Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Muza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Muza. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 6 sierpnia 2023

Umowa na miłość- czy można wynająć miłość? recenzja przedpremierowa

 

 

 

 

 


Tytuł: Umowa na miłość

Autorka:  Falon Ballard

Liczba stron:377

Wydawnictwo: muza

Okładka:  miękka

SŁOWA KLUCZE: współlokatorzy, zasady, miłość, przeciwieństwa,obyczaj, romans, grumpy/sunshine

 

 KRÓTKA FABUŁKA: czyli z czym to się je?

 Kiedy awans kolejny raz przechodzi Sadie Green koło nosa, dziewczyna w złości mówi szefostwu o
kilka słów za dużo i w efekcie traci pracę. Rozżalona marzy tylko o tym, by odreagować. W powrocie
do równowagi psychicznej mogą jej pomóc: mocny drink i przygoda na jedną noc. Loguje się więc
na portalu randkowym i następnego dnia umawia ze swoim wybrankiem.


Jack Thomas na pierwszy rzut oka wydaje się nudnym i nieciekawym facetem. Sadie jest
rozczarowana. Jakby tego było mało, okazuje się, że on wcale nie przyszedł na randkę – ona
omyłkowo zalogowała się na portalu z nieruchomościami, a młody okularnik w podartych dżinsach
i starych conversach jest właścicielem kamienicy na Brooklynie. I nie szuka dziewczyny, lecz
lokatora.


Atrakcyjne warunki najmu i mało atrakcyjny właściciel. Sadie zależy, by zacząć życie od nowa i
spełnić marzenia o własnej firmie florystycznej, chętnie więc przyjmuje propozycję Jacka. Są
skrajnymi przeciwieństwami – ona jest radosna jak skowronek, a on to Pan Ponurak, ale kiedy
obecność Sadie przeobraża kamienicę z piaskowca w prawdziwy dom, zaczynają zdawać sobie
sprawę, że być może właśnie zawarli interes życia.

POD LUPĄ: Zacznę od wizualnej strony, czyli lupa w dłoń i do dzieła !

 Książka standardowego formatu A5, ze skrzydełkami i cudowną ostro żółtą wklejką. Sama okładka jest matowa z lakierowanymi napisami i  kwiatkami. Wykonana z miększej tektury co powoduje, ze łatwo wygina się na wszystkie strony. Może zostawiać odciski palców. Utrzymana w kolorystyce mięty z żółtymi i pomarańczowymi elementami.  są odstające na Napisy na okładce są odstające  co dodaje jej takiej trójwymiarowości. Kartki są beżowe i bardzo cieniutkie, czcionka bardzo przyjemna dla oka, jednak poprzez słabą gramaturę stron druk przebija na drugą stronę ( Być może to mój egzemplarz tak ma). Rozdziały są ponumerowane, a numeracja stron jest otoczona serduszkami. Całość wydania oceniam na: 5-



OPINIA: Czyli jak ona smakuje ?

W ten deszczowy czas, choć są wakacje, mam wrażenie jakby nastała jesień. Zapragnęłam  zatem przeczytać coś lekkiego, wakacyjnego, co wprawiło by mnie w ten radosny, lekki nastrój. Takie książki, które zbytnio nie angażują czytelnika do głębszych przemyśleń, czy wywołujących jakieś skrajne emocje. Postanowiłam więc sięgnąć po ,, Umowa na miłość". Wydaje się być lekka jak śmietankowe lody lub orzeźwiająca lemoniada z lodem.  Nie sięgam często po komedie romantyczne, bowiem nie każda mnie porywa do swego świata lub ich miłość jest zbyt nierealistyczna-idealna. Jednak coś mnie przyciąga do tego tytułu.. być może owy motyw, ,,grumpy/sunshine " , który jak się okazuje bardzo dobrze znam, jednak z tym określeniem spotykam się po raz pierwszy. Czy będzie zatem apetycznie i czy warto się na nią skusić  w te letnie deszczowe popołudnie? Jeśli Cię zaciekawiłam to weź sobie coś do picia, jedzenia, siadaj i słuchaj co mam Ci dziś do opowiedzenia.

 

Normalnie w tym miejscu zaczynam przedstawiać bohaterów, ale pomyślałam sobie, że może też po raz pierwszy słyszysz o motywie grumpy/ sunshine więc może napiszę szybciutko o co chodzi.  Jeden bohater jest gburowatym ponurakiem, a drugi słoneczkiem i duszą towarzystwa. Zestawienie dwóch przeciwieństw, których połączy miłość. Od razu mam przed oczami film ,, Zakochana Złośnica" Ona gburowata, on słoneczko.. ah od razu przed oczami mam aktora grającego Patricka... Inny przykład już książkowy ,, Duma i uprzedzenie" On gbur, ona słoneczko.. z baśni ,, Piękna i bestia". Chyba już wiesz o co chodzi z tym motywem więc mogę przejść do omawiania bohaterów.

 Główną bohaterką jest Sadie. Kobieta jest teoretycznie tą pozytywną i słoneczną osobą. Fakt przyznaję jest ona bardzo towarzyska, otwarta, szczera, jednak walczy ona z niskim samopoczuciem. Uważa że jest niemądra i tylko dzięki idealnemu wyglądowi, o który tak bardzo dba osiąga wszelkie sukcesy. Jednak kiedy zostaje wyrzuca z firmy ( chyba była księgową) musi na nowo przewartościować swoje życie. I tak orientuje się, że była pracoholikiem, a jej życie uciekało jej przez palce...Chyba każdy w swoim życiu ma taki etap, kiedy zdaje sobie sprawę z upływu czasu i go to przeraża.. No więc wracając do naszej bohaterki postanawia szybko się umówić na randkę, a że robi to w stanie nietrzeźwości okazuje się, że umówiła się na wynajem mieszkania, a nie randkę. Mimo tej wpadki, kamienica do której teoretycznie nasz młody mężczyzna szuka współlokatora ( szukał in dziewczyn tak mi się zdaje) jest tak idealna, że postanawia z tej oferty skorzystać. Między czasie nasza Sadie nie tylko poznaje bliżej Jacka, ale i odkrywa zapomnianą pasje.

Jack to typowy nerd, który kocha Marvela, DC, Władców Pierścieni. Jego relacje z innymi ludźmi są bardzo podstawowe. Mogę Ci tylko zdradzić tyle, że bohater w moich oczach cierpiał na głęboką depresję i stąd wynikało jego dziwne zachowanie. Jest to tylko moja indywidualna ocena, gdyż nigdzie w książce nie pada to wyrażenie. Wiemy na pewno, że Jack walczy z demonami przeszłości. Nie zgadzam się z twierdzeniem, że jest ponurakiem. Po prostu melancholijnie smutny i szuka owego światełka, które wydobędzie go z mroku. Bardzo mało wiemy o bohaterze, a wszystko czego się dowiadujemy to zasługa Sadie. To czego szuka ten mężczyzna to przede wszystkim bliskości drugiej osoby, rozmowy i zainteresowania. Według mnie jest tak zdesperowany, że jest w stanie ( tu już posługując się książką) zejść z ceny aż na tyle byle druga osoba się wprowadziła do niego. Miałam w pewnym momencie wrażenie, że chciał wynająć kogoś, aby ten go pokochał lub nauczył miłości, a ten po jakimś czasie sam zdecyduje, czy nadal umowa będzie aktualna, czy dostanie wypowiedzenie i do widzenia.



No dobra, co z tą fabułką? Jak na romans przystało wszystko kręci się wokół tej dwójki. Jednak to co najbardziej spodobało mi się we fabule to fakt, że nie ma tu miłości od pierwszego mrugnięcia. Bohaterowie nie spieszą się ze swą relacją. Chcą się lepiej poznać, czy zaprzyjaźnić. Oczywiście czuć między nimi chemię, ale oboje mają do przerobienia pewne psychologiczne aspekty, dlatego boją się związać z drugim człowiekiem na stałe. To wszystko sprawiało, że serio wierzyłam w ten romans, jest ona bardzo naturalny i prawdziwy. Bohaterowie nie są przesadnie wyidealizowani i mają swoje słabości.To z czym się totalnie nie zgadzam to motyw grumpy/ sunshine. Według mojej oceny nasza dwójka nie wpisuje się do nie go, ale wiesz.. może ja za stara jestem i się już nie znam.. Może melancholik to faktycznie gbur i ponurak, a osoba, która ma wiele przyjaciół jest taki promyczkiem... To co zasługuje jeszcze na uwagę i wspomnienie to humor dialogowo-przyczynowy. Parę razy serio parskłam śmiechem czytając tę historię, więc tak zdecydowanie przyniosła mi trochę rozrywki. To co jeszcze mogę zdradzić, a co bardzo chwyciło mnie za serce to nawiązania do mojej ukochanej baśni ,, Piękna i bestia". Nie będę Ci psuć zabawy z poszukiwania owych podobieństw, ale to też sprawiło, że książka poszła o 2 szczeble do góry, a historia jeszcze bardziej połaskotała moje serduszko.

 

 CZY WARTO SCHRUPAĆ?- czyli podsumowanie : 

 ,, Umowa na miłość" to genialna lektura na wakacje. Mogę porównać ją do lekkiego ciasta, które idealnie komponuje się do kawy, a mianowicie czekoladowo-budyniowego. Babkowym, czekoladowym ciastem jest dla mnie konstrukcja bohaterów. Nie są oni odkrywczy, jednak ich klasyczny smak, bardzo przypomina nas samych. Są realistyczni w swoich działaniach, a przede wszystkim w ich relacji, jaką my jako czytelnicy obserwujemy.  Budyniem są dla mnie owe wątki psychologiczne, których jest tu kilka, ale ze względu na to, że są one odkrywane przez samą Sadie, nie chcę za bardzo zagłębiać się w nie, byś i ty miała jakąś zabawę z ich odkrywania. Myślę, że jak rzucę hasłem depresja, niska samoocena to już delikatnie Cię naprowadzi. Jak dla mnie były one idealnie zbilansowane z ową czekoladową słodyczą, nadając całości fabuły ciekawą narrację. Jedyny minus to według mnie nie do końca dobrze zrealizowany motyw grampy/sunshine ale to moja opinia. Jednak wolałabym mocniejsze skrajności, czy przeciwieństwa ukazane, a tu w pewnym momencie nasi bohaterowie mają wiele cechy podobnych do siebie,  a nawet podobnie się zachowują. No nie o to chodzi w tym motywie. Jednak to co w moich oczach było takim cukrem pudrem, który wieńczy całe ciasto, były nawiązania do mojej ukochanej baśni ,, Piękna i Bestia". To sprawiło, ten może dla Ciebie mały detal, że ta książka zyskała wiele w moich oczach dodatkowo punktów. Czy zatem warto skosztować ten tytuł? Zdecydowanie tak. Oczywiście nie jest to książka, która wprawi Cię w nostalgię, ale zdecydowanie zapewni rozrywkę, zrelaksuje i sprawi, że miło spędzisz z nią czas. Jej lekkość, a zarazem komediowy charakter,sprawiają, że tę książkę z przyjemnością się czyta, a przede wszystkim wciąga i sprawia, że kibicujemy bohaterom w ich zmaganiach. Według mnie jest to zdecydowanie znakomita pozycja na uwieńczenie wakacji.

 KOMU POLECAM? Osobom, które uwielbiają lekkie historie o miłości, które są bardzo realistycznie ukazane z elementem psychologii w tle.

 

Za egzemplarz i możliwość schrupania dziękuję wydawnictwu:

 


 

sobota, 29 kwietnia 2023

To nie może się udać, czyli obyczajowa bajka

 

 

 


 

 

Tytuł: To nie może się udać

Autor:  Abby Jimenez

Liczba stron:446

Wydawnictwo: Muza

Okładka:  miękka

SŁOWA KLUCZE: okruchy życia, element bajki, znęcanie psychiczne, miłość, różnice społeczne

 

 KRÓTKA FABUŁKA: czyli z czym to się je?

Życie Alexis Montgomery zostaje wywrócone do góry nogami z powodu pewnego zwariowanego zakładu, pysznej kanapki z grillowanym serem i małej kózki w piżamce. A tak naprawdę z powodu Daniela Granta, niemożliwie seksownego i wyluzowanego stolarza, młodszego od niej o dziesięć lat i będącego całkowitym przeciwieństwem wielkomiejskiej elegantki, jaką jest Alexis. Wydawałoby się, że wszystko ich dzieli, a jednak chemia między nimi jest niezaprzeczalna.

Bogaci i wpływowi rodzice chcieliby, żeby Alexis zgodnie z rodzinną tradycją została światowej sławy chirurgiem. Ale ona wcale nie pragnie sławy. Wystarcza jej praca lekarki na oddziale urazowym. A każda chwila spędzona z Danielem i społecznością małego miasteczka, w którym on mieszka, uświadamia Alexis, co jest naprawdę ważne w życiu. Jeśli jednak ich związek stanie się czymś więcej niż przelotnym romansem, młoda lekarka będzie musiała odrzucić rodzinne dziedzictwo.

Alexis uważa za niemożliwe wprowadzenie Daniela do swojego świata, ale też nie potrafi wyrzec się szczęścia, które on jej daje. Czy mimo tylu różnic uda im się stworzyć trwały związek?

 

 

POD LUPĄ: Zacznę od wizualnej strony, czyli lupa w dłoń i do dzieła !

  Książka standardowego wymiaru A5 . Okładka twardsza, matowa. Pewne elementy jak  litery, czy postacie na froncie są lakierowane, co nadaje trójwymiarowości. Utrzymana w zimnej, wręcz nocnej kolorystyce chabru, niebieskości, żółci, pomarańczu i czerni. Przedstawia parę kobietę i mężczyznę, którzy stoją na granicy między wsia,a miastem morzem i wpatrują się w siebie. Bardzo przepiękna i nostalgiczna okładka. Wyklejka jest żółta, brak jakichkolwiek motywów. Jeśli chodzi o strony to są one beżowe, bardzo cieniutkie, czcionka mała, ale czytelna. Rozdziały są podzielone ze względu na bohaterów, dzięki czemu mamy perspektywę z dwóch stron. Na końcu mamy przepis od bohatera na naleśniki, pytania autorki dla czytelników i fragment jej wywiadu. Całość wydania oceniam na 4+



OPINIA: Czyli jak ona smakuje ?

 Do obyczajówki lub komedii romantycznej muszę mieć odpowiednią chwilę, czas lub po prostu ochotę. Zwykle ich przewidywalność lub cukierkowość dość szybko mnie nudzą lub wywołują wiadomo jaki odruch. Jak było z tą pozycją? Jeśli Cię zaciekawiłam to weź sobie coś do picia, jedzenia, siadaj i słuchaj co mam Ci dziś do opowiedzenia.

Głównymi bohaterami tej powieści są Alexis Montgomery ( czy tylko ja miałam skojarzenie z Dynastą, jeśli chodzi o imię?) i Daniel Grand. Kobieta ma 37 lat i w życiu wiodła życie księżniczki. Powiedziałabym kobieta sukcesu. Ma wszystko to o czym każda kobieta marzy. Jednak jej świat bardzo szybko zostaje zburzony, a świat dowiaduje się, że wybitna lekarka, dziedziczka  majątku została zdradzona przez swojego wieloletniego partnera ,, Księciunia" tak sobie go nazwę. I to co jest najbardziej bolesne to fakt, że całe środowisko Alexis staje murem za mężczyzną. Mimo tego, że kobieta zaczyna mówić co działo się w środku ich zamku ( znaczy willi). To co mnie poruszyło to fakt, że nikt jej nie wierzy lub nie chcą znać prawdziwego oblicza Księciunia. I tak zaczyna się walka naszej bohaterki o godność ale i prawdę, która jest często niewygodna.

Daniel to 27 latek, który jest ideałem mężczyzny i jest sam. I ma psa. I kozę. I jest burmistrzem, który pracuje charytatywnie. I ma złą matkę. I nie ma pieniędzy ale ma super sprzęt. Stolarski np. I zakochuje się w Alexis  i nie przeszkadza mu, ze jest 10 lat starsza i ma kasę. Znaczy o kasie nie wie.  I ma zasady, którymi się kieruje w życiu. I zrobi wszystko by być z naszą bohaterką, mimo tylu różnic, które ich dzielą.. Normalnie rycerz na kozie z psem... 

No dobra co z tą fabułką? Nie jest jakaś odkrywacza, ale przyznaję wciąga jak pyszny koktajl z owoców. Chłopak ze wsi, City girl i tu już mamy pierwsze stereotypowe podejście. Niby że są tacy do tyłu ze wszystkim.Dzielą ich różnice społeczne, ona bogata, on bogaty ale nie bierze kasy.. w sensie ma nazwisko rodowe.. Jednak różnica wieku.. chyba raz jest wspomniana, czy się dogadają, ale przyznam, że pod tym względem mogła autorka trochę to rozbudować owe rozterki. 



To co zasługuje na medal to kreacja miasteczka Wakan. Jest wyjęta niczym z jakiejś baśni. Dzieją się tu troszkę magiczne rzeczy, które spokojnie można wyjaśnić pod względem naukowym, dlatego nie jest to fantastyka.Jednak podkreślenie zalet małej mieściny widać gołym okiem. Przyjaźni ludzie, biedni ale oddadzą wszystko co mają, pomocni i bardzo sympatyczni. Czuć owe ciepło wydobywające się z tego  naturalnego miejsca. W opozycji mamy współczesne, zimne miasto, gdzie ludzie wpatrzeni w smartfony nawet nie wiedzą kto obok nich mieszaka.

 

 CZY WARTO SCHRUPAĆ?- czyli podsumowanie : 

 ,, To nie może się udać" muszę porównać do naleśnika, gdyż sam bohater na koniec książki podaje nam czytelnikom przepis na jego specjał kulinarny. Tak między nami, bardzo spodobał mi się ten zabieg. Przypomina mi mangowe zagrywki autorów, którzy też chętnie na skrzydełkach lub posłowiu lubią dzielić się swoimi przepisami, tak aby czytelnik mógł poczuć jeszcze bardziej ten świat wykreowany, przygotowując sobie owe danie w zaciszu swojej kuchni. No więc ciastem naleśnikowym  z ekstraktem wanilii i migdału są nasi główni bohaterowie. Może nie wyróżniają się oni nazbyt i są momentami bardzo stereotypowi, jednak bardzo szybko czujemy do nich sympatię co jak dla mnie jest na ogromny plus. Powiedziałabym ot taki zwyczajny, klasyczny naleśnik. Owocami są dla mnie elementy bajki. Nie jest tego dużo, ba wręcz trzeba je wyłapać, jednak dodają one tego smaku i sprawiają, że ta historia nabiera takich rumieńców. Bitą śmietaną, a właściwie kleksem na zawiniętym już naleśniku jest przedstawiony problem znęcania się psychicznego. Autorka w genialny sposób ukazuje obraz takich kobiet i z czym na co dzień się mierzą. Sosem czekoladowym, lub kawałkami czekolady było dla mnie same miasto, a właściwie jego kreacja. Te miejsce jest wyciągnięte z najlepszej animacji disneya lub bajki, które słuchałam z dzieciństwa. Miałam ochotę stać się mieszkanką tego miasteczka i żyć razem z ich mieszkańcami w takiej błogiej, przyjaznej atmosferze. Oczywiście, że nie było tam aż tak cukierkowo, ale owe motywy tradycyjne zostały tam zakorzenione solidnie. Czy zatem warto schrupać tę książkę? Zdecydowanie tak! Ja bawiłam się przy niej genialnie. Chyba w odpowiednimi momencie się za nią zabrałam, bo mam w planach jeszcze do niej wrócić..

 KOMU POLECAM? Osobom które lubią komedie romantyczne, obyczaj

P.S Ewidentnie się starzeję.. dlaczego? Ponieważ wybrzydzam w książkach. Mało która potrafi mnie zaciekawić lub wywołać rumieńce.. dochodzę do wniosku, że albo wszystkie są pisane na jedno kopyto lub gdzieś to już czytałam.. i tak starość u mnie zawitała...a może za dużo czytam? Nieeee...

 

Za możliwość konsumpcji tej  książki, bardzo dziękuje wydawnictwu:




środa, 12 kwietnia 2023

Kiedy wierzyliśmy w syreny- czyli opowieść o dorastaniu... PRZEDPREMIEROWA RECENZJA

 

 

 


 

 

Tytuł: Kiedy wierzyliśmy w syreny

Autor:  Barbara O'Neal

Liczba stron:413

Wydawnictwo: Muza

Okładka:  miękka

SŁOWA KLUCZE: rodzina, tajemnica, zagadka,  okruchy życia

 

 KRÓTKA FABUŁKA: czyli z czym to się je?

 

Josie Bianci zginęła kilkanaście lat temu podczas ataku terrorystycznego. Odeszła na zawsze. Tak przynajmniej myślała jej siostra, Kit. Jednak wystarczyło kilka sekund, by wywrócić świat Kit do góry nogami. 

Kiedy w telewizji transmitowano relację na żywo z pożaru klubu w Auckland, podobieństwo jednej z kobiet do Josie było niewiarygodne. Kit zalała fala emocji – żalu, poczucia straty i niezrozumienia. Jednak najsilniejszy okazał się gniew i determinacja, aby odnaleźć siostrę, od tylu lat żyjącą w kłamstwie. 

Kit rozpoczyna swoją podróż do Nowej Zelandii od wspomnień z przeszłości: dni spędzonych na plaży z Josie i traumatycznego dzieciństwa, które prześladowało siostry w dorosłym życiu.

Jeśli ponownie miałyby się zjednoczyć, muszą wyjawić dawno pogrzebane tajemnice i zmierzyć się z druzgocącą prawdą, która zbyt długo oddzielała je od siebie. Bo czasem, aby odzyskać spokój i zdrowe relacje, trzeba najpierw wszystko stracić – Kit i Josie dobitnie się o tym przekonają.

 

POD LUPĄ: Zacznę od wizualnej strony, czyli lupa w dłoń i do dzieła !

 Książka standardowego wymiaru A5 . Okładka twardsza, matowa, miziasta. Pewne elementy jak np liście są lakierowane, co nadaje trójwymiarowości. Utrzymana w ciepłej kolorystyce żółci, pomarańczu, czerwieni i czerni. Przedstawia dwie kobiety, które stoją nad morzem i wpatrują się w dal. Bardzo przepiękna i nostalgiczna okładka. Wyklejka jest granatowa nadal z motywem roślinnym. Jeśli chodzi o strony to są one beżowe, bardzo cieniutkie, czcionka mała, ale czytelna. Rozdziały są podzielone ze względu na bohaterki. Całość wydania oceniam na 4+



OPINIA: Czyli jak ona smakuje ?

 Kiedy otrzymałam ten tytuł do recenzji nie mogłam się oprzeć i postanowiłam od razu wgryźć się w fabułę. Nie ukrywam, że ostatnio zostałam pochłonięta przez mangii i tamtejsze fenomenalne historie. Jednak ta książka skusiła mnie.. czym? Sama nie wiem, czasem tak mam, że mam po prostu na jakiś gatunek ogromną ochotę, a dawnoo nie czytałam literatury pięknej. Więc czy warto sięgnąć po ten tytuł w szczególności, że cena okładkowa trochę przeraża? Jeśli Cię zaciekawiłam to weź sobie coś do picia, jedzenia, siadaj i słuchaj co mam Ci do opowiedzenia.

Ta historia jest bardzo kobieca. Mamy bowiem dwie bohaterki, siostry i z ich perspektyw poznajemy całą historię. 

Josie Bianci zaginęła w wyniku ataku terrorystycznego na pociąg. Kit, nigdy już nie potrafiła pozbierać się po tej tragedii, w szczególności, że była bardzo zżyta ze swoją starszą siostrą. Jako lekarka postanowiła właśnie pomagać osobom właśnie po takich ,, trudnych" wypadkach. Pewnego dnia w telewizji podczas relacji widzi kobietę, która wygląda jak jej zaginiona siostra. Czy to aby na pewo ona? Kit nie wiele myśląc wsiada w samolot i postanawia dowiedzieć się prawdy.

Mari to szczęśliwa żona, matka dwójki dzieci. Kiedy jej córka pada ofiarą przemocy słownej w szkole, jej przeszłość i demony zaczynają się odzywać. Jej dziwny dom, chłopak, który został przygarnięty przez jej rodziców i młodsza siostra. Marii zabiera więc nas do swej ciemnej, zimnej i brudnej przeszłości..

Co łączy Kat i Marii? Czy jest ową zaginioną Josie? Powiem Ci tak, trudno było mi polubić którąś z kobiet. Były mi one obojętne, jednak ich historie na prawdę mnie wciągnęły i zabrały do swych światów. Autorka, bardzo realistycznie namalowała portret kobiet. Z traumami, z marzeniami, czy doświadczeniem życiowym. Pokazuje nam, że słowo ,, Kobieta" i nasza siła  wewnętrzna są wyjątkowe. To co mnie ujęło, to fakt owych sekretów rodzinnych. Im głębiej schodzimy tym więcej widzimy owych brudnych spraw, które mogły spowodować owe kryzysy i wpłynęły na decyzje, które choć drastyczne były uzasadnione.



Podoba mi się również owe balansowanie między przeszłością, a teraźniejszością. Jest ono bardzo naturalne. Wywołują owe wspomnienia na pozór banalne rzeczy, jednak w naszym życiu jest podobnie. Jakiś, zapach, smak, zdjęcie mogą przenieść nas do przeszłości, do tych cudownych, błogich chwil, jak i tych o których wolelibyśmy nie pamiętać.

Problemy jakie zostały poruszone w tej książce są na prawdę mocne i nawiązujące do obecnych czasów. Mam na myśli o samotności, dążeniu do zrealizowania swoich marzeń, zatracając przy tym  pewne wartości, które w naszym życiu są ważne. Historia ta porusza również wątek bardziej drastyczny jak zaniedbanie i patologiczne zachowanie rodziców, jak i molestowanie dziecka.  To wszystko w dorosłym życiu owych kobiet będzie się odbijało nie tylko na ich relacjach z innymi ludźmi, ale i postrzeganie świata. I choć fabuła jest powolna to mi to absolutnie nie przeszkadzało, bowiem dała mi o wiele więcej refleksji niż się po niej spodziewałam...

 

 CZY WARTO SCHRUPAĆ?- czyli podsumowanie : 

 ,, Kiedy wierzyliśmy w syreny" to książka, która zwraca uwagę na bardzo ważny aspekt. Mianowicie, że nasze dzieciństwo to jakie było, określa w przyszłości nas jako dorosłych i przyszłych rodziców. Ta powieść to zdecydowanie  makaron z cukrem i twarogiem. Nie ma chyba osoby, która nie zna tego dania z dzieciństwa. Owym makaronem czyli podstawą są bohaterowie. Podoba mi się w ich kreacji, że są bardzo realistyczni. Mają wady, a ich problemy z jakimi muszą się mierzyć są tzw naszymi codziennymi trudami dnia. Nie zapałałam może sympatią do żadnej z kobiet, ale to dla tego że nie utożsamiłam się z nimi. Jednak w żadnym razie nie jest to wada. Serem są owe problemy i tajemnice, które wychodzą na wierzch. Bolesne, refleksyjne ukazujące ludzkie tragedie. Tytuł jest bardzo filozoficzny bowiem zwraca uwagę na cały aspekt tej powieści. Mianowicie ukazuje pewną prawdę iż dzieci wierzą w każdą bajkę opowiedzianą przez dorosłych. Kiedy same stają się dorosłe rozumieją że owe bajki to fikcja, która miała na celu ukryć szary, brudny świat. Owa beztroska, wiara w niemożliwe jest piękna, ale i krucha. Cukrem był dla mnie cały klimat tej powieści. Niby spokojny, powolutki ale bardzo nasycony emocjonalnie.  Czy warto schrupać tę powieść? Zdecydowanie tak. Mi bardzo przypadła do gustu i wprawiła mnie w zadumę nie raz.  Byłam oczarowana nie tylko historią ale i tym jak autorka potrafiła bawić się uczuciami czytelnika.

 KOMU POLECAM? Fanom literatury pięknej

sobota, 6 listopada 2021

Dzień bez teleranka- jak wyglądał ?

 

 

 


 

 

 

Tytuł:Dzień bez teleranka-

Autor:  Anna Mieszczanek

Liczba stron:344

Wydawnictwo: Muza

Okładka:  miękka

SŁOWA KLUCZE:reportaż, historia, codzienność, fakty, polityka

 

 

KRÓTKA FABUŁKA: czyli z czym to się je?

 13 grudnia 1981 roku zatrzymał na moment rozpędzoną polską rzeczywistość. Przerwał wielkie marzenie ludzi o wolnym kraju. Siłami wojska i służby bezpieczeństwa przywrócił dawny „porządek”. Internował wolność. Chwilowo.

Formalnie stan trwał półtora roku, niewiele dłużej niż solidarnościowy „karnawał”. W lipcu ‘83 został zniesiony. Jednak ostatni więźniowie polityczni siedzieli do połowy 1986 roku.

Goniec z wydawnictwa, reżyser zaraz po filmówce, młody pracownik komitetu dzielnicowego, początkująca dziennikarka, motorniczy, ogrodniczka z MSW, kapitan z wydziału zabójstw, sekretarz organizacji partyjnej w dużej firmie, mały chłopiec, któremu zamknęli ojca, i inni to bohaterowie, których historia zwykle nie zauważa. Każdy z nich stał się częścią reporterskiej opowieści o jednym z najboleśniejszych momentów w dziejach powojennej Polski, kiedy wszystko przesiąknięte było polityką. Ludzi tych, niezależnie od tego, po której stronie barykady stali, łączy trudna historia czasów ich młodości. To bohaterowie szarej codzienności, wciągnięci w wojnę z niewidzialną siłą politycznej przemocy.

Jak dostosowywali się do zakazów i nakazów stanu? W jaki sposób zamykały się za nimi ścieżki otwarte przed grudniem ‘81? Co pozwalało im trwać, i tworzyć enklawy wolności? Jakich musieli dokonywać wyborów? Kiedy słabli i gorzknieli? Dzięki czemu znów ogarniała ich nadzieja? Czy ten proces naprawdę się zakończył?

Relacje bohaterów, nagrywane na bieżąco, a także w roku 1989 i w latach dwutysięcznych, przeplatają się z dokumentami władz partyjnych czy SB. Pokazują szczegóły tego kolizyjnego kursu, na którym Polacy znaleźli się w latach 80. 

 

POD LUPĄ: Zacznę od wizualnej strony, czyli lupa w dłoń i do dzieła !

 Z PRZYMRUŻENIEM OKA

Książka standardowego formatu A5. Prawdopodobnie będzie matowa okładka. Na froncie mamy czarno-białe zdjęcie ukazujące słynne kolejki, które stały ,, za czymś". Całość utrzymana jest w kolorystyce niebieskości i szarości. W środku mamy bardzo dużo zdjęć czarno-białych. Czcionka jest bardzo przyjemna dla oka. Rozdziały ponumerowane, a najważniejsze rzeczy są pogrubione. Wydanie oceniam jak najbardziej na: 4+



OPINIA: Czyli jak ona smakuje ?

Znowu mnie naszła ochota na jakiś reportaż i tak o to w ręce wpadła mi książka opowiadająca o stanie wojennym. Postanowiłam sprawdzić, jak ona smakuje, czy jest zjadliwa? Jeśli Cię zaciekawiłam to weź sobie coś do picia, jedzenia, siadaj i słuchaj co mam Ci dziś do opowiedzenia.


Zacznę od tego, że cały reportaż jest napisany bardzo potocznym językiem, przez co czyta się tę książkę przyjemnie. Owy slang tamtych lat jest wyjaśniany, a rzeczy, których ja nie znałam wyjaśnione. Momentami miałam wrażenie, że oglądam dokument, a nie czytam go. Myślę, że to za sprawą licznych zdjęć, których tutaj jest ogrom. Dzięki czemu, można poczuć klimat tamtych lat. Poczuć ową grozę i lęk przed tym co nadejdzie. 

Autorka, bardzo rzetelnie skupia się na każdych instytucjach i ukazuje czytelnikowi ich funkcjonowanie. Owa cenzura w TV, czy gazetach, bardzo aktualna myślę w dzisiejszych czasach. Szczucie jednych na drugich, czy nagła inflacja, wynikająca z zadłużenia i owe braki na półkach. To co mnie najbardziej chwyciło za serce, to owe nawiązania do historii, bardzo obiektywne podejście i ukazanie owej rzeczywistości oczami nas.. zwykłych obywateli, którzy nagle z dnia na dzień musieli odnaleźć się w nowej rzeczywistości, gdzie żołnierze chodzą po ulicach z karabinami, jest godzina policyjna. 



Z drugiej strony mamy ukazaną politykę i jak aktorzy, dziennikarze, czy politycy zaczynają wychodzić na ulicę i głośno protestować, w różny sposób na ową rzeczywistość. Co mnie najbardziej zaskoczyło? Myślę, że to w jaki sposób umieli ludzie obejść przepisy- zakazy. Ich pomysłowość zdecydowanie mi zaimponowała. Z drugiej strony ukazana została owa brutalna rzeczywistość i to ile osób zginęło w obronie wolności. 

Nie chcę za dużo Ci zdradzić, ale uważam, że ten reportaż jest bardzo solidnie napisany i zawiera całą kwintesencje tamtego okresu. Dowiedziałam się wiele ciekawych rzeczy, o których nie miałam wcześniej pojęcia. Według mnie jest wart uwagi.


CZY WARTO SCHRUPAĆ?- czyli podsumowanie :

 Krótko i na temat, jak dla mnie ten reportaż to zdecydowanie zapiekanka z PRL-u. Chrupiącą bagietką jest dla mnie język, w jakim została napisana. Jest lekki, a przy tym oddaje klimat tamtych lat za sprawą sloganu, czy nazw, które dziś już są zapomniane. Nie wiem czemu, ale nazwa Cinkciarz do tej pory mnie śmieszy, a już to w jaki sposób powstał ten neologizm dodatkowo mnie rozbawiło. Ciągnącym żółtym startym serem, jest dla mnie ukazanie tego wydarzenia pod kątem historycznym, w sposób obiektywny ukazując obie strony owej barykady w sposób profesjonalny. Pieczarkami, są dla mnie zdjęcia, które wprowadzają cudowny klimat tamtych lat. Nie tylko wzbogacają całą opowieść, ale pokazują trudny, cierpienia i życie codzienne.  Czy warto ją schrupać? Tak, ale polecam ją osobom, które interesują się tą tematyką, lubią historię. Jest to poniekąd minus, ale grono odbiorców jest niestety ograniczone.

 

KOMU POLECAM? Miłośnikom czasów PRL-u, fanom historii i literatury faktu

 

Za egzemplarz dziękuję serdecznie:




 

 

czwartek, 26 sierpnia 2021

To, czego pragniesz- czyli nauczycielskie perypetie

 

 

 


 

 

 

Tytuł:To, czego pragniesz

Autor:  Katherine Center

Liczba stron:409

Wydawnictwo: Muza

Okładka:  miękka

SŁOWA KLUCZE:miłość, szkoła, nauczycielskie życie, obyczaj, codzienność, humor

 

 

KRÓTKA FABUŁKA: czyli z czym to się je?

 

Samantha Casey jest młodą, pogodną kobietą. Pracuje jako szkolna bibliotekarka i kocha swoją pracę. Uwielbia wszystkich uczniów i nauczycieli, których traktuje jak swoją rodzinę. W przeszłości była jednak zupełnie inną osobą.

Duncan Carpenter jest nowym dyrektorem w jej szkole. Dla niego w życiu najważniejsza jest dyscyplina i przestrzeganie zasad. Duncan wie, że życie to nie przelewki, a niebezpieczeństwo zawsze czyha tuż za rogiem. W przeszłości był jednak zupełnie inną osobą.

Znają się z poprzedniej szkoły. Lata temu Sam szaleńczo kochała się w Duncanie. Była jednak niedostrzegalna ­– i to nie tylko dla niego. Dla wszystkich. Nawet dla samej siebie. Sam porzuciła dawne życie, znalazła nową szkołę i rozpoczęła wszystko od nowa.

Kiedy Duncan zostaje zatrudniony jako nowy dyrektor w szkole, w której bezpieczną przystań znalazła Sam, młoda bibliotekarka jest pełna obaw.

Wkrótce jednak okazuje się, że uroczy Duncan, jakiego znała, jest teraz nudnym, surowym służbistą, który za cel wziął sobie zwiększenie poziomu bezpieczeństwa w szkole, nie zważając zupełnie na to, że jego działania mogą zniszczyć lokalną sielankę.

Czy Sam i Duncan podejmą ryzyko i poddadzą się rodzącemu się między nimi uczuciu?

 

POD LUPĄ: Zacznę od wizualnej strony, czyli lupa w dłoń i do dzieła !

 Książka jest standardowego formatu A5. Z racji, że posiadam egzemplarz recenzencki na pewno będzie się on znacznie różnić od oficjalnego. Okłada jest matowa i utrzymana w pastelowych kolorach. Para ze zdjęcia jest uśmiechnięta i idą sobie  objęci nad jakimś jeziorem. Ogólnie czuć bardzo wakacyjny, lekki klimat. W środku mamy bardzo przyjemną czcionkę, a strony są koloru beżowego. Rozdziały są ponumerowane. Nie ma tu jakiś dodatków, a szkoda. 



OPINIA: Czyli jak ona smakuje ?

Pomalutku wakacje zbliżają się ku końcowi. Dlatego pomyślałam, że ten tytuł łączy w sobie i wakacje i szkołę.Przyznaję, że byłam bardzo ciekawa tej powieści. Jako nauczycielka, zastanawiałam się, jak autorka przedstawi nasze zmagania w pracy. Czy uda się jej wyłapać nasz humor, codzienność i problemy z jakimi zmagamy się dzień w dzień, a o których głośno się nie mówi- no bo nie wypada. Jak więc smakuje i czy tak wygląda nasze nauczycielskie życie? Jeśli Cię zaciekawiłam to weź sobie coś do picia, jedzenia, siadaj i słuchaj co mam Ci do opowiedzenia.


Główną bohaterką jest Samantha, która jest szkolną bibliotekarką. Jest bardzo ciepłą, rodziną i bardzo towarzyską osobą. Jej relacje z innymi pracownikami, czy uczniami są bardzo silne. Każdy darzy ją ogromną sympatią. Jest bardzo oddana swej pracy i poświęca jej nie tylko prywatne pieniądze, ale i czas. Jest tak pochłonięta ową misją, że nie ma czasu na jakieś relacje damsko- męskie. Kiedy więc zostaje wybrany nowy, młody dyrektor... wiadomo już na jakie tory zejdzie ta powieść.

Duncan słynie z tego, że potrafi każdą szkołę wyprowadzić ze wszystkich dołków. Jest on służbistą, profesjonalistą, który nie czuje potrzeby by spoufalać się z pracownikami. Uważa, że nie musi się liczyć ze zdaniem innych. Zaczyna więc wprowadzać swój ład i porządek, nie zwracając na specyfikację owej placówki. I tak zaczyna się owa wojna, w której to Duncan i Sam toczą boje nie tylko o szkołę, ale i uczucie, które między nimi się rodzi.



No dobra co z tą fabułką? Całość oparta jest na życiu szkolnym nauczycieli. Na tym jak wygląda zarządzanie, funkcjonowanie placówką. I przyznaję, jest bardzo bliska prawdy. Ukazuję prawdę, jak to nauczyciele z PASJĄ ( bo wiemy, że nie każdy ją ma) oddaje się do reszty nie tylko dzieciakom, ale i pracy. To jak nie mamy czasu na własne przyjemności, czy że kupujemy ze swoich pieniędzy materiały dydaktyczne- jest prawdą. Niestety, szkoła -czytaj dyrektor nie wszystko sponsoruje, bowiem ma inne wydatki. A żeby lekcja była ciekawa, owy nauczyciel po godzinach siedzi i planuje, dostosowuje wiedzę do danej klasy. Dlatego owa samotność Sami, nie dziwi. Kiedy kobieta ma mieć czas na randkowanie, czy życie prywatne. Ok ma weekendy, ale pamiętajmy, że w poniedziałek już trzeba się przygotować. I tak wygląda owa szara rzeczywistość nauczyciela. Kolejną sprawą, która zostaje tu poruszona to nowy dyrektor. To jak chce się wykazać, coś zmienić, dostosować do własnej wizji. Autorka genialnie pokazuje jego rolę, nieufność i powolne budowanie wzajemnych relacji. Dodatkowo mamy tutaj bardzo dużo elementów humorystycznych tzw sytuacyjnych, czy dialogowych, które mogą być z życia wzięte ze szkolnych korytarzy. Ogólnie jestem bardzo pozytywnie zaskoczona tą powieścią. Przeczytałam ją bardzo szybko, a śmiechu było bardzo dużo, jak przy jakimś kabarecie.

CZY WARTO SCHRUPAĆ?- czyli podsumowanie :

 Jedyne do czego mogę porównać tę powieść to do szkolnej kanapki. Chlebem tostowym są bohaterowie. Są dobrze wykreowani, ale jeśli mieli by się czymś konkretnym wyróżnić na tle innych powieść, to cóż nie znajduję takowej cechy. Są po prostu dobrą podstawą dla reszty. Żółtym serem, jak dla mnie jest ukazanie w sposób bardzo realistyczny funkcjonowania szkoły. Pracę jaką wkładają nauczyciele, pracownicy fizyczni, które umykają nam lub po prostu nie mają o nich pojęcia. Szynką są dla mnie ukazane tutaj wartości o których zapominamy na co dzień. Są nimi radość, przyjaźń, rodzina i miłość. W wirze pracy, ciągłego gonienia za pieniędzmi zatracamy się w świecie konsumpcjonizmu, gubiąc przy tym to co najcenniejsze. Autorka w znakomity sposób ukazała ową prawdę. I na koniec duża dawka ketchupu, czyli humoru, który nie raz wywołał u mnie atak głośnego śmiechu. Sytuacje, czy dialogi ewidentnie wyjęte zostały z naszych szkolnych korytarzy. Czy warto ją schrupać? Jak dla mnie tak. Jest lekka, przyjemna, a przy tym z dużą dawką humoru. Znajdziesz tu również szczyptę wartości, które potrafią skłonić do refleksji. Jak dla mnie, jest to idealna lektura, na zakończenie wakacji, a przywitanie nowego rok szkolnego.

 

KOMU POLECAM? Wszystkim

 

Za egzemplarz i bardzo mile spędzony czas dziękuję:

 


 

 

niedziela, 18 lipca 2021

Wakacje gwiazd w PRL- czyli podróż do przeszłości...

 

 

 

 


 

 

Tytuł:Wakacje gwiazd PRL- cały ten szpan

Autor:  Krystyna Gucewicz

Liczba stron:447

Wydawnictwo: Muza

Okładka:  miękka

SŁOWA KLUCZE:reportaż, życie w czasach PRL, miejsce do odpoczynku, gwiazdy

 

 

KRÓTKA FABUŁKA: czyli z czym to się je?

 W Polskę jedziemy! Elitarny Sopot, szokujące nagością Chałupy, malowniczy Kazimierz, zwariowane Zakopane, roztańczony Ciechocinek. Jak w kalejdoskopie pojawiają się modne miejscowości, znane twarze, wielkie nazwiska. Dokąd jeździli i gdzie się bawili artyści ze świata kina: Janusz Majewski, Andrzej Łapicki, Bogumił Kobiela, literaci: Stefania Grodzieńska, Stefan Kisielewski, a wreszcie muzycy, satyrycy oraz ikony świata mody: Maria Koterbska, Eryk Lipiński i Barbara Hoff?

Dlaczego w Rabce rodziły się najlepsze pomysły na książki? Czym kusiły artystów Bieszczady, a czym pociągały Mazury? Co oferowała wczasowiczom polska Palm Beach? Co myślała o tym wszystkim córka Stefana Żeromskiego, a co Kalina Jędrusik? Jak wyglądał ślub Zbyszka Cybulskiego i czy Leopold Tyrmand naprawdę nosił czerwone skarpetki? Dlaczego Tym wie lepiej? I skąd ten pomysł, że Osiecka lubiła krokodyle?

Książka Krystyny Gucewicz to nie tylko fascynująca podróż do miejsc, w których czas wolny spędzała śmietanka towarzyska PRL-u, to przede wszystkim pretekst do snucia barwnych i humorystycznych opowieści o ludziach i ich stylu życia w tych mało artystycznych czasach.

To gęsty od zdarzeń, anegdot i faktów patchworkowy reportaż z pamięci. I… PRL w pigułce. 

 

POD LUPĄ: Zacznę od wizualnej strony, czyli lupa w dłoń i do dzieła !

 Książka jest formatu B5. Okładka jest miziu miziu oraz matowa. Nie zostawia odcisków palców. Utrzymana jest w kolorystyce czarno-białej oraz intensywnej soczystej żółci. Posiada skrzydełka, a na wyklejce jest mapa, która nawiązuje do owych podróży po Polsce w czasach PRL-u . W środku mamy grubszy papier, bardzo przyjemną czcionkę i liczne czarno-białe zdjęcia, których jest tu bardzo dużo. Rozdziały mają swoje tytuły, a boczne ,, żarciki", czy cytaty są napisane kursywą, bądź są pogrubione.  Bardzo fajnie się ,, rozkłada" mimo swej objętości i nie miałam problemu Całość wydania oceniam na mocne: 5



OPINIA: Czyli jak ona smakuje ?

Jak zauważyłaś, ostatnio sięgam po reportaże, co jak na mnie jest to ogromna zmiana w moim literackim menu. Pomyślałam, że są wakacje, więc czemu by nie spróbować właśnie takiej książki, jak spędzali kiedyś urlop słynni aktorzy, pisarze, piosenkarki, jednym słowem nasza polska śmietanka. Nie miałam pojęcia, że otrzymam taką cegłę, ale jej wydanie już wyciszyło mój atak paniki. Na co ja się zapisałam? No więc jako ogromny laik, amator, dziecko wpuszczone do Disneylandu, postaram Ci się jak najlepiej opowiedzieć: jak smakuje ten reportaż i czy warto go schrupać... No to, co weź sobie coś do jedzenia, picia, siadaj i słuchaj co mam Ci dziś do opowiedzenia.

Autorka, od samego początku zyskała moją sympatię tym, że jej pióro jest lekkie, wręcz kolokwialne. Dzięki temu czułam się z nią jakby towarzyszyła mi przy kawie i rozpoczęła swoje opowiadanie o tym, z czego słynie dana miejscowość, a właściwie z kogo? Razem z panią Krystyną, przeniosłam się w czasie do lat powojennych i mogłam niejako przeżyć wakacje z tamtych lat. 

Cała książka jest bogata w cudowne czarno-białe zdjęcia, które nie tylko pozwoliły mi wczuć się w tamten klimat, ale też zobaczyć jaki kiedyś ludzie lubili spędzać wolny czas. Dodatkowo autorka przytacza wiele ciekawych anegdot, żartów, czy cytatów z piosenek lub książek. To pozwoliło mi jeszcze bardziej przybliżyć się do całej tej atmosfery i czasów kiedy to toczyły się zażarte walki o jeden jedyny strój kąpielowy, czy kupować wszystko na tzw kartki. Jednak ludziom to nie przeszkadzało, czerpali oni radość z rzeczy, o których mi dziś zapominamy. 



Każdy rozdział to nowa historia. I tak mamy wgląd w modę, co warto było słuchać, czytać, a przede wszystkim  z czego słynęły najbardziej oblegane miejscowości, na które było stać faktycznie tylko tych najzamożniejszych. Spodobał mi się ten koncept, bowiem mogłam je czytać niepokolei i tak jak chciałam. Jestem serio pozytywnie zaskoczona, jak wspaniale mi się ją czytało i to w upalne wakacje. Lekkie, a zarazem mądre. Z pewnością będę do niej wracać, choćby ze względu na przepiękne zdjęcia, czy anegdotki. I na tym pozwolisz zakończę moją recenzję, bo nie chcę Ci zepsuć zabawy z odkrywania tej książki, a na prawdę warto- mówię to ja nie czytająca reportaży, to musi o czymś to świadczyć ;)

CZY WARTO SCHRUPAĆ?- czyli podsumowanie :

 ,,Wakacje gwiazd w PRL" to zdecydowanie świeżo wyciśnięty sok z pomarańczy. Lekki za sprawą potocznego języka, dzięki czemu książkę bardzo szybko się czyta. Pożywny, bo przybliża nam historię miast, gwiazd i tego co kiedyś było modne. Kwaśny, a co za tym idzie orzeźwiający, dzięki licznym zdjęciom, które pozwalają nam jeszcze bardziej poczuć tamte czasy, a mnie nie raz zapierały dech w piersiach. Warto ją kupić, choćby dla samych zdjęć, które są na prawdę wybitne. Oczywiście tekst też jest świetny, dlatego całą książkę uważam za bardzo udany reportaż. Pełen ciekawych anegdotek związanych z gwiazdami z tamtych lat jak Osiecka,  Mazurówna, Tym, Rodowicz itd. Czy warto ją schrupać, a właściwie wysiorbać ze szklaneczki? Zdecydowanie tak, pod każdym względem mnie pozytywnie zaskoczyła. Nie powiem, były może ze 2 rozdziały co mi się najmniej podobały, ale to już kwestia gustu, a nie wady tego reportażu. Tę książkę się słucha, czytając.. serio.

 

KOMU POLECAM? Osobom, które lubią reportaże lub interesują się życiem gwiazd

 

Za egzemplarz i za bardzo miłe zaskoczenie dziękuję wydawnictwu:




 

wtorek, 6 lipca 2021

On jest dla mnie- czyli o trudnej roli macierzyńskiej

 

 

 


 

 

Tytuł:On jest dla mnie

Autor:  Corinne Michaels

Liczba stron:444 

Seria: Arrowood brothers

Wydawnictwo: Muza

Okładka:  miękka

SŁOWA KLUCZE:macierzyństwo, miłość, baseball, tajemnice

 

 

KRÓTKA FABUŁKA: czyli z czym to się je?

 Przyjaźnię się z Devney Maxwell od szóstego roku życia, ale nigdy nie powiedziałem jej, jak bardzo ją kocham.

Jako zawodowy gracz w baseball spędzam większą część roku w rozjazdach, ale ona jest moim domem – jedynym, jaki znałem. Kiedy wróciłem do Sugarloaf, aby zająć się rodzinną farmą, dowiedziałem się, że Devney zamierza wyjść za mąż za nieodpowiedniego mężczyznę. Wpadłem w rozpacz i po prostu musiałem zadziałać.

Jeden cudowny pocałunek zmienił wszystko.

Mam sześć miesięcy, żeby przekonać Devney, by wyjechała wraz ze mną i rozpoczęła nowe, wspólne życie, którego symbolem jest nasz pocałunek.

To właśnie jest moim celem, gdy spędzam czas, porządkując sprawy na farmie, trenując drużynę baseballu ukochanego bratanka Devney i kochając ją całym sercem. Wymaga to wielu zabiegów z mojej strony, ale w końcu wydaje się, że osiągnąłem swój cel – nasz związek rozkwita i jesteśmy zgodni, że uda nam się wspólnie pokonać wszelkie przeszkody.

I wtedy wydarza się tragedia, która na zawsze odmienia życie Devney. Moja ukochana nie może ze mną wyjechać, ja zaś, związany kontraktem, na pewno nie zostanę w Sugarloaf.

Wiem, że ona jest dla mnie tą jedyną, lecz być może będę musiał pozwolić jej odejść…

 

POD LUPĄ: Zacznę od wizualnej strony, czyli lupa w dłoń i do dzieła !

 Książka wydana jest w standardowym formacie A5.Jej okładka jest matowa i przyjemna w dotyku, czyli miziu miziu. Posiada skrzydełka.Utrzymana jest w kolorystyce brązu, czerni i żółci. Na froncie facet patrzy na nas bokiem, jakby był zamyślony lub czekał na nas. Tym razem nie odczuwam, żadnych emocji patrząc na okładkę. Ot co zdjęcie, które widzimy na co dzień. W środku mamy beżowe strony, które są cieńkie i jak widzisz druk momentami przebija na drugą stronę. Czcionka jest bardzo przyjemna dla oka.  Rozdziały są podzielone na dwójkę bohaterów, dzięki czemu mamy szerszą perspektywę, a pod nimi mamy małą ilustrację skrzyżowanych strzał, co idealnie wpasowuje się w treść. Dodatkowo wklejka też jest w strzały, co ciągle mnie rozczula. Całość zatem oceniam na:5



 

OPINIA: Czyli jak ona smakuje ?

Na tę część wyczekiwałam najbardziej. Wiedziałam bowiem, że z tym bohaterem nie będę się nudzić, a zjazd z tyrolki będzie bez trzymanki. Jednak, czy moje oczekiwania względem tego tomu będą zaspokojone? Czy będzie tutaj coś przewidywalnego i nudnego? No bo ileż można pisać o tym samym miejscu? Jeśli jesteś ciekaw jak smakuje ta powieść to weź sobie coś do picia, jedzenia, siadaj i słuchaj co mam Ci dziś do opowiedzenia.

Głównymi bohaterami tej części są Sean i Devney. On sławny sportowiec i jeden z najprzystojniejszych braci Arrowood, ona trzpiotka, rozrywkowa dziewczyna z małego miasta. Ta dwójka przyjaźni się ze sobą od dawna. I widać to  na pierwszy rzut oka, że znają się jak łyse konie.  Jeden pocałunek sprawia, że oboje zaczynają wątpić w swoją przyjaźń. Obawiają się, że ich rodzące się uczucie, może zniszczyć wieloletnią przyjaźń i ich cudowną relację. Jednak kto nie ryzykuje-nie żyje. 

 Sean to uparty facet, a przy tym jest bardzo pogodny i otwarty. Przyciąga do siebie ludzi nie ze względu na sławę, a ciepło jakie wokół siebie roztacza. Kiedy więc trzeba zawalczyć o miłość, zrobi wszystko, by znaleźć rozwiązanie. Dba o swoich bliskich, a jego przyjacielski i dobroduszny charakter powoduje, że każdy kto spotka go na swej drodze od razu zyskuje jego sympatię.

 Devney to bardzo ,, głośna" i szczera dziewczyna. Wszędzie jej pełno. Ma wielu partnerów, bo nie potrafi znaleźć tego jedynego. Jednak nie jest ona jakąś ,, latawicą" tylko dziewczyną, która nie potrafi być długo w stałym związku. Kiedy robi się poważnie- ucieka. Jedyny stały mężczyzna w jej życiu to jej przyjaciel Sean. Jednak kiedy robi się poważniej, dziewczyna wie, że ten związek nie ma szans. Dlaczego? jest to związane z pewną tajemnicą, która robi tutaj taki plot twist, że poduszka z wrażenia mi spadła, a ja nieźle uderzyłam się o kant łóżka.



No dobra co z tą fabułką? Przyznaje, pewnie już sobie myślisz- romans jak każdy inny Ona i On i odwieczna walka o uczucie. I ok może masz rację, jednak autorka wychodzi poza ten schemat i o ile motyw miłości, gra tu pierwsze skrzypce opiera się on jeszcze na jednej miłości- matczynej.  Devney i jej mama mają bardzo zły kontakt, do tego stopnia, że dziewczyna woli pomieszkiwać u znajomych niż we własnym domu. Czytelnik dowiaduje się, że ma to związek z pewną relacją dziewczyny z jej profesorem na uczelni. Matka dziewczyny wstydzi się, że wychowała taką lekkoduszną kobietę, która nie umie się ustatkować. I o ile ja odbierałam ją za taką wiesz mamę religijną, z zasadami   o tyle nie rozumiałam, dlaczego nie potrafi dogadać się z własną córką. Jak wspomniałam wcześniej w tej książce jest duży plot twist, który daje odpowiedź na najważniejsze pytania: dlaczego Devney i jej mama nie potrafią ze sobą rozmawiać? Dlaczego ich relacja jest pełna bólu i cierpienia? Ten tom skłonił mnie o refleksji na temat macierzyństwa, jak trudno wychować dziecko i wpoić mu wartości, które dla nas są najcenniejsze. Na jakie ogromne poświęcenie my kobiety się oddajemy codziennie dla swych dzieci- nie ważne w jakim wieku, by je chronić.. Pod przykrywką lekkiego, ciepłego romansu, odnalazłam przepis na bycie matką, która dla swego dziecka jest w stanie zrobić wszystko. Cudowna historia...

CZY WARTO SCHRUPAĆ?- czyli podsumowanie :

 ,, On jest dla mnie" to powieść, która mnie zaskoczyła oczywiście pozytywnie, wychodząc ze swych stereotypów i oczywistych oczywistości. Porównam tę powieść do chłodnika litewskiego, który ostudzi i przyniesie refleksję na temat roli matki. Podstawą, czyli bulionem są bohaterzy i ich kreacja. Zdecydowanie Devney i Sean potrafią skraść serca czytelnika. Są on bardzo realistyczni, posiadają wiele wad i starają się z nimi walczyć, jak my na codzień. Kefirem jak dla mnie jest tutaj motyw bycia matką, o którym już wspomniałam. Autorka zwraca bowiem uwagę na oddanie, ogromną beziteresowną miłość i opiekuńczość, która przybierać może różne formy. W większość matki pragną tylko dobra i szczęścia dla swych dzieci, a żeby te takowe miały, czasem muszą podjąć trudne decyzje. Botwinką jest dla mnie ukazanie w tej powieści miłości, która nie zawsze musi być tą romantyczną i grać pierwsze skrzypce. Tutaj te uczucie rozkwita powoli, dojrzewa w umysłach bohaterów. Trzeba komuś zaufać, by oddać swe serce i tutaj właśnie te powiedzenie idealnie się sprawdza. Szczypiorkiem, czosnkiem, łyżką octu, i ogórkiem są dla mnie ukazane w tej powieści liczne problemy takie  jak: życie z ogromną tajemnicą, które wpływa na nasze relacje, bycie sławnym sportowcem, czy chęć naprawienia stosunków ze swimi rodzicami. Jak ciężko jest wybaczyć, a jeszcze ciężej przeprosić i przyznać sie do swoich błędów. Jajkiem na twardo jest sam klimat tej powieści z jednej strony lekki, przyjemny, a z drugiej boleśnie realistyczny, ukazujący prawdę jeśli chodzi o nasze relacje z rodzicami. Nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy w tej powieści za co ta część plasuje się na mojej liście wysoko. Czy warto ją zatem schrupać? Zdecydowanie tak, jest to powieść o relacjach międzyludzkich, cudownej miłości, przyjaźni i macierzyństwie, które nie zawsze jest takie kolorowe, wspaniałe i piękne jak to przedstawiają media. Ja jestem zachwycona tą częścią i będę ją polecać jeszcze długoo....

 

KOMU POLECAM? Osobom, które szukają czegoś lekkiego, a zarazem refleksyjnego

 

Za egzemplarz i mile spędzony czas dziękuję:

 


 

 

niedziela, 30 maja 2021

Martwy ptak- znakomity polski kryminał

 

 

 


 

 

Tytuł:Martwy ptak

Autor:  Maciej Kaźmierczak

Liczba stron:478

Wydawnictwo: Muza

Okładka:  miękka

SŁOWA KLUCZE:zbrodnia, seryjny morderca, wróbel, artyzm,

 

 

KRÓTKA FABUŁKA: czyli z czym to się je?

 Czy zbrodnia może być dziełem sztuki?

W Łodzi dochodzi do serii makabrycznych zbrodni. Łączy je intrygujący schemat – seryjny morderca pozbawia ofiary palców, a w ich usta wkłada martwe ptaki. Nad sprawą pracuje para śledczych – komisarz Kyrcz i podkomisarz Szolc. Sprawca nie pozostawia po sobie żadnych śladów. Jest perfekcyjny. W końcu jednak popełnia błąd. Czy zrobił to przypadkowo? A może świadomie manipuluje śledczymi albo fabrykuje dowody, by zmylić policjantów?

W całą sprawę wplątana zostaje Laura Wójcik, z zawodu rysowniczka. Dziewczynę fascynuje śmierć, szczególnie samotna śmierć ptaków. Dlatego intrygują ją ostatnie zbrodnie. Czy to tylko przypadek, że jest autorką portretów kolejnych ofiar mordercy? Wstrząsające i zarazem fascynujące wydarzenia, skłaniają ją też do refleksji na temat własnej przeszłości. Czy ma ona związek ze sprawą, którą żyje całe miasto?

POD LUPĄ: Zacznę od wizualnej strony, czyli lupa w dłoń i do dzieła !

  Książka wydana jest w standardowym formacie A5.Jej okładka jest matowa i przyjemna w dotyku, czyli miziu miziu. Posiada skrzydełka.Utrzymana jest w kolorystyce szarości, czerni i bieli. Na froncie widzimy tułów ptaka, którego nóżki są zawiązane na czerwonej sznurówce, wiszące do góry nogami. Nawiązuje tym nie tylko do tytułu, ale i fabuły. Z jednej strony czuję lekkie obrzydzenie, no bo ewidentnie jest to martwy ptak, a z drugiej strach, co czeka mnie w środku. A tam mamy beżowe strony, które są normalnej grubości. Czcionka jest bardzo przyjemna dla oka.  Rozdziały są ponumerowane. Cała historia jest podzielona na  części. Całość zatem oceniam na:5



OPINIA: Czyli jak ona smakuje ?

Czytając opis tej książki, stwierdziłam, że chcę jej skosztować. Ostatnio mam ochotę na różne smaki, jakby kobieta w czytelniczej ciąży, dlatego też tak sobie nimi żongluję. Tym razem padło na typowy kryminał. Jak smakuje? Czy mimo trochę, jak dla mnie odrzucającej okładki warto po nią sięgnąć? Jeśli Cię zainteresowałam to weź sobie coś do picia, jedzenia, siadaj i słuchaj co mam Ci dziś do opowiedzenia.

Mamy tutaj dwójkę jakby głównych bohaterów. Laurę, która jako młoda studentka, wyjeżdża ze swojego miasta, by podążać za swą pasją. Dostaje się na ASP i tam dalej kształci swój talent. Jej prace wybijają się na tle innych dość nietypową tematyką- martwych zwierząt, które eksponuje, starając się zwrócić uwagę na ich śmierć. Śmierć, która jest obojętna dla świata, niezauważalna przez ludzi. Dziewczyna ewidentnie jest wrażliwą osobą, która zwraca uwagę na takie szczegóły. W pewnym momencie jej talent zostaje zauważony, jednak nie tak jak powinien. Skąd u dziewczyny, tak młodej fascynacja śmiercią? Czy ma ona jakiś związek ze seryjnymi morderstwami, gdzie owa jej fascynacja martwymi ptakami ma swoje odbicie w modus operandi? Czy ta spokojna i wrażliwa dusza może być zabójczynią?

Komisarz Kyrcz i jego pomocnica to duet bardzo profesjonalnych śledczych. Bardzo skrupulatnie podchodzą do oględzin miejsca zbrodni, jak i ciał. Jednak są przy tym powolni, wręcz momentami ociężali. Jednak mimo to jest to dla mnie bardzo realistycznie ukazana praca. W systematyczny sposób zdobywają dowody. Muszą się przy tym natrudzić. I tak mamy tutaj stereotypową relację seksualną między tą dwójką, jednak nie przeszkadzało mi to w całościowym odbiorze. Co prawda nie wyróżniają się oni żadnymi umiejętnościami detektywistycznymi, które zaparły by mi dech w piersiach, ani nie są oni na tyle charyzmatyczni, bym zapałała do nich jakąś sympatią, jednak to co muszę zaznaczyć, są dobrze wykreowani.



No dobra, co z tą fabułką? I tu jest istna petarda, która mnie wciągnęła maksymalnie do swego krwawej i brutalnej historii. Mamy bowiem tutaj motyw wkładania martwych ptaków w usta zamordowanych. Makabryczny, wręcz artystyczny aspekt pozostawiania ofiar, zaczyna nawiązywać do mitologii, czy jakiś kultów. Nasi śledczy muszą zatem ustalić kto? dlaczego? i o co chodzi z tymi martwymi ptakami? Dlaczego morderca pastwi się jeszcze nad nimi? Jaki związek mają one z zabójstwem? Całość trzyma w napięciu i do końca nie jest czytelnik w stanie odgadnąć, kto za tym wszystkim stoi. Spodobało mi się również tło psychologiczne, które tutaj bardzo dobrze zostało zarysowane. Jesteśmy w stanie ,, zrozumieć" czym kierował się morderca? I jakie emocje towarzyszą naszym bohaterom podczas całej sprawy. Jak wspomniałam już wcześniej tempo jest wolne, ale dokładne. Nie przeszkadzało mi to, aczkolwiek brutalne opisy mogą zniechęcić osoby o delikatnej naturze. Są one bowiem bardzo dosadne, a przy tym oddziaływają na wyobraźnię. Uważam tę książkę za znakomity polski kryminał, który jest bardzo bliski tym skandynawskim, które tak uwielbiam.

CZY WARTO SCHRUPAĆ?- czyli podsumowanie :

 Książkę tę mogę porównać do kruchego ciasta z rabarbarem. Ową podstawą, czyli kruchym spodem, które znają wszyscy są bohaterowie. Nie wyróżniają się oni niczym specjalnym, ale są dobrze wykreowani. To co mnie najbardziej chyba ujęło, że są bardzo realistyczni w swej pracy. Do wszystkiego potrzebują czasu, a na rozwiązanie musimy trochę poczekać. Kwaskowatym, jednak idealnie pasującym rabarbarem z cukrem jest owa fabuła, która mimo swej brutalności i krwawych opisów, potrafi czytelnika wciągnąć do swego świata. Z niecierpliwością oczekiwałam finału, by rozwikłać kto stoi za tym artystycznymi, jednak makabrycznymi morderstwami, gdzie głównym modusem operandi były martwe ptaki. Bardzo oryginalny pomysł, który nawiązywał do religioznawstwa, tradycji i przede wszystkim sztuki. Kruszonką, która wszystko scala i otula jest klimat całej powieści. Mroczny i trzymający w napięciu.  Przyznaję- jestem pod wrażeniem iż autor nasz rodzimy tak przybliżył się swoją książką do powieści skandynawskich właśnie pod względem konstrukcji, akcji i ciekawej zbrodni. Zdecydowanie warto schrupać tę powieść. Nie zawiedziesz się pod żadnym pozorem, a wręcz zostaniesz wciągnięty.

 

KOMU POLECAM? Fanom kryminałów skandynawskich, thrillerów.

 

Za egzemplarz i wspaniałe doznania dziękuję;


 

 

poniedziałek, 24 maja 2021

Nieskończone bicie serca- bardzo szkodliwa książka.

 

 

 


 

 

Tytuł:Nieskończone bicie sera

Autor:  Alessio Puleo

Liczba stron:286

Wydawnictwo: Muza

Okładka:  miękka

SŁOWA KLUCZE:przeszczep, erotyka, wizje, nastolatkowe, żałoba, handel organami

 

 

KRÓTKA FABUŁKA: czyli z czym to się je?

 Historia przyjaźni nastolatek o bujnej wyobraźni, ciekawskich, przepełnionych chęcią życia, pragnących doświadczać nowych przygód.

Ylenie i Aleks byli parą. Na drodze do ich szczęścia stanęła nieuleczalna choroba i niespodziewana śmierć. Kiedy chłopak zginął w wypadku samochodowym, dziewczynie przeszczepiono jego serce. Ylenie próbuje poukładać swój świat na nowo. Poprzez media społecznościowe poznaje tajemniczą Giorgia, która też stoczyła walkę o swoje zdrowie. Giorgia przeszła operację przeszczepu rogówek. Dziewczyny łączą wspólne, trudne doświadczenia… odkrywają wiele niejasności w sprawie śmierci chłopaka. Znalezione przez dziewczyny dowody doprowadzają je do brutalnej i przerażającej prawdy o podziemnym świecie handlu narządami. Od tej chwili grozi im śmiertelne niebezpieczeństwo.

 

POD LUPĄ: Zacznę od wizualnej strony, czyli lupa w dłoń i do dzieła !

 Książka wydana jest w standardowym formacie A5.Jej okładka jest matowa i przyjemna w dotyku, czyli miziu miziu. Posiada skrzydełka.Utrzymana jest w kolorystyce szarości, czerni i niebieskości. Na froncie kobieta patrzy na nas bokiem, jakby była zamyślona, czekała na nas. Tym razem nie odczuwam, żadnych emocji patrząc na okładkę. Ot co zdjęcie, które widzimy na co dzień. W środku mamy beżowe strony, które są normalnej grubości. Czcionka jest bardzo przyjemna dla oka.  Rozdziały są ponumerowane. Dodatkowo wklejka też jest w serduszka, nawiązując do treści, co mnie rozczuliło i nadrobiło z nijaką jak dla mnie okładką.  Całość zatem oceniam na:5



OPINIA: Czyli jak ona smakuje ?

Handel organami to motyw, który przyznaję skusił mnie na tę powieść. Pomyślałam, że jest to temat, który rzadko jest poruszany, a jak już to w kryminalnych powieściach, a nie młodzieżowych. Owa mała objętość troszkę mnie już na wstępnie zaskoczyła, no bo gruby temat, poważny i bardzo drażliwy,a tu taka cienizna. Myślę sobie ok, może będzie mocno. Jak było na prawdę? Dlaczego uważam ją za najgorszą książkę jaką w tym roku przeczytałam? Jeśli jesteś ciekaw to weź sobie coś do picia, jedzenia, siadaj i słuchaj co mam Ci do opowiedzenia.


Mamy tutaj bardzo dużo bohaterów, ale ja skupię się na kluczowej dwójce, która według mnie jest tutaj w tej powieści najważniejsza. Zacznę więc od Ylenie. To dziewczyna, która dopiero co nie dawno straciła w wypadku samochodowym swoją wielką miłość, czyli Aleksa. Już na pierwszych stronach dowiadujemy się, że dziewczyna przeszła przeszczep serca, a dawcą był właśnie jej ukochany. W tym momencie przypomniał mi się owy motyw w jednej książce Pana Sparksa, na której właśnie dlatego płakałam jak bóbr. Myślę sobie- OK, mocny wstęp, może książka będzie dorównywać tamtej? Dziewczyna ewidentnie cierpi na depresję i nie jest to dziwne. Nie dość, że straciła chłopaka, to jeszcze nosi jego serce. Nie potrafi poradzić sobie z ową tragedią, a mroczne myśli nie opuszczają jej. I choć jest rozsądną nastolatką, mądrą to jednak uczucia biorą górę i wpada w czarną otchłań smutku. Kiedy więc pojawia się Giorgia w jej życiu, wszystko nabiera jakiegoś dziwnego tempa ( erotycznego i momentami chorego) , a dziewczyna nagle zaczyna żyć.

No dobra przejdźmy teraz do Giorgi. Ta młoda dziewczyna nie miała lekko, utrata wzroku to poważna sprawa, dlatego kiedy znajdują dawcę do przeszczepu rogówki, wydaje się to istnym cudem. Jednak wraz z owym przeszczepem, dziewczyna zaczyna doznawać dziwnych wizji. Postanawia więc odnaleźć osoby o których ,, fantazjuje". Jednak to co odkrywa wydaje się być tragedią. Otóż nigdy nie powinna dostać owego organu, a jej dawcą jest Aleks. Kiedy więc dochodzi do spotkania z Ylenie i ich szczerą rozmową, obie postanawiają odkryć prawdę. Jak było na prawdę? Czy Aleks mógł żyć, tylko handlarze organami wyczuli, brzydko mówiąc szansę na zarobek?  Giorgina jest bardzo energiczną i śmiałą osobą. Jej bezpośredniość i czerpanie z życia powoduje, że Ylenie oraz jej znajomi wpadają do świata pełnego wyuzdanych zabaw, seksu bez zobowiązań. W tej powieść, ta bohaterka z każdym się przespała i uzależnia od siebie każdego. Jest taką famme  fatale, która bierze wszystko na co ma ochotę i nie bierze jeńców. I chyba mimo wszystko jej kreacja podobała mi się najbardziej, bowiem potrafiła wybić się przez mnogość innych postaci i irytować mnie jak mało jaki bohater.



No dobra co z tą fabułką? Powiem szczerze czuję się oszukana przez autora. Miałam dostać historię o nielegalnym handlu organami, a dostałam powieść o różnych pozycjach, gdzie i jak można to szybko zrobić? Dodatkowo bohaterowie nie widzą problemu z faktu, że są wykorzystywani. Jest też taki moment w książce, że jeden z bohaterów opiera się, mówi NIE, a i tak zostaje wykorzystany przez Giorginę. To mnie oburzyło już na maksa. Cała sprawa z owym handlem znika, jak za sprawą magicznej różdżki, ( tak możliwe, że tej gaciowej) a owe śledztwo nie jest już najważniejszą sprawą, a to komu tu jeszcze wejść do majtek? No nie. Jak wiesz ja czytuje erotyki, ale NAWET W NICH jest jakaś głębsza psychologia, problematyka, która nie raz skłoniła mnie do różnych refleksji, a seks mimo wszystko - o dziwo ma tam sens i owszem są śmieszne teksty, ale owych opisów jest o wiele mniej niż w tej cieńkiej powieści. Tu na każdej stronie jest jakaś ,, chora" akcja. Serio. Nie znam Cię, ale choć przywitać się z moją bielizną. Tu nie ma przyjaźni, a wykorzystywanie. Jak dla mnie jest ona bardzo szkodliwą książką, która ukazuje zachowania, które nie są akceptowalne pod każdym względem.

CZY WARTO SCHRUPAĆ?- czyli podsumowanie :

 Tę książkę mogę porównać tylko do jednego, bardzo niebezpiecznego dania, czyli Sashimi z Fugu. Jadalnymi warzywami był owy maluteńki motyw handlu organami ludzkimi na światową skalę. Ten biznes niestety kwitnie, dlatego też ukazanie tego problemu było dla mnie bardzo ciekawym i refleksyjnym motywem. Szkoda, że było go tyle ile kot napłakał, bo serio, ta książka pretendowała na bycie genialną. Niestety zaserwowana z rybą Fugu, całą zabawę zepsuła. Przyprawami, które dodają jakiegoś smaku są bohaterowie. Jest ich tu mnóstwo, ale myślę, że tylko Giorgina, która mnie bardzo irytowała mimo wszystko gra tu pierwsze skrzypce. W owej kreacji takiej nastoletniej nimfomanki, famme fatale i takiej bardzo toksycznej jest charakterystyczna dla tej historii. I teraz przechodzimy płynnie do ryby podanej na surowo, czyli Fugu. Niebezpiecznej i toksycznej fabuły. Tutaj motyw wykorzystywania seksualnego jako takiej pierwotnej potrzeby do zaspokojenia jest tutaj niestety motywem głównym. Bardzo nie podobało mi się, jak przedstawione zostało życie nastolatków, które zostało tylko spłycone do seksu. Jedynym w tej książce problemem było z kim dzisiaj się prześpię? Serio, a to jak Giorgina traktuje mężczyzn i kobiety, jako takie zabawki, które mają ją zaspokoić jest dla mnie bardzo niebezpieczne i jeśli taką książkę weźmie w ręce młody czytelnik może narobić mu wiele szkód. Brak uczuć między bohaterami, a pierwotne instynkty, które nimi kierują sprawiło, że miałam dość tej historii nie chciałam w nią brnąć dalej. Dawno nie czułam się tak zniesmaczona i zawiedziona.Czy warto ją schrupać? Tę decyzję pozostawiam Tobie. Ja na pewno ponownie po nią nie sięgnę. Owe skosztowanie ryby Fugu pozostawiam dla odważnych, którzy lubią takie ekstremalne wyzwania kulinarno-czytelniczne.

 

KOMU POLECAM? Odważnym. Jesz na własną odpowiedzialność

 

Za egzemplarz dziękuję:


 

 

środa, 5 maja 2021

Zawalcz o mnie- czyli kochaj, albo odejdź. O trudnej miłości, której zakończenie jest nie do przewidzenia.

 

 

 


 

 

 

Tytuł:Zawalcz o mnie

Autor:  Corinne Michales

Liczba stron:346

Seria: The Arrowood Brothers

Wydawnictwo: Muza

Okładka:  miękka

SŁOWA KLUCZE:miłość, przeszłość, nienawiść, problemy życiowe, obyczajówka, romans

 

 

KRÓTKA FABUŁKA: czyli z czym to się je?

 Declan Arrowood, najstarszy z czterech braci, odnoszący sukcesy biznesmen z Nowego Jorku, po śmierci znienawidzonego ojca na co najmniej pół roku zmuszony jest przeprowadzić się do Sugarloaf, niewielkiej miejscowości w Pensylwanii, w której wspólnie z braćmi się wychowywał. Taki warunek musi spełnić każdy z braci, żeby odziedziczyć spadek po ojcu. Powrót w rodzinne strony wiąże się niestety z bolesnymi wspomnieniami. To właśnie tutaj mieszka młodzieńcza miłość Declana, Sydney Hastings, która po ukończeniu prawa zatrudniła się w miejscowej kancelarii.

Związek Declana i Sydney miał być bajkową historią z gatunku tych, które kończą słowa: „i żyli długo i szczęśliwie”. Zakochani do nieprzytomności obiecywali sobie dozgonną miłość, a potem on niespodziewanie ją porzucił. Bez słowa wyjaśnienia zniknął z miasta i z jej życia.

Teraz, blisko dziesięć lat później, powraca i nie może przestać myśleć o dawnej ukochanej. Wie, że odchodząc, złamał jej serce. Jednak uczucia są silniejsze od rozsądku. Sydney również uważa, że Declan nie zasługuje na drugą szansę, ale nie potrafi bez niego żyć. Zwłaszcza że on znów jest tak blisko. Jeśli po tym wszystkim, przez co przeszli, mają być razem, Declan będzie musiał udowodnić, że mu na niej zależy.

Czy można zaufać komuś, kto wcześniej tak bardzo zranił? Czy młodzieńcza miłość ma szansę przetrwać w dorosłym życiu? A wreszcie – czy historia Declana i Sydney może zakończyć się happy endem?

POD LUPĄ: Zacznę od wizualnej strony, czyli lupa w dłoń i do dzieła !

 Książka wydana jest w standardowym formacie A5.Jej okładka jest matowa i przyjemna w dotyku, czyli miziu miziu. Posiada skrzydełka.Utrzymana jest w kolorystyce szarości, czerni i niebieskości. Na froncie facet patrzy na nas bokiem, jakby był zamyślony lub czekał na nas. Tym razem nie odczuwam, żadnych emocji patrząc na okładkę. Ot co zdjęcie, które widzimy na co dzień. W środku mamy beżowe strony, które są normalnej grubości. Czcionka jest bardzo przyjemna dla oka.  Rozdziały są podzielone na dwójkę bohaterów, dzięki czemu mamy szerszą perspektywę, a pod nimi mamy małą ilustrację skrzyżowanych strzał, co idealnie wpasowuje się w treść. Dodatkowo wklejka też jest w strzały, co mnie rozczuliło i nadrobiło z nijaką jak dla mnie okładką. Całość zatem oceniam na:5


OPINIA: Czyli jak ona smakuje ?

Jak pamiętasz pierwszą częścią czyli ,,Wróć do mnie " byłam zachwycona. Byłam bardzo  zaskoczona tym, jak bardzo przypadła mi do gustu historia najmłodszego z braci Arrowood, czyli Connora. Wyczuwałam tutaj styl Sparksa, ale tego starego. Jak było tym razem? Czy nadal czułam owy zachwyt? Czy ta seria pretenduje na coś wspaniałego? No i jak smakuje?  Jeśli Cię zaciekawiłam to weź sobie coś do picia, jedzenia, siadaj i słuchaj co mam Ci dziś do opowiedzenia.

Głównymi bohaterami tej części są Sydney i Declan. Tych dwoje połączyła dziecięca miłość. Od zawsze się wspierali, dojrzewali. Declan i Syd wiedzieli, że będą całe życie razem.Jednak pewne zdarzenie rozdzieliło ich aż na 8lat. Sydney stała się kobietą nieufną, zimną i niedostępną dla mężczyzn. Declan wyrósł na cynicznego bobka, który stan singla traktuje poważnie. Jego dziecięce marzenia o planowaniu rodziny legły w gruzy, kiedy to został wplątany w pewną rodzinną tragedię. Od tego momentu dla dobra braci, Sydney musiał wyrzec się swych marzeń i na nowo ułożyć sobie życie. Spotkanie po latach i ogromnej miłości, jaka łączyła tę dwójkę spowodowała, że iskierki leciały między nimi za każdym razem, kiedy to dochodziło do kontaktu. Owe zadry, niedopowiedzenia sprzed prawie dekady odcisnęły na obojgu swe piętno. Kogo polubiłam? Myślę, że Sydney, jakoś bliżej mi było do niej. Podobał mi się ten jej pazur i pewność siebie. Declan był jak dla mnie niezdecydowanym facetem, który bał się otworzyć i przyznać do wielu rzeczy. Parę razy zirytowało mnie jego ,, dziecięce" zachowanie, które nie pasowało mi do ,,inteligentnego" mężczyzny. Za to Sid jawi się tu jako osoba racjonalna, oddana , szczera i nieugięta. Czy jej walka okaże się warta, każdego zadanego ciosu?



Co z tą fabułką? Popłakałam się czytając tę historię. Serio. Ja. Na książce. Jest to bardzo rzadkie zjawisko, a jednak- poleciały łzy. Cała historia jest lekka. Dwójka ludzi, którzy bardzo się kochają, ale nie mogą ze sobą być. Wiadomo tama w którąś stronę puści- jednak  nie przypuszczałam takiego obrotu sprawy. Trzymała mnie w napięciu do ostatniej strony. Nie da się przewidzieć, czy bohaterowie będą ze sobą, czy ich duma i lęki zwyciężą. To co mi się spodobało również to fakt, że nadal mamy ciąg dalszy Elli i Connora oraz wgląd na to co dzieje się z 2 pozostałych braci, a dzieje się. Już chcę wybuchową parę Seana i Dev- tu będą leciały wióry. To co muszę jeszcze zaznaczyć, że są dwa opisy scen łóżkowych i to takie troszkę rozbudowane. Nie są one niesmaczne, ale wolę wspomnieć, bo wiem że nie każdy potrafi przełknąć takie strony. Tutaj są dwie. Jak dla mnie mało, w sensie że to nie jest erotico.  Nie umiałam się oderwać od tej historii i co, czekam z niecierpliwością na kolejny tom. I choć jest to jakiś tam powrót do klasycznych historii romantycznych, to jakoś bardzo mi ona zasmakowała.

CZY WARTO SCHRUPAĆ?- czyli podsumowanie :

 ,, Zawalcz o mnie" porównać mogę do klasycznej drożdżówki z serem. Owym drożdżowym ciastem, słodkim i miękkim jest sama fabuła. Z jednej strony tradycyjna, zwracająca uwagę na to co w życiu najważniejsze, a z drugiej ukazująca walkę młodych ludzi o swe szczęście. To co mi się spodobało to fakt, że do samego końca nie da się przewidzieć zakończenia, a cała historia trzyma czytelnika w słodkim napięciu. W dodatku mamy cały czas utrzymaną linię czasu. Dlatego mamy wgląd do bohaterów z poprzedniej części co też  dodało mi takiej realistyczności. Problemy z jakimi borykają się postaci nie są wyolbrzymione, ani wyjęte z księżyca. Co dodatkowo sprawiło, że wierzyłam w całą tę fabułę. I jak już wspomniałam, mi przy tej części popłynęły łezki, a to się zdarza rzadko bym płakała. Owym kremowym, delikatnym, rozpływającym się w ustach serem są owi bohaterowie. Sid zna swoje wady tak samo jak Declan i walczą z nimi. Nie są wyidealizowani, a ich psychologiczne podłoże zachowań- irracjonalnych ma bardzo silną podstawę w przeszłości. Jeśli miałabym porównać tę część do pierwszej to szczerze- pierwsza trochę bardziej mi się podobała, aczkolwiek nadal uważam ten tom za bardzo udany. Co do tego nie mam wątpliwości, że ta seria zdecydowanie zostanie ze mną, na moich półkach na długo. Każda bowiem pokazuje, jak dana trauma z dzieciństwa może zmienić człowieka, a że każdy z braci Arrowood jest inny, to też mamy cudowny wachlarz obronny- jak każdy z nich poradził sobie z owym wydarzeniem i jak wpłynął na ich życie. Czy warto schrupać tę powieść? Zdecydowanie tak, ta drożdżówka jest wyborna i wiem, że jest wiele podobnych, ale z tej cukierni wychodzi najsmaczniejsza- zaufaj mi. Czasem właśnie w prostocie i tradycji drzemie moc, co po raz drugi udowodniła mi autorka. Pokazała mi nie tylko siłę miłości, ale i to co jesteśmy w stanie dla niej zrobić i jaki ponieść koszt dla ukochanej osoby...

 

KOMU POLECAM? Osobom, które chcą czegoś lekkiego, mądrego i lubią klasyczne romanse

 

Za egzemplarz i mile spędzony czas dziękuję: