Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Poradnia K. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Poradnia K. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 14 lipca 2022

Lockwood. Szepcząca czaszka- czyli o czym mówią zmarli?

 

 

 


 

 

Tytuł:Lockwood. Szepcząca czaszka

Autor:  Jonathan Stroud

Liczba stron:360

Wydawnictwo: Poradnia K

Okładka:  miękka

SŁOWA KLUCZE:detektyw, śledztwo, młodzież, humor, duchy, przyjaźń, przygoda, tajemnice

 

KRÓTKA FABUŁKA: czyli z czym to się je?

 Kontynuacja przygód nietypowej agencji detektywistycznej tropiącej zjawiska paranormalne. Z jak straszną sprawą przyjdzie zmierzyć się głównym bohaterom?

 Agenci biura "Lockwood i Spółka" zostają zobowiązani do odnalezienia przedmiotu, nim jego zaginięcie przyniesie najgroźniejsze skutki i doprowadzi do śmierci kolejnych osób. W tym samym czasie na ich drodze staje znienawidzona agencja Fittes, która również próbuje odzyskać tajemniczy obiekt. Czy detektywi Anthony'ego Lockwooda jako pierwsi rozwiążą zagadkę? Czy uda im się ocalić następne ofiary, zanim będzie za późno? Jaką rolę odegra w tym wszystkim Szepcząca Czaszka?

POD LUPĄ: Zacznę od wizualnej strony, czyli lupa w dłoń i do dzieła !

 Książka jest standardowych wymiarów A5. Posiada grubszą okładkę u mnie matową. Mamy także skrzydełka.Utrzymana jest w kolorystyce czerni, czerwieni, szarości oraz bieli. Na froncie stoi młody mężczyzna, który wyglądem przypomina wiktoriańską epokę. W tle widać czaszkę. Napisy są lakierowane, co nadaje taki efekt trójwymiarowości.Sama okładka ma już świetny, mroczny klimat. W środku mamy beżowe, grubsze strony i bardzo przyjemną czcionkę. Całość podzielona jest na 6 rozdziałów, które mają swoje tytuły.Podrozdziały są ponumerowane. Na samym końcu mamy słowniczek nazwany Glosariuszem, co według mnie jest świetnym zabiegiem, gdyż można poczuć się jak taki właśnie uczeń lub stażysta, który przyucza się do zawodu bycia Łowcą duchów. Całość wydania oceniam na: 5



OPINIA: Czyli jak ona smakuje ?

Kiedy nie tak jeszcze dawno recenzowałam pierwszy tom przygód Lockwooda, już wtedy poczułam niesamowitą energię tej powieści. Kiedy więc pojawił się na rynku drugi tom, bez wahania postanowiłam sprawdzić, czy nadal otrzymam to co przy pierwszej części, czyli takiego Sherlocka, który zajmuje się paranormalnymi zleceniami. Czy nadal jestem pod urokiem tego młodzieńca? Jeśli jesteś ciekaw to weź sobie coś do picia, jedzenia, siadaj i słuchaj co mam Ci dziś do opowiedzenia.

Zabieram Cię więc w podróż do Londynu. Nie, nie takiego nudnego. Do miasta może i współczesnego, ale opanowanego przez paranormalne zjawiska. Dzisiejszą recenzję zacznę nietypowo, bo przecież o bohaterach pisałam już przy pierwszym tomie, więc dzisiaj tylko delikatnie o nich wspomnę. Dziś pragnę skupić się na innych elementach tej serii, bo już widzę, że autor z każdym tomem co raz bardziej je dopieszcza, doprowadzając do perfekcji.

Zacznijmy od miejsca akcji. Londyn.. głośny, tłoczny, brudny i przede wszystkim zawsze zabiegany. W tym całym harmidrze ludzie nie zwracają uwagi zbytnio na ,, paranormalne" zjawiska. Pewnie to kolejny prank, lub sztuczka, którą wrzucimy do sieci. Jednak, co by było, gdyby duchy naprawdę chodziły po świecie? Gdyby tęskniły za swym życiem? chciały dokończyć sprawy, których nie zdążyły załatwić? A może chciałyby się zemścić? Między starymi kamienicami więc się pałętają, czasem na czyimś podwórku zrobią psikusa. Jednak w dzień nie wypada za bardzo szaleć, jednak nocą to co innego. Skrzypiące schody, tłukące się talerze, lewitujące przedmioty i te szepty... kogo wezwać? Ghostbusters !!!! Niech latają po mieszkaniu z odkurzaczami... ale spokojnie ich era poszła w niepamięć kiedy to pojawiła się Agencja Lockwooda. Ci co prawda nie mają odkurzacza, a rapiery, ale wydaje mi się, że owe zjawy uwielbiają takie archaiczne klimaty. Ta niepozorna instytucja działa w Londynie od bardzo dawna i nie jedną rodzinę wybawiła od problemu, oczywiście zachowując wszystko w ścisłej tajemnicy. No, bo kto chciałby się chwalić, że miał namolnego gościa z zaświatów, który prawie nie zabrał Cię ze sobą? Więc reputacja owej Agencji jest sławna, jednak nie jest to jedyna instytucja, bowiem Lockwood posiada konkurencję i to równie z ciekawą historią na koncie.Kiedy więc brudny Londyn zapada w sen i powoli uspokaja się, nasi bohaterowie wkraczają do mrocznego, pełnego emocji miasta, by walczyć z niewidzialnym złem.

Klimat tej powieści jest przede wszystkim mroczny. Nie jest to horror, ale lekki dreszczyk potrafi wywołać. Czuć momentami ciężkość danej sceny, jednak ta zaraz zostaje zrównoważona jakimś humorem sytuacyjnym lub słownym, bo to czego nie można odmówić tej serii to właśnie owej komediowości. Jakbym miała ją do czegoś porównać to zdecydowanie do humoru Ricka Riordana. W tym tomie mamy do czynienia z cmentarzem, wisielcami i tak pojawia się znowu gadająca czaszka, ale nie chcę za dużo Ci zdradzić. Woń więc ziemi i zgnilizny unosi się w tym tomie. Stare pomieszczenia, jakieś zatęchłe miejsca i dziwne miejsca spotkań to zdecydowanie idealne określenie tego co tu się dzieje. Otulająca Cię dodatkowo pajęczyna sprawi, że nie tak prędko uwolnisz się od tej historii. 




Jak do tej pory nie ma tu na razie motywu romansu między bohaterami, aczkolwiek ja już wyczuwam delikatną woń wanilii unoszącej się między pewnymi postaciami. Na pewno mamy tutaj do czynienia z paczką przyjaciół, która bardzo dobrze czuje się w swoim towarzystwie i mogą na siebie polegać w każdej możliwej sytuacji. Ich humor jest adekwatny do dzisiejszych czasów, więc ja parę razy śmiechłam, czytając o owych przygodach. Mamy więc tu nastawienie na więzi, przyjaźń, zaufanie.

Jeśli chodzi o kreację bohaterów to o ile cały czas byłam team Lockwood no bo czuć tu nawiązania do Sherlocka, Herculesa, tak w tym tomie chyba poprzez owe żarty, a i może coś innego poczułam sympatie do George'a. Momentami widziałam w nim siebie. Mówiłam sobie yhym, ja na tym miejscu powiedziałabym, czy rozbiłabym tak jak on. I to chyba jeszcze bardziej sprawiło, że tę książkę czytałam z naprawdę ogromną frajdą. I tak wiem, że może to nie jest mój target wiekowy, ale co z tego?  Jeśli chodzi o samą Lucy to tutaj też jest dobrze, ale mnie osobiście nie zachwyca tak bardzo, jak chłopaki. Może to znowu kwestia wieku lub gustu czytelniczego. To co mogę podkreślić to fakt, że każda postać jest inna, ma różną konsystencję, zapach, co sprawia, że każdy polubi w tej serii kogoś innego lub tak jak ja poczuje jakąś więź ...

CZY WARTO SCHRUPAĆ?- czyli podsumowanie :

 ,, Szepcząca czaszka" to bardzo smakowita kontynuacja serii o duchach i ich łowcach. Mogłabym tę część porównać to wędzonej różyczki łososiowej ze słodką papryką. Z jednej strony mamy znany smak wędzonego łososia, czyli motyw duchów, polowań na nie, zagadek detektywistycznych, a z drugiej owe przełamanie smakowe, jakie daje nam słodka papryka. Co jest ową słodką papryką? Według mnie wszystkie wymienione wyżej elementy, które tworzą naprawdę znakomitą fabułę. Czyli mroczny klimat, miejsce akcji, które nawiązuje do kultowych powieści. Humor oraz bohaterowie, którzy nadają owy świeży posmak do czegoś co już znamy. Bohaterowie potrafią skraść serce, a sama historia wciągnie Cię do reszty. Czy trzeba czegoś więcej? Myślę, że też motyw ,, łowców duchów" choć wydawało by się, na początku iż nie jest to nic odkrywcze, to w tym wykonaniu jest genialne. Nie mam się do czego przyczepić, a na siłę nie będę szukała wad,bo i po co? Według mnie warto schrupać drugi tom, bo to świetna kontynuacja, która może i starszego czytelnika nie przestraszy, ale na młodszym z pewnością wywoła ciary na całym ciele.

 

KOMU POLECAM?Osobom, które uwielbiają motyw duchów, młodzieżówki, sprawy paranormalne.

 

Za egzemplarz i jak zawsze mile spędzony czas z książką dziękuję:


 

 

 

poniedziałek, 30 maja 2022

Sprawa szyfru na krynolinie/ Sprawa tajemniczego zniknięcia księżnej-czyli wielki powrót małej Pani detektyw.

 

 

 

 











Tytuł:Sprawa szyfru na krynolinie/ Sprawa tajemniczego zniknięcia księżnej

Autor:  Nancy Springer

Liczba stron:168 / 200

Wydawnictwo: Poradnia K

Okładka:  zintegrowana

SŁOWA KLUCZE:XIX wieczny Londyn, feminizm, detektyw, zaginięcie, łamigłówki, okruchy życia

 

 

KRÓTKA FABUŁKA: czyli z czym to się je?

 Sprawa szyfonu na krynolinie :

Enola Holmes nie ma typowej rodziny. Jej matka jest nieobecna, a sporadyczne spotkania z bratem to najwięcej na co mogłaby liczyć. Dlatego bardzo przywiązuje się do swojej ujmującej gospodyni, pani Tupper. Można powiedzieć, że kobieta zastępuje jej matkę…
Niestety, pewnego dnia zostaje porwana.

Kiedy Enola to odkrywa, postanawia za wszelką cenę ją odnaleźć. Kto i dlaczego mógłby chcieć porwać staruszkę? Wskazówką może być list z pogróżkami, który dostała kilka dni wcześniej. Zagadka jest bardzo trudna, a do odkrycia wiele – również tajemnic życia pani Tupper. Czy i tym razem śledztwo sprytnej detektywki zakończy się sukcesem? I co z tym wszystkim wspólnego ma Florence Nightdale, najsłynniejsza pielęgniarka w historii?

 Sprawa tajemniczego zniknięcia księżnej:

 Gdzie jest księżna del Campo? Kolejna sprawa młodej detektywki wymaga od niej nie lada sprytu, wyjątkowych umiejętności i empatii. A depczący jej po piętach Sherlock wpada na nowy pomysł, jak odnaleźć niesforną pannę, która ciągle umyka braciom…

Do rodzinnej posiadłości Sherlocka Holmesa dostarczono tajemniczy pakunek. Sherlock przybywa do domu, wezwany przez zarządcę, jednak nie otwiera przesyłki, bo jest przeznaczona dla jego młodszej siostry Enoli. Problem w tym, że nikt nie wie, gdzie ona jest…

Gdy Sherlock poszukuje Enoli, młoda detektywka angażuje się w sprawę zaginionej księżnej Blanchefleur del Campo. Sherlock i Enola muszą rozwiązać potrójną zagadkę i znaleźć odpowiedzi na pytania: Co się stało z ich matką? Gdzie podziała się lady Blanchefleur? Co ma wspólnego z tą sprawą ich brat Mycroft?

POD LUPĄ: Zacznę od wizualnej strony, czyli lupa w dłoń i do dzieła !

Obie książki są tym razem w formie zintegrowanej. Jednak wszystko idealnie współgra z pozostałymi tomami, jeśli macie w twardych. Całość prezentuje się fantastycznie. Tom 5 jest taką cudowną pastelową brzoskwinią, a 6 tom  miętą. Każda z nich dodatkowo posiada białe i czarne ornamenty, co współgra z resztą. Matowa okładka nie zostawia odcisków palców.  Napisy, jaki frontowa postać są lakierowane, co nadaje trójwymiarowości. W środku znajdujemy cudowną wklejkę, która przedstawia wzór licznych wachlarzy. Kartki są koloru beżowego, a czcionka jest duża i przyjemna dla oka.  Rozdziały są ponumerowane, a każdy opatrzony w środku małymi ilustracjami czarno-białymi.




OPINIA: Czyli jak ona smakuje ?

Chyba Cię mój Drogi Czytelniku nie dziwi fakt, że znowu zabieram się za Enolę? Kto bowiem ją poznał, ten nie potrafi odejść obojętnie obok kolejnych jej przygód. Zjednała sobie nie tylko dziecięce serca, ale i dorosłe. Jak zatem wypadają kolejne przygody Enoli? Jeśli jesteś ciekaw/a to weź sobie cos do picia, jedzenia, siadaj i słuchaj co tym razem mam Ci do opowiedzenia.

Zacznijmy więc od szyfonu. W tym tomie poznajemy bliżej historię Pani Tupper, która to zajmuje się Enolą. Pomaga w prowadzeniu pokoju, karmi ją. Nazwałabym ją taką babcią, która opiekuje się nią, dba i otacza troską. Kiedy dochodzi do jej porwania, poznajemy przeszłość starowinki. Jak to i w życiu bywa, czasem niepozorni ludzie, skromni i cisi, często mają w swoim życiorysie do opowiedzenia wiele. I tak jest tym razem. 

To co spodobało mi się w tej części to ukazanie po raz kolejny, jak kobiety przekazywały sobie tajne wiadomości. Nancy robi genialną robotę. Widać, że interesuje się historią i stara się jak najwierniej oddać klimat tamtych czasów. Jednak minusem tej części jest fakt, że jest tak krótka. Ledwo się wciągnęłam, a tu koniec. 


I tak szybko przeszłam do kolejnego tomu i sprawy. W tej części, został poruszony temat statusu kobiety w roli żony. Kiedy znika młoda księżna, opinia publiczna szaleje. Zaczynają się różne spekulacje. To był tak nasz dzisiejszy świat ukazany w XIX perspektywie, że o rajuśku. Pewnie wina starego męża, a może znalazła sobie kochana? A może znudzona dworskim życiem uciekła szukać przygód? Enola postanawia zająć się tą sprawą. W dodatku pomaga jej Sherlock. I myślałam, że już lepiej być nie może, a tu Bang Bang wyjaśnienie co stało się z matką Enoli? 

Rola kobiety w tamtych czasach sprowadzała się do bycia żoną, matką ewentualnie kochanką. Tyle. Do tego autorka odnosi się do deformacji ciała, jako kanonu piękna. Tam chodziło o gorsety, ale nie sposób znaleźć tu nawiązania do dzisiejszych operacji plastycznych i powiększania pewnych partii ciała, czy poprawiania innych.,, Taka moda" więc cierp. Swoją mądrość i talenty lepiej ukryć pod falbanami, bo i tak na nic się nie przydadzą. I tak historia ta ukazuje ciemną stronę kobiecości i uprzedmiotowieniu jej. 

Nasza główna bohaterka Enola na przestrzeni tych wszystkich tomów zmienia się. W szczególności widziałam to w tym tomie. Z początku buńczuczna, walczącą z owym systemem, teraz ukazuje się nam jako młoda, inteligentna dziewczyna, która wie czego chce od życia. Głośno i stanowczo mówi co jej się podoba, a co nie. Do tego widzi i swoje błędy. Jednak w sposób dystyngowany mówi o owych problemach ukazując przy tym swoją zaradność i niezależność od mężczyzn. Owe zaginięcie księżnej jest też takim punktem zapalnym do dywagacji na temat: Jakie mają prawa kobiety? 


CZY WARTO SCHRUPAĆ?- czyli podsumowanie :

Pozwól, że te dwa tomy połączę w jedną całość, a właściwie potrawę,, Fish and chips", bo takie właśnie są te tomy. Znaną klasyką, po którą sięgają wszyscy. Ową chrupiącą i panierowaną rybą są problemy ukazane w każdej części. Autorka zwraca uwagę na naszą codzienność ukazując uniwersalną prawdę o naszym świecie. Nie ważne jak bardzo będziemy nowocześni i tak pewnie rzeczy będą niezmiennie. To co mnie ujmuje za każdym razem, kiedy wracam do cyklu Enoli to nie tylko znakomite łamigłówki i inteligencja bohaterów.  To przede wszystkim aspekt moralizatorski. Każdy odnajdzie tutaj siebie, swój problem, a może i historię z którą się utożsami i wyciągnie lekcję dla siebie.  Złocistymi, długimi i słonymi frytkami jest dla mnie świat przedstawiony w ogólnym tego słowa znaczeniu. Poczynając od bohaterów, a kończąc na klimacie i realizmie. Wielokrotnie miałam poczucie, że razem z bohaterką chodzę po XIX wiecznych uliczkach Londynu. Słyszałam szum tkanin, turkot furmanek i rozmów ludzi. No coś niesamowitego. Czy warto schrupać? Zdecydowanie tak. Ja pokochałam tę serię nie tylko ze względu na Sherlocka,ale właśnie na te wszystkie detale, zagadki, które czytelnik rozwiązuje razem z bohaterami. Klimat tamtych czasów, tradycje, które niestety do naszych czasów nie dotrwały. Samą fabułę, która zawsze wciąga czytelnika i płynie z nim wartkim strumieniem. Polecam tę serię z całego serduszka.

 

 

KOMU POLECAM?Wszystkim bez wyjątku

 

Za egzemplarz i jak zawsze mile spędzony czas z Enolą dziękuję:

 


 

 

 

środa, 13 października 2021

Lockwood& Sp. Krzyczące schody- czyli pogromcy duchów

 

 

 


 


 

 

 

Tytuł: Lockwood & Sp. Krzyczące schody

Autor:  Jonathan Stroud

Liczba stron:364

Wydawnictwo: Poradnia K

Okładka:  miękka

SŁOWA KLUCZE: duchy, fantastyka, horror, młodzież, przygoda, akcja

 

 

KRÓTKA FABUŁKA: czyli z czym to się je?

 

Londyn ma ogromny problem. Od pięćdziesięciu lat zjawy nawiedzają miasto, coraz bardziej paraliżując społeczeństwo. Agencje detektywistyczne zajmujące się zjawiskami nadprzyrodzonymi są na wagę złota. Jednak tylko młodzież potrafi sobie z nimi radzić – młodzi ludzie widzą więcej, niż się komukolwiek wydaje.  

Lucy Carlyle ma wielkie ambicje. Nie spodziewa się, że połączy siły z podupadającą i najmniejszą w mieście agencją Anthony’ego Lockwooda oraz jego lojalnego pomocnika, George’a Cubbisa. Pomimo odwagi i inteligencji agentów oraz charyzmy ich lidera, wspólne śledztwo kończy się makabrycznym odkryciem i wielką katastrofą. Da się ją odkupić tylko w jeden sposób – rozwiązaniem sprawy  Combe Carey Hall,  o którym mówią, że jest najbardziej nawiedzonym domem w Anglii, domem, z którego nie ma ucieczki… Jedyną szansą na rozwikłanie zagadki tego miejsca jest spędzenie tam nocy, stawienia czoła strachom z Czerwonego Pokoju oraz Krzyczącym Schodom.

Agencja, prowadzona bez nadzoru dorosłych, zdolności, które posiadają jedynie młodzi, wspaniale zarysowani główni bohaterowie i żywe, interesujące relacje między nimi wynoszą serię Lockwood & Spółka na zupełnie nowy poziom literatury młodzieżowej. Pierwsza część, „Krzyczące schody”, której akcja porywa, a humor miesza się z prawdziwym przerażeniem, zadowoli wszystkich wielbicieli gatunku. Nie tylko młodych.

POD LUPĄ: Zacznę od wizualnej strony, czyli lupa w dłoń i do dzieła !

 Książka jest standardowych wymiarów A5. Posiada grubszą okładkę u mnie matową. Utrzymana jest w kolorystyce czerni, granatu, szarości oraz bieli. Na froncie stoi młody mężczyzna, który wyglądem przypomina wiktoriańską epokę. W tle widać dom. Sama okładka ma już świetny, mroczny klimat. W środku mamy beżowe strony i bardzo przyjemną czcionkę. Całość podzielona jest na 5 rozdziałów, które mają swoje tytuły.Podrozdziały są ponumerowane. Na samym końcu mamy słowniczek, co według mnie jest świetnym zabiegiem.



OPINIA: Czyli jak ona smakuje ?


Ostatnio mam ochotę na książki, po które normalnie nie sięgam. Tak właśnie ostatnio nabrałam chęci poczytania czegoś z motywem duchów. I tak oto moim oczom ukazał się ten tytuł. Stwierdziłam, hej to będzie lekkie i może wciągające jak ciepły, słony popcorn. Czy tak właśnie smakował? Jeśli jesteś ciekaw, co myślę o tym tytule to weź sobie coś do picia, jedzenia, siadaj i słuchaj co mam Ci dziś do opowiedzenia. 


Mamy tutaj dwójkę bohaterów, którzy są nastolatkami ( nie ma określonego konkretnie wieku) i są,, pogromcami duchów". Normalnie poczułam trochę klimat Worrenów i pomyślałam : ejj to będzie dobre. 

Lucy i Lockwood tworzą spółkę, która pomaga pozbyć się uporczywych, niewidzialnych lokatorów. Od samego początku wpadamy w akcję, co mnie trochę zaskoczyło. Naszych bohaterów więc poznajemy powoli wraz z kolejnymi sprawami, a mamy ich tu aż parę. Lockwood to zdecydowanie młodsza wersja Sherlocka Holmesa, tylko zajmujący się duchami. Tajemniczy, drążący sprawy, indywidualista i bardzo charyzmatyczny. Lucy to dziewczyna bardzo sprytna, odważna i sympatyczna. To za jej sprawą poznajemy świat, gdzie duchy utrudniają ludziom ich życie codzienne. Ten duet jest na prawdę wyborny i bardzo szybko stałam się członkiem ich drużyny, który wszystko obserwuje z boku. 



No dobra co z fabułką? Powiem Ci, że jest fenomenalna. Na początku obawiałam się, że będzie ona taka wiesz dziecinna. Jednak na szczęście okazała się być bardzo uniwersalna. Jeśli pamiętasz film ,, Pogromcy duchów" to zdecydowanie mamy tutaj podobny motyw i klimat. Mamy elementy grozy, przygody, ale i dużą dawkę humoru, która potrafi rozbawić. Jeśli chodzi o podobieństwa do literatury to jak wyżej powtórzę się odczuwa się tu namiastkę Worrenów i ich spraw.  Jednak postać Lockwooda to wypisz, wymaluj Holmes. Chyba nie muszę Ci mówić, że już na tym etapie zostałam kupiona i nic nie potrafiło mnie zniechęcić. Sama kreacja duchów i spotkań z nimi były bardzo ,, realistyczne". Mam tu na myśli, że mamy do czynienia np z nawiedzonym domem, duchem, który zmarł nagle itp. Jeśli ktoś się interesuje taką tematyką wie, że o takich ,, spotkaniach" wiele ludzi opowiada i tu też odczuwa się ową autentyczność. Cała książka ma niezwykły klimat, z jednej strony czuć owy dreszczyk, a z drugiej bawisz się świetnie i nie chcesz oderwać się od powieści. Powiedziałabym, ze to taki bardzo delikatny horror nie tylko dla młodzieży ale i dla dorosłych.


CZY WARTO SCHRUPAĆ?- czyli podsumowanie :

Ta książka zdecydowanie smakuje jak krem z dyni. Aksamitną teksturą są zdecydowanie bohaterowie, do których nie mam żadnych uwag. Są wybitnie dobrzy, a ich charyzma, odwaga, spryt  i inteligencja, sprawiają, że czytelnik bardzo szybko się do nich przywiązuje i darzy sympatią.  Owym słodkim, dyniowym smakiem jest fabuła. Zdecydowanie nie ma tu mowy o nudzie. Mamy przygodę, dreszczyk niepokoju i wciągające historie. Każda sprawa jest inna, a przy tym ciekawa. Oczywiście główny wątek, który ciągnie się przez całą powieść z pewnym kapryśnym duchem jest dla mnie strzałem w dziesiątkę. Intensywnym pomarańczowym kolorem jest dla mnie kreacja owych duchów. Znakomite połączenie duchów z kultowych horrorów znanych nam nie tylko z literatury, ale i z kina. Miałam momenty, że autentycznie włosy stanęły mi dęba, a przy książkach rzadko mi się to zdarza.. w sensie przy literaturze horroru. Bardziej oddziałuje na mnie obraz i dźwięk, więc chyba wiele to mówi o tej pozycji, jak musi być świetna, że pobudziła moją wyobraźnię.Ta powieść spodoba się każdemu, bez względu na wiek, dlatego warto ją schrupać, bo to przede wszystkim genialne połączenie Holmesa z Pogromcami duchów w klimacie Woorenów. Ta kombinacja jest- uwierz mi, przepyszna. Idealnie wpisuje się w październikowy klimat z duchami...

 

KOMU POLECAM?Wszystkim, którzy uwielbiają motyw duchów w literaturze, delikatny horror i postać Holmesa tylko w młodszym wydaniu ....

 

Za egzemplarz i wspaniale spędzony czas  dziękuję wydawnictwu :




 

niedziela, 26 września 2021

Czy można zniknąć bez śladu?

 

 

 

 


 

 

Tytuł:Zaginiona kobieta

Autor:  Mary Kubica

Liczba stron: 348

Wydawnictwo: Poradnia K

Okładka:  miękka

SŁOWA KLUCZE: porwanie, więzienie, zbrodnia, zaginięcie

 

 

KRÓTKA FABUŁKA: czyli z czym to się je?

 Shelby Tebow ginie pierwsza. Niedługo później Meredith Dickey i jej sześcioletnia córka Delilah znikają niedaleko miejsca, w którym ostatnio widziano Shelby. Czy te wydarzenia są ze sobą powiązane? Poszukiwania przynoszą więcej pytań niż odpowiedzi, a nie wyjaśniona sprawa gaśnie i krzepnie jak krew na ranie. Jedynie osamotnieni członkowie rodziny, ojciec i syn, nie mogą się z tym pogodzić, żyją wciąż przeszłością, w świecie duchów… Jedenaście lat później wydarza się coś zupełnie nieprawdopodobnego – Delilah nagle powraca. Jej brat i przerażeni mieszkańcy małej społeczności, w której mieszkała, chcą wiedzieć, co się z nią działo przez te wszystkie lata, ale czy są gotowi, żeby poznać prawdę? W tym przerażającym i bardzo inteligentnym thrillerze, mistrzyni suspensu Mary Kubica żongluje narracjami i czasem. W niezwykły sposób kreśli mroczny obraz małej społeczności, w której utrzymanie tajemnicy może być na wagę życia lub śmierci.

 

POD LUPĄ: Zacznę od wizualnej strony, czyli lupa w dłoń i do dzieła !

 Książka jest standardowego wymiaru A5. Matowa okładka nie zostawia odcisków palców. Utrzymana jest w kolorystyce czerni, niebieskości oraz różu. Na froncie widzimy różowy but, porzucony w kałuży na środku ulicy. W tle widzimy światła nadjeżdżającego auta, które serwuje już na tym etapie nam dreszczyk emocji. Już teraz mogę powiedzieć, że okładka idealnie wpasowuje się i oddaje treść. Jest mrocznie, tajemniczo i ponuro. Kartki w środku są koloru beżowego, a ich gramatura należy do tych grubszych. Wielkość czcionki- jest mała ale mimo to czytelna, więc spokojnie, aż tak się nie męczyłam podczas nocnego czytania.  Rozdziały noszą imiona 4 bohaterów, bo z ich perspektywy poznajemy tę historię. Książka posiada również skrzydełka, bo zapomniałam o tym wyżej wspomnieć. Całość oceniam na:5



OPINIA: Czyli jak ona smakuje ?

Jesienią uwielbiam sięgać po kryminalne historie lub te z dreszczykiem emocji. Dlatego tegoroczną jesień zaczynam od autorki, która już swym innym tytułem mnie zachwyciła, więc miałam jako takie pojęcie, czego mogę się spodziewać.  Czy książka mnie zachwyciła? Jak smakuje? Jeśli jesteś ciekaw, co o niej sądzę to weź sobie coś do picia, jedzenia, siadaj i słuchaj co mam Ci dziś do opowiedzenia.

Zacznę niestandardowo, bowiem i ta historia jest bardzo realistyczna i porusza problem porwania i więzienia dzieci. Cała oś fabularna opiera się na 4 kobietach. Mamy dwie kobiety, których zwłoki zostają szybko znalezione, oraz kolejne 2, które wbrew sobie są przetrzymywane i więzione w nieludzkich warunkach. A wszystko to łączy jedno jedynie zdarzenie...

Postaram Ci się przybliżyć sylwetki bohaterów, ale tak by nic Ci nie zdradzić, bowiem powiem Ci, Pani Kubica wyhaftowała przepiękny kryminalny, koronkowy bieżnik...

Delilah to 6 letnia dziewczyna, która pewnego dnia znika wraz ze swoją matką. Jest chora, a więc to co wiemy to fakt, że pojechała z matką  do szpitala. Meredith jako kochająca matka, zrobi wszystko by jej dziecko było zdrowe. Jednak tajemnica, która jej ciąży na sercu, powoduje, że jest kobietą zlęknioną i robi wszystko by jej sekret nie ujrzał światła dziennego... Co się z nimi stało, skoro ciało jednej z nich znaleziono w pewnym pokoju?

Shelby to młoda mama, która po porodzie stara się poczuć na nowo kobietą. Jednak liczne zdrady jej męża powodują, że bohaterka wpada w wir szybkich numerków z facetami, by utrzeć nosa mężowi. Z jednej takiej wyprawy już nie wraca.... Czyżby mąż odkrył prawdę? A może żona kochanka postanowiła dać jej nauczkę?

Pewna dziewczynka zostaje porwana z placu zabaw i przez bardzoo długi czas będzie więziona, katowana i poddawana szeregu nieludzkich zabaw. Kim jest? Ona sama już nie pamięta swojej przeszłości, a jedyne co wie , że jej zniknięcie jest głośne...



No dobra co z tą fabułką? Całą historię poznajemy z perspektywy rodzin zaginionych i zmarłych kobiet, wspomnień, ich samych oraz Pani detektyw, która prowadzi te sprawy. Choć na początku wydają się być nie powiązane ze sobą, szybko okazuje się, że jednak łączą się w jedną całość. To co mnie tak najbardziej poruszyło w tej powieści to bardzo rzetelne opisy z perspektywy ofiar, które były więzione. Przypominają one sprawy bardzo głośne takie jak Blanche Monnier,  sprawa Fritzla, czy Nataschy Kampusch. I właśnie ten element książki wywarł na mnie ogromne, wręcz wstrząsające wrażenie. Owe dwa morderstwa przy tym były niczym, w sensie nie wywarły na mnie aż takich emocji. Jednak to jak autorka wszystko połączyła w 1 spójną całość... no składam ukłon, bijąc się czołem o kolana. Ta książka znakomicie otwarła mój kryminalny sezon.. z przytupem i wielkim wow.

CZY WARTO SCHRUPAĆ?- czyli podsumowanie :

 ,, Zaginioną kobietę" mogę porównać tylko do jednego trunku, który przyszedł mi na myśl. To truskawkowe, musujące wino. Delikatnymi bąbelkami, które musują nasze podniebienie to przede wszystkim kreacja bohaterów. Jest ona poprawa i byłam w stanie uwierzyć, że te postacie są realne. Mają swoje słabości, wady. Nie są wyidealizowani, a motyw zbrodni jest bardzo ,, realny". Smakiem truskawkowym jest sama fabuła, która swym smakiem zachwyci nie jedno podniebienie. Jego delikatność, a zarazem intensywność mogę porównać do owych emocji, jakie mi towarzyszyły podczas czytania. Z jednej strony mamy zbrodnie, a z drugiej rzeczy, o których nie raz słyszeliśmy lub czytaliśmy z gazet.  Owe procenty, które tutaj są i potrafią otumanić to zdecydowanie zaginięcie i przetrzymywanie bohaterek w nieludzkich warunkach. Więzienie, znęcanie i życie w ciągłym strachu...  Bardzo realistyczny obraz, który ewidentnie autorka oparła o prawdziwe relacje ofiar. I właśnie, nie chce żeby to zabrzmiało źle, ale ten motyw bardzo mnie zachwycił swą autentycznością, emocjonalnością i zobrazowaniem tego, co się dzieje w ludzkiej głowie. Jakie instynkt budzą się, by przetrwać takie katusze?  Na prawdę uważam, że warto przeczytać tę powieść i choć jest to fikcja literacka, miałam wrażenie, że momentami opiera się na faktach. Trzyma w napięciu, dozuje emocje stopniowo, by w finale wystrzelić z korka.....

 

KOMU POLECAM?Osobom, które uwielbiają kryminały, które prawie ocierają się o prawdę....

 

Za egzemplarz i emocje jakie mi towarzyszyły podczas lektury dziękuję wydawnictwu :




 

wtorek, 17 sierpnia 2021

Alanna- Pierwsza przygoda. Pieśń lwicy-czyli o walce ze stereotypami

 

 


 

 

 

Tytuł:Alanna- Pierwsza przygoda. Pieśń lwicy

Autor:  Tamora Pierce

Liczba stron:261

Wydawnictwo: Poradnia K

Okładka:  miękka

SŁOWA KLUCZE:średniowiecze, rycerze, magia, przygoda, walka o swe marzenia

 

 

KRÓTKA FABUŁKA: czyli z czym to się je?

 Alanna z Trebondu najbardziej pragnie zostać rycerzem w królestwie Tortall. Znajduje na to sposób – zamienia się rolami ze swoim bratem-bliźniakiem, Thomem. Przebrana za chłopca, zaczyna szkolenie na pazia w pałacu króla Roalda. Odkrywa jednak, że droga do rycerstwa nie jest łatwa. Alanna musi opanować władanie bronią, sztuki walki i magię, ale też nauczyć się ogłady, powściągnąć swój temperament i nawet zapanować nad własnym sercem.

Tak się zaczyna jej pierwsza przygoda - pełna czarodziejstwa i walk, awantur  i intryg, zła i dobra. Czy jej marzenia się spełnią i stanie się legendą?


POD LUPĄ: Zacznę od wizualnej strony, czyli lupa w dłoń i do dzieła !

Książka jest standardowego formatu A5. Okładka jest matowa i wykonana jest z grubszej tektury. Utrzymana jest w kolorystyce czerni, niebieskości oraz złota. Owa obramówka, przypomina obraz, który wisi gdzieś w pałacu, który przedstawia łucznika. Brak tu skrzydełek. W środku mamy spis treści. Rozdziały są ponumerowane, a pod każdym jest cudowny ornament, który dodaje całości owy klimat średniowieczny. Kartki są grubsze, w kolorze beżu, a czcionka bardzo przyjemna dla oka. Brakowało mi tutaj mapy, do owego świata. Jednak tak, nie mam się do czego przyczepić. Całość oceniam na 5-



OPINIA: Czyli jak ona smakuje ?

Po tę książkę chwyciłam z lekką obawą. Dlaczego? Powieść ta powstała w 1983 r i na jej podstawie inspirację czerpały takie pisarki jak Holly Black, Sarah J. Maas, które szturmem opanowały nasz rynek i podbiły serca czytelników. Powieść ta więc ma już swoje lata i zastanawiałam się, czy zdoła porwać współczesnych czytelników, którzy mają już jakieś wymagania co do literatury. Wiele powieści niestety się zestarzało i już tak nie zachwycają jak kiedyś. Jak więc było z tą powieścią? Jak smakuje? Jeśli Cię zaciekawiłam to weź sobie coś do picia, jedzenia, siadaj i słuchaj co mam Ci dziś do opowiedzenia.

Główną bohaterką tej historii jest Alanna. Poznajemy ją jako 8 latkę, której marzeniem jest zostać rycerzem. Oczywiście są to mrzonki, bowiem wiadomo, że jej los jest z góry przesądzony jako kobiety. Albo będzie damą, która będzie towarzyszką jakiejś księżnej lub zostanie matką. Jednak w dniu w którym ojciec postanawia wysłać ją do klasztoru, by uczyć się owych manier itd, wraz ze swym bliźniakiem postanawiają zamienić się miejscami. Okazuje się bowiem, że Thom również ma inne marzenia. Nie chce być rycerzem, a woli zostać kapłanem lub magiem. Dlatego dzieci bez jakiegoś namysłu zamieniają się miejscami, by spełniać swoje marzenia. Jednak rzeczywistość okazuje się być zbyt brutalna, a ich marzenia zostają wystawione na próbę. 



O ile o zmaganiach Alanny, znaczy potem Alana wiemy wiele, to postać jej brata, jest totalnie pominięta. Otrzymujemy jakieś zdawkowe informacje, jak chłopak radzi sobie w żeńskiej szkole dla kapłanek. Musiało być mu bardzo trudno. Zastanawiałam się również, czy już wtedy bohaterka nieświadomie przemyciła ową trans seksualność do literatury. Nasza bohaterka głośno mówi, że nienawidzi własnego ciała. Jest chłopczycą, która swymi umiejętnościami zawstydza nie jednego mężczyznę. Bardzo szybko przekonuje się na własnej skórze, jak ciężko zostać wojownikiem. Kosztuje ją to wiele poświęceń, wysiłków fizycznych i ogromnej manipulacji otoczeniem, by nie zorientowali się, że jest dziewczyną.  Jej upartość, hardość, otwartość bardzo szybko stają się jej atutami do zdobycia przyjaciół, a także by piąć się po szczeblach kariery. Jednak nasza kobieca natura jest jedyna w swoim rodzaju i nie da się jej oszukać. Zatem, czy Alanna spełni swoje marzenie?

No dobra co z tą fabułką?  To co mnie zachwyciło w tej powieści to przede wszystkim klimat średniowiecznych zamków oraz kodeksu rycerskiego. Widać, że autorka spędziła wiele czasu by zapoznać się z historią, tradycjami i kodeksami, jakimi w tamtych czasach posługiwali się ludzie. W 100% oddała w swej książce atmosferę tamtych lat i zwyczajów.  Owa chęć Alanny by zerwać z tradycją jest owym krzykiem buntu. I zdaje sobie sprawę na liczny opór ze strony społeczeństwa. To co mnie zaskoczyło i było troszkę nierealne to fakt, że każdy jej pomagał. W sensie ok, jest bardzo sympatyczną osobą, która pokazała nie raz, że jest lepsza od mężczyzn, jednak wiesz no sam fakt, że weszła do męskiego życia. Nikt nie burzy się, jakby to było coś normalnego typu phi co tydzień jakaś dziewczyna przebrana przychodzi do nas na nauki na rycerza. O ile w baśni/ bajce o Mulan jest owe oburzenie, ba wyrzucenie jej z korpusu, tak tu nic takiego się nie dzieje. To jedyna wada jaką zaobserwowałam w tej powieści. Mamy też tutaj drugie nawiązanie do mitu o Arturze i jego mieczu, ale nie chcę zdradzić za wiele. Oczywiście mamy tutaj magię, ale powiem Ci, że ujawnia się delikatnie, w sensie racjonalnie da się to wszystko wytłumaczyć. I tak pomyślałam, czy to nie jest nawiązanie właśnie do tzw polowania na czarownice. Ktoś mądry to pewnie ze szatanem się pokłada. Także książka łączy w sobie bardzo wiele ciekawych elementów, co sprawia, że całość wypada smakowicie.

CZY WARTO SCHRUPAĆ?- czyli podsumowanie :

 Tę książkę pragnę porównać do rurki z kremem.  Dlatego, że w prostocie tkwi siła i tutaj jest podobnie. Chrupkim wafelkowatym rulonem jest dla mnie kreacja bohaterki. Myślę, że wielu młodych ludzi odnajdzie w niej siebie. Poszukiwanie własnego miejsca, czy owa seksualność są teraz tematami, na które rozmawiamy z młodzieżą. Alanna pokazuje, jak ona sama w ciele kobiety się źle czuje i nie potrafi zaakceptować swej natury. Robi więc wszystko by ją ,, zniszczyć". Do tego mamy walkę o marzenia, bunt przeciwko roli jaką społeczeństwo na niej wymusza. To co najważniejsze- da się ją lubić i bardzo szybko czytelnik zaczyna jej kibicować w jej podróży. Owym kremem śmietankowo- budyniowym sa dla mnie poruszone w tej powieści liczne kwestie nie tylko psychologiczne, o których wyżej wspomniałam, ale i ukazanie życia w średniowiecznym miasteczku. Wiesz tej zależności od wyżej postawionych. Dodatkowo bardzo podobało mi się ukazanie wszystkich szczebli, aby dojść do najwyższego, czyli by zostać pasowanym na rycerza. Ukazanie owego trudu i faktu, że nie każdy się nadawał. I choć książka ma już 40 lat, a raczej owa historia to przyznaję jest bardzo wciągająca. Nie poczułam owej różnicy pisarskiej. Gdybym nie wiedziała to pomyślałabym, że jest tworem współczesnym. Warto ją schrupać, bowiem ukazuje w przepiękny sposób życie średniowiecznych rycerzy, dam, lordów, czy książąt oraz ową politykę. Z całą pewnością sięgnę po kolejny tom jeśli się ukaże.

 

KOMU POLECAM?Osobom, które lubią powieści młodzieżowe oparte na średniowiecznych zwyczajach i tradycjach.

 

Za egzemplarz dziękuję  wydawnictwu :




 

poniedziałek, 12 lipca 2021

Pięć. Nieopowiedziane historie kobiet zamordowanych przez Kubę Rozpruwacza.

 

 

 


 

 

Tytuł:Pięć. Nieopowiedziane historie kobiet zamordowanych przez Kubę Rozpruwacza.

Autor:  Hallie Rubenhold

Liczba stron:424

Wydawnictwo: Poradnia K

Okładka:  miękka

SŁOWA KLUCZE:życie w XIX Anglii, morderstwo, kobiety, historia

 

 

KRÓTKA FABUŁKA: czyli z czym to się je?

 Wszyscy znamy legendę Kuby Rozpruwacza. Od ponad wieku domniemany, seryjny morderca kobiet jest przedmiotem badań historycznych, opracowań i analiz, a także bohaterem wielu książek, opowiadań, filmów, czy zwykłych strasznych historii opowiadanych sobie w nocy by się bać. Stał się wręcz elementem miejskiej kultury Londynu, jego śladami prowadzone są wycieczki, a jego "cień" zobaczyć można w Muzeum Figur Woskowych Madame Tussaud.

Hallie Rubenhold mówi: Kuba Rozpruwacz był tylko seryjnym, obrzydliwym mordercą. Nikim więcej.

W opozycji do mitologicznej wręcz postaci Rozpruwacza napisała książkę o jego ofiarach, a choć nie wiemy ile ich było na pewno, pięć z nich znamy z imienia: Polly, Annie, Elizabeth, Catherine i Mary-Jane. Pięć kobiet z różnych stron Londynu i Wielkiej Brytanii, o różnych historiach życiowych, pragnieniach, planach na przyszłość. Pisały ballady, prowadziły kawiarnie, żyły w starych, wiejskich posiadłościach… nigdy się nie spotkały, lecz w historii pozostaną zawsze razem, bo połączył je rok tragicznej śmierci – 1888 i domniemany zabójca, którego legenda obrosła w większą sławę, sławę o której one nie mogłyby nawet pomarzyć.

Hallie Rubenhold, która jest uznaną historyczką i twórczynią literatury faktu, napisała książkę właśnie o nich, o kobietach, które w powszechnej świadomości stały się jedynie ofiarami, dopełniającymi liczbę zabójstw Kuby Rozpruwacza, nad którymi nigdy nie pochyliła się historia. Autorka opowiada i zwraca im prawdziwe historię ich losów i ich śmierci, tworząc tym samym fascynujący portret różnorodnych bohaterek, a także mrocznego, wiktoriańskiego Londynu.

 

POD LUPĄ: Zacznę od wizualnej strony, czyli lupa w dłoń i do dzieła !

 Książka jest standardowego formatu A5. Posiada skrzydełka, a jej okładka jest matowa i nie zostawia odcisków palców. Utrzymana jest w charakterze gazety, czarno-biała z rycinami, a jej tytuł jest jakoby chwytliwym artykułem z pierwszej strony gazety. Bardzo podoba mi się taki zabieg, co już wprowadza nas w klimat tamtych czasów. Rozdziały są podzielone na  5 kobiet, a ich podrozdziały noszą odpowiednie tytuły. Czcionka jest bardzo przyjemna dla oka, a kartki odpowiedniej grubości. Książka bardzo przyjemnie się rozkłada, dzięki czemu nie złamiemy grzbietu. Mamy tutaj  mapkę tak, abyśmy mogli zobaczyć miejsce zbrodni. Całość wydania oceniam na :5



OPINIA: Czyli jak ona smakuje ?

Ostatnio mam takie krówkowe ciągutki na reportaże lub jak kto woli literaturę faktu. Tym razem w ręce  padła mi na prawdę bardzo ciekawa książka, która przykuła moją uwagę nie tylko swym wydaniem, ale i historią. Jest to zdecydowanie gatunek bardzo interesujący, nazwałabym go reportażem historycznym. Autorka bowiem postanowiła zebrać wszystkie informacje na temat ofiar Kuby Rozpruwacza. Bowiem to on jest słynny, jak to bywa przy takich morderstwach, a ofiary schodzą na dalszy plan. Kim więc były kobiety, które zostały tak brutalnie zamordowane w 1888r? Jeśli Cię zaciekawiłam to weź sobie coś do picia, jedzenia, siadaj i słuchaj co mam Ci do opowiedzenia.

Od razu chcę zaznaczyć, że nie ma tutaj żadnych brutalnych, ani krwawych opisów autopsji, czy samej zbrodni. Sprawa ta jest tak słynna, że obrosła już w niejako mity, a w szczególności ich twórca, więc ten aspekt zostaje spłycony do minimalnych wspomnień. Ta książka jest nie jako hołdem dla tych kobiet i próbą ukazania drugiej strony medalu...

Pani Hallie poświęca więc każdej z bohaterek dłuższą chwilę, dzięki czemu otrzymujemy takich 5 mini biografii, które są okraszone licznymi opisami miasta, warunków w tamtych czasach, tego co było modne, a przede wszystkim kulturą tamtych czasów. Mnogość ciekawostek z działu medycyny, prawa, czy handlu to dodatkowy plus tego reportażu. Można poczuć się tak, jakby mieszkało się w Londynie i to w XIXw. Pełnym obaw, biedy, brudu i bardzo złej sytuacji społecznej. 



Kobiety zostały przedstawione bardzo rzetelnie od ich narodzin aż po śmierć. Autorka nie ubarwia ich życia, ani nie usprawiedliwia. Ukazuje ich brutalną prawdę- jak wyglądało życie młodych dziewczyn w tamtych czasach? Jak bardzo były uzależnione od mężczyzn? A każda ich próba samodzielności wiązała się nie tylko z krytyką ale i społecznym linczem ,, kobiety niemoralnej". Jak więc wdowa, czy młoda dziewczyna osierocona ma żyć w tym świecie, skoro nikt nie spieszy jej z pomocą. Ani państwo, ani dalecy krewi? Polly, Annie, Elizabeth, Kate i Mary Jane musiały radzić sobie same, każda na swój sposób. Były to kobiety bardzo zaradne, mądre, a przede wszystkim bardzo pracowite i pragnące tylko miłości, która jak to z nią bywa- nie zawsze jest taka romantyczna jak w książkach. Jak wspomniałam wcześniej, mamy tu do czynienia z mini biografiami, co powoduje, że jeszcze lepiej Czytelnik może zrozumieć pobudki, jakimi kierowały się owe kobiety. Te historie są przepełnione bólem, miłością, samotnością i uzależnieniem, które po poniekąd doprowadził je do takiego miejsca, w jakim się znalazły. Bardzo emocjonalne i realistyczne obrazy kobiet XIX wieku.

 Ten reportaż uświadomił mnie, jak mało wiem o całej sprawie owego morderstwa, a moja wiedza opiera się na owych zaleciałych legendach i podkoloryzowanych historiach.  Ja również uważałam owe kobiety za prostytutki, które padły ofiarą szaleńca, który ma jakąś chorą misję do spełnienia. Prawda, okazała się z goła inna. Dlaczego zostały tak brutalnie zamordowane? Do dziś nie wiadomo. Fakt były bardzo łatwymi celami, ale dlaczego ktoś tak je potraktował? Może coś te kobiety łączyło? Jeśli nie profesja to co?  Dzięki tej książce uzyskasz parę odpowiedzi na nurtujące pytania. Możemy ujrzeć nowe światło na całą tę sprawę.


CZY WARTO SCHRUPAĆ?- czyli podsumowanie :

 Tę książkę pragnę porównać do małosolnego ogórka na kanapce. Ową chrupkością jest sam temat, jaki podjęła autorka. Podjęła się na prawdę trudnego zadania. Opisać życie pięciu kobiet, które uchodziły za prostytutki w tamtych czasach, które zostały zepchnięte na margines społeczny, było niewykonalne. Jednak Pani Hallie udało się dotrzeć do prawdy i ukazać nam kobiety silne, odważne, pełne nadziei, których los jest sam w sobie już okrutny. Owy smak kwaśno-słony to zdecydowanie klimat tego reportażu, który sprawił, że przeniosłam się do XIX wiecznego Londynu. Pełnego brudu, zatłoczonego włóczęgami, biednego i śmierdzącego. Oczywiście ,, miejsca zamożnych" są wypielęgnowane, jednak cała akcja rozgrywa się w centrum miasta, pełnego handlu, kupców i imigrantów, którzy wyruszyli w podróż za chlebem. Do części Londynu, w którym życie tętni przez 24 h. Dodajmy do tego wszystkiego owe obyczaje wtedy panujące, czyli sprowadzenie kobiet do roli matek i kochanek, a no i jeszcze kucharek i służących, zapomniałam, że Jegomość musi jeszcze coś zjeść.. Owa kwasowość realiów społecznych powoduje, że nasze bohaterki skończyły w ten sposób, bowiem nie było innych alternatyw. Liczne choroby, nałogi jakie trawiło w tamtych czasach społeczeństwo, nie ułatwiały życiu kobietom, w szczególności samotnym w dodatku z dziećmi. Jestem zachwycona i pod ogromnym wrażeniem tego rzetelnego reportażu. Nie ma tu scen brutalnych, ani mrożących krew w żyłach. To opowieść o życiu tych 5 kobiet, które mogło wyglądać zupełnie inaczej gdyby...  Czy warto zatem ją schrupać? Zdecydowanie tak. Polecam ją każdemu, bowiem napisana jest bardzo przystępnym językiem, a Londyn jest tu przedstawiony tak realistycznie, że ma się wrażenie ,, przeniesienia w czasie". Skłoniła mnie do mnogości refleksji na temat życia w tamtych czasach i roli kobiety..Po tej lekturze jestem pełna nowej wiedzy i buzujących we mnie emocji, których tutaj nie brakuje. Z całego serca polecam ten reportaż historyczny.

 

KOMU POLECAM? Osobom, które uwielbiają historie, reportaże i XIX Londyn

 

Za egzemplarz i cudowną historię, która skłoniła mnie do wielu refleksji dziękuję wydawnictwu:




 

czwartek, 20 maja 2021

Test na przyjaźń- czyli po czym poznać prawdziwą przyjaźń ?

 

 

 


 

 

Tytuł:Test na przyjaźń

Autor:  J

Liczba stron:340

Wydawnictwo: Poradnia K

Okładka:  miękka

SŁOWA KLUCZE:Przyjaźń, młodzież, aborcja, miłość, stalking, podróż, rodzina

 

 

KRÓTKA FABUŁKA: czyli z czym to się je?

 Ambitna siedemnastolatka Veronica Clarke nigdy nie oblała żadnego testu - do czasu, gdy w licealnej toalecie trzyma w ręku kawałek plastiku z dwiema kreskami… Samotna i przerażona oceną rodziny i środowiska, a także wizją utraty wymarzonych studiów na prestiżowej uczelni, staje przed jedną z najtrudniejszych decyzji w życiu. Niestety najbliższa klinika, gdzie może legalnie dokonać zabiegu, jest 1000 mil od domu, w Nowym Meksyku. Zdesperowana Veronica zwraca się o pomoc do byłej przyjaciółki – dziś zbuntowanej i powszechnie nielubianej Bailey. Dziewczyny ruszają w trzydniową podróż, która od teraz staje się osią fabuły - manifestacją wolności i prawa do podejmowania własnych wyborów.Inteligentna historia o dorastaniu, pokonywaniu własnych lęków, a przede wszystkim o przyjaźni.

 

POD LUPĄ: Zacznę od wizualnej strony, czyli lupa w dłoń i do dzieła !

 Książka jest standardowego wymiaru A5. Matowa okładka jest miziasta, ale nie zostawia odcisków palców. Utrzymana jest w kolorach beżu, różu oraz pudrowego niebieskiego. Na froncie widzimy dwie różniące się od siebie wizualnie dziewczyny, które siedzą na masce samochodu. Od razu zaznaczę, że idealnie okładka wpisuje się w fabułę. Kartki są beżowe, a czcionka bardzo przyjemna dla oka. Rozdziały są tutaj Milami i jedziemy razem z dziewczynami po całej fabule, co było jak dla mnie bardzo oryginalnym zabiegiem. Całość wydania oceniam na : 5


OPINIA: Czyli jak ona smakuje ?

Ta książka od samego początku zaintrygowała mnie swoją fabułą. Autorzy bowiem serwują nam ciężkie danie, jakim jest temat aborcji oraz młodocianych mam. Jak wypada ta książka? I czy zawsze przyjaźń jest czymś oczywistym? Jeśli jesteś ciekaw to weź sobie coś do picia, jedzenia, siadaj i słuchaj co mam Ci dziś do opowiedzenia.

Główną bohaterką naszej powieści jest 17 letnia Veronica. To dziewczyna z tak zwanego dobrego domu. Kulturalna, cicha, ma bardzo wysokie noty w szkole. Jest bardzo lubiana i ma idealnego, tak jak ona chłopaka. Oboje wychowują się w wierze katolickiej i nie boją się głośno mówić o niej. Dziewczyna bez wad, powiedziałabyś. Jednak pech chciał, że jej porysowana idealna szyba, wychodzi na jaw, kiedy to dowiaduje się, że jest w ciąży. Dziewczyna ma plany na przyszłość i nie ma w nim miejsca dla dziecka, które całą jej karierę by przekreśliło migiem. Dlatego postanawia usunąć ową przeszkodę. W tym przedsięwzięciu ma jej pomóc dawno zapomniana przyjaciółka Bailey. To właśnie ona ma ją zawieść 1000 mil od domu do gabinetu, gdzie wszelkie troski ją opuszczą.

Bailey to bardzo ciekawa postać. Jest buntowniczką, która nie boi się mówić tego co myśli. I choć uchodzi za dziwaczkę i nie ma przyjaciół, to jest bardzo rozrywkową i sympatyczną dziewczyną. Uwielbia adrenalinę i nie boi się ryzykować- nawet swoim życiem. Ma też pewną tajemnicę, z którą nie chce się dzielić z nikim. Kiedy więc dawno zapomniana przyjaciółka prosi ją o podwózkę do pewnej kliniki,  ta widzi w tym okazję na przeżycie niezapomnianej przygody.



Co z tą fabułką? Pod pierzynką lekkości, kryje się bardzo poważny temat, który autorzy według mnie genialnie przedstawiają. Bowiem mamy tutaj poruszony problem aborcji, młodocianych matek, ale i braku edukacji seksualnej. W dobie internetu, młodzi na własną rękę szukają odpowiedzi na nurtujące ich pytania. Jednak nie zawsze trafiają na te ,, mądre" i potem właśnie wychodzą takie kwiatki. Veronica uważała, że skoro jedno z nich się ,, zabezpiecza" to wszystko jest ok. Jednak jak książka pokazuje, a i życie nie nie każda metoda daje 100% pewność. Podoba mi się też, jak ukazana jest tu owa rozterka naszej bohaterki. Widać jak społeczeństwo ,, szykanuje" nie tylko rodzinę, ale i takie dziewczyny. Także perspektywa przyszłości nie jest kolorowa. Brak ukończonej szkoły, zamyka wiele drzwi, a dziecko , powiedzmy to sobie szczerze to nie tylko odpowiedzialność, ale i ogromne poświęcenie ( każda matka teraz w tym momencie  kiwa głową) Dziewczyna nie chce rezygnować z przyjemności, a także nie chce mieć przyklejonej pewnej łatki. I nagle jej decyzja, o przerwaniu ciąży napotyka ogromy mur niezrozumienia, wytykania palcami. Veronica zaczyna się więc gubić- co jest gorsze, być młodą matką, czy kobietą, która uśmierciła zdrowe dziecko? To co chyba mnie tak najbardziej ukuło, to fakt, że nikt nie widzi w niej samej zagubionego dziecka. Nie, oni widzą tylko dziewczynę niemoralną, złą, która najpierw puszcza swój latawiec na prawo i lewo, a teraz  jeszcze bierze nożyczki i odcina go. No istne chodzące zło. Owy brak wsparcia i zrozumienia z obu barykad powoduje, że dziewczyna jest w patowej sytuacji.  Co by nie zrobiła, jaką decyzję by nie podjęła- jest skazana przez społeczeństwo. Osamotniona, znajduje tylko zrozumienie w Bailey, która  dawno przestała być jej przyjaciółką. I moje pytanie z tytułu właśnie jest tu kluczowe. Po czym można poznać prawdziwą przyjaźń? Czy spędzanie wolnego czasu, czy dzielenie się z kimś swoim opowieściami z życia, już taką osobę czyni przyjaciela? A może w tym wszystkim chodzi zupełnie o coś innego?  Drugi aspekt, delikatnie wtrącony to stalking i LGBT. Jednak nie będę tu się na ten temat rozwodzić, bo pozdradzam najważniejsze rzeczy, a nie o to mi chodzi.Jestem pozytywnie zaskoczona tą historią i nie miałam pojęcia, że aż tak mi zasmakuje. Książka z pewnością wzbudziła we mnie mnogość emocji ( to chyba nawet widać w tej recenzji) oraz refleksji na temat : jak trudno być matką, a jeszcze bardziej przyjaciółką...  

CZY WARTO SCHRUPAĆ?- czyli podsumowanie :

 Tę książkę mogę porównać do Pomidorów faszerowanych mięsem mielonym, ryżem i mozzarellą. Wydrążonym pomidorem w całości, czyli ową podstawą są nasze dwie bohaterki Veronica oraz Bailey. Są równie soczyste, słodkie, a przy tym różne. W każdej z nich czytelnik odnajdzie siebie. Obie przedstawiają typ grzecznej i zbuntowanej dziewczyny. Ich problemy, które są zgoła inne, a zarazem wspólne marzenia i cele jednoczą te dwie skrajne bohaterki, ukazując przy tym siłę kobiecej przyjaźni i solidarności. Jestem zachwycona ich kreacją, bo jest ona dopracowana pod każdym względem. Ich przyjaźń, która się między nimi wywiązuje jest naturalna, piękna i pokazuje na czym tak na prawdę ona polega.Owym mięsno-ryżowym farszem jest fabuła. Owszem ma ona charakter drogi. Na naszych oczach bohaterki w jej trakcie poznają siebie jeszcze lepiej. Owe tajemnice, lęki, czy pragnienia wychodzą na wierzch. To co mi się najbardziej podobało to fakt, że do samego końca nie wiedziałam, jak zakończy się historia Veronice. Jest tu parę plot twistów, które dodatkowo nadają całość rumieńców. Zapieczonym na wierzchu serem mozzarellą jest problem bycia nastoletnią matką i wszystkim tym z czym wiąże się takie wczesne macierzyństwo. Owa aborcja, o której jest tu mowa wydaje się być jedynym rozsądnym rozwiązaniem, które uchroni bohaterkę przed zrujnowaniem sobie życia. Jednak perspektywa poddania się zabiegowi, jak się okazuje również nie należy do najlepszej decyzji. Zatem, które zło jest lepsze? Na te pytanie będzie szukać odpowiedzi Veronica. Do tego mamy tutaj motyw przyjaźni, która jest tutaj ukazana fenomenalnie, stalkingu oraz LGBT, ale nie są one najważniejsze. Zdecydowanie ta książka wywarła na mnie ogromne wrażenie. Skłoniła do różnych refleksji i sprawiła, że zaczęłam inaczej postrzegać macierzyństwo. Bycie Matką bowiem to poświęcenie, ogrom miłości i niepewność, czy owa istota, będzie dobrym człowiekiem i spełnieniem naszej dumy. Gorąco polecam Ci tę pozycję. 

 

KOMU POLECAM? Dla młodzieży i rodziców. 

 

Za egzemplarz i chwilę nostalgii dziękuję:

 


 



 

poniedziałek, 26 kwietnia 2021

The Radium girls- wstrząsająca historia kobiet, które walczyły nie tylko o sprawiedliwość, ale i o życie.

 

 

 


 

 

Tytuł:The Radium girls. Mroczna historia promiennych kobiet Ameryki.

Autor:  Kate Moore

Liczba stron:461

Wydawnictwo: Poradnia K

Okładka:  Twarda

SŁOWA KLUCZE:rad, choroba, sąd, praca, walka o sprawiedliwość, historia prawdziwa, czasy I Wojny Światowej.

 

 

KRÓTKA FABUŁKA: czyli z czym to się je?

 Jeden z największych skandali Ameryki lat 20.

Wielka korporacja. Unikatowy produkt. Śmiertelne ryzyko. Pracownice – ofiary. Fascynująca opowieść o wyzysku kobiet i narażeniu ich na wielkie niebezpieczeństwo.

W latach 20. XX wieku amerykańska firma United States Radium Corporation opatentowała i produkowała wyjątkowy jak na tamte czasy wynalazek: farbę świecącą w ciemności. Składnikiem odpowiedzialnym za ten efekt był radioaktywny rad. Nieświadome zagrożenia, pracownice fabryk wytwarzały pożądane przez klientów przedmioty, a po zakończeniu swojej zmiany same świeciły w ciemnościach. Kiedy po jakimś czasie zaczęły chorować, firma zignorowała wszelkie prośby o pomoc i odszkodowania. Rozpoczęła się batalia z korporacją oraz walka o zdrowie i życie. Rozpętano w ten sposób jeden z największych skandali tego czasu w Ameryce.

Książka Kate Moore zawiera wyczerpującą faktografię. Autorka przywołuje głosy głównych bohaterek skandalu, powołuje się na wzruszające świadectwa – jednym zdaniem, historia ta chwyta za serce. I mimo że od tamtej afery minęło niemal sto lat, temat jest nadal aktualny w świecie, w którym prawa pracownicze i prawa kobiet są niezmiennie przedmiotem dyskusji.

POD LUPĄ: Zacznę od wizualnej strony, czyli lupa w dłoń i do dzieła !

 Książka jest wielkości B5, w twardej oprawie. Jej matowo- lakierowana okładka jest utrzymana w kolorystyce czerni i zieleni, co nawiązuje do treści.  Tarcza zegarka, która świeci w ciemności jest tutaj kluczową sprawą całej tej historii.  Nie ma tu wklejki- szkoda. Jednak w środku znajdziemy pare czarno-białych zdjęć naszych bohaterek, co urozmaica całą treść. Książka podzielona jest na 3 części, a w każdej z nich rozdział zaczyna się datą i miejscowością, w której to owe zdarzenia mają miejsce. Na końcu mamy ogromną bibliografię, przypisy. Na samym początku mamy wypisanych wszystkich bohaterów, tak aby się nie pogubić kto kim jest. Kartki są beżowe i grubsze, a czcionka mimo swej małej wielkości jest w miarę czytelna. Całość wydania oceniam na :5



OPINIA: Czyli jak ona smakuje ?

Ostatnio mam ochotę na takie reportaże, czy literaturę faktu. Tym bardziej zastanawiałam się dlaczego o tym tytule jest tak cicho? Na pierwszy rzut oka wydaje się być książką mocną, ciekawą i emocjonującą. Dlaczego więc tak jest mało o niej w sieci? Postanowiłam to sprawdzić. Jeśli jesteś ciekaw no to weź sobie coś do picia, jedzenia, siadaj i słuchaj co mam Ci dziś do opowiedzenia.

W tej historii nie ma jednego głównego bohatera, więc pozwolisz, że będę ogólnikowo się posługiwać nazewnictwem, bo nie da się o każdej z kobiet tutaj opowiedzieć, a też to nie jest streszczenie, a opinia. Przeniosę Ci więc do Ameryki do roku 1917. Młode, piękne dziewczyny, które chcą być niezależne i poprawić dobrobyt w swoim domu, otrzymują dar z niebios. Wymarzoną pracę w fabryce. Ich zadaniem jest malowanie pędzelkami tarcz od zegarków, farbą, która świeci w ciemności. Cud technologii, tym bardziej, że dziewczyny mają do czynienia z substancją, która jest niebotycznie droga- mowa tu o Radzie. Pierwiastkiem, który na samym początku był stosowany w medycynie, który miał uleczać. I fakt, początkowo to robił. W swej minimalnej dawce, jest w stanie powiększyć ilość wytwarzanych krwinek czerwonych, które powodują, że człowiek czuje wigor, jego stan się chwilowo polepsza.Jednak jest to złudne.. ale nie wyprzedzajmy faktów. 

Młode dziewczyny 14-20 letnie pracują całe dnie w pomieszczeniu, gdzie zamaczają pędzle we farbce z radem, malują bardzo drobne elementy, a następnie wkładają do ust włosie by je ,, naostrzyć". ,, Obliż, zanurz, maluj" tak brzmiała dewiza, która przyświecała dziewczyną przy ich pracy. Mogę sobie tylko wyobrazić ich ekscytację, kiedy to zobaczyły farbę, która świeci w ciemności. Magia. Dlatego też mogę zrozumieć, że te nastolatki / młode dziewczyny czasem specjalnie malowały sobie nią usta, paznokcie, czy nawet zęby, by zaimponować innym na ulicy. Były one  chodzącymi aniołami, których ubrania, włosy świeciły niczym brokat. Były więc one dumne ze swej pracy. Zarabiały sporo- fakt, co też kusiło inne Panie, by podjąć się owego fachu. Modne ubrania, a przy tym substancja, która niczym czary wywołuje blask na twej skórze, czy ubraniu, czyni Cię osobą wyjątkową. To wszystko prawiło, że było bardzo dużo chętnych osób do pracy w malowaniu cyferblatów. 

Początki więc owej pracy wydają się być idealne. Co prawda dużo jest roboty, jednak dobry zarobek motywuje. Jednak nikt nie wie o owej świętej dewizie ,, Obliż, zanurz, maluj". Jest ona jakoby tajemnicą zawodową, której nie należy zdradzać. Jednak wszystko to trwa do czasu, pierwszej ofiary Radu i owej pracy. Kiedy młoda dziewczyna zgłasza się do dentysty z ogromnym owrzodzeniem w buzi, nikt jeszcze ne przypuszcza, że to będzie ten malutki kamyczek, który spowoduje ogromną lawinę. Owe leczenie dziewczyny nie przebiega tak jak powinno, owe rany się nie goją, a wręcz zaczynają dobierać się do zębów, które wypadają lub kruszeją przy delikatnym dotknięciu. I tak młoda dziewczyna po paru wizytach traci zęby, a owe rany po ekstrakcjach się nie goją. Dlaczego? I zaczyna się wywiad. Owszem dziewczyna podaje, że pracuje w fabryce i maluje farbą. Podejrzenie pada na fosfor, który zagraża życiu, jednak owa substancja nie występuje w owej mazi. To nie to. Dlatego logiczne jest wpisanie choroby bardzo wstydliwej czyli ,, Syfilis", który powoduje podobne obrażenia. Jak się domyślasz, dziewczyna umiera w męczarniach, dusząc się własną krwią....



Po tym incydencie mija miesiąc i pojawiają się kolejne pacjentki z podobnymi dolegliwościami. Co je łączy oprócz nich? Wspólna praca przy malowaniu cyferblatów. Dochodzą do tego bóle kości, guzy, owrzodzenia i utrata zębów... Umierają w męczarniach, bo nikt nie jest w stanie zrozumieć, co im dolega? W końcu jeden z lekarzy wpada na pomysł zbadania pacjentek, które leżą w szpitalu, by ocenić stopień stężenia jakiego czynnika. Już nie pamiętam jak się to badanie nazywa i tak powolutku dochodzą do sedna. Stężenie radu w organizmie kobiet, przekraczało dawki, które ,, były nie szkodliwe" o 80-90 % Jakim cudem?  Owa dewiza wychodzi na jaw. Wszyscy są przerażeni, bowiem Rad ,, zagościł" sobie w kościach kobiet i zaczął sobie żerować w ich organizmie magazynując się. Po dokonaniu ekshumacji okazało się, że kości nadal świeciły, a nawet spaliły klisze. 

Najgorsze jest to w całej tej sprawie, że nikt nigdy nie powiedział im o  ,, niebezpieczeństwie". Dziewczyny były święcie przekonane, że owa farba, jest niegroźna. I tak zaczyna się walka z korporacją, kobiet, które jeszcze żyły o sprawiedliwość i swoje życie. Proces nie był łatwy. Dużo pozywających pracownic niestety nie dożywały rozpraw lub ich stan nie pozwalał na stawienie się w sądzie. Ich ogromne cierpienie, życie oraz determinacja z jaką dzień w dzień walczyły  było nie tylko heroiczne, ale i piękne. Czy wygrały? Czy udało się im wywalczyć sprawiedliwość? Czy faktycznie były nieświadome zagrożenia? Kto tak naprawdę był winny za śmierć tylu pracownic oraz ich chorób, na które nie było lekarstwa? Tego wszystkiego dowiesz się czytając ten reportaż.

CZY WARTO SCHRUPAĆ?- czyli podsumowanie :

 Wiem, jak uwielbiasz porównania do dań, ale są takie historie, które powodują, że nie mam odwagi sprowadzić ich do rangi potrawy. ,, The Radium girls" to wstrząsająca historia kobiet, które walczyły nie tylko o swoje życie, ale i sprawiedliwość. Ich waleczność i determinacja powodują, że nie mogę porównać ich do niczego. To opowieść o wielkim bólu, zaangażowaniu w proces sądowniczy, ale i stoczeniu boju z korporacją, która potrafi zadbać o swe zaplecze. Cała historia jest nie tylko wzruszająca, ale ukazująca brutalną prawdę, jak wygląda taka sprawa? Jakimi narzędziami dysponowały strony. Kto zatem mówi prawdę? Język tej książki jest lekki, lecz bardzo emocjonalny, a dodatkowo zdjęcia owych bohaterek, które ukazują to jak ta praca zmieniła te piękne kobiety w okaleczone, pełne cierpienia osoby- jest wstrząsające. Jestem pod ogromnym wrażeniem tej historii. To znakomity reportaż, który zostaje na długi czas z czytelnikiem. Warto schrupać tę książkę, bo ukazuje realia życia. Przedstawia fakt, że nasze życie jest ważniejsze niż pieniądze, prestiż, które czasem nie da się niczym uratować... To chyba najlepsza książka z tego gatunku, jaką czytałam. Brakuje mi słów by ją opisać, bo żadne z nich nie opisze jej i tego co czytelnik odczuwa podczas lektury. Jeśli lubisz literaturę faktu, to koniecznie ją przeczytasz, nie pożałujesz. Obiecuję.

 

KOMU POLECAM?Osobom, które lubią literaturę faktu, reportaże

 

Za egzemplarz i chwile, które spędziłam z tą książką, która wdarła się do mej głowy dziękuję :




 

 

 

poniedziałek, 22 marca 2021

Przerwane życie Kim Wall- czyli rozmowa z rodzicami ofiary morderstwa

 

 

 


 

 

Tytuł:Przerwane życie Kim Wall

Autor:  Ingrid i Joachim Wall

Liczba stron:310

Wydawnictwo: Poradnia K

Okładka:  miękka

SŁOWA KLUCZE: prawdziwa historia, morderstwo, dziennikarstwo, tajemnica

 

 

KRÓTKA FABUŁKA: czyli z czym to się je?

 10 sierpnia 2017 roku młoda, ambitna reporterka wyrusza z domu, by przeprowadzić wywiad z ekscentrycznym wynalazcą, twórcą łodzi podwodnej „Nautilus”. Wchodzi na jej pokład i już nie wraca na ląd.

Telefon w piątkowy poranek na zawsze zmienia życie rodziców Kim i jej brata. Zrozpaczeni natychmiast wyruszają na poszukiwania córki z nadzieją, że odnajdą ją żywą. Tak się jednak nie dzieje. Kim bowiem została bestialsko zamordowana, a jej ciało – rozczłonkowane i wrzucone do morza. Sprawca tej brutalnej zbrodni został uznany za winnego wszystkich stawianych mu zarzutów i skazany na karę dożywotniego więzienia.

Książka jest przejmującym zapisem miłości i żałoby po stracie córki. Rodzice, chcąc zapamiętać Kim jako radosną, młodą dziewczynę i profesjonalną dziennikarkę, opisują nie tylko jej najmłodsze lata, ale też dokonania i ambicje podczas bardzo aktywnego życia zawodowego.


POD LUPĄ: Zacznę od wizualnej strony, czyli lupa w dłoń i do dzieła !

 Książka jest standardowego wymiaru A5. Utrzymana jest w kolorystyce szarości. Matowa okładka przedstawia Kim Wall, właściwie jej zdjęcie. W środku mamy beżowe strony, z grubszej gramatury. Mamy kolorowe zdjęcia Kim, które jeszcze bardziej przybliżają jej postać. Rozdziały są ponumerowane oraz posiadają datę, abyśmy nie pogubili się we wspomnieniach jej rodziców, bowiem skaczemy po różnych okresach jej życia. Czcionka jest przyjemna dla oka. Całość wydania oceniam na:5



OPINIA: Czyli jak ona smakuje ?

Może jeszcze tego nie wiesz, ale ja uwielbiam oglądać, słuchać, czytać o sprawach kryminalnych. Chyba najbardziej fascynują mnie zaginięcia. No wiesz, kamera Cię rejestruje, a i tak znikasz z radarów państwowego systemu i ślad po tobie ginie. Sprawy związane z morderstwami interesują mnie pod względem psychologicznym. Co się dzieje w umyśle takiego zwyrodnialca, że musi swoje krwawe fantazje urzeczywistnić? Dlatego kiedy nakładem u wydawnictwa Poradnia K ukazała się biografio-reportaż o tematyce kryminalnej koniecznie musiałam ją schrupać i podzielić się z Tobą moimi odczuciami. Kim była Kim Wall? I co jej się przytrafiło na u-boocie wpływowego mężczyzny? Jeśli jesteś ciekaw to weź sobie coś do picia, jedzenia, siadaj i słuchaj co mam Ci dziś do opowiedzenia.


Kiedy tylko paczka do mnie dotarła, od razu zabrałam się za jej lekturę, nie czekając ani minuty dłużej. Na wstępie chcę zaznaczyć, że wcześniej nie znałam tej sprawy i dopiero po przeczytaniu książki postanowiłam zaznajomić się z tą sprawą lepiej, szukając informacji w sieci. Więc ta opinia będzie od razu mówię bardzo świeża, bo właśnie skończyłam ją czytać, a wszelkie moje pytania na razie zostaną bez odpowiedzi. 

Kim Wall to 30 letnia kobieta, która kochała podróżować. Jej smykałka do pisania artykułów wzięła się od tego, że jej rodzice byli dziennikarzami. Ojciec słynął ze zdjęć, matka z pisania. Jej życie było usłane różami. Bardzo dużo podróżowała z rodzicami do różnych zakątków świata, przez co złapała bakcyla. Nie bała pisać się na trudne tematy. Bycie dziennikarzem sprawiało jej radość i było spełnieniem jej marzeń. Zwracała uwagę na problemy, które dręczą nasz świat. Była zawziętą i dominującą osobą, o czym może świadczyć fakt, że potrafiła odwołać się do komisji egzaminacyjnej by wywalczyć dodatkowy 1 punkt z egzaminu, by dostać się do wymarzonej uczelni. Była ambitna i wysoko stawiała sobie poprzeczkę. Kiedy więc po wielu stoczonych bojach udaje jej się wywalczyć wywiad z Peterem Madsenem, który wybudował największą łódź podwodną, jest pełna entuzjazmu i dumna. Nikt nie spodziewał się, że ten wywiad będzie jej ostatnim, jaki kiedykolwiek przeprowadzi...

Kim jest Pan Madsen? Na to pytanie nie dostaję odpowiedzi. Fakt, że książkę napisali rodzice Kim, sprawia, że kluczowe dla mnie pytania zostają spłycone lub pominięte. Autorzy wolą skupić się na dziewczynie i jej życiu. I z jednej strony rozumiem ich, bowiem przy kryminalnych sprawach, flesze skupiają się na sylwetce mordercy, a ofiara zostaje spłycona do rzeczy jakie jej zrobił. Zostaje często zapamiętana jako pokrzywdzona, a jej życie ukazane tylko z tej morderczej chwili. Dlatego z jednej strony cieszę się, że mogłam poznać Kim, jednak chciałabym poznać jej oprawcę. Z książki dowiaduję się tylko, że wychowywał go ojciec. Jego zainteresowania skupiały się na kosmosie, stąd marzył by zbudować rakiety i wystrzelić je właśnie z tej łodzi podwodnej, którą zbudował. Chyba był wpływowym biznesmenem i uparcie dążył do swego celu. Miał żonę i chyba jego życie nie było złe. Zgodził się na wywiad z Kim, który miał się odbyć na owej łodzi podwodnej w bardzo intymny sposób. Byli bowiem tylko we dwójkę na pokładzie. Co się tam tak naprawdę wydarzyło? Dlaczego ją zabił? 

Cała książka ma charakter pamiętnika, wspomnień jej rodziców. Każdy rozdział ma datę, więc skaczemy po różnych ważnych wydarzeniach z życia Kim. Czułam się, jakby jej rodzice przyszli do mnie na kawę i zaczęli o niej opowiadać, wspominając najciekawsze rzeczy. Jednak mój detektywistyczny potworek do samego końca był głodny. Wielokrotnie napotykałam na sprzeczne relacje jej rodziców. Utrzymywała z nimi ścisły kontakt, ale nie odzywała się 3 tygodnie. No to jednak chyba nie byli aż tak zżyci. I tak wiem, zaraz mi powiesz, dziewczyna wyrwała się z pod skrzydeł rodziców i chciała żyć według swoich zasad. I powiem Ci, masz rację, bo bardzo szybko zaczęła podróżować sama i to bardzo daleko Indie, Chiny. Jednak jest to dziwne, nie sądzisz? Sama matka wspomina, że potrafiła zadzwonić po długim czasie milczenia, tylko po to by ta jej przelała kasę, albo by pochwalić się zdjęciem. A gdzie pogaduchy? Rozterki? Wątpliwości, czy po prostu zwierzenia?  Oczywiście w książce mamy do czynienia ze znanym elementem gloryfikacji. Kim w tej książce jest ideałem, bez wad, bo tak ją widzą rodzice. Co też mnie uderzyło, że są oni bardzo mimo owej tragedii przedsiębiorczy. Jako dziennikarze, bardzo szybko zakładają fundację imienia Kim Wall, której dochód przeznaczają na stypendia dla młodych dziennikarzy. Jak wspomniałam, bardzo szybko zaczynają stawiać warunki. Za wywiady, materiały o Kim każą sobie płacić, by uzbierać pieniądze na fundacje. Niepochlebne opinie, czy reportaże o córce, są bardzo szybko kasowane, bo jako dziennikarze mają dostęp do różnych wydawców. Dlaczego aż tak ingerują? Czy czegoś się boją? Pani Ingrid założyła, że świat ma zapamiętać kim jako wybitną dziennikarkę i tak też się dzieje. Jednak czy to jest prawdziwa Kim? Przecież każdy z nas ma jakieś tajemnice. I choćbyś znał swe dziecko bardzo dobrze to i tak nie wiesz do końca co ono myśli? Co robi w danym momencie, czy co nim kierowało w danym momencie? 

Kolejna rzecz, która mnie uderzyła, to fakt, że Kim przedstawia swego partnera dopiero po roku. Po roku wspólnego mieszkania, czyli zakładając, że wcześniej jeszcze gdzieś się spotkali i nie wiadomo jak nawiązali znajomość, można założyć, że np po roku i paru miesiącach. I tu znowu rozczarowanie, bo obraz chłopaka jawi nam się w 3 zdaniach. Miły, zakochany po uszy w dziewczynie, szybko nawiązaliśmy wspólny język. Nic więcej. Jednak ten chłopak przez rok mieszkał z ich córką i co mieli to gdzieś z kim się zadaje? Czemu wcześniej nie dążyli do jego poznania? Może to dziewczyna nie chciała aby poznał jej rodziców, ale dlaczego ? Wielokrotnie jest podkreślane, że dziewczyna na całym świecie miała mnóstwo przyjaciół dziennikarzy i to widać po tym ile rodzice dostają pamiątek w formie zdjęć od nich. Była więc osobą bardzo towarzyską i chyba lubiła imprezować, bo ze słów matki wynikało, że uwielbiała organizować party, w których potem uczestniczyła razem ze znajomymi.Była oddana swej pracy do tego stopnia, że wolała siedzieć nad materiałem do nocy nawet w święta by dopiąć wszystko na ostatni guzik.

No i na koniec, jak umarła i co się stało? Dlaczego ta sprawa jest taka słynna ( no nie dla mnie)?  Na początku było zgłoszenie o zaginięciu. Dwójka ludzi wchodzi na pokład łodzi i ślad po nich ginie. Zaczynają się poszukiwania dziennikarki i biznesmena. Co się tam działo? Tego się z tej książki nie dowiemy. Wiemy, że zostaje odnaleziony Madsen, cały i zdrowy, a Kim dopiero po paru dniach, a właściwie część jej ciała... Tak, ta dziewczyna została rozczłonkowana. Dlaczego? Co miało ukryć owe zbezczeszczenie? Jeśli morderca myślał, że woda zrobi swoje oraz zwierzątka, to się pomylił. Rodzice w swej książce delikatnie nadmienili, że napaść miała podtekst seksualny, przynajmniej tors na to wskazuje i jej zmasakrowane dolne kobiece narządy. Jednak tu znowu matka podkreśla, że Kim była wysportowana, znała karate, a niski, otyły biznesmen ze starciem z nią nie miał by szans. A jednak... Więc rozumiesz chyba moje rozterki w tej chwili. Brakuje mi w tej relacji rodziców obiektywizmu. Ale nie ma się co dziwić. Książka wywarła na mnie spore wrażenie, chyba to widać w tej recenzji i na pewno zaraz idę szukać więcej informacji.*

CZY WARTO SCHRUPAĆ?- czyli podsumowanie :

 Nie wypada tej książki porównywać do żadnego jedzenia, ze względu na szacunek dla zmarłej. Ta relacja jest bardzo intymna, emocjonalna, a przy tym lekka. Czułam się, jakbym siedziała z rodzicami Kim przy kawie i o niej by mi opowiadali. Pochłonęłam ją bardzo szybko. Uważam, że biografia tej dziennikarki, napisana oczami rodziców jest bardzo subiektywna, bo ukazuje nam tylko jedną jej stronę, a z drugiej poznajemy osobę, którą mogło się znać. Ot sąsiadka, zwykła dziewczyna, którą mijasz na ulicy. I nagle, jej życie zostaje przerwane. W najlepszym momencie jej życia... Nie mam pojęcia, czy wypada powiedzieć, że mimo brak obiektywizmu i spłycenia najważniejszych pytań, jakie nasuwały mi się podczas lektury, to podobała mi się. Bo czy historia osoby, która zginęła tragiczne może się podobać? Ta pozycja skłoniła mnie do wielu przemyśleń. Dodatkowo zdjęcia, które są zamieszczone w tej publikacji,  wywołują we mnie skrajne emocje. Są one kolorowe, pełne życia i energii. Przedstawiają uśmiechniętą, piękną, młodą kobietę, która dopiero co zaczyna stawiać samodzielnie kroki na tym świecie, a tu ktoś się pojawił i ot co przerywa jej życie.... Ta biografio-reportaż sprawił, że nabrałam ochotę na więcej takich książek. Mimo wad, jakie w niej znalazłam to polecam ją przeczytać. Warto. Historia ta wciąga i zostawia czytelnika nienasyconego, pod pozytywnym względem. Jeśli lubisz takie tematy, to jest to obowiązkowa lektura dla Ciebie. 

 * Niestety informacji o tej sprawie jest tyle co kot napłakał, więc faktycznie z książki dowiadujesz się więcej. Ewidentnie rodzice trzymają media w szachu. Czyli sporo moich pytań zostaje nadal bez odpowiedzi lub przedstawione są z jednej perspektywy. 

KOMU POLECAM? Osobom, które lubią literaturę faktu, reportaże

 P.S Jeśli znasz jakieś reportaże związane z kryminalnymi sprawami ( zaginięcia, morderstwa) to proszę podziel się tytułem w komentarzu. Złapałam bakcyla na takie książki, a nie mam bladego pojęcia, co przeczytać? 

Za egzemplarz i mnogość doznań oraz emocji, jakie towarzyszyły mi podczas czytania, dziękuję