Pokazywanie postów oznaczonych etykietą WasPos. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą WasPos. Pokaż wszystkie posty

środa, 10 czerwca 2020

ŚNIEŻKA











Tytuł:Śnieżka
Autor:  Weronika Cichoń
Ilość stron:441
Wydawnictwo: WasPos
Okładka:  miękka
SŁOWA KLUCZE:narkotyki, toksyczny związek, przyjaźń, relacja rodzice-córka


KRÓTKA FABUŁKA: czyli z czym to się je?

Wiktoria nie należy do osób towarzyskich i nie cieszy się popularnością wśród znajomych. Nie ma przyjaciół, nie imprezuje, dobrze się uczy i ma plany na przyszłość. Skazą jej idealnego życia jest przeszłość, która nie pozwala o sobie zapomnieć. Wszystko się zmienia, gdy do jej pokoju wkrada się kot. A wraz z nim, Aleks – wytatuowany blondyn, niezbyt wylewny, bezczelny i oceniający po pozorach.

Życie dziewczyny nabiera tempa. Problem w tym, że demony przeszłości nie śpią, tylko cierpliwie czekają.

POD LUPĄ: Zacznę od wizualnej strony, czyli lupa w dłoń i do dzieła !

Książka jest standardowego formatu A5. Okładka jest lakierowana i niestety dość miękka i cieńka, więc ostrożnie, bo można bardzo szybko ją zniszczyć. Ja swoją  troszkę wgniotłam telefonem i zarysowałam tak jak przy innej tak samo wydanej paznokciami, to chyba daje do myślenia prawda?  Utrzymana w dość ciemnej kolorystyce szarości, fioletu oraz czerni z kobietą na froncie.  Książka mimo swej objętości jest lekka. Brak tu jakiegoś posłowia i skrzydełek. Wydanie te jest bardzo miękkie , jak szczotka i uwaga to nie jest egzemplarz recenzencki, a finalny. Czcionka jest bardzo zbita i mała, co przy dłuższym czytaniu sprawia trudność ( szczególnie jeśli tak jak ja czytasz wieczorami, w łóżku przy małej lampce). Kartki są beżowe, a każdy rozdział jest ponumerowany i ozdobiony  krzakiem róży. Całość wydania muszę niestety ocenić na: 4



OPINIA: Książka ,, Śnieżka" zaintrygowała mnie niczym ciastko jagodowe na witrynie. Skuszona wyglądem i ciekawa smaku postanowiłam je spróbować. Jakie było? Czy warto zatracić się w tej powieści? Jeśli Cię zaciekawiłam to weź coś do picia, jedzenia, siadaj i słuchaj.

