć w nich prawdę. Dlatego nasze bohaterki postanawiają wziąć sprawy w swoje ręce i dowiedzieć się co się tak na prawdę stało. Czy to zwykłe pomówienia, jak twierdzą chłopaki,dziewczyny, która postanowiła się na nich zemścić? Czy brutalna prawda, którą ktoś w genialny sposób tuszuje dla dobra szkoły, czy owych oskarżonych uczniów? I tak rusza śledztwo prowadzone jak już wcześniej wspomniałam przez nasze dość osobliwe bohaterki. Podobała mi się bardzo ich kreacja. Ta różnorodność ich charakterów pomagała im przy sprawie. I choć każda z nich walczy ze swymi innymi demonami to na końcu okazuje, że ( i to nie jest spojler spokojnie) , że wszystkie jesteśmy takie same.Choć różnimy się kolorem skóry, kulturą, religią to wszystkie codziennie zmagamy się z tymi samymi problemami. I tak jak te owe bohaterki łączy nas o wiele więcej niż na początku zakładałyśmy.



Co mi się podobało we fabule? Sprawę poznajemy z różnych perspektyw. Artykułów zamieszczonych na bardzo seksistowskim blogu, plotek , jak i od samej poszkodowanej. To w jak poetycki sposób zostaje opisany sam akt gwałtu... nie dość, że poryczałam się i to gorzej niż przy obieranej cebuli to jeszcze musiałam na godzinę odpocząć po tym opisie. Nie.. tu nie ma brutalności, lecz opisanie czegoś tak drastycznego ubierając to w piękne metafory, które są zarazem ogromnie emocjonalne i tatuowane na żywca do mózgu...tego było jak dla mnie za dużo. Po przerwie mogłam wrócić spowrotem do lektury. Jak wspomniałam na początku autorka podjęła w swej książce bardzo ważny temat, który jest tabu, choć co raz częściej jest głośno o tego typu sprawach.  Przedmiotowe traktowanie kobiet jest i myślę, że jeszcze bardzo długoo będzie gościć na świecie. Stereotypowe podejścia, często mające już podłoże niestety w religii i mówię tu o wszystkich odłamach, gdzie kobieta jawi się jako ta posłuszna, poddana mężczyźnie, daje jakoby prawo do takiego traktowania nas. Dodatkowo zobaczcie na reklamy- ile w nich seksistowskich podtekstów, gdzie kobieta przedstawiana jest jako obiekt seksualny. Już nie mówiąc o teledyskach, gdzie golizna wylewa się niczym kipiące mleko. Więc tak sobie myślę, że jak młody chłopak, który wkracza w dojrzałość i tę intymną sferę, ma traktować dziewczynę z szacunkiem, jeśli nawet zdarzają się książki ( dorośli rozumieją iż jest to jakaś fantazja, fikcja i potrafią ją rozróżnić ) gdzie sceny miłosne są brutalne, agresywne i ukazujące ich dominację.

Książka dodatkowo w fenomenalny sposób opisuje naszą kobiecą seksualność. Jak wstydzimy się naszych potrzeb lub jak są one odbierane przez społeczeństwo. Ta wyuzdana, bo nie kryje się ze swymi naturalnymi potrzebami i mówi o nich głośno. Ta pruderyjna, bo nie mówi głośno o tym czego chce.. i o tym czym dla nas kobiet jest po prostu seks. Jestem pod ogromnym wrażeniem ile wspaniałych prawd zostało w tej książce omówionych, poruszonych i przedstawionych i to z każdej strony, ukazując jak odmiennie odbieramy pewne rzeczy.




CZY WARTO SCHRUPAĆ?- czyli podsumowanie :

Książka ,, Dziewczyny znikąd" to arcydzieło i nie boję się użyć tego słowa.  Napisana potocznym językiem lecz dosadnym zarazem ukazuje prawdę o nas kobietach i świecie, w którym żyjemy. Jesteśmy towarem w oczach niektórych mężczyzn ( nie lubię wrzucać wszystkich do jednego wora, co też i sama ta historia ukazuje to), który jest dostępny dla nich o każdej porze dnia. Słowo nie znaczy nie i chyba to jest ten najważniejszy przekaz, jeśli chodzi o sam temat gwałtu. To że kobieta się rozmyśla w połowie drogi, nie uprawnia mężczyzn do dalszego działania. To nie droczenie się, czy erotyczna zabawa, którą można włączyć w każdej chwili. Nie jesteśmy stworzone tylko po to by sprawiać przyjemność. Kolejna rzecz, która wybija się obok tego brutalnego aktu jest sama kobieca seksualność. Nasze potrzeby- o których wstydzimy się mówić partnerowi, chłopakowi...Boimy się szufladki tej na ,, Dz" bo świadoma kobieta to ta rozwiązła. W jaki łatwy sposób zmusić nas do milczenia, czy ukrywania.  Nawet w tej najintymniejszej sferze jesteśmy uciszane. I mogłabym tak dalej opowiadać o tej książce. A to też nie tylko ze względu na fabułę, ale bardzo realistyczne bohaterki, które są nami, są naszym głosem. W każdej z nich znajdziesz coś wspólnego, co Cię z którąś z nich łączy. I choć ta książka jest jakoby takim manifestem i cichym krzykiem o pomoc, cieszę się, że ujrzała światło dzienne. Może pomoże to wielu kobietom, dziewczyną, które zostały skrzywdzone. Nie bójcie się krzyczeć, to nie wy jesteście winne. Dawno mnie tak książka nie poruszyła, nie skłoniła do takich na prawdę głębokich przemyśleń. Koniecznie musisz ją schrupać.

KOMU POLECAM?  Wszystkim dojrzewającym jak i dorosłym ludziom

Za egzemplarz i tak fenomenalną historię, która zawróciła mi w głowie i zamieszkała w niej na dłuższy czas dziękuję serdecznie wydawnictwu :