Główną bohaterką i zarazem narratorką jest 21 letnia  Wiktoria, która bardzo szybko otrzymuje przezwisko Śnieżka, gdyż wyglądem ma przypominać ową księżniczkę. I faktycznie nie mija dużo czasu, a każdy koleś chce ją mieć. Tak dosłownie niczym trofeum lub po prostu brzydko mówiąc ,, zaliczyć". Dziewczyna zdaje sobie sprawę z tego jak działa na płeć przeciwną i tak, zdecydowanie znalazło się 7 krasnoludków, z czego 5 to tacy Hot na jej liście, którzy mogliby ją bardziej- mniej zainteresować. I tak zaczyna się dziwna historia, w której mimo wszystko znalazłam coś głębszego. No ale na razie nie o tym, a o bohaterce. Dawno nie miałam do czynienia z tak irytującą bohaterką. Ostatnio przeczytałam ciekawy wpis o ,, książkowych masochistach" ( Iwonko jeśli to czytasz, to bardzo Ci dziękuję za ten wpis, jak widać przekonałam się na własnej skórze o co w tym chodzi) i zdecydowanie ta powieść, sprawiła, że byłam taką masochistą. Dlaczego? Jak wspomniałam parę zdań wyżej Wiktoria totalnie mnie wkur.... innego słowa nie znajdę, przepraszam. I mimo, że rzuciłabym przez nią książkę przez balkon, to nadal się katowałam, bowiem ta historia przyciągała mnie niczym zapach dobywający się z kuchni mojej babci.  Tak głupiej bohaterki dawno nie spotkałam. Na samym początku poznajemy ją jako cichą, nieśmiałą, bardzo poharataną przez życie dziewczynę. I to nie będzie spojler jeśli powiem, że dziewczyna miała problemy z narkotykami, do tego stopnia, że coś się stało iż policja ma na nią teraz oko.  Myślę sobie, ej fajnie się zaczyna. Wiktoria boi się zaufać komukolwiek, stroni od imprez, gdyż boi się, że może wrócić do złych nawyków. I co muszę przyznać, autorka w genialny sposób ukazała osobę, która praktycznie jest ,, czysta", jednak walka umysłowa trwa ( chyba, tak mi się wydaje) do końca życia. Zerwanie kontaktów ze swoimi przyjaciółmi i chłopakiem z pod ciemnej gwiazdy odbija się na psychice dziewczyny. Staje się wyobcowana, nieufna wręcz zdziczała. Jednak pewien kot, sprawia, że dziewczyna nie tylko poznaje nowych przystojniaków ( znów dziwnych) ale po raz kolejny się zakochuje. I w tym momencie, właśnie nasza bohaterka zaczęła mnie irytować swoją głupotą, tępotą, niby myśli racjonalnie, ale pieprzy farmazony z Arizony. Niby wie, że źle robi, ale nadal to robi. Chce być z Alksem ( zaraz do niego dojdę) ale nie chce. Odrzucam ciastko, ale kiedy inna się w niego wgryza, ta jej go wyrywa i połyka w całości, bo Hej byłam pierwsza! to moje ciastko! Jest bardzo toksyczną postacią, która potrafi uzależnić od siebie innych i momentami jest perfidna w swoich czynach. Momentami ociera się o bardzo negatywną postać i myślę sobie , ok idzie w dobrym kierunku, a za chwilę zachowuje się jak typowe bobo w pampersie. Reansumując to bardzo nie równa postać, którą nienawidzę, ale to dobrze ;)



Uff ok przejdźmy do Aleksa. Przystojny chłopak, który zajmuje się swoją młodszą siostrą, ma swoją paczkę, dzięki której jakoś się trzyma. Każdy z tych krasnoludków jest/ był skrzywdzony w taki czy inny sposób i dzięki temu, że trzymają się razem, jakoś dają radę przeżyć.  Kiedy w życiu chłopaka pojawia się Śnieżka, biedy traci dla tej wariatki głowę. I choć stara się ją ratować to ona i tak skacze z klifu, bo... tak,  a teraz stań się mym bohaterem i mnie ratuj bejbe.  Aleks nie ukrywa swych uczuć i o ile z początku bardzo mi się podobała ta ich relacja I HATE YOU, BUT I WANT YOU to w pewnym momencie miałam już tego dość. I tak dochodzimy do tzw toksycznej relacji. On się stara, ona go nie chce. Ona go chce, on jej nie chce i układa sobie życie na nowo, to  znowu wkracza Śnieżka i mówi : zniszczmy mu tę słodką relację, bo tylko mnie chcesz tak na prawdę. A ten bidulek jak taki kundelek poobijany idzie za nią, choć i tak wie, że znowu skończy źle. Momentami miałam nawet takie porównanie ich związku do Jokera i Harley Quinn. Ona zawsze mu będzie służyć, znosi  każde złe traktowanie, bo go kocha. Tu jest tak samo. Aleks zniesie wszystko, bo tak ją kocha. Nie patrząc na to jak go to niszczy.

Mamy jeszcze wspaniałe kolejne poboczne postaci Błażeja, który jest zdominowany przez swoją zazdrosną kobietę. Kasjana, który jest samotny mimo iż dziewczyny błagają go o atencję. Eh niestety i on jest w pewnym stopniu pod urokiem Śnieżki, ale nie zdradzę o co chodzi. Mamy i Remika, który pod osłoną energii, sympatyczności, wiecznego uśmiechu i chęci niesienia pomocy innym, sam jej potrzebuje, choć nikt tego nie dostrzega- prócz Śnieżki.  I serio te postaci są takimi stekami medium rare. Bardzo polubiłam ich kreacje.

Przejdźmy w końcu do fabuły. Problem z narkotykami to według mnie bardzo świetnie wykorzystany motyw. Jego przedstawienie, a właściwie walka i samo uzależnienie są tu według mnie fenomenalnie przedstawione. Ukazują bowiem wszystkie te czynniki, które za sobą pociągają wraz ze skutkami.  Toksyczny związek= ,, jesteś mój po grób, nie możesz być szczęśliwy z kimś innym, bo ja jestem nieszczęśliwa,, to kolejny mocny akcent tej książki, które mnie przyciągał.   I choć miałam dość w pewnym momencie tych ciągłych powrotów i kolejnych zerwań, to z drugiej strony idealnie ukazują właśnie taką chorą miłość, wręcz maniakalną. I choć książka ma ogromną objętość to się nie nudziłam. Było parę konkretnych zwrotów akcji, co dodatkowo podniosło mi ciśnienie już i tak podwyższone przez Wiktorię mendę.Fakt wkurzała mnie bohaterka, ale z perspektywy czasu, gdyby była taką ciągle jednostajną bułą to chyba byłoby jeszcze gorzej. A tu mamy bardzo silną, ale głupią osobowość, która sama się pcha w tarapaty, wykorzystując przy tym swój wdzięk i czar.  Cytując Aleksa ,, Jesteś tylko ładnym opakowaniem, o bardzo paskudnym wnętrzu " str 148  idealnie opisuje całą jej kwintesencje.  Dawno żadna bohaterka nie wywołała u mnie tak negatywnego odbioru i to jeszcze główna. Pokazując, że kobieta potrafi zrujnować wszystko.... nawet najsilniejszą przyjaźń. Ostatnia relacja, która zasługuje na wzmiankę to Wiktoria kontra rodzice. Ukazująca jak opiekuńczość, lęk i brak zaufania mogą zniszczyć kontakt z córką. I choć   dziewczyna ma rację pod wieloma względami rozumiem zachowanie jej najbliższych. Robią bowiem wszystko, by dziewczyna nie wróciła na złą ścieżkę, choć ich metody są momentami drastyczne to ich pobudki są racjonalne i kierowane miłością. Czego nasza bohaterka nie potrafi zrozumieć. I myślę, że tak to może wyglądać w naszym życiu. Odbudowanie zaufania trwa bowiem latami i okraszane jest wieloma próbami naprawy swych czynów i poniekąd cierpieniem obu stron.






CZY WARTO SCHRUPAĆ?- czyli podsumowanie :

,, Śnieżka" to takie moje ciasteczko z jagodami, którym to raz zachwycałam się smakiem, a innym kwasowość jagód powodowała, że chciałam wyrzuć owy przysmak. I tak też było z tą książką. Ową kwaśną jagodą była główna bohaterka, która swym zachowaniem, głupotą, wyrafinowaniem, manipulacją powodowała moją irytację wręcz nienawiść. Sama kreacja bohaterów jest świetna i nie mam do nich jako takich zarzutów. Co do fabuły, choć objętościowo jest ona długa to nie wlecze się, a wręcz odwrotnie przyciąga. Szybko ją przeczytałam, bowiem napisana jest  lekkim  językiem i ukazuje nam walkę z narkotykami, toksyczny związek, siłę przyjaźni oraz relację z rodzicami osoby, która była uzależniona.Muszę przyznać, że ciężkie tematy podjęła autorka, jednak udało jej się obronić. Czy warto zatem ją schrupać ? Tak. I powiem więcej, czekam na kolejny tom. I choć momentami czułam się jak masochistka, którą denerwuje główna bohaterka i powinnam rzuć tą książką, bo tak jej nienawidzę ale i tak nie przestaje jej czytać, ba chcę więcej. To jest dziwne, to jest chore, ale prawdziwe.

KOMU POLECAM?Hmm może osobą, które lubują romanse obyczajowe, interesuje ich motyw nałogu.. totalnie nie wiem komu ja polecić tak konkretnie, ale uwierz mi jest smaczna.

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu




sobota, 9 maja 2020

BEZMIAR CIERPIENIA - MÓJ PATRONAT











Tytuł:Bezmiar cierpienia
Autor:  Adrianna Rak
Ilość stron:
Wydawnictwo: WasPos
Okładka:  miękka
SŁOWA KLUCZE: przyjaźń, cierpienie, depresja, samotność, zdrada, rodzicielstwo


KRÓTKA FABUŁKA: czyli z czym to się je?

 Dwudziestojednoletnia Izabela właśnie zakończyła trudny związek, do czego skłoniła ją niewierność ukochanego. Dziewczyna jest załamana, ale z pomocą najbliższych staje na nogi i postanawia opuścić swój malowniczy Gdańsk, by wyjechać do Łeby, gdzie ma zacząć sezonową pracę.

Adam to dwudziestoletni, niezwykle dojrzały, ale też pogubiony chłopak, który z powodu ciężkiej sytuacji życiowej musi podejmować się każdej pracy. Wyjazd do Łeby i opuszczenie swojego dwuletniego synka to dla niego konieczność. Chłopak żyje z dnia na dzień, bo doskonale zdaje sobie sprawę z tego, w jak beznadziejnej sytuacji się znalazł.

Ta dwójka poharatanych przez los młodych ludzi poznaje się przypadkiem w restauracji, w której pracuje Adam. Już od pierwszych chwil nawiązują ze sobą niezwykłą więź, która przetrwa wiele przeciwności losu… Czy jednak przyjaźń wystarczy, by zapobiec temu, co podpowiadają myśli?




POD LUPĄ: Zacznę od wizualnej strony, czyli lupa w dłoń i do dzieła !

Książka jest w formacie A5 i jest bardzo miła w dotyku. Okładka jest matowa i utrzymana w kolorystyce brązów, fioletów, czerni. Kobieta na okładce wywołuje we mnie bardzo wiele emocji. Rozwiany włos, spuszczona głowa widzimy, że jest smutna. Cały ten obrazek wprowadza czytelnika w melancholijny nastrój. Mamy tutaj skrzydełka, oraz cudowne czarno-białe ilustracje przed każdym rozdziałem, który jest nazwany imieniem danego bohatera. Czcionka jest bardzo przyjemna dla oka, wręcz taka pogrubiona więc czyta się tę powieść bardzo dobrze. Kartki są normalnej grubości i są koloru beżowego. Całość wydania oceniam na: 5 +




OPINIA: Książka ,, Bezmiar cierpienia" to mój patronat. I nie ukrywam, że bardzo się cieszę mogąc promować tak genialną, mądrą, emocjonalną i wzruszającą powieść.  Co w niej jest tak wyjątkowego i pięknego ? Weź coś do picia, jedzenia, siadaj i słuchaj.

Głównymi bohaterami tej powieści są Adam i Iza. I nie to nie jest kolejna historia miłosna, a cudowna opowieść o przyjaźni, która nie jest słodka jak landrynka, a prawdziwa, bolesna i trudna. I choć mówi się, ze nie istnieje przyjaźń damsko-męska, to ta historia właśnie temu zaprzecza, ukazując piękno tej wspaniałej więzi jeśli tylko będziemy ją odpowiednio pielęgnować, starać się i poświęcać swój czas.  No ale do rzeczy.

Adam to młody ojciec, który z wielu względów rozstał się ze swą ukochaną. jednak to nie zmienia w żaden sposób jego uczuć do syna, którego bardzo kocha. Jednak matka dziecka utrudnia mu spotkania i robi wszystko, by Adama usunąć z życia dziecka. Jakby tego było mało, to mężczyzna cały czas nie potrafi pogodzić się ze śmiercią i nie boję się tutaj już w tym momencie powiedzieć, że ewidentnie cierpi on na depresję. Jeśli dodamy do tego jeszcze jego samotność mamy już cały komplet jego tragicznej sytuacji. I w tym czarnym dla niego momencie pojawia się Iza. Dziewczyna, która po zawodzie miłosnym nie potrafi się pozbierać. Cierpi z powodu zdrady i nie potrafi odnaleźć się w nowej sytuacji. Po raz kolejny pojawia się motyw samotności i to co ona potrafi zrobić z człowiekiem. Niszczy od środka i zżera powolutku, będąc niewidzialnym zabójcą.  Zrozumienie i bliskość drugiego człowieka wydaje się być idealnym lekarstwem, czy aby na pewno?




I jak ja mam Cię przekonać o fenomenie tej książki nie zdradzając z fabuły za wiele?  Uwierz jest mi bardzo ciężko. Ważenie każdego słowa, hamowanie swojego zapędu.. nie jest łatwe. To historia, która mogłaby być  Twoją. Jest bardzo realistyczna i prawdziwa do bólu. Ukazuje prawdę, że czasem nie da się zatrzymać pewnej uruchomionej machiny. Czasem słowa to za mało by kogoś pocieszyć. Czasem nie zauważamy, że czyjś smutek to nie wynik chwilowej porażki, a głęboki ból, który ukrywamy przed resztą świata. Czasem nie da się skleić rozbitego wazonu.. czasem drobne elementy wskakują zbyt późno na swe miejsca. Czasem zagonieni, zajęci własnymi problemami nie zauważamy, że tuż obok z nas rozgrywa się dramat wewnętrzny. Bagatelizujemy pewne sygnały, symptomy z nadzieją, że to przejdą, znikną. Jednak nie zawsze tak jest...

Co najbardziej urzekło mnie w tej książce? To już wspomniany motyw przyjaźni. Dawno nie czytałam powieści, gdzie dwójkę głównych bohaterów nie połączyłaby miłość. Ten zabieg bardzo mi się spodobał, pokazując jak już wcześniej wspomniałam, że przyjaźń damsko- męska jest możliwa.Motyw depresji jest tu fenomenalnie zarysowany, bardzo realistycznie i emocjonalnie. Zdrada jak i utrudnianie widzeń z dzieckiem to kolejne bardzo ważne problemy poruszone w tej powieści. Ukazują bowiem one nie tylko to w jaki sposób wpływają one na naszą psychikę, ale i jaką potrafią mieć one moc niszczycielską.Wszystkie te emocje, które dusimy w sobie są niczym trucizna, która powoli wykańcza nas od środka przy tym prowadząc nas do wyobcowania- samotności. Jest jeszcze jeden motyw, bardzo ważny i silny, lecz niech on pozostanie tajemnicą do odkrycia. Ta powieść chwyciła mnie mocno za serce, wycisnęła wiele łez, a zakończenie.. jakby tego było mało przyprawiło mnie o gęsią skórę na całym ciele. Jakby powiedział Yoda: Jest moc silna w książce tej.


CZY WARTO SCHRUPAĆ?- czyli podsumowanie :

,, Bezmiar cierpienia" to bardzo emocjonalna, a przy tym do bólu prawdziwa książka. Jest tak pyszna niczym gorąca gorzka czekolada z bitą śmietaną. Bardzo aromatyczna, że zostaje nam jej smak na języku, na bardzo długo, a w połączeniu z lekką formą bitej śmietany tworzy duet idealny. Im dłużej jej kosztowałam tym silnej odczuwałam nie tylko smak, ale i przyjemność z jej czytania.  Powieść ta jest bardzo naładowana różnymi uczuciami, które nas zalewają i nie opuszczają do ostatniej kropelki strony. Poruszone problemy depresji, samotności, zdrady, utrudnionego kontaktu z dzieckiem są tak opisane w tej książce realistycznie, że czapki z głów. Bohaterowie nie są wyidealizowani, a bardzo realistyczni do tego stopnia, że mogłabym powiedzieć: Hej to historia mojej koleżanki / kolegi.  Ta powieść nie jest wesoła. Skłania czytelnika do refleksji nad życiem, empatią i tzw cichym krzykiem. Krzykiem bólu, który kryje się za fałszywym uśmiechem i pozornym szczęściem. Degustowałam ten gorący i aromatyczny czekoladowy napój bardzo długo. Płakałam. Współczułam. Cierpiałam z bohaterami.  Autorka w tej książce podzieliła się z nami bardzo osobistą historią. I czuć to w każdym słowie. Jest to jakoby spowiedź przyjaciela, który w ten sposób chce się odwdzięczyć za każdą spędzoną wspaniałą chwilę. Ta powieść uczy jednego: doceniajmy drugiego człowieka za jego życia. Dziękujmy i mówmy naszym najbliższym jak wiele dla nas znaczą, bo POTEM może być za późno. Nie bagatelizujmy sygnałów, jakie wysyła nam drugi człowiek. Czasem słowo to za mało. Z doświadczenia wiem, że mocny przytulas i stwierdzenie: ,,Cieszę się, że jesteś".  mogą zdziałać o wiele więcej niż nam się wydaje. Depresja to choroba, która niczym kameleon potrafi tak doskonale się wtopić w otoczenie, że nie jesteśmy w stanie go znaleźć na pierwszy rzut oka. I niestety dotyka ona nawet dzieci.Nie mogę przestać myśleć o tej książce i gadać, taka jest znakomita. Te arcydzieło trzeba skosztować i choć będziesz płakać i pewnie mnie przeklinać, że Cię na nią skusiłam, a autorkę za to, że ją stworzyła - warta jest każdej łzy, nieprzespanej nocy, zepsutego makijażu, potarganych włosów i wszystkich emocji jakie u Ciebie wywoła. Zaufaj mi to piękna historia opowiadająca o bezkresnym cierpieniu, które  może kiedyś  ( oby nie ) dopadnie każdego z nas.....

KOMU POLECAM? Wszystkim


❤️ Dziękuję Adrianno, że mogę być takim malutkim wzorkiem tego wspaniałego twórczego tortu. Ta książka to arcydzieło- jest wspaniała, piękna, a przede wszystkim prawdziwa. I choć myślałam, że już nie będę płakać to i tak pisząc tę recenzję rozkleiłam się ponownie- chyba jesteś moją literacką ,, Królową Łez", bo potrafisz ze mnie każdą wycisnąć na zawołanie ;)  Jeszcze raz bardzo Ci dziękuję, że zaprosiłaś mnie do tej wspaniałej, aczkolwiek bolesnej przygody.    Za egzemplarz dziękuję również wydawnictwu❤️ :





piątek, 10 kwietnia 2020

OSTATNIA GODZINA









Tytuł: Ostatnia godzina
Autor: Anna Bartłomiejczyk, Marta Gajewska
Ilość stron:654
Wydawnictwo: WasPos
Okładka:  miękka
SŁOWA KLUCZE:anioły i demony, koniec świata, dystopia, urban fantasy, przyjaźń, religia,


KRÓTKA FABUŁKA: czyli z czym to się je?

 Wezuwiusz powoli budzi się ze snu i zaczyna kasłać gorącym pyłem, zapowiadając potężną erupcję. W Australii dochodzi do zdumiewających i niebezpiecznych zmian klimatycznych. Nad Amsterdamem zbierają się czarne chmury – straszliwa burza zdaje się zwiastować nieuchronny koniec świata.
W jej trakcie spotykają się dwie nietypowe osobowości. Mercy to poukładana lekarka i wrażliwa idealistka, Alex jest niepokornym pragmatykiem, za którym ciągnie się brzydki cień skomplikowanej przeszłości. Oboje woleliby wierzyć, że wpadli na siebie przez czysty przypadek, niestety dość szybko orientują się, że ich losy splotła ze sobą potężna siła, której natury i całkowitej skali nie znają i nie rozumieją. Wiedzą jednak, że stali się ścisłymi częściami niezwykłego i fatalnego procesu, w którym żywioły szaleją, a kula ziemska zmienia się nie do poznania i nie wiadomo, czy przetrwa, czy przepadnie na zawsze… Historia świata pisze się dosłownie na oczach Alexa i Mercy – tu i teraz, w bieżącej chwili.
Nadciąga moment ostatecznej próby – wszystko wskazuje na to, że wybór pomiędzy potępieniem a zbawieniem leży właśnie w rękach Mercy i Alexa, a stawką w tej groźnej rozgrywce są ich własne dusze. Ryzyko jest olbrzymie, a zwycięstwo obłąkańczo niepewne. Wrogowie nie śpią, zdrowy racjonalizm nie wystarczy, czas ucieka i każda godzina może być tą ostatnią…

POD LUPĄ: Zacznę od wizualnej strony, czyli lupa w dłoń i do dzieła !

 Książka jest standardowego formatu A5. Matowa okładka przykuwa wzrok swym minimalizmem. Złota tarcza zegara z dziurką od klucza kojarzy się z jakimiś drzwiami, które przenoszą do innego świata . Właśnie te elementy są lakierowane i w kolorze złotym, a pozostałe tło jest w kolorach czerni.  Książka  posiada skrzydełka. Na samym końcu mamy dedykację oraz polecajki na wcześniej wspomnianych skrzydełkach. Sama czcionka jest przyjemna dla oka, a kartki są koloru beżowego.  Rozdziały są ponumerowane. Jak na swoje gabaryty nie jest aż tak ciężka, jednak sama okładka jest jakby cieńka w stosunku do objętości i trzeba uważać, by np nie złamać grzbietu na pół lub nie pognieść rogów. Całość wydania oceniam na :5-



OPINIA: Książka ,,Ostatnia godzina" skusiła mnie do jej skosztowania ze względu na to, że napisały ją dziewczyny z kanału ,, Bestselerki"  na youtube. Chyba dużo osób je zna więc nie muszę mówić, że byłam ciekawa, co te dwie charyzmatyczne dziewczyny ugotowały razem? Zatem, czy ta potrawa jest zjadliwa? O tym już za chwilę, a teraz usiądź wygodnie, weź sobie coś do picia, jedzenia i słuchaj.


Mamy tutaj dwójkę głównych bohaterów: Alexa i Mercy. On jest tajniakiem niczym James Bond, a ona psychiatrą. Od razu tutaj mogę powiedzieć, że jakoś zapałałam sympatią do Mercy. Jest bardzo realną bohaterką. Skoro jest lekarzem, podchodzi do wszystkiego z rezerwą. Potrzebuje dowodów, które staranie analizuje, a kiedy wyciągnie odpowiednie wnioski, wtedy zaczyna działać. Natomiast Alex momentami zachowuje się jak takie duże dziecko. Skoro jest facetem i to w dodatku pracujący w takim a nie innym zawodze, to wymagać powinno się od niego jakiś cech np przywódczych, nie wiem stanowczości, a dostajemy kolesia, który można rzec boi się jakichkolwiek relacji, momentami wręcz ludzi. Woli z każdym się przekomarzać niczym nastolatek typu : zjedz pizze. Nie. Dlaczego? bo nie. Ale czemu nie? nie będę jadł i już. Coś w tym stylu. I gdyby faktycznie był nastolatkiem ok, to się nie wcinam, świetna kreacja. Jednak kurczę mamy do czynienia z dorosłym facetem i żaden tak normalnie nie gada. Właśnie tym się różnią dorośli od nastolatków, że odrzucają emocje, a kierują się rozumiem  i doświadczeniem. To mnie w nim drażniło. Jednak gdzieś tam w połowie książki dostałam wyjaśnienie jego zachowania, czemu tak? Więc jakby przyjęłam je do wiadomości. Aczkolwiek będę dziwna i powiem, że ten bohater mnie nie zachwycił. Nie.

Co innego ma się z postaciami pobocznymi takimi jak Joanne, czy Knox zdecydowanie ta dwójka jak dla mnie to istna czekoladowa fontanna energii. Zacznę może od Jo. Kurczę no uwielbiam dziewczynę, to taki wulkan pozytywnej energii. Gadułka, rozwalacz ciszy i kompromitujących sytuacji. Dusza towarzystwa, jeśli miałabym ją określić jednym zdaniem. Bardzo sympatyczna i wszędzie jej pełno. Jak wspomniałam bardzo ją polubiłam. No i mamy Knoxa czarny charakter, który wywoływał u mnie ciarki na skórze. Uwielbiam takich bardzo mrocznych bohaterów, a ten zdecydowanie wiedzie prym w tej kategorii. Genialna kreacja.

Jak widzisz postacie są bardzo różnorodne, co jest ogromnym plusem. I choć jest ich więcej to postanowiłam skupić się tylko na tej czwórce, ale uwierz mi reszta nie odbiega wcale od pozostałych.



No dobra no to przejdźmy w końcu do fabuły, bo przecież to jest ważne.  Mamy tutaj przedstawiony świat, którego nękają różne kataklizmy. Wiesz, zatopienie kontynentu czyli jakieś ogromne tsunami, burze z ogromnymi piorunami, wybuch wulkanu, jakieś trzęsienia ziemi itp.  Ogólnie armagedon, koniec świata- apokalipsa. No właśnie. Tylko, że tego końca świata to tak nie odczuwa się. Bardzo tego żałuję, bo klimat książki robi duże znaczenie dla całej fabuły.  A nasi bohaterowie traktują wybuch wulkanu niczym pierdnięcie bąka, a koniec świata, ee jakoś to będzie, damy radę.  Wiesz zabrakło mi owego dramatyzmu. Kolejna rzecz to opisy, długie, szczegółowe. O ile dla mnie to nie problem, wiem, że co po niektórych może znudzić,wymęczyć i zniechęcić. W powieści tej jest mnóstwo dialogów. I można powiedzieć, że wręcz jest ta historia przegadana. Wiesz, siedzą sobie przyjaciele i rozprawiają o różnych rzeczach. Nie ma tu jakiś scen akcji, zawrotnego tempa. Wszystko płynie powoli, własnym rytmem.

Najbardziej co wywoływało u mnie jakiś zachwyt to elementy biblijne. Bowiem w tej historii pojawiają się demony i anioły, a nawet Bóg i Lucyfer. I to zdecydowanie mnie fascynowało i szczerze, starałam się szybko czytać by znów natrafić na fragmenty właśnie z nimi. Wspomniałam o elementach biblijnych, mamy tutaj dużo biblijnych przypowieści, które powiem szczerze zaskoczyły mnie, bowiem nie znałam takiej wersji. I to właśnie jest najsilniejsze ogniwo całej powieści. Brawo! 



CZY WARTO SCHRUPAĆ?- czyli podsumowanie :

Do książki ,, Ostatnia godzina" podeszłam jak do każdego recenzowanego przeze mnie debiutu rodzimego autora. Z dystansem, bez górnolotnych oczekiwań. I muszę przyznać, że ciekawa to jest babka wielkanocna. Wizualnie jest piękna. Sama konstrukcja, czyli składniki takie jak język, pomysł są w porządku. Polewa, czyli klimat jest niestety białym, nijakim lukrem, który ratują kolorowe cukiereczki, którymi są motywy biblijne. Sam smak, czyli bohaterowie są świetnie wykreowani, co do tego nie mam wątpliwości.  Są różnorodni, temperamentni i pyszni. Oczywiście ja mam swoich faworytów. Najsłabszym ogniwem całej tej babki mogą być długie, szczegółowe opisy, powolne tempo i bardzo dużo dialogów. Jak wspomniałam wyżej brakowało mi również klimatu grozy, jakiś małych ozdób w postaci dramatów rozgrywających się na ulicach miasta podczas kataklizmów, które występowały podczas powieści. Jednak pamiętając, że to debiut, stwierdzam, że finalnie dobra jest ta babka. Może bez jakiegoś szału smakowego, co by odróżniało ją od innych babek wielkanocnych, ale jest w porządku. Mogę jeszcze dodać, że zakończenie mnie rozczarowało, bowiem myślałam, że coś pieprznie, sprawi, że oczy wyjdą mi z orbit, jednak dostałam bardzo bezpieczną, spokojną rozmowę, która ma wszystko rozwiązać. No cóż... Mimo tych paru mankamentów, uważam, że spokojnie można ją schrupać, choćby dla samych fenomenalnych motywów biblijnych i bohaterów.


KOMU POLECAM? Osobom, które lubią motywy biblijne takie jak anioły, demony oraz dystopie.

Kochani, życzę Wam radosnych Świąt Wielkanocnych. Pełnych nadziei, miłości i radości w gronie najbliższych ❤️

❤️Za egzemplarz  serdecznie dziękuję wydawnictwu ❤